Pojawiło się sporo szczegółów dotyczących sprawy opisanej w poprzednium niusie: Komisja Ecclesia Dei mówi KEPem:
1. Władze dystryktu FSSPX USA oznajmiły, że kaplica zakwestionowana przez komisję Ecclesia Dei nie należy do Bractwa i nie znajduje się w spisie kaplic współpracujących z FSSPX, który jest dostępny na ich oficjalnej stronie internetowej. Od tej pory wszyscy, przynajmniej polscy, bardziej świadomi internetowi sojusznicy Bractwa zaczęli pisać, że "Nic się nie stało, bo była to kaplica sedewakantystów".
2. Amerykańskie fora tradycjonalistyczne pozwoliły na zidentyfikowanie kaplicy, celebransa i całego środowiska. Jest to kościół pw. św. Michała Archanioła w Jacksonville, Floryda a gospodarzem kościoła jest x. Marshall Roberts. Na drugim z wymienionych forów udziela się on jako "Fr. Domenico".
Jest on, wedle własnych słów, inkardynowany do diecezji i nie ma zaciągniętych kar exkomuniki lub suspensy nałożonych przez własnego ordynarjusza. Równolegle pozostaje w przyjaznych stosunkach z Bractwem św. Piusa X.
3. Informujący o sprawie jako pierwszy blog "Queen of Martyrs Press" twierdzi, że kaplica ta jest wymieniana pośród kaplic na Florydzie afiljowanych przy przeoracie FSSPX pw. św. Tomasza Morusa w Sanford. Informacji tej nie można zweryfikować, gdyż przeoratowy link nie działa. Nie potrafiłem zweryfikować, od kiedy.
4. Działa natomiast strona internetowa kaplicy i jest na niej sporo linków do SSPX.
5. Jeśli myślicie, że to koniec konfudujących szczegółów, to się głęboko mylicie. X. Marshall Roberts to postać w tradiświatku o reputacji Jana F. Krohna. Wyrzucony AD 1993 z Instytutu Chrystusa Króla z uwagi na skłonności homoseksualne, ukończył seminarjum FSSPX w USA i błyskawicznie odszedł z Bractwa, by założyć wraz z innymi, podobnymi ex-lefebrystami AD 1998 indultowe Bractwo św. Jana. Grupa ta wsławiła się gigantycznym skandalem homoseksualnym (pedofilskim) w prowadzonej przez Bractwo św. Piotra Akademji św. Grzegorza w Pensylwanii, deprawując znajdujących się tam chłopców. Niedługo potem SSJ zostało rozwiązane, dwaj molestujący kapłani przenieśli się do Paragwaju, a trzeci - niemający bezpośrednich zarzutów pedofilskich - x. Marshall Roberts jest od 2006 r. opiekunem ww. kaplicy na Florydzie.
6. Pominę już detal taki, że w archiwach google znajduje się wypowiedź "Fr. Domenico" na forum angelqueen na temat kaplicy w Jacksonville z 2007 r.: Prowadzę niezależną kaplicę nie dlatego, że nie pragnę utrzymywać kontaktów ze Stolicą Apostolską, lecz dlatego iż Watykan nie podjął żadnych akcyj, gdy odwołałem się od decyzji mojej diecezji, nakazującej mi celebrować Nową Mszę. Stolica Apostolska nie poinformowała mnie nawet, że otrzymała list.
Wypowiedź ta nie musi się kłócić z poprzednim cytatem z x. Robertsa: może po prostu ordynarjusz diecezji Scranton w Pensylwanii "zapomniał" nałożyć kary kościelne na x. Marshalla, dokładnie tak samo jak zapomniał to zrobić abp Ziółek względem x. Romana Kotlińskiego.
7. Znacznie ciekawsze pytania brzmią: dlaczego niektórzy kapłani FSSPX wciąż utrzymują kontakty koleżeńskie z człowiekiem, na którym spoczywa współodpowiedzialność za kompromitację bractw św. Piotra i św. Jana; z osobą, której wyświęcenie było błędem obciążającym konto bp. Williamsona ?
8. Jak już wspomniałem, osób o reputacji x. Robertsa jest w tradiświatku dosłownie kilka. Czy może być przypadkiem, że jego sprawa jest omawiana w mediach tradycjonalistycznych i w gabinetach komisji Ecclesia Dei w przededniu możliwego porozumienia FSSPX z Watykanem ? Czy będzie dalszy ciąg sprawy ? Czy ktoś przypadkiem nie poprosił o pomoc rzymskich przyjaciół, by spacyfikować część wewnętrznej opozycji ? Póki co, to jest najlepsze wyjaśnienie kuriozalnej odpowiedzi sygnowanej przez prałata Gwidona Pozzo.
Młot na posoborowie
niedziela, 3 czerwca 2012
czwartek, 31 maja 2012
Komisja Ecclesia Dei mówi KEPem
Dzisiejszy nius nie stanowi może przewrotu kopernikańskiego, jeśli chodzi o stosunek Watykanu do tradycjonalistów, ale podtrzymuje tendencję zarysowaną miesiąc temu w zaleceniach dla Instytutu Dobrego Pasterza.
Komisja Ecclesia Dei orzekła, iż słuchanie Mszy w kaplicy afiljowanej przy Bractwie św. Piusa X (utrzymywanej przez wiernych, do których przyjeżdza kapłan należący do Bractwa lub inny kapłan tradycjonalista - tułacz) nie wypełnia obowiązku niedzielnego uczestnictwa we Mszy Św. Można pójść na Mszę do piusowców, ale dodatkowo, oprócz Mszy w "oficjalnym" Kościele. Wówczas nie jest to grzech.
Tymczasem niespełna 10 lat temu, a więc za czasów "ciężkiej okupacji" modernistycznej, ta sama Komisja wydała orzeczenie o przeciwnej treści:
- wolno słuchać Mszy św. niedzielnej u piusowców,
- można złożyć drobny datek na utrzymanie kapłana i kaplicy.
Miejmy na uwadze, iż orzeczenia Komisji Ecclesia Dei nie stanowią prawa powszechnie obowiązującego. Powoływanie się na którekolwiek stanowisko rzymian ma znaczenie publicystyczne, lecz nic pozatem. Półtora roku temu np. potwierdzili, że wciąż można stosować we Mszach III confiteor co skomentowałem - jak widać słusznie - w następujący sposób:
Ale jeśli coś w treści listu niepokoi, to brak argumentacji. Gdyby chodziło o konkretną kaplicę z uwagi na lokalizację, celebransa, dostępność w najbliższej okolicy Mszy i sakramentów w rytach tradycyjnych dostