środa, 30 stycznia 2013

Nowy rok, stare problemy

Witam Państwa serdecznie po dłuższej przerwie. Dzieje się na naszem poletku sporo, ale niewiele dobrego. Wprawdzie przyzwyczaiłem się do roli czarnowidza i mogę jedynie ubolewać, iż nieźle się w niej sprawdzam, ale to nic przyjemnego. Lepiej przynosić dobre wieści.

Tymczasem coraz bardziej aktualna staje się analiza naszkicowana w notce: Zmiana klimatu w relacjach Watykan - FSSPX. W ostatnich dniach ujawniono list skierowany do FSSPX przez wiceprzewodniczącego papieskiej komisji Ecclesia Dei arcybiskupa Józefa Di Noia.

Dokument ten jest niezwykle uprzejmy i bardzo osobisty. Pod adresem Piusowców pada wiele komplementów, ale wiemy, że w romanitas nie ma nic za darmo. List ten można streścić jego następującym fragmentem:

O co więc prosimy Bractwo Kapłańskie w obecnej sytuacji? Abyście nie tracili gorliwości waszego założyciela, arcybiskupa Lefebvre'a. Wręcz przeciwnie! Prosimy o ożywienie płomienia jego gorliwego zapału formowania mężczyzn do kapłaństwa Jezusa Chrystusa. Z pewnością nadszedł czas, aby porzucić ostrą i szkodliwą retorykę, która pojawiła się w ciągu ostatnich lat.

Trzeba odzyskać pierwotny charyzmat powierzony arcybiskupowi Lefebvre, charyzmat formacji kapłanów w pełni Tradycji katolickiej, aby podjąć wypływający z tej formacji apostolat wśród wiernych. Ten właśnie charyzmat rozeznał Kościół, kiedy Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, zostało po raz pierwszy zatwierdzone w 1970 roku. Przypomnijmy korzystną ocenę waszego seminarium w Ecône w 1987 roku, dokonaną przez kardynała Gagnon'a.

Autentyczny charyzmat Bractwa to formowanie kapłanów dla służby ludu Bożego, a nie uzurpowanie sobie misji sądzenia i poprawiania teologii i dyscypliny innych w obrębie Kościoła. Powinniście skoncentrować się na przekazywaniu waszym kandydatom formacji filozoficznej, teologicznej, duszpasterskiej, duchowej i humanistycznej, aby mogli głosić słowo Chrystusa i działać jako narzędzia Bożej łaski w świecie, zwłaszcza poprzez uroczystą celebrację Ofiary Mszy Świętej.


Widzimy zatem, że abp Di Noia uważa, że lefebryści mogą być uznawani w Kościele, o ile zamilkną na szereg problemów teologicznych współczesnego Kościoła. Niech się ubierają w ładne stroje z pomponami i w ten sposób odprawiają Msze. Mogą mieć prywatnie takie czy inne zdanie na temat posoborowia, ale nie wolno im go narzucać innym. Nie wolno też pouczać innych hierarchów, a zwłaszcza Ojca Świętego.

Czyny dzielą się na dobre, obojętne moralnie i złe. Widząc zło nie można przechodzić obojętnym mimo niego. Brak reakcji na zło nie jest cnotą, lecz z katechizmowego punktu widzenia może stanowić jeden z grzechów cudzych (6. Milczeć, gdy ktoś grzeszy. 9. Usprawiedliwiać czyjś grzech.), niezależnie od pozycji katolika w hierarchii Kościoła. Oczywiście piastowanie urzędu ów katalog rozszerza o pozostałe możliwości (1. Namawiać kogoś do grzechu. 2. Nakazywać grzech. 3. Zezwalać na grzech. 4. Pobudzać do grzechu. 5. Pochwalać grzech drugiego. 7. Nie karać za grzech. 8. Pomagać do grzechu.).



Postawa wiceprzewodniczącego komisji Ecclesia Dei byłaby godna wsparcia, gdyby funkcjonowały normalne metody dyscyplinowania błędnowierczych teologów. Niestety, ich nie ma. Biskupi mogą łamać dowolne normy prawa kanonicznego i nie czekają ich za to żadne sankcje. Ilu biskupów nie przestrzega norm ustanowionych choćby przez Jana Pawła II w zakresie ekumenizmu ? Mieliśmy tego znakomity przykład w Polsce w ostatnich tygodniach, przy okazji "Tygodnia Powszechnej Modlitwy o Jedność Chrześcijan". W skrócie, tradycyjnie zorientowani katolicy zaprotestowali na facebooku przeciwko łamaniu Kodeksu Prawa Kanonicznego, za co administratorzy profili biskupów Marka Solarczyka i Henryka Hosera zabanowali i obsztorcowali ich w niewybrednych słowach. Kto chce, może przeczytać na ten temat wyczerpujące studium na blogu Wolanda pod jakże trafnym tytułem "Jeśli wy mówić przestaniecie kamienie wołać będą".

List Arcybiskupa Di Noia mógłby być zaaadresowany do znacznie szerszego spektrum po prawej stronie Kościoła. Nie możemy puścić go mimo uszu, udając, iż jego jedynymi adresatami są nasi bracia lefebryści. Jest to bowiem element doskonale pasujący do układanki: do znaczącego przeniesienia akcentów doktrynalnych w rządach Ojca Świętego Benedykta XVI. Pojęcie "hermeneutyki ciągłości" jawi się dziś jako nic nieznaczące hasło, które ma zastąpić dyskusję doktrynalną. Wczoraj była ona niemożliwa z uwagi na konieczność "wierności Soborowi Watykańskiemu II i jego duchowi", dziś mamy mieć "wierność Stolicy Piotrowej i hermeneutyce ciągłości". Tyle, że rozmowy FSSPX dowiodły, że dorobek (a raczej: "urobek") V2 może być rozmaicie rozumiany. Papież powstrzymuje się od wydania całościowej prawowiernej wykładni Soboru, choć kilka lat temu potrafił zatwierdzić katolicką wykładnię fragmentu Lumen Gentium, który przez posoborowców był rozumiany heretycko. Papież zdaje się tymczasem oczekiwać akceptacji pozostającego, niemałego bagna teologicznego i stawia je jako element konieczny wiary. Dlatego zakończenie dialogu teologicznego Watykanu z FSSPX należy ocenić tak negatywnie, bowiem kończą się nadzieje, o jakich pisałem w dwu ostatnich akapitach swego tekstu w lipcu zeszłego roku:

można sądzić, iż dialog ten jest bardzo potrzebny … samemu Benedyktowi XVI. Bowiem w posoborowiu nie ma on partnerów do dyskusji na temat Soboru, jego błędów i zagrożeń. Dialogowanie z FSSPX sprawia, że ujawniają się teologowie mający na V2 zdanie może nie identyczne z Bractwem, ale z pewnością diametralnie odmienne od szczęśliwie minionej linji janopawłowej. Czy zatem dialog z Bractwem Św. Piusa X nie jawi się jako najlepszy sposób, aby reinterpretować V2 w duchu hermeneutyki ciągłości ?!

Gdyby tak było, oznaczałoby to najlepszą wiadomość dla Piusowców. Bowiem uzyskanie nieoficjalnego statusu sparingpartnera Benedykta XVI zmniejszyłoby znacznie ciśnienie związane z negocjacjami. Ich celem nie byłoby porozumienie, lecz … negocjowanie. Sparingpartner byłby w pewien sposób „pompowany”, by rósł jego prestiż i pozycja. To byłaby taka „mała stabilizacja” po watykańsku. I najdobitniejsza różnica między Janem Pawłem II a Benedyktem XVI: od dbania o iluzoryczną jedność do pragmatycznego, choć niestety powolnego i stopniowego wyjaśniania błędów.


Cóż nas zatem czeka AD 2013 ? Sądzę, że Ojciec Święty będzie zachowywał status quo w jeszcze większym stopniu niż dotychczas. Przykładowo, jego "reformy reform" zostały zawetowane przez frakcję modernistyczną i on zdaje się pogodzony z tym faktem. Nie będzie zatem zmiany rytu Novus Ordo, lecz podręcznik, jak poprawnie to celebrować. Dokładnie jak w liście abp Di Noia: dajemy dobry przykład i liczymy, że to wystarczy. Tak zwani "mszaliści" będą zadowoleni. Nikt inny poza nimi nie będzie. Po raz kolejny przegrywamy z Soborem i jego Duchem. Zapowiadają się kolejne stracone lata dla Kościoła.

czwartek, 6 grudnia 2012

Nie wstydzę się paczki (wstydzę się Jezusa)

Obserwując tegoroczne wrzaskmedia można zaobserwować wzrost popularności akcji "Szlachetna paczka". Jej pomysłodawcą jest kapłan archidiecezji krakowskiej, ks. Jacek Stryczek.

Czy ceną, czy przyczyną medialności "Szlachetnej paczki" jest pomijanie na oficjalnym fejsbukowym profilu SP informacji o "zawodzie" inicjatora ?



Takie podejście x. Stryczka do samego siebie to dla mnie spory zawód. Wprawdzie to nie jest akcja "Nie wstydzę się Jezusa", ale Paczce ubyło niemało szlachetności.

środa, 5 grudnia 2012

Kapucyn zamknął drzwi

Znakomity polski satyryk Jan Pietrzak od lat mówi, że władza się dostosowuje do jego żartów, by były coraz bardziej aktualne. Niestety sytuacja ta jest aktualna nie tylko na gruncie świeckim, ale także i kościelnym.

Oto bowiem czytam dziś informację:

Kapucyni w Łomży: Msze Święte sprawowane w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, które miały być odprawiane przez ks. Grzegorza Śniadocha IBP w każdą drugą niedzielę miesiąca nie będą sprawowane.


Czy mogę skomentować to inaczej, niż powołując się na kilkukrotnego gościa mej strony, niekwestjonowanego premiera thrashmetalowej grafomanji, Romana Kostrzewskiego i jego "dziełko" ?!



Oczywiście podkreślę jedno: łomżyńscy kapucyni przyjmowali ze szczerem sercem x. Śniadocha i udostępniali świątynię do celebracji Mszy w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Ale ugięli się pod naciskami jakichś krasnoludków lub trolli. Kapucyn zamknął drzwi, ale kapucyn jest w tej sprawie niewinny.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Czego nie było we wczorajszym liście KEPu …

Osoby uczęszczające na Nową Mszę usłyszały wczoraj list Konferencji Episkopatu Posoborowego (KEP) na uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Dokument ten skupia się na walce z postulatami intronizacyjnemi, głoszonemi przez zwolenników xięży Natanka i śp. Kiersztyna.
Od momentu przyjścia Chrystusa urzeczywistnia się w świecie królestwo Boże. Nie ma ono nic wspólnego z jakąkolwiek formą panowania człowieka w świecie. Oznacza – jak usłyszymy w dzisiejszej prefacji – „wieczne i powszechne Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju”. Trudno się więc dziwić, że marzy się nam realizacja takiego królestwa w świecie, bez najmniejszych zakłóceń. Myślenie jednak, że wystarczy obwołać Chrystusa Królem Polski, a wszystko się zmieni na lepsze, trzeba uznać za iluzoryczne, wręcz szkodliwe dla rozumienia i urzeczywistniania Chrystusowego zbawienia w świecie.

Przede wszystkim królestwo Jezusa już się realizuje. Chrystus Król każdemu oferuje możliwość udziału w nim. Natomiast od nas zależy, na ile z łaski królestwa Bożego korzystamy i w jakim zakresie rozwijamy je w sobie i pośród nas, czyli na ile postępujemy jak Jezus, służąc Bogu i ludziom.

