poniedziałek, 3 stycznia 2011

o limbusie i zbawieniu dzieci zmarłych bez chrztu

Po kilku latach wytężonej pracy w dniu 20 kwietnia 2007 r. usytuowana w Watykanie Międzynarodowa Komisja Teologiczna przedstawiła sprawozdanie odnoszące się do problemu nadziei na zbawienie zmarłych, nieochrzczonych dzieci. Wymieniono „teologiczne i liturgiczne przyczyny”, z powodu których podtrzymano tę, rozwijaną od czasu Soboru Watykańskiego II, ideę. Choć środowiska modernistyczne oznajmiły już likwidację tzw. dziecięcego limbusa, dokument stanowi wyłącznie opinię pewnej grupy teologów, która w żaden sposób nie była władna, by zmienić nauczanie Kościoła.

Gwoli prawdy przyznać należy, że od pewnego czasu czynione są w tej sprawie starania, a dwaj ostatni papieże nie są przekonani co do ostateczności nauczania Kościoła w sprawie otchłani dziecięcej. Kardynał Ratzinger uważał ją za hipotezę teologiczną, a zaaprobowany przez Jana Pawła II Katechizm Kościoła Katolickiego (1992) limbusa w ogóle nie wspomina, zawierajac jedynie w § 1261 następujący zapis:

Jeśli chodzi o dzieci zmarłe bez chrztu, Kościół może tylko polecać je miłosierdziu Bożemu, jak czyni to podczas przeznaczonego dla nich obrzędu pogrzebu. Istotnie, wielkie miłosierdzie Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni, i miłość Jezusa do dzieci, która kazała Mu powiedzieć: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im" (Mk 10,14), pozwalają nam mieć nadzieję, że istnieje jakaś droga zbawienia dla dzieci zmarłych bez chrztu. Tym bardziej naglące jest wezwanie Kościoła, by nie przeszkadzać małym dzieciom przyjść do Chrystusa przez dar chrztu świętego.

Prace Międzynarodowej Komisji Teologicznej służą właśnie urzeczywistnieniu wyrażanej w Katechiźmie nadziei. Opracowane przez nią sprawozdanie nie może być przyjęte z entuzjazmem w środowiskach konserwatywnych katolików. Oto bowiem już we wprowadzeniu do dokumentu znaleźć można uwagę metodologiczną o konieczności zastosowania zasad rozwoju doktryny chrześcijańskiej. Komisja sugeruje, że pytanie o los dzieci, które zmarły bez chrztu po raz pierwszy zostało przez Kościół podjęte w chwili, gdy natura doktrynalna pytania, lub jego następstwa nie były jeszcze w pełni zrozumiane. Przesłanka ta stanowi jeden z fundamentów rozważania, podczas gdy drugim jego filarem jest dwuznaczna, wielokroć nieortodoksyjnie rozumiana, zasada „hierarchii prawd wiary” sformułowana w Dekrecie o ekumenizmie Unitatis redintegratio Soboru Watykańskiego II. Za punkt wyjścia Komisja przyjmuje stanowisko, które można streścić następującymi zdaniami:

Stosowana przez wiele wieków konstrukcja limbusa jako określenia przeznaczenia dzieci zmarłych bez chrztu nie ma solidnych podstaw w Objawieniu Bożym. Koncepcja oddzielająca te dzieci od uszczęśliwiającej wizji Boga nie jest już postrzegana jako powszechna doktryna Kościoła, co stwarza znaczną liczbę problemów duszpasterskich, które wymagają głębszej refleksji.

Właściwa część dokumentu zawiera przegląd nauczania Kościoła w sprawie zbawienia niechrzczonych dzieci. Jest tam zatem wnikliwe przedstawianie poglądów ojców greckich i łacińskich, scholastyków i teologów nowożytnych. Rzetelnie przedstawiono zapisy średniowiecznych Soborów powszechnych, w tym Dekretu dla Jakobitów Soboru Florenckiego (AD 1442): „Nie ma żadnego innego sposobu niż sakrament Chrztu Św., który mógłby wyrwać nieochrzczone dzieci ze szpon diabelskich i włączyć je do Kościoła jako dzieci Boże”. Problem pojawia się głównie w doborze cytatów z Pisma Świętego, które w zamiarze Komisji mają wyeksponować bardzo ogólnie formułowane pragnienie Kościoła, by zbawić każdą duszę. Z drugiej strony, co ciekawe, nie jest nadmiernie eksponowana teologia czasów posoborowych. Jedynie poszczególne dokumenty Vaticanum II z nieznanych bliżej przyczyn mają pełnić rolę transformatorów dotychczasowej powszechnej doktryny Kościoła. Pierwszym z katalizatorów „nowej eklezjologii” ma zaś być Pius IX, który w swoich wypowiedziach podkreślał, że szansę na zbawienie mają również niechrzczeni, o ile nie byli zaznajomieni z zasadami wiary katolickiej i jej nie odrzucili. Nieśmiało jest też poruszana nadzieja na powszechne zbawienie. Przytoczony jest w tym celu cytat z jednego z kazań św. Jana Złotoustego: „Naśladujcie Boga!. Skoro On pragnąłby, aby wszyscy dostąpi zbawienia, to jest to wystarczający powód, by każdy chrześcijanin modlił się w tej intencji”.

Posoborowo rozumiana zasada „hierarchii prawd wiary”, gdzie najwyższą prawdą wiary jest pragnienie Boga, by zbawić wszystkich ludzi, a pozostałe prawdy wiary muszą być z nią zgodne, prowadzi Międzynarodową Komisję Teologiczną do rozwinięcia koncepcji nadziei na zbawienie dusz nieochrzczonych dzieci. Nadzieja ta – podkreślijmy – cały czas wynika z niczego innego jak przeświadczenia, że odwieczne nauczanie Kościoła w tej dziedzinie jest przestarzałe, a pragnący zbawienia wszystkich ludzi Bóg nie wymaga od nas rzeczy niemożliwych. Rozważanie przedmiotowej kwestii sprowadza się zatem do jednego, najczęściej stawianego problemu: „Czy niechrzczone dzieci umierają z grzechem pierworodnym na duszy, czy jest może jakiś środek pochodzący od Boga, który może je wyzwalać od tej winy ?” Wiele spośród stawianych zagadnień jest bardzo frapujących, np.: „czy można jednoznacznie osądzać nieochrzczone dzieci, jeśli nie mogły one skorzystać z wolnej woli w celu osiągnięcia swego zbawienia ?”

Komisja przedstawia również interesujący argument wynikający z zasady Lex Orandi, Lex Credendi. Stwierdza (czy ściśle ?), że Kościół unicki ma tylko jeden ryt pogrzebowy, odnoszący się zarówno do dzieci ochrzczonych jak i nieochrzczonych i wyrażający błaganie, by Bóg przyjął te dusze na łono Abrahama. Kościół rzymski zaś do czasu tzw. reformy liturgicznej Pawła VI nie miał rytu pogrzebowego odnoszącego się do zmarłych nieochrzczonych dzieci i były one składane w nepoświęconej części cmentarza. Posoborowa liturgia dopuszcza – za zgodą biskupa ordynariusza – by względem tych dzieci zastosować specjalny ryt pogrzebowy, wyrażający właśnie nadzieję na zbawienie nieochrzczonej duszy.

Pozostawiając zatem na dłuższą chwilę dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej, a przyjmując za punkt wyjścia klasyczne, czyli przedsoborowe rozumienie dogmatu „poza Kościołem nie ma zbawienia”, spróbujmy zastanowić się, na czym mogą być oparte nadzieje na zbawienie dusz nieochrzczonych dzieci. W ślad za np. św. Tomaszem z Akwinu teologowie rozróżniali cztery miejsca, w których dusze zmarłych doznawały kar za grzechy, o ile nie były gotowe na bezpośrednie wejście do nieba i oglądanie Boga twarzą w twarz:

Piekło, w którym wieczne męki cierpią złe duchy i potępieni ludzie. Nie mogą oni nigdy oglądać Boga oraz doznają mąk ognia piekielnego, a także z powodu ciemności, wyrzutów sumienia, smutku i rozpaczy.

Limbus dziecięcy (limbus parvulorum) – w którym znajdują się dusze nieochrzczonych dzieci, mające zaciągniony jedynie grzech pierworodny. Jedyną karą za ten grzech jest brak uszczęśliwiającej wizji Boga, którego istoty te nigdy nie wychwalały. Limbus jest wolny od wszelkich innych kar, nazywany jest często stanem naturalnej szczęśliwości. Znajdujące się w nim dusze po prostu nie wiedzą, że mogłoby spotkać je większe szczęście.

Limbus ojców (limbus patrum) - była to ta część otchłani, w której święci Starego Testamentu oczekiwali na Zbawiciela.

Czyściec, w którym znajdują się dusze przeznaczone do zbawienia, oczyszczane za grzechy popełnione na ziemi. Nie mogą one tymczasowo oglądać Boga.

Zauważmy zatem, że czyściec z samej swej definicji ma charakter tymczasowy – jego czas skończy się po sądzie ostatecznym. Limbus patrum obecnie nie funkcjonuje – jak mówimy w Credo – Chrystus po Swej śmierci „zstąpił do piekieł” właśnie po to, by oczekujące zbawienia dusze przeprowadzić stamtąd do Królestwa Niebieskiego. Katolicka teologia przyjmuje, że piekło i ta jego część, którą nazywamy limbus parvulorum mają charakter wieczny. Potwierdzeniem dla tych słów ma być Dekret dla Greków Sobóru Florenckiego ( AD 1439), który nieomylnie naucza: „Dusze zaś tych, którzy umierają bądź w uczynkowym grzechu śmiertelnym lub w samym grzechu pierworodnym, natychmiast zstępują do piekła, gdzie jednak nierównym podlegają karom.”

W zasadzie to zdanie powinno być dla nas zakończeniem rozważań na temat limbusa. Nie wiemy przecież, w których konkretnie duszach nieochrzczonych zastąpiono brakujący sakrament chrztu z wody tak zwanymi: chrztem pragnienia lub chrztem krwi. A zatem, nie każdy nieochrzczony z wody trafia do piekieł. Równocześnie nie byłbym skłonny przychylić się do zdania dyskretnie zawartego przez papieża Jana Pawła II w encyklice Evangelium vitae, że wszystkie dusze dzieci zamordowanych w wyniku tzw. aborcji uzyskały ów zastępczy chrzest krwi i są już w niebie. Przykład analogicznych dusz – Świętych Młodzianków, a więc chłopców wymordowanych na rozkaz Heroda jest w sposób istotny różny: oddali oni życie za Pana Jezusa i obwieścili chwałę Bożą własną śmiercią. Nie sądzę zatem, aby „chrzest krwi” miał miejsce w przypadkach innych niż złożenie dziecka w ofierze demonom itp.; warunkiem koniecznym musiałaby być widoczna nienawiść względem Boga lub daru życia. Tym mocniej odrzucam jako zasadę „chrzest pragnienia”. To jedno z pojęć uciekających od ścisłej definicji, bo nigdy nie wiemy, kiedy Bóg zsyła na człowieka tak wielką łaskę. Personelowi medycznemu znane są przypadki, kiedy to chore, nowonarodzone dzieci czekały na wodę Chrztu Świętego, a po spełnieniu sakramentu, stan ich zdrowia raptownie się pogarszał i umierały. „Chrzest pragnienia” jest również o tyle nieprecyzyjny, że znacznie łatwiej zastosować go do dzieci chrześcijan niż pogan.

Powtórzmy zatem raz jeszcze: duszom znajdującym się w limbusie nie dzieje się żadna krzywda. Biorąc zaś pod uwagę stopień bezbożności współczesnego świata, który na pewno owocuje wielkim odsetkiem potępionych wśród zmarłych, tym łatwiej można powiedzieć, że Bóg jest i miłosierny i sprawiedliwy. Atrybutów tych nie wolno rozdzielać, bo doprowadzić to może jedynie do stworzenia obrazu karykaturalnego: albo Boga działającego jak automat do zbawiania (herezja pustego piekła), albo Boga stwarzającego jakieś istoty tylko po to, by przeznaczyć je na wieczne potępienie (herezja predystynacji, ale także np. feeneizm).

Skąd moja skłonność do pozostawania przy „przedsoborowej” wykładni nauczania niedopuszczającej możliwości zbawienia dusz znajdujących się w limbusie ? Rzecz jasna, nie wynika ona z niechęci do tych istot, będących ludźmi jak i my. Jako katolik mam obowiązek życzyć każdemu zbawienia jako dobra najwyższego, zwłaszcza, że wcale nie jest dla mnie przesądzone. Bez wątpienia, zbawienie dusz nieochrzczonych dzieci nie stałoby się z krzywdą dla kogokolwiek: Bóg nie musiałby uszczknąć szczęścia komukolwiek, by móc obdarować i te istoty. Gdzie więc tkwi istota problemu?

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że limbus jest bardzo istotnym szańcem, który postanowili w końcu zdobyć zwolennicy tzw. nowoczesnej teologii. Znacząca część posoborowych teologów głosi hipotezę „anonimowych chrześcijan”: wszyscy ludzie są chrześcijanami, lecz nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Jeśliby Chrystus przez Swe Wcielenie zjednoczył się w pewien sposób z każdym człowiekiem, to czy od tej chwili możliwe byłoby potępienie jakiejkolwiek duszy ? Nie jest oczywiste, czy w zarysowanej tu koncepcji w ogóle jest miejsce na jakikolwiek grzech śmiertelny, w tym grzech pierworodny.

Limbus parvulorum bardzo nie pasuje posoborowcom jeszcze z drugiego powodu. Skoro głoszą oni możliwość zbawienia poprzez obiektywnie fałszywe religie niechrześcijańskie, skoro chcą oni przemycić do teologii herezję powszechnego zbawienia, to rzecz jasna muszą zdemontować w szczególności i tę „nieuciążliwą” część piekieł. Nie są oni zbytnio przywiązani do logiki, ale dostrzegają sprzeczność i nielogiczność własnego podejścia względem teologii katolickiej, o ile tkwić w niej będzie doktryna pogardliwie nazywana „średniowiecznym wymysłem”. Ewentualne zlikwidowanie czy przesunięcie limbusa do nieba bez wątpienia wiązałoby się z kompletną zmianą doktryny o grzechu pierworodnym i Sakramencie Chrztu Świętego, zwłaszcza w odniesieniu do chrztu dzieci. Runęłaby cała dotychczasowa eklezjologia!

Jeśliby nieochrzczone dzieci obarczone na duszy „tylko” grzechem pierworodnym miały być zbawione, to po co w ogóle chrzcić dzieci? W ten sposób przesunęlibyśmy do przynajmniej dziesiątego roku życia granicę, po przekroczeniu której to dziecko mogłoby korzystać z „praw człowieka” i samo decydować, czy chce stać się chrześcijaninem. Absurdalność tego podejścia dostrzeże każdy, kto przeczyta przedsoborowy rytuał Chrztu Świętego, a zwłaszcza skrutynia – podczas których kapłan wyklina złego ducha, by opuścił duszę chrzczonego człowieka. Kościół przez wieki nauczał, że dusze nieochrzczonych znajdują się w niewoli szatana, a nowocześni teolodzy mają nadzieję na zbawienie szatana i modlą się za niego ... Trudno o dobitniejszą różnicę między tymi podejściami.

Z drugiej strony – tak jak pewna jest możliwość zgładzenia grzechu pierworodnego poprzez „chrzest pragnienia” („chrzest krwi”) u każdego konkretnego nieochrzczonego dziecka, które zmarło bez przyjęcia sakramentalnego chrztu z wody, nie wydaje się możliwe, że Bóg nagrodziłby wszystkich taką łaską. Czymże w praktyce różniłaby się sytuacja tych istot od Niepokalanie Poczętej Najświetszej Maryi Panny ?!

Z wymienionych powyżej przyczyn wskazana byłaby najwyższa ostrożność względem problematyki związanej z dopuszczeniem do zbawienia nieochrzczonych dzieci oraz potencjalną zmianą nauczania Kościoła w tej dziedzinie. Nie czujmy się mądrzejszymi i bardziej wrażliwymi od pokoleń katolików, którzy żyli przed nami i akceptowali doktrynę o limbusie. Pamiętajmy, że również wśród nich byli rodzice, którzy utracili dzieci, zanim się one urodziły.

Gdzie wszakże, mimo wskazanych wyżej wątpliwości i zastrzeżeń, znajduje się owa nadzieja na zbawienie dusz limbusowych ? Szukałbym jej przez pewną (niepełną) analogię między limbusami – ojców i dziecięcym. Limbus patrum jest traktowany jako część piekła, a zatem na jego przykładzie widzimy, że możliwe było przejście od piekła do nieba po sądzie szczegółowym zmarłego człowieka. Warunki w obu miejscach są wedle nauczania Kościoła analogiczne – duszom brak jest głównego desygnatu nieba, owej wizji uszczęśliwiającej Boga. Nie zapominajmy wszakże, że do śmierci Pana Jezusa na krzyżu, niebo pozostawało zamknięte. Tej różnicy między limbusami nie wolno pomijać!

Powtórne przyjście Chrystusa będzie stanowić kres obecnej Ziemi, ludzie odrodzeni po Sądzie Ostatecznym nie będą się rozmnażać, bo Bóg nie będzie powoływał do życia nowych istnień. A zatem zaniknie także grzech pierworodny – jedyna przyczyna, dla której wydzielony był limbus. Można w tym miejscu stworzyć nadzieję, że z uwagi na te zmiany zaniknie logiczna przyczyna oddzielająca limbus od nieba. Stałby za nią silny argument ze strony miłosierdzia Bożego: Bóg stwarzał inteligentne istoty po to, by Go wychwalały, taki był również naturalny, początkowy stan zarówno dla aniołów jak i ludzi. Dusze skierowane do limbusa nie dostąpiły nigdy szansy poznania Boga, więc jakieś dodatkowe obdarowanie ich po Sądzie Ostatecznym byłoby zgodne z Bożą sprawiedliwością i miłosierdziem.

Wydaje się jednak, że i wtedy limbus nie zostanie automatycznie przeniesiony do nieba. Czemu ? Bo to oznaczałoby, że stanowił on formę raczej czyśćca (tymczasowy brak wizji uszczęśliwiającej Boga), niż piekła (trwały brak wizji uszczęśliwiającej Boga). A zatem, Bóg poparłby teologię Congara, Rahnera i von Balthasara, poniekąd „przyznając”, że przez całe wieki to Kościół tkwił w błędzie co do swej natury i możliwości zbawienia nieochrzczonych. Nie potrafię rozdzielić logicznie tego wniosku od przyjmowania nadziei na powszechne zbawienie dusz tkwiących w limbusie! Z uwagi na zaufanie do Kościoła, który jest prowadzony i ożywiany przez Ducha Świętego, przedstawionej tu nadziei podzielać nie mogę. Dogmaty Kościoła katolickiego oraz orzeczenia dogmatyczne Soborów powszechnych mają wartość wieczną, nie tymczasową. Nie podlegają ewolucji w czasie. Są raczej łaską Boga, który za ich pomocą odkrywa przed nami pewne, niedoprecyzowane dotąd zagadnienia związane z naszą wiarą. Na ten sposób Bóg jest ograniczony orzeczeniami Kościoła: skoro Duch Święty dopuścił do ich ogłoszenia, nie powinniśmy się zajmować szukaniem sposobu na ich ominięcie.

Ufam, że gdyby rację miała Międzynarodowa Komisja Teologiczna działająca przy Stolicy Swiętej, Duch Święty sprawiłby, że zapis cytowanego już wyżej Dekretu Sobóru Florenckiego dla Greków nie zawierałby zapisu o grzechu pierworodnym i brzmiałby np. tak:

„Dusze tych, którzy umierają w uczynkowym grzechu śmiertelnym, natychmiast zstępują do piekła, gdzie jednak nierównym podlegają karom.”

Limbus parvulorum nie był nigdy zdefiniowany jako osobne miejsce, w jakim na wieczność znajdują się dusze. Pomiędzy teologami prowadzona była dyskusja co do stanu tych dusz, a więc – czy jest to po prostu kojarząca się z inercją „otchłań”, czy stan naturalnej szczęśliwości. Można również sądzić, że niejednorodny jest status dusz w nim się znajdujących, podobnie jak w niebie i „piekle właściwym”. Koncepcja ta idealnie pasuje do całości nauczania Kościoła na temat życia wiecznego, uwzględniając zarówno Bożą sprawiedliwość jak i Boże miłosierdzie. Omówiony dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej w jaskrawy sposób te proporcje burzy.

10 komentarzy:

  1. cyt. "Bóg jest ograniczony orzeczeniami Kościoła" Amen! Mężowie bądźcie poddani swym żonom jak Bóg jest poddany Kościołowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do dyskusji, jeśli stać Cię na coś więcej niż wyrywanie fragmentów zdania z kontekstu

      Usuń
  2. Ja jednak widzę szansę na wyjście dzieci z limbusa. Cała nadzieja w Maryi najmiłosierniejszej naszej Matuchnie i pośredniczce łask. W końcu ma ona władzę nad Bogiem, większą nawet niż kościół. Jak ona rozkaże Bogu, żeby uwolnił dzieci z limbusa i przeniósł je do nieba, to Bóg na pewno tak zrobi, bo przecież niczego nie może jej odmówić.

    BTW, dlaczego tak buntujesz się, przeciw orzeczeniom SWII? Skoro Duch św. dopuścił do niego, to powinniśmy zaakceptować jego orzeczenia

    Ps. Ja nie wyrywam zdań z kontekstu, tylko stosuję ironię

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałbym zdać autorowi pytanie dotyczącego tego tematu, ale nie wiem czy zobaczy Pan mój komentarz po 4 latach od tekstu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostaję powiadomienia na bieżąco. Nie czytam tylko tych dotyczących starokatolicyzmu.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Aha, w takim razie chciałem o coś zapytać, troche z innej beczki, ale natchnęło mnie przy tym tekście, a nie chciałem offtopu robic w innych tematach:
      " Nie zapominajmy wszakże, że do śmierci Pana Jezusa na krzyżu, niebo pozostawało zamknięte."
      No właśnie:
      Ostatnio słuchając ks. Hesse usłyszałem, że (co mnie zdziwiło), zmarli sprawiedliwi będący w limbusie do Nieba przeszli dopiero po Wniebowstąpieniu Pan Jezusa, bo żaden człowiek nie mógł być w Niebie wcześniej niż Chrystus.
      Zawsze byłem przekonany, że Pan Jezus wprowadził te dusze do Nieba w ciągu tych chwil po zstąpieniu do piekieł a Zmartwychwstaniem.
      Dlatego też Pan Jezus, jak mówił ks. Hesse, nie powiedział Dobremu Łotrowi: "Jeszcze dziś ze mną będzie w Niebie", tylko "Jeszcze dziś będzie ze mną w Raju".
      Może to moja oznaka ignorancji, ale strasznie mnie to zdziwiło.

      Czy ma Pan może jakieś internetowe namiary (po polsku) na materiały poruszające tę kwestię?

      Z góry dziękuje za odpowiedz.

      PS. " Czymże w praktyce różniłaby się sytuacja tych istot od Niepokalanie Poczętej Najświetszej Maryi Panny ?!" - a nie Jana Chrzciciela? Niepokalanej grzech nawet nie dotknął w przeciwieństwie do tych dzieci... .

      Usuń
  4. Poruszył Pan bardzo ciekawy temat, na miarę czasu i swoich sił postaram się go wyjaśnić. Polska przedsoborowa wykładnia otchłani ojców jest taka jak u ultramontan http://www.ultramontes.pl/limbus.htm " Ze śmiercią Zbawiciela miejsce to przestało istnieć." - i tego zdania się trzymałbym. Chrystus umarł na Krzyżu, dokonało się odkupienie. Po tym fakcie "zstąpił do piekieł", podziemi, żydowskiej krainy szeol. Objawił się potępionym (myślę, że dopiero wtedy zrozumieli oni, czem jest potępienie), zaś sprawiedliwych poprowadził z Łona Abrahama do niebios.

    Ale na obronę x. Hessego zajrzałem też np. do źródeł angielskich. I tam jest inaczej: http://www.newadvent.org/cathen/09256a.htm Limbus patrum It is principally on the strength of these Scriptural texts, harmonized with the general doctrine of the Fall and Redemption of mankind, that Catholic tradition has defended the existence of the limbus patrum as a temporary state or place of happiness distinct from Purgatory. As a result of the Fall, Heaven was closed against men. Actual possession of the beatific vision was postponed, even for those already purified from sin, until the Redemption should have been historically completed by Christ's visible ascendancy into Heaven. Consequently, the just who had lived under the Old Dispensation, and who, either at death or after a course of purgatorial discipline, had attained the perfect holiness required for entrance into glory, were obliged to await the coming of the Incarnate Son of God and the full accomplishment of His visible earthly mission.

    Nie da się ukryć, że słowa Pisma Świętego "Jeszcze dziś będzie ze mną w Raju" ciężko uzgodnić z wersją anglojęzyczną. Temat z pewnością wart opisania.

    Co do PS - no właśnie, że Maryi! Jest sporo istot, które mają tylko grzech pierworodny, jeśli go banalizujemy i unieważniażniamy bez korzystania z chrztu świętego, to istoty te imitują Niepokalanie Poczętą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuje za odpowiedz.
    Z angielskim linkiem będę musiał kogoś poprosić o tłumaczenie, bo translator tłumaczy na Kaliego... .

    A jeszcze co do opinii ks. Hessego:
    Musze to sam sprawdzić, ale rozmawiałem z pewną osobą na ten temat i powiedziała, że w "Żywot i Bolesna Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza" bł. K. Emmerich ten temat musi być dobrze opisany. Pytając o szczegóły odpowiedziała, że dokładnie nie pamięta żeby rozwiać moje wątpliwości, ale napewno było coś takiego, że Pan Jezus oprowadzał te dusze po miejscach gdzie postała jego stopa. Możliwe więc, że szeol zamknął się w "trzech dniach", ale święte dusze radośnie błąkały się po ziemi aż do Wniebowstąpienia... .
    Gdy tyko odwiedzę tą osobę i od razu sprawdzę ten temat i dam znać.


    PS. :) bede się czepiał. "które MAJĄ tylko grzech pierworodny".
    Może za głupi na to jestem

    Życzę zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tekst angielski potwierdza opinię x. Hessego. A ja tego nijak nie jestem w stanie uzgodnić z teologią, jakiej nas uczono - i Pana i mnie.

    Dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mogę zrozumieć jednej rzeczy:
    Jak pogodzić naturalną szczęśliwość nieochrzczonych przebywających w limbusie z tym, że ów limbus jest częścią piekła? Czy w tam gdzie nie ma Pana Boga może być jakiekolwiek, choćby naturalne, szczęście?

    I drugie pytanie: czy Czyściec istniał przed odkupieniem świata czy dopiero po nim?

    OdpowiedzUsuń