niedziela, 1 marca 2015

To już dwa lata ...

Wprawdzie dwa lata w perspektywie istnienia Kościoła to niewiele, ale my czas od abdykacji Ojca Świętego Benedykta XVI z pewnością dobrze zapamiętamy. Jak pisałem w poprzedniej wypowiedzi, trwa wojna między katolikami a posoborowcami. Jest to wojna domowa z uwagi na trwającą wciąż "unię personalną" pomiędzy Kościołem katolickim a Kościołem Posoborowym. Wojny domowe są najtragiczniejsze, bo dzielą w poprzek rodziny, bliskich, przyjaciół i znajomych. By zwyciężyć, trzeba walczyć skutecznie. By walczyć skutecznie, trzeba zapomnieć o niedawnej jeszcze relacji i zdehumanizować wroga.

Stąd właśnie zachowania takie jak u Tymoteusza Scotta CSB, posoborowego bazylianina, który na twitterze udzielił "dobrej rady" kardynałowi Rajmundowi Burke'owi: Zamknij k***a gębę.

Niestety, trudno w tym momencie nie mieć pretensji do ... Benedykta XVI. To on jest moralnie odpowiedzialny za rozwój sytuacji w Kościele. Jeśli musiał abdykować (z dowolnych przyczyn), to powinien zabezpieczyć Kościół przed kolejnym konklawe, wpływając na obsadę kolegium kardynalskiego. Tymczasem zdaje się, że albo w tej sprawie nic konkretnego nie zrobił, albo co najwyżej sądził, że sukcesja jest odpowiednio zabezpieczona.



Zauważmy, że urzędujący papież jest jedyną osobą, która nie tylko może, ale i powinna planować elekcję kolejnego wikariusza Chrystusowego. Wszelkie spiski kardynalskie za życia aktualnego biskupa Rzymu w tej materii są zakazane, ale on sam owym prawem nie jest związany. Zaniedbania Ratzingera w tej kwestii są niezrozumiałe i być może zdeterminują z perspektywy czasu ocenę jego pontyfikatu. Panowanie Benedykta XVI miało tę niepodważalną zaletę, iż niezaprzeczalnie chciał on być papieżem katolickim. Wypełniał również funkcję lidera Kościoła Posoborowego, uczestnicząc w rozmaitych spotkaniach ekumenicznych, międzyreligijnych itp. Nigdy nie zapomnimy, że dał Kościołowi "Summorum Pontificum". Ale Bóg i historia rozliczą go (jak każdego człowieka) z ogółu działań.

Mimo snucia rozmaitych rozważań na temat abdykacji Ojca Świętego, nic choćby prawdopodobnego na ten temat nie dowiedzieliśmy się. Z radością patrzę na zdjęcia Papieża Seniora, będącego w bardzo dobrej formie fizycznej i psychicznej w przededniu swych 88 urodzin. Ale nie mogę pogodzić się z jego dezercją, która jakże zaogniła wojnę między katolikami a posoborowcami.

Posoborowie ma świadomość, że na wielu frontach przegrywa te zmagania. Tak naprawdę, to poza oklaskami ze strony ludzi niezwiązanych z Kościołem katolickim lub wprost mu wrogich, wsparcia znikąd nie dostaje. Rewolucja w zakresie udzielania Komunii Św. cudzołożnikom usankcjonowałaby stan faktyczny, ale nie wiąże się z jakimś ruchem społecznym, który powstałby, ożywiłby się i nawet w skali posoborowia był widoczny. Młodzi ludzie, których potencjalnie sprawa dotyczyłaby, zazwyczaj są na tyle daleko od wszelkiej religijności, że nie doceniliby starań posoborowców. Natomiast po stronie katolickiej mamy autentyczne zainteresowanie obroną tradycyjnej doktryny Kościoła, wyrażane przez wszystkie pokolenia wiernych, świeckich i duchowieństwo. Przez dziesiątki lat posoborowie korzystało z argumentu: skoro są przy nas nowe ruchy i młodzież, to znaczy, że mamy rację. Teraz i ten miecz aktywizmu świeckich zwraca się przeciwko nim, zgodnie ze słowami Pisma: Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.

Co i daj nam szybko Panie Boże. Patrząc na klakierów Franciszka z Tygodnika Powszechnego i innych struktur "Kościoła Otwartego" w Polsce mogę im z czystym sumieniem sparafrazować klasyka: Wyginicie jak dinozaury, jeśli nie zrozumiecie, że legalizacja nadużyć przyniesie wyłącznie złe owoce.

W Kościele katolickim nigdy nie będzie zgody na Komunię dla cudzołożników. Ale być może będzie ona w Kościele posoborowym i wówczas trzeba będzie zakończyć unię personalną łączącą te dwie wspólnoty eklezjalne. Coraz więcej konserwatywnych katolików jest na to gotowych. Jeden błąd abdykacji Benedykta XVI nie zdeterminuje dalszych losów Kościoła i świata.

wtorek, 24 lutego 2015

Wszystkich nas nie zamkniecie !

Wojna między katolikami a posoborowcami przeniosła się na nowe fronty: rok 2015 może stać pod znakiem sporów prawnych przed sądami cywilnymi. Walczy już totumfacki Franciszka Papieża komisarz Fidencjusz Volpi, oskarżony o zniesławienie i kłamstwa względem założyciela Franciszkanów Niepokalanej. Ponoć Volpi musi do 3 marca br. zapłacić pozywającej go rodzinie ojca Stefana Manellego nawiązkę w wysokości 20 000 euro oraz wykupić komunikat przekazany przez czołową włoską agencję informacyjną. Sam Komisarz twierdzi, że do tej pory doszło jedynie do wymaganej przez prawo próby ugody pomiędzy stronami, a on sam czuje się zwolniony z poczynionych ustaleń z uwagi na upublicznienie sporu przez źródło informacji zbliżone do rodziny ojca Manellego.

Do starcia sądowego przygotowuje się też inny kamrat Bergoglia, Kanadyjczyk Tomasz Rosica - angielskojęzyczny asystent Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. Ów bazylianin oskarżył o zniesławienie poczciwego tradycjonalistycznego bloggera p. Dawida Dometa, opisującego heretyckie poglądy watykańskiego prominenta na kwestię udzielania Komunii Świętej rozwodnikom. Pod tym linkiem znajdą Państwo clip video znanego chyba nam wszystkim p. Michała Vorisa. Domet jest wyraźnie zaskoczony i zastraszony takim obrotem sprawy. Nie spodziewał się, że zwolennicy dialogu oraz wolności słowa, sumienia i religijnej chwycą po narzędzia sądowe zamiast podjąć dyskusję na argumenty teologiczne.

Muszę zatem i ja stanąć w obronie zaatakowanego bloggera, odwołując się do popularnego w Polsce hasła: "Wszystkich nas nie zamkniecie".



Myślę też, iż jest to dobry moment, by poinformować Szanownych Czytelników, że już dwukrotnie w karierze Młota usiłowano mnie postraszyć procesami. Raz czyniła to pewna mała grupka sytuująca się w najlepszym razie na skraju Kościoła katolickiego. W drugim przypadku z inicjatywą wyszedł dość znany duchowny, którego poglądy teologiczne miałem nieprzyjemność skomentować. Do procesów nie doszło, za co wdzięczny jestem opiece Ostrobramskiej Pani; ponadto aktywność owej grupki znacząco zmalała, a wspomniany duchowny zarzucił krzewienie swoich heterodoksyjnych poglądów.