Nie trzeba więc Chrystusa ogłaszać Królem, wprowadzać Go na tron. Bóg Ojciec wywyższył Go ponad wszystko. Trzeba natomiast uznać i przyjąć Jego królowanie, poddać się Jego władzy, która oznacza moc obdarowywania nowym życiem, z perspektywą życia na wieki. Realizacja zadania zakłada przyjęcie tego, co Jezus daje, domaga się życia Jego miłością i dzielenia się Nim z innymi. Chodzi o umiłowanie Jezusa do końca, oddanie Mu swego serca, zawierzenie Mu naszych rodzin, podjęcie posługi miłości miłosiernej i posłuszeństwo tym, których ustanowił pasterzami.

Ten konkretny program nie potrzebuje jakiejkolwiek formy intronizacji. Konieczne jest szerokie otwarcie drzwi Jezusowi, oddanie mu swego życia. Gdy dokonamy tego w naszych domach i parafiach, zmieni się oblicze naszej Ojczyzny i Kościoła. Szczególną drogą może być uznanie królowania Jezusa poprzez umiłowanie Jego Najświętszego Serca. Początkiem tej drogi niech będzie odnowienie dziś, we wszystkich świątyniach, aktu poświęcenia rodziny ludzkiej Jezusowi Chrystusowi Królowi wszechświata. Na realizację tej drogi w codzienności udzielamy wszystkim pasterskiego błogosławieństwa.




Doktryna KEPskich – w przeciwieństwie do poglądów „intronizatorów” – nie jest błędna. Ale jest spłaszczeniem, pominięciem bardzo wielu ważnych aspektów katolickiej nauki społecznej odnoszących się do Chrystusa Króla. Możemy je znaleźć w encyklice Quas Primas Piusa XI oraz w nauczaniu Leona XIII:
Błądziłby zresztą bardzo ten, kto by odmawiał Chrystusowi Człowiekowi, władzy nad jakimikolwiek sprawami doczesnymi, kiedy On od Ojca otrzymał nieograniczone prawo nad stworzeniem tak, iż wszystko poddane jest Jego woli. Jednakowoż dopóki żył na ziemi, wstrzymywał się zupełnie od wykonywania tejże władzy i jak niegdyś wzgardził troszczeniem się i posiadaniem rzeczy ludzkich, tak wówczas pozwolił i pozwala dziś na nie tym, którzy je posiadają. Przepięknie to wyrażają słowa: Nie odbiera rzeczy ziemskich Ten, co daje Królestwo niebieskie (Hymn na Uroczystość Trzech Króli).

Przeto królestwo naszego Odkupiciela obejmuje wszystkich ludzi; jak o tym mówi poprzednik Nasz, nieśmiertelnej pamięci Leon XIII, którego słowa chętnie przytaczamy: "Panowanie Jego mianowicie rozciąga się nie tylko na ludy katolickie, lub jedynie na tych, którzy obmyci w sakramencie chrztu, w rzeczywistości prawnie należą do Kościoła, chociaż albo błędne mniemania uwiodły ich na bezdroża albo niezgoda rozdziela od miłości: lecz obejmuje ono także wszystkich niechrześcijan, tak że cały ród ludzki prawdziwie należy do królestwa Jezusa Chrystusa" (Encyklika Annum Sacrum).

I nie ma tu żadnej różnicy między jednostkami, rodzinami czy państwami, ponieważ ludzie złączeni w społeczeństwie niemniej podlegają władzy Chrystusa, jak jednostki. Zaiste On jest źródłem zbawienia dla pojedynczych ludzi, jak i dla ogółu: "I nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym mielibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12), On sam jest sprawcą pomyślności i prawdziwej szczęśliwości tak dla pojedynczych obywateli, jak dla państwa: "Nie skądinąd bowiem szczęście dla państwa, a skądinąd dla człowieka: ponieważ państwo, to nic innego, jak zgodny zespól ludzi" (św. Augustyn, List do Macedończyków, rozdz, 3).

Niechże więc rządcy państw nie wzbraniają się sami i wraz ze swoim narodem oddać królestwu Chrystusowemu publicznych oznak czci i posłuszeństwa, jeżeli pragną zachować nienaruszoną swą powagę i przyczynić się do pomnożenia pomyślności swej ojczyzny.

(..) Przeto gdyby kiedy ludzie uznali tak w życiu prywatnym, jak i publicznym królewską władzę Chrystusa, wówczas musiałyby przeniknąć wszystkie warstwy społeczne niewypowiedziane dobrodziejstwa, jak sprawiedliwa wolność, jak ład i uspokojenie, zgoda i pokój.

(..) Jeżeli więc teraz nakazaliśmy, aby cały katolicki świat czcił Chrystusa jako Króla, to przez to chcemy zaradzić potrzebom dzisiejszych czasów i podać szczególne lekarstwo na zarazę, jaka nawiedziła społeczeństwo ludzkie. A tą zarazą jest tzw. laicyzm, czyli zeświecczenie, jego błędy i niecne dążenia: a zbrodnia ta, jak Wam wiadomo Czcigodni Bracia, nie naraz dojrzała, lecz od dawna już kryła się wśród państw. Zaczęto bowiem od zaprzeczenia panowania Chrystusa nad wszystkimi narodami; odmówiono Kościołowi władzy nauczania ludzi, ustanawiania praw, rządzenia narodami, którą to władzę otrzymał Kościół od samego Chrystusa, by ludzi prowadzić do szczęśliwości wiekuistej. Zaczęto tedy powoli zrównywać religię Chrystusową z innymi fałszywymi i stawiać ją niegodziwie wprost w tym samym rzędzie; a następnie poddano ją władzy świeckiej i wydano ją prawie na samowolę panujących i rządów; dalej jeszcze poszli ci, którzy sądzili, iż należy zastąpić religię Boską jakąś religią naturalną, naturalnym jakimś poruszeniem duszy. Nie brakło też państw, które uważały, że mogą obejść się bez Boga i że ich religia, to bezbożność i lekceważenie Boga.

Jakże gorzkie wydało owoce, tak częste i długotrwałe odstępstwo od Chrystusa tak jednostek, jak i państw - na to skarżyliśmy się w encyklice Ubi Arcano, a dziś znów nad tym bolejemy - a są to: nasienia niezgody wszędzie porozsiewane, żagwie zawiści i nieprzyjaźni, rozniecone wśród narodów, co tak bardzo opóźnia pojednanie ludów; niepowściągliwa chciwość, która nierzadko ukrywa się pod płaszczykiem dobra publicznego i miłości ojczyzny, z których powstaje rozdwojenie wśród obywateli i ów ślepy i niepohamowany egoizm, który na nic innego nie zważa, jak tylko na prywatne korzyści i wygody, i tą miarą wszystko mierzy; dalszy owoc, to zburzony zupełnie spokój domowy, bo zapomniano o obowiązkach i zlekceważono je; łączność i trwałość rodziny zachwiana; wreszcie całe społeczeństwa wstrząśnięte i ku zgubie idące. (..)

Doroczne zaś obchodzenie tego święta napomni także państwa, że tak jednostki, jak i władze i rządzący mają obowiązek czcić publicznie Chrystusa i Jego słuchać; przywiedzie im bowiem na myśl ów sąd ostateczny, na którym Chrystus, nie tylko usunięty z życia publicznego, lecz także przez wzgardę zlekceważony i zapoznany, bardzo surowo pomści tak wielkie zniewagi, ponieważ godność Jego królewska tego się domaga, aby wszystkie państwa tak w wydawaniu praw i w wymierzaniu sprawiedliwości, jak też w wychowaniu młodzieży w zdrowej nauce i czystości obyczajów zastosowały się do przykazań Bożych i zasad chrześcijańskich.

Pomijanie istotnej części nauczania Kościoła w jakiejś sprawie nazywane jest często przez tradycjonalistów „białą herezją”. Zakres nauczania (a raczej: przemilczania) posoborowego na temat społecznego panowania Jezusa Chrystusa z pewnością wyczerpuje znamiona białej herezji. Inne takie przykłady to na przykład: pokazywanie, że Bóg jest miłosierny, ale „zapominanie”, że Bóg jest sprawiedliwy czy posoborowa eschatologja, jakże często promująca hipotezę pustego piekła.

czwartek, 8 listopada 2012

Przebiegunowanie Ziemi

Chciałoby się wrócić w końcu do pisania o poważnych tematach, ale nie można. Przebiję dziś tematykę cyrylometodiańsko – halloweenową, pisząc o …. przebiegunowaniu Ziemi. Zachęcony przez sąsiada kupiłem „Warszawską Gazetę”.

Pierwsze wrażenie wynikające z przekartkowania gazety wskazuje, iż jest to pismo centroprawicy, bezkompromisowo opozycyjne względem rządu p. Donalda Tuska, konserwatywne i katolickie. Anglosasi wszakoż trafnie mówią iż „nie należy oceniać książki po okładce”. I tak jest właśnie z „Warszawską”. Ponoć pismo przez dłuższy czas balansowało artykuły niewiarygodne interesującemi, a rzeczy wartościowe bzdurami. Ale aktualny numer 44 (2-8 listopada) składa się w 90% ze śmieci.

Weźmy np. lansowanie tezy, iż 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku nie doszło do katastrofy. „Samolot mógł wylądować gdzie indziej i pasażerowie mogli inaczej zginąć” – mówi w wywiadzie (nomen omen) tajemniczy Alef Stern, autor książki wydanej AD 2009 książki pt. „Pola Laska”, w której rzekomo z rocznem wyprzedzeniem i w nieco zaszyfrowanej formie opisano zdarzenia z kwietnia 2010 r. Teza o tzw. maskirowce w Smoleńsku nie jest autorstwa Sterna, promuje ją od dawna inny autor, FYM, również obecny w „Warszawskiej”.

Ale zagadnienia te nie znajdują się nawet na poboczu zainteresowań Młota Na Posoborowie. O „Warszawskiej Gazecie” piszę z uwagi na tekst numeru, który ma bardzo silne konotacje religijne. Mówi on o przebiegunowaniu Ziemi, które rozpocznie się w dniu … 22 grudnia 2012 r.



Artykuł rozpoczyna się przypomnieniem informacji o kalendarzu Majów, który kończy się na owej grudniowej dacie. Przebiegunowanie Ziemi ma wynikać z aktywności Słońca, wyliczonej przez Majów. Równocześnie przywołuje się przepowiednie o. Klimuszki o zmianie klimatu Polski na bardziej tropikalny w niedalekiej przyszłości. Następnie streszczane są fragmenty Pisma Świętego odnoszące się do czasów ostatecznych oraz katastrof globalnych zapowiadanych m.in. w orędziu Maryi w La Salette. Wszystko to prowadzi autora do wniosku, iż właśnie w najbliższej przyszłości rozpocznie się przebiegunowanie Ziemi. Podaje on szczegółowe informacje fizyczne, których Państwu oszczędzę. Są one przeplatane informacjami o katastrofach, które dotkną znaczną część świata. W Polsce będzie w miarę bezpiecznie. Zadziwia jedynie szczegółowość danych bajkopisarza:

„Najbardziej zostaną uszkodzone wieżowce w Warszawie, szczególnie te wybudowane w ciągu ostatnich lat, gdzie na skutek drgań sejsmicznych pokruszą się ich szklane fasady i ściany. Ogołocone ze swych zewnętrznych ścian wieżowce – nie remontowane – po kilku miesiącach ulegną zniszczeniu i będą nadawały się tylko do wyburzenia. Mający 57 lat Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, posiadający solidną konstrukcję, w ogóle nie ucierpi.”


Ogół katastrof, trzęsień ziemi, wybuchów wulkanów itp. itd. doprowadzi całą kulę ziemską do biblijnych trzech dni ciemności, na które trzeba się przygotować. Onego czasu na Ziemię spadnie deszcz asteroidów:

Dodatkowo namagnesowane asteroidy lecące z kosmosu jak pociski niszczące zło na Ziemi, wraz z tymi, którzy to zło generują, będą sterowane przez Pana Boga – Aniołów Śmierci, które będą pilnowały, aby asteroidy te zabijały tylko złych ludzi (którzy nie chcieli się nawrócić), a oszczędzały ludzi dobrych – wraz z ich uczciwie zdobytymi majętnościami. (..) Tak więc nie będzie ucieczki ani ukrycia dla wszystkich powodujących zło. Jeśli nie wyginą oni od zatopienia wodą, wulkanów, ognia, lawy i rozpadlin w ziemi – to zginą zabici przez asteroidy z kosmosu. A jeśli ktoś ukryje się pod ziemią lub pod wodą, to po wyjściu na powierzchnię zostanie on natychmiast „namierzony” przez ciągle obecne na orbicie Ziemi namagnesowane asteroidy.


A co stanie się po tem wszystkiem? W Boże Narodzenie znów zabłyśnie Śłońce, nastaną cuda i nowy świat. Po Trzech Królach następnego roku ocalali na Ziemi sprawiedliwi poproszą Boga, aby ustanowił Jezusa Chrystusa Królem wszystkich państw i narodów!

Jesteśmy już w domu, prawda? INTRONIZACJA znów przypomina o sobie. Godzi się zatem wreszcie wspomnieć, iż autorem tego „artykułu” jest niejaki Piotr Kawka, zwany też Bratem Piotrem. Nie jest on postacią szczególnie znaną w Internecie, znaleźć go można jedynie na swojsko brzmiącej stronie laudate.pl .

Wiadomość o spotkaniu Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę:

W dniu 25 września na Jasnej Górze odbędzie się drugie spotkanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę. O godz.11.00 Msza św. odprawiona przez Abp. A. Dzięgę, o godz.13.30 - spotkanie w Kaplicy Różańcowej. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych Krucjatą. Prosimy o modlitwę i wyrzeczenia w tej intencji. Piotr Kawka /Brat Piotr/ BratPiotr@o2.pl


Zanim napiszę słówko komentarza, godzi się zdradzić zakończenie opowieści. Nastanie powszechna szczęśliwość, panował będzie Jezus Chrystus, a zwyciężony Antychryst nie podniesie się. I jeszcze jedno: zostanie obalona całkowicie błędna teoria względności Alberta Einsteina.

Cały tekst zajmuje 11 bitych stron. Nie wiem, czy ukazał się jako tekst zamówiony czy może jako reklama. Całej koncepcji bliżej do „fantastyki naukowej” Eryka von Däniken niż do teologji i innych nauk, wykorzystywanych pomocniczo w opracowaniu. Każdy, kto A przecież te zdarzenia mają się dokonać zaledwie za półtora miesiąca ! Traktuję całą tę koncepcję jako ośmieszenie problemu Antychrysta we współczesnym świecie. Do tego celu wykorzystuje się Pismo Święte, poważne orędzia Matki Bożej (La Salette) oraz cytowanych w tekście: Ojca Pio i Siostry Faustyny. Są oni cytowani na przemian z wieszczami grupek intronizacyjnych. Jeśli uwierzysz „Bratu Piotrowi” i doświadczysz, że cię oszukał, możesz łatwiej uznać, że każdy z elementów jego opowieści jest fikcją w takim samym stopniu. O to chodzi. W tej chwili sądzę, że jest sprawą drugorzędną ustalenie, czy samemu diabłu, czy też może raczej jego ziemskim poplecznikom.

Coraz bardziej dostrzegam prawidłowość: zwolennicy Intronizacji Chrystusa występują w jednym szeregu z rozmaitymi wariatami i zwykłą „agenturą”. Mam tu na myśli choćby osoby siejące dezinformację w sprawie Smoleńska, o których pisałem na początku tekstu. Czy zatem za rozlicznemi pomysłami na Intronizację nie stoją przypadkiem panowie w skórzanych płaszczach i czarnych okularkach ? Działanie na rozbicie Kościoła oraz skierowanie najniebezpieczniejszej, bo „prawicowej” i „konserwatywnej” części polskich katolików w stronę prywatnych, fałszywych objawień byłoby majstersztykiem. Ale kto powiedział, że świat zatrzymał się na poziomie metod generałów Ciastonia i Płatka ?