środa, 26 lutego 2014

Kolejna głupia, pseudotradycjonalistyczna strona internetowa

Przypadkowo wszedłszy na forum rebelya.pl, by w jednym z wątków dyskusyjnych znaleźć linka do strony "Dla katolików rzymskich integralnych".

Strony i blogi osobiste prezentują różny poziom merytoryczny i zwykle nie zajmuję się nimi, lecz raczej konkretnymi zagadnieniami. Jednak ta strona zasługuje na swoje pięć minut. Tyle wystarczy, by zorjentować się, że jej autor (autorzy?) nie mają zahamowań przed napisaniem żadnej piramidalnej bzdury. Znalazłem tam "101 herezji antypapieża Jana Pawła II", Spisek na konklawe 1958 roku (wersja uzupełniona) oraz Schizmatyckie konsekracje lefebrystów i sedewakantystów.



Słowem, urodzić się tu chce jakiś rodzimy "Mały Kościółek", z jednej strony uznający następców Piusa XII za antypapieży, a z drugiej strony - kwestjonujący wszelkie rozwiązania podejmowane przez różne nurty tradycjonalizmu katolickiego w celu ocalenia Kościoła. Niestety, obok tych głupot pisanych od siebie autor strony "Katolik integralny" zamieszcza całkiem sporo wartościowych, przedsoborowych tekstów teologicznych. Niewprawny czytelnik może się w tem łatwo zgubić, przedczem przestrzegam.

A propos słabych tekstów: w najnowszym numerze "Do rzeczy" pojawia się dzieło sygnowane przez Piotra Kowalczuka pt. "Spisek postępowców: odwołać papieża", który jest tłumaczeniem, streszczeniem, plagiatem, jakkolwiek by to nie nazwać artykułu Antoniego Socciego spolszczonego przez Gajowego Maruchę, analizowanego w poprzednim wpisiem "Młota". W "Do rzeczy" zawsze jest sporo wartościowych tekstów, ale ten się do nich nie zalicza.

czwartek, 13 lutego 2014

Rewelacje pana Socciego i spółki

Wraz z pierwszą rocznicą zapowiedzi abdykacji Ojca Świętego Benedykta XVI uaktywniły się głosy kwestionujące ważność tej rezygnacji. Liderem w ww. zakresie jest znany fatimolog x. Paweł Kramer , który pod koniec listopada 2013 r. najprzód nie zdzierżył franciszkowej adhortacji apostolskiej Evangelii Gaudium i przyjął bynajmniej nie bezpodstawnie pozycję sedewakantystyczną, by chwilę później ogłosić, że rezygnacja Benedykta XVI jako wymuszona jest nieważna i on sam wciąż traktuje biskupa Józefa Ratzingera jako panującego papieża.

Znany włoski watykanolog Antoni Socci poszedł tym tropem i ogłosił w ostatnich dniach teksty drążące temat. Są one dostępne na jego stronie internetowej i łatwiej je tam czytać niż u Dextimusa. A najlepiej jest skorzystać z translacji Gajowego Maruchy, który chyba niesłusznie się zastrzega co do możliwej niepoprawności tłumaczenia.

Latem roku 2011 uzyskałem z wiarygodnego źródła informację, iż Benedykt XVI podjął decyzję o abdykacji z chwilą ukończenia 85 lat, czyli w kwietniu 2012. Mój artykuł na ten temat (25.09.2011) został skwitowany lawiną komentarzy, iż uwłaczam Watykanowi – a później wypominano mi, iż moja przepowiednia się nie ziściła. Odpowiedziałem, iż podówczas papież znajdował się w epicentrum burzy Vatileaks, więc nie mógł zrezygnować. Ale po zamknięciu tej sprawy 11.02.2013 Benedykt ogłosił swą dramatyczną decyzję – przed ukończeniem 86-go roku życia.

Wczoraj (11.02.2014) kardynał Bertone ujawnił, iż papież dojrzewał przez pewien czas do tej decyzji i rozmawiał z nim w połowie 2012 roku. Zdecydował się opóźnić swą abdykację ze względu na aktualne, burzliwe dla Watykanu, okoliczności. Decyzję powziął jednak w kwietniu 2012 roku, czyli tak, jak napisałem.

Zastanawiałem się, skąd moje źródła informacji mogły to na pewno wiedzieć już dwa lata wcześniej? Czyżby jakieś osoby w otoczeniu papieża zawczasu uzgodniły coś ponad jego głową?


Komentując te rewelację powtórzę słowo w słowo to, com napisał rok temu:

Przy obecnym stanie wiedzy na temat przyczyn abdykacji Benedykta XVI skłaniałbym się do hipotezy, że Papież podjął tę decyzję, bo ... chciał. Kilkukrotnie wcześniej pojawiały się półsłówka, symptomy, gesty wskazujące, iż papa Ratzinger dopuszcza zakończenie posługi papieskiej przed śmiercią.


Sądzę, iż kard. Józef Ratzinger został papieżem z ... konieczności, chcąc choć trochę uporządkować obserwowany przez lata posoborowy burd... tj. bałagan. Benedykt XVI chyba nigdy w życiu nie marzył o funkcji biskupa Rzymu, zawsze wypełniając tę funkcję w sposób skromny, wręcz nieśmiały. Chciał być kapłanem, biskupem, kardynałem i pozostawać teologiem - myślicielem, profesorem, nauczycielem. Ale liderem miliardowej organizacji w krytycznym dla niej momencie transformacji ?! Wątpię, bardzo w to wątpię. To nie jest typ człowieka, który zwłaszcza w wieku 85 lat motywowałby się do pracy poprzez konflikty i starcia, w które wchodziłby z impetem szarżującego hipopotama. Ojciec Święty chciał zmieniać Kościół swoim dobrym przykładem, miłością i łagodnością. Nie karał tych, których powinien karać; nie degradował, nie usuwał ze stanowisk tych, których powinien wysyłać na zieloną trawkę. Być może liczył, że jego polityka miłosierdzia pozwoli mu na tyle ustabilizować Watykan i cały Kościół, że będzie mógł spokojnie abdykować i spędzić ostatnie lata życia z muzyką, przyrodą i kotami. Nie było mu to dane, gdyż zarówno Vatileaks jak i inne afery charakteryzował ten sam mechanizm, coraz większego poczucia bezkarności kurjalistów, o którym pisałem dwa lata temu:

Jest wszakże w „kłopotach pijarowskich” Benedykta XVI jedna rzecz, która zadziwia. Mianowicie, wytworzył się na Watykanie unikalny model, zgodnie z którym jedynym odpowiedzialnym za faktyczne lub urojone gafy i błędy Papieża jest … on sam. Czy to w sprawie przemówienia antyislamskiego w Ratyzbonie AD 2006, czy przy „aferze negacjonistycznej” biskupa Williamsona FSSPX, czy to przy nominacji Stanisława Wielgusa na arcybiskupa warszawskiego, czy w każdej innej opisywanej przez Rodariego i Tornielliego – nie spadają głowy zdymisjonowanych urzędników czy dyplomatołków. Wręcz przeciwnie, bywają oni doceniani kolejnymi awansami – chyba tylko po to, by nie szkodzili na dotychczasowych stanowiskach i osiągali sobie przeznaczone pułapy niekompetencji. Zaś Benedykt XVI pisze osobiste listy wyjaśniające motywy swoich decyzyj, przeprasza i wyraża skruchę. Nie znam za dobrze atmosfery panującej na watykańskich korytarzach, ale wątpię, by po kilku takich akcjach zostało choć 50 % wcześniejszej karności i dyscypliny w pracujących tam monsignorach. Taka postawa Ojca Świętego bardzo szkodzi wdrażanym przezeń reformom: prawa pozostają na papierze a nie podlegają procesom instytucjonalizacji.


No więc właśnie: poprzez praktykę dnia codziennego Benedykt XVI dostrzegał, iż jego współpracownicy kurjalni wprawdzie dzielili się na tych, co mu potakiwali z uśmiechem i tych, którzy trwali w biernym oporze, ale w praktyce wszyscy realizowali własne zamysły. Zabrakło tak zwanych "państwowców"; zabrakło ludzi idei, którzy wdrażaliby pomysły swego szefa. Miał rację Stalin mówiąc, że "Кадры решают все". Benedykt XVI nie mógł osiągnąć doczesnego sukcesu nie prowadząc dobrej polityki kadrowej.

Czy jest zawiązany spisek przeciw Kościołowi i papiestwu? Z pewnością tak, ale jako element odwiecznej wojny dobra ze złem, która trwa od czasu buntu Lucyfera. Jej nowożytny etap rozpoczęła organizacja lóż masońskich, aspirujących do rządu dusz nad ludzkością i zamiany dekalogu na antywartości, które znamy jako "prawa człowieka". Dla powodzenia tego spisku nie jest konieczna śmierć starego papieża, lecz narastający chaos w Kościele. Nasi wrogowie doskonale znają stwierdzenia takie jak tertuljanowe "krew męczenników jest nasieniem Kościoła" i z pewnością byliby bardzo powsciągliwi, by przysporzyć nam kolejnego męczennika.

Jak Państwo myślą, czy łatwo jest zaszantażować osiemdziesięciopięcioletniego starca? Czym można go szachować, jeśli nie ma dzieci, wnuków, a codziennie jest spotwarzany przez najrozmaitsze szumowiny z całego świata ? Co jeszcze można wywlec człowiekowi, do którego przynależności w Hitlerjugend i Wehrmachcie niesposób się przyczepić? Zapewniam Państwa, że gdyby było coś takiego w życiorysie Benedykta XVI i byłby on podatny na szantaże, to nigdy nie zobaczylibyśmy Summorum Pontificum.

Wróćmy do Socciego. Druga część jego argumentacji

Oprócz słów istnieje język gestów. Z tego, co widzimy, Benedykt XVI zdecydował się nadal pozostać “na dworze Piotra”, nadal ubiera się na biało, pozwala się nazywać “emerytowanym papieżem” i nadal używa imienia Benedykt XVI, nawet w dokumentach. Nie zmienił również swego herbu mimo sugestii Watykanu.

Wiemy, że w Kościele istnieje także “ciche nauczanie”. Być może tak jest i w tym przypadku.

Postscriptum

Chcę zacytować piękny i znaczący tweet papieża Franciszka: ”Dziś wzywam was do modlitwy o Jego Świątobliwość Benedykta XVI, człowieka wielkiej odwagi i pokory”.


napotyka na jeden problem: renuncjacja Benedykta XVI nie miała precedensu w czasach nowożytnych. Historję tworzy układ pomiędzy skromnym człowiekiem miłującym porządek i elegancję a człowiekiem trzymającym się z dala nie tylko od konwenansów ale i od savoir vivre'u. W tej relacji na szczęście wahadło jest przechylone na stronę pierwszego z wymienionych. Papież senior zachowuje się jak większość emerytowanych ordynarjuszów, którzy też przecież są "wymysłem" ostatnich 40 lat.



Czemu Antoni Socci pisze swoje teksty ? Sądzę, że dla rozgłosu. Dziennikarze po to zazwyczaj piszą. To jest najprostsze i najlepsze wyjaśnienie. Zauważmy, że nawet gdyby miał on rację, to raczej nie pojawią się żuawi, którzy ruszą na Watykan, obalą "uzuraptora", przywrócą prawowitego papieża na tron i uprzątną teren. Równocześnie, ujawnienie prawdy o nieważności abdykacji Benedykta XVI byłoby dlań wyrokiem śmierci. Ludzie, którzy mieliby go szantażować, z pewnością znaleźliby sposób, by szybko go życia pozbawić.

Legenda o ukrytym pontyfikacie Benedykta XVI może wejść do kanonu tradibaśni, obok papiestwa Józefa kardynała Siriego, jakie wtajemniczeni dostrzegają w wielu odniesieniach w powieściach Jana Raspaila (Pierścień Rybaka, Sire). Ale sądzę, że jej faktyczne miejsce jest obok kota w butach i złotej kaczki. Nie sprowadzajmy do tego poziomu dziedzictwa wielkiego myśliciela, który najpierw uformował się jako bardzo progresywny teolog, by przez całe życie maszerować w stronę katolickiej prawowierności. Niecałe dziesięć lat od śmierci Jana Pawła II wystarczyło, by zanikło "Pokolenie JP2". Ufam, że "pokolenie Benedykta XVI" lepiej przetrwa próbę czasu. Zasługuje na to.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Wyprowadzić sztandar ?!

[11 lutego 2014, godz. 17:00. Istotna aktualizacja co do pochodzenia omawianych danych. Dziękuję za zwrócenie uwagi na błąd Panu Regiomontanusowi z forum krzyż].

Pojawiły się już wyniki zbiorcze ankiet przedsynodalnych, jakich przeprowadzenie zlecił Papież Franciszek. Rezultaty te można nazwać śmiercią lub bankructwem posoborowia. Analogiczne pytania jak Ojciec Święty postawiła katolikom z wybranych krajów świata telewizja Univision z USA. Wyniki sondażu są druzgocące. Portal "Wirtualna Polska" ma rację: katolicy popierają Franciszka, ale nie doktrynę Kościoła.

Zacytujmy, z niewielkimi skrótami i zmianami, dane źródłowe:

Do najbardziej liberalnych na świecie zaliczają się według wyników sondażu katolicy hiszpańscy i francuscy, a najbardziej konserwatywne postawy reprezentują katolicy afrykańscy i na Filipinach.

78 procent wszystkich katolików opowiada się za stosowaniem środków antykoncepcyjnych niezgodnych z nauczaniem Kościoła. Stosowanie środków antykoncepcyjnych popiera ponad 90 proc. katolików w Argentynie, Kolumbii, Brazylii, Hiszpanii i Francji. Mniejsze poparcie dla tych środków wykazują na Filipinach (68 proc.), w Kongo (44 proc.) i Ugandzie (43 proc.). W USA stosuje je 79 proc. katolików. Za stosowaniem środków antykoncepcyjnych opowiada się 75 proc. polskich katolików.

Stanowisko Kościoła w kwestii wyświęcania kobiet na księży popiera 80 proc. katolików w Afryce i 76 proc. na Filipinach, 36 proc. w USA i 30 proc. w Europie, przy czym w Polsce - 53 proc., podczas gdy w Hiszpanii 17 proc.

Najbardziej kontrowersyjną kwestią pozostają małżeństwa homoseksualne: przeciwnych im jest 99 proc. katolików afrykańskich i 40 proc. w USA. Przeciwnych małżeństwom homoseksualnym jest 78 proc. katolików polskich, a 27 proc. hiszpańskich i 51 proc. francuskich.

19 proc. katolików w Europie i 30 proc. w Ameryce Łacińskiej zgadza się z nauką Kościoła w kwestii małżeństwa i z wykluczeniem komunii świętej katolików rozwiedzionych i żyjących w świeckim związku. Stosowanie VI i IX przykazania Bożego akceptuje 75 proc. katolików w krajach afrykańskich, podczas gdy np. we Francji 17 proc., w Hiszpanii - 12 proc., a w Polsce - 31 proc.

Za małżeństwem księży opowiada się 61 proc. polskich katolików, 73 proc. hiszpańskich, a francuskich - 86 proc. Odpowiednio za wyświęcaniem kobiet - 38 proc. w Polsce, 78 proc. w Hiszpanii i 83 proc. we Francji.

87 procent badanych uważa, że papież Franciszek świetnie sprawdza się jako zwierzchnik Kościoła. W marcu upłynie rok od czasu wybrania go w konklawe na następcę św. Piotra.

Badaniem objęto 12 036 katolików w Ameryce Łacińskiej (Argentynie, Brazylii, Kolumbii i Meksyku), Afryce (Republice Demokratycznej Konga, Ugandzie), Europie (Francji, Hiszpanii, we Włoszech i w Polsce), na Filipinach i w USA. W krajach tych mieszka 61 proc. wszystkich katolików, czyli 1,2 mld osób. Margines błędu badania przeprowadzonego przez ośrodek Bendixen & Amandi International wynosi 0,9 proc.


Interesująca wizualizacja tych danych znajduje się tutaj, względnie w pliku pdf.

Dane te pokazują, że jedynymi państwami, z których nadesłano większość prawowiernych ankiet, są Kongo i Uganda. W pozostałych objętych analizą krajach (USA, Meksyk, Kolumbia, Brazylia, Argentyna, Polska, Francja, Hiszpania, Włochy, Filipiny) znaleźć można przynajmniej jeden czynnik, w którym zdanie większości jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Przeprowadziłem to wnioskowanie pomijając kwestię celibatu, ustanowionego dyscypliną obrządku łacińskiego, i analizując pozostałe zagadnienia, tj. zgody na dopuszczanie do Komunii Św. osób rozwiedzionych, wyświęcanie kobiet, aborcję, antykoncepcję, cywilne związki partnerskie osób jednej płci oraz błogosławienie przez Kościół związków o "dezorientacji" seksualnej.

Pada też, po raz kolejny, mit polskiego katolicyzmu, któremu jeszcze dziesięć lat temu wmawiano misję nawracania pozostałych krajów Unii Europejskiej. Dane zwrotne z Polski są zaledwie nieznacznie bardziej prawowierne niż te z pozostałych krajów Zachodu. Jak to się mogło stać, że w narodzie, w którym lewicą katolicką, "kościołem otwartym" były zawsze środkowiska Tygodnika Powszechnego z biskupami Wojtyłą czy Życińskim na czele, znajduje się nagle 38 % aktywistów deklarujących zgodę na udzielanie święceń kapłańskich kobietom ?! Kto i kiedy wykonał krecią robotę, jaką w Europie odwalał ks. Jan Küng czy grupy w stylu "Wir sind Kirche" ?!

A może do wypełniania ankiet rzucili się postępowi katolicy, by zaburzyć dane i być może wpłynąć na ewentualną zmianę elementów doktryny Kościoła ? Hipoteza ta nie wydaje się słuszna, gdyż odpowiedzi zwrotne na tematy aborcji oraz homozwiązków mniej więcej pokrywają się z tym, co znamy z rozmaitych rodzimych sondażowni.



W każdej organizacji z ludzkiego ustanowienia tak niski poziom akceptacji doktryny i dogmatów powinien doprowadzić do wniosku, jaki znamy z zakończenia działalności PZPR: Sztandar Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – wyprowadzić. Kościół, jaki znamy współcześnie, jest hybrydą: z jednej strony twierdzi, że jest Kościołem ustanowionym przez Jezusa Chrystusa, z drugiej zaś strony dla wielu jego początkiem, bluźnierczym nowym Zesłaniem Ducha Świętego jest Sobór Watykański II. Ot, taka hermeneutyka ciągłości, czy może raczej rana wymagająca oczyszczenia.

Posoborowie zorganizowano pod hasłem antropocentryzmu i walki o godność człowieka. Pięćdziesiąt lat starań w tym zakresie oraz konsekwentnego pomijania, rugowania Boga z życia Kościoła doprowadziło do jedynej logicznej konsekwencji: oto człowiek jako podmiot i cel istnienia tej wspólnoty religijnej uzurpuje sobie prawo do definiowania zasad moralnych zgodnych ze swoimi zachciankami. Nie powinno nas to dziwić, choć może szokować, że w tej dziedzinie posoborowie osiągnęło aż tak widoczne sukcesy.

Z punktu widzenia tradycyjnej doktryny Kościoła mamy do czynienia z przesunięciem celu, dla którego istnieje Kościół: od oddawania Bogu należnej Mu chwały do kultu człowieka i jego grzechów. Być może dla niektórych wnioski z ankiety będą dzwonem na trwogę, dzięki któremu odrzucą oni błędnowierstwo. Ale czy uczynią tak liczni hierarchowie ? Czy nie zwycięży - jak zwykle w ostatnich pięćdziesięciu latach - błogie lenistwo i polityka "ciepłej wody" ?

A może paradoksalnie, w obliczu fiaska na odcinku nauczania o rodzinie ktoś mądry wpadnie na pomysł, by rozpocząć od przywrócenia katechezy ogólnej, traktującej o Bogu i Ewangelii? To chyba jedyna szansa duszpasterska dla Kościoła, by katolicy najpierw poznali i pokochali swojego Boga, a dopiero potem uznawali, że powinni przestrzegać Jego praw ? Tak wyglądały objawienia przedstawione w Piśmie Świętym: Bóg najpierw dawał się poznać Adamowi i Ewie, Abrahamowi czy uczniom Nowego Przymierza a dopiero potem ich nauczał.

Kościół katolicki przetrwa na Ziemi, to gwarantuje nam dogmat wiary. Równocześnie schizma (oraz herezja) wielu Kościołów partykularnych, biskupów i kardynałów jest faktem. Oddzielenie od Kościoła może również objąć osobę papieża. Bądźmy na to przygotowani, choć nie wdawajmy się w jałowe dyskusje na takie tematy. Są one znacznie mniej ważne niż modlitwa oraz dawanie przykładu i świadectwa swoim życiem.

Aby w nikim nie pozostały wątpliwości, co jest priorytetem na dziś: Sztandar Kościoła posoborowego – wyprowadzić. Takiej deklaracji i zgodnych z nią działań oczekuję w świetle ujawnionego kryzysu od Papieża Franciszka.

sobota, 25 stycznia 2014

Dzień Judaizmu w Sandomierzu OK!

W poprzednim wpisie pochwaliliśmy Franciszka, wskutek czego pochwaliła nas Fronda. W tym wpisie pochwalimy zatem tegoroczne obchody Dnia Judaizmu, licząc, że znów zasłużymy na pochwały. Próżność to nasze drugie, a często nawet pierwsze imię.

Ale czy można nie pochwalić takich zdarzeń ...

Przed Dniem Judaizmu w katedrze sandomierskiej ponownie odsłonięto XVIII-wieczny obraz Carla de Prevo, przedstawiający rzekomy mord rytualny chrześcijańskiego dziecka, którego mieli dokonać Żydzi. Od kilku lat obraz ten był zakryty, gdyż jego obecność – bez należytego komentarza – umożliwiała różne interpretacje historii, co spotykało się z wieloma protestami. Teraz towarzyszy mu tablica z objaśnieniem, że Żydzi nigdy nie mogli popełnić mordu rytualnego, gdyż zabrania im tego własna religia.

Treść tabliczki jest następująca:

"Karol de Prevot (obrazy powstały w latach 1708 – 1737). Posądzenie Żydów sandomierskich o mord rytualny w roku 1698 i 1710. Obraz ten przedstawia rzekomy mord rytualny, który miałby być dokonany przez sandomierskich Żydów w celu dodania krwi dziecka chrześcijańskiego do macy używanej w czasie Paschy. Wydarzenie to nie jest zgodne z prawdą historyczną, a co więcej nigdy nie mogło mieć miejsca, gdyż prawa judaizmu zabraniają spożywania krwi. Żydzi nie mogli dokonywać i nie dokonali mordów rytualnych. Z powodu podobnych oskarżeń byli często prześladowani i mordowani, jak to wydarzyło się również w Sandomierzu. Począwszy od XIII wieku papieże zabraniali rozpowszechniania tego rodzaju fałszywych zarzutów i bronili Żydów przed nimi".

Kwestia obrazu w katedrze w Sandomierzu była jednym z głównych wątków panelu dyskusyjnego, jaki odbył się w Domu Długosza. Uczestnicy debaty podkreślali, że to m.in. dzięki biskupowi sandomierskiemu Krzysztofowi Nitkiewicza udało się rozwiązać problem dotyczący obrazu. – Jego ponowne odsłonięcie z tabliczką informacyjną, to akt wielkiej odwagi ze strony bp. Nitkiewicza. Ufamy, że będzie to pozytywne zakończenie tego sporu – podkreślił prowadzący debatę redaktor naczelny KAI, Marcin Przeciszewski.



Godzi się chyba nazwać konstrukcję logiczną tu opisaną: Wydarzenie X nie jest zgodne z prawdą historyczną, a co więcej nigdy nie mogło mieć miejsca, gdyż prawo religii Y zabrania czynu Z. mianem "zasady sandomierskiej". Zastanówmy się, czy przypadkiem skądś jej nie znamy ...

Sąd Apelacyjny prawomocnie uniewinnił Beatę Sawicką od zarzutów korupcyjnych, bo polskie prawo zabrania korupcji. Była posłanka jako współtwórczyni prawa odznacza się wysoką świadomością tegoż i nie mogła go łamać.

Umorzono śledztwo przeciwko Antoniemu Macierewiczowi w związku z tworzeniem i publikacją raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych z 2007 r. Bo raport nie był dokumentem a przewodniczący komisji weryfikacyjnej nie był funkcjonariuszem publicznym.


Dwa takie przykłady niech nam wystarczą, choć podać by ich można setki z otaczającej nas rzeczywistości. Dziwimy się, że jest tak niewielu duchownych skazanych w Polsce za czyny pedofilskie? Niesłusznie! Oburzajmy się, że ktokolwiek został skazany. Bowiem wedle "zasady sandomierskiej", skoro dekalog oraz kodeks prawa kanonicznego zakazują księżom wszelkich aktów seksualnych, to czy oni mogliby te przepisy złamać?!

Jestem przekonany, iż "zasada sandomierska" ma przed sobą jeszcze większą przyszłość. Warto jedynie dostosować do niej podręczniki do logiki i wpisać ją w miejsce starodawnej hipotezy błędu formalnego, czyli " non sequitur". No bo po co w podręcznikach mają być błędy, w dodatku w pelagiańskim języku ?!

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Franciszek chrzci dziecko pary niesakramentalnej ...

... i dobrze robi! Ale że mógłby jeszcze lepiej, to trzeba napisać na ów temat sążnisty wpis.

Nie wiem, od kiedy dokładnie rozprzestrzenił się zwyczaj odmawiania chrztu dzieci par niesakramentalnych. Z pewnością jest on jednak konsekwencją wprowadzenia uznawanych przez państwo związków cywilnych. Teoretycznie są one dopuszczalne od jakichś 150 lat, niemniej ich narastająca plaga to jakieś czterdzieści ostatnich lat. Kościół słusznie z nimi walczył i walczy, jednak ofiarami tej walki mogą być nieśmiertelne dusze najmniejszych naszych bliźnich. Mogę przypuszczać, iż odmowa chrztu dzieci par żyjących z punktu widzenia Kościoła „na kocią łapę” powstała z przyczyn duszpasterskich pod dwoma warunkami:

- mniejszej śmiertelności niemowląt,
- zanikającego przekonania o zstępowaniu do piekła dusz z zaciągniętym jedynie grzechem pierworodnych.



Wszystko to wskazuje na współczesne źródła tej praktyki, które wiązałbym z wytycznymi wypracowanymi w pocie czoła po wprowadzeniu nowego rytu chrztu oraz ogłoszeniu Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 r. W Polsce funkcjonowały one w dwu wersjach: pierwszej: odkładaniu chrztu dziecka par, które mogły wziąć ślub, lecz nie chciały oraz drugiej: traktowaniu w ten sposób wszystkich dzieci pozamałżeńskich, jeśli nie były wychowywane przez samotne matki. Obie one powodowały chrzczenie takich dzieci dopiero w 2giej klasie szkoły podstawowej, tuż przed Komunią świętą. Wytyczne te nie mają jednak podstaw w prawie kanonicznym, co widzimy w opracowaniach zwolennika tego podejścia, ks. Mariana Biskupa. Franciszek nie jest jednak jakimś prekursorem zmiany, bowiem identyczny (i katolicki) pogląd w tej sprawie wyrażał np. AD 2007 ks. Robert Kantor z diecezji tarnowskiej.

Przedsoborowa, jakże precyzyjna doktryna teologiczna, była w tej sprawie jasna. Jak pisze ks. Bączkowicz w swoim komentarzu do Prawa kanonicznego (tom II, wydanie 1958, str. 11):

obojętność religijna rodziców lub występne ich postępowanie nie stanowi przeszkody, by dzieciom ich udzielono chrztu, zwłaszcza jeśli sami o to proszą.


Dopiero w przypadku dzieci rodziców akatolickich, a więc nieochrzczonych, schizmatyków, heretyków, jako też odstępców i bezwyznaniowców wolno im chrztu udzielić tylko wówczas, gdy z jednej strony da się im zapewnić katolickie wychowanie, z drugiej zaś strony, gdy bądź uzyska się na to zgodę jednego przynajmniej z rodziców lub opiekunów. Pozostawanie w cudzołóstwie bynajmniej nie jest równoważne grzechowi schizmy czy pozostawania pod ekskomuniką. Omawiana praktyka jest więc również z dużą dozą prawdopodobieństwa kolejnym przejawem fiksacji znacznej części katolików i hierarchów Kościoła na grzechach powiązanych z VI przykazaniem.

Nie jest to moment na dokładną analizę porównawczą rytów chrztu: katolickiego i posoborowego, ale ewidentny jest związek pomiędzy teologią związanej z każdym z nich a praktyką Kościoła. Jak pisał arcybiskup wileński Romuald Jałbrzykowski przepiękną polszczyzną:

W kruchcie kościoła lub w miejscu na ten cel przeznaczonym kapłan ubrany w komżę i stułę koloru fioletowego przystępuje do rozpoczęcia obrzędów czynności chrztu św. Kolor fioletowy stuły to symbol smutku, wskazuje nieszczęśliwy stan człowieka w stanie grzechu pierworodnego. Kapłan przede wszystkim zapytuje rodziców, jakie imię chcą nadać dziecku? Zwykle nadaje się imię jednego ze świętych, aby przyjmujący to imię miał wzór do naśladowania i szczególniejszego patrona w niebie. Kościół św. zaleca nadawanie imion świętych chrześcijańskich i przestrzega przed nadawaniem imion pogańskich, zwłaszcza o brzmieniu dziwacznym, niezrozumiałym.
Kapłan zapytuje dziecko: „Czego żądasz od Kościoła Bożego?” W imieniu dziecka odpowiadają rodzice – „Wiary”. „Wiara co ci dawa?” – „Żywot wieczny”. – Kapłan po otrzymaniu tych odpowiedzi dodaje – „Jeśli chcesz wnijść do żywota wiecznego, chowaj przykazania. Będziesz miłował Pana Boga swego ze wszystkiego serca swego i ze wszystkiej duszy swojej i ze wszystkiej myśli swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego”, czyli przypomina streszczenie wszystkich przykazań Bożych.
Następnie kapłan chucha trzykrotnie na dziecko, mówiąc: „Wyjdź z niego duchu nieczysty i daj miejsce Duchowi Świętemu Pocieszycielowi”. Używa się tego tchnienia już to na okazanie wzgardy szatanowi, już to na okazanie jego słabości – lada tchnienie może go odpędzić.


W rycie posoborowym wygląda to następująco:
Kapłan: O co prosicie Kościół Boży dla... ? (dla swoich dzieci)
Rodzice: O chrzest (lub: o wiarę, albo: o łaskę Chrystusa, albo: o przyjęcie do Kościoła).
Kapłan: Prosząc o chrzest dla swoich dzieci, przyjmujecie na siebie obowiązek wychowania ich w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłowały Boga i bliźniego, jak nas nauczył Jezus Chrystus. Czy jesteście świadomi tego obowiązku?
Rodzice: Tak (albo: jesteśmy tego świadomi)
Kapłan: (zwracając się do chrzestnych): Czy jesteście gotowi pomagać rodzicom w wypełnianiu ich obowiązku?
Chrzestni: Jesteśmy gotowi.
Kapłan: Drogie dzieci, Kościół Boży przyjmuje was z wielką radością. Ja zaś, w imieniu tej wspólnoty znaczę was znakiem krzyża, a po mnie naznaczą was tym samym znakiem Chrystusa Zbawiciela wasi rodzice (i chrzestni).


Dostrzeżmy różnicę między żądaniem chrztu a proszeniem oń, a także faktyczny brak egzorcyzmów w rycie posoborowym; brak wiary, iż dusza nieochrzczona znajduje się w niewoli szatana, z której musi być wyzwolona. To są faktyczne przesłanki do odmawiania chrztu dziecka z tak specyficznego powodu jak brak sakramentu małżeństwa u jego rodziców.

Napisałem na początku, iż chrzcząc takie dziecko Franciszek zrobił dobrze z punktu widzenia aktualnej praktyki Kościoła, ale mógłby zrobić jeszcze lepiej. Nie wydaje się, iż konieczne było dokonanie publicznego, tzw. "uroczystego", chrztu nieślubnego dziecka przez papieża. Sytuacje powiązane z grzechem nie zasługują na nagrodzenie, jakim niewątpliwie jest uroczystość w Kaplicy Sykstyńskiej. Temu dziecku i jego rodzicom z pewnością powinna wystarczyć zwykła rzymska parafia oraz proboszcz, który na Mszy przed chrztem, w sobotnie popołudnie wyłożyłby podczas kazania, iż chrzest jest jedynie pierwszym krokiem na drodze do zbawienia, a wieloletnie pozostawanie w grzechu śmiertelnym jest igraniem ze śmiercią wieczną. Tego przekazu u Franciszka zabrakło.