Polecam Państwa modlitwie obie omawiane we wpisie sprawy - przywrócenia dobrego imienia ojcu Stefanowi Manellemu FFI oraz broniącego katolickiej ortodoksji p. Dometa. Przy tej okazji dziękuję również pięknie za przekroczenie liczby 500 000 odsłon bloga.

wtorek, 3 lutego 2015

KEPscy przekrecają Franciszka

W dwóch ostatnich dniach sporą karierę zrobił obrazek zamieszczony na fejsbukowych stronach KEPu



Zapodana intencja ewangelizacyjna Franciszka jest taka, że tylko ... szykować taczki i wywozić go poza Spiżową Bramę. Tego zdania nie da się obronić, dokładnie tak jak niedawno przypisywanej mu wypowiedzi, według której rodzina powinna mieć nie więcej niż troje dzieci.

Na szczęście Franciszek również tych słów NIE POWIEDZIAŁ. Poprosił o modlitwę W PODOBNIE BRZMIĄCEJ INTENCJI:

Aby małżonkowie żyjący w separacji znaleźli wsparcie w chrześcijańskiej wspólnocie.


I to zdanie można już uzasadnić doktryną katolicką. Separacja jest formułą dopuszczalną przez Kościół, nawet jeśli wskutek problemów i błędów ma ona trwać do końca życia małżonków. Żółte światło się zapala na dźwięk słów "wspólnota chrześcijańska", ale powiedzmy, że otwartej herezji tu nie ma.

Intencje misyjne na rok 2015 można porównać w różnych językach - angielskim, hiszpańskim na przykład na tej stronie. I chyba niezależnie od powyżej stwierdzonego przekłamania KEPu warto będzie na przyszłość weryfikować, czy lepiej modlić się "według intencji Papieża" i wspierać coś bardzo wątpliwego, czy powstrzymać się od uzyskania odpustu zupełnego. A może najlepiej pozostać na "wyższym poziomie ogólności" i nie czytać ani nie słuchać niczego powiązanego z Franciszkiem ?

Swoją drogą, do czego to doszło, że Młot Na Posoborowie ponownie wchodzi w rolę Christianitas i tłumaczy, że "car jest dobry, tylko urzędnicy źli" ?!

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Dzień zaratustrianizmu

Posoborowcy w styczniu uczestniczą w swoistym karnawale: tydzień ekumenizmu oraz ozdobniki: dzień judaizm i dzień islamu. Nowa świecka tradycja rozwija się w najlepsze, tak że często mówią już o całej dekadzie "modłów o jedność". Sensu to nijakiego nie ma z punktu widzenia klasycznej katolickiej teologii. Celem naszego dialogu powinno być nawracanie, przyłączanie całych wspólnot do jedynego prawdziwego Kościoła, który może i powinien gwarantować odszczepieńcom powracającym do Mistycznego Ciała Chrystusa co najwyżej poszanowanie zwyczajów liturgicznych, dyscyplin kościelnych i praktyk pobożnościowych. Właśnie tak się stało w przypadku anglikanów zgłaszających akces do Kościoła katolickiego, a którzy doszli do tego wniosku bynajmniej nie w wyniku synkretycznych modlitw. Nasz Kościół zasiliły konserwatywne wspólnoty episkopalne, które same są jak najdalsze od tego typu ekscesów.

Znacznie więcej pożytku od tygodnia ekumenizmu miałoby obchodzenia dnia ofiar judaizmu, dnia ofiar protestantyzmu, dnia ofiar prawosławia i całego tygodnia ofiar islamu. Podczas tego czasu czcilibyśmy wszystkich naszych niekanonizowanych, anonimowych męczenników z wieków ubiegłych i obecnego.

Równocześnie, nic mi nie wiadomo o kontaktach międzyreligijno - ekumenicznych prowadzonych z religią, z którą akurat mamy niemało wspólnego. Mam tu na myśli jedną z najstarszych religij monoteistycznych świata, zaratustrianizm. Rozwinęła się ona w Persji, ale są głosy, iż jej fundamentami są prastare wierzenia ogółu ludów indoeuropejskich. Zoroastryzm dość mocno opiera się zatem na pierwotnym Objawieniu, jakie Bóg przekazał Adamowi i Ewie i które - w tym wypadku - nie zostało zbyt mocno zafałszowane na przestrzeni tysiącleci.

Nie chcę pisać na temat potencjalnego wpływu zaratustrianizmu na mozaizm (judaizm) w czasach niewoli babilońskiej. Katolickie źródła zazwyczaj negują ów wpływ, zaś niekatolicy oraz wrogowie Kościoła z pewnością owe związki wyolbrzymiają, sugerując zaczerpnięcie całych wątków (dogmatów) z religii staroperskiej. Cel tych działań jest jasny: pokazać, że chrześcijaństwo jest kolejną wiarą wymyśloną przez człowieka, a wniosek prosty: człowiek wymyślił boga, którego nigdy nie było i nie ma.

Napiszę natomiast o jednym wątku, który jest wszystkim doskonale znany. O "Trzech Królach". Od paru lat toczymy spory, czy upamiętniać w Epifanię imiona i postacie Kacpra, Melchiora i Baltazara na drzwiach naszych domostw. Tradycjonaliści powinni skłaniać się raczej ku Królom, gdyż posoborowie wyrzuciło ich imiona z obrzędu błogosławieństwa kredy. Nie rozstrzygniemy tu, czy stało się to na bazie walki z "niepotwierdzonymi świętymi", czy też raczej demokratyzacji: zmarginalizowano Chrystusa Króla, więc i innym królom się dostało. Sęk w tym, że Ewangelia nic nie mówi o profesji wschodnich Mędrców, ani nawet o ich liczbie. Można sądzić, iż gości Dzieciątka Jezus był trzech, gdyż przynieśli trzy dary. Jedna z najlepiej uzasadnionych hipotez głosi, iż mędrcy byli magami, kapłanami zaratustriańskimi. Słowo "mag" nie oznacza, iż parali się astrologią czy czarną magią; oznacza wyłącznie przynależność do wspominanej staroperskiej religii.



Jeśli Trzej Królowie faktycznie byli kapłanami zaratustriańskimi, to stanowią unikalny przypadek świętych czczonych w Kościele katolickim, którzy ... nie byli związani ze Starym ani Nowym Przymierzem. Nie byli ani katolikami ani mozaistami. Dziwne, że posoborowie nie wskazuje na ten precedens, uzasadniając swą otwartość na dialog międzyreligijny czy na "poszukiwanie okruchów prawdy" obecnych we wszystkich fałszywych religiach. Lepiej nie podpowiadajmy im tego.

piątek, 23 stycznia 2015

Wiarygodny jak ... FRONDA

Wklejamy dwa printskriny. Na pierwszym z nich widzimy, jak "Michał Barcikowski z kwartalnika Christianitas" mówi, że nie widzi nic niewłaściwego w profanacji Najświętszego Sakramentu, do jakiej doszło podczas NOMu z Franciszkiem w Manili. Tego materiału nie ma już w sieci. A na drugim printskrinie jest "Sprostowanie" o treści:

Michał Barcikowski, który skomentował wczoraj dla portalu Fronda.pl papieską Mszę z Manili NIE MA NICZEGO WSPÓLNEGO z redaktorem naczelnym "Christianitas", również Michałem Barcikowskim. Doszło do przykrego nieporozumienia. Bardzo przepraszamy obu p. Barcikowskich, całą redakcję "Christianitas" oraz naszych Czytelników.


Ciekawe, ile ten materiał się utrzyma w sieci ;)



Sam oszkalowany stwierdził:
Bardzo dziękuję portalowi Portal Fronda.pl za zamieszczenie sprostowania. Moje śledztwo wykazało, że autor artykułu zadzwonił do Michała Barcikowskiego, ale nie z Christianitas, ale z firmy webton.pl, która wykonywała kiedyś jakieś zlecenia dla firmy Wydawnictwo Fronda. Z moim imiennikiem uciąłem sobie miłą pogawędkę.
Jeśli o mnie chodzi sprawe uważam za zamkniętą.
EDIT: Jednak nie, nie będę uważał sprawy za zamkniętą dopóki nie sprostują fałszywej informacji o moim awansie na redaktora naczelnego "Christianitas."


Co Fronda sprostowała ;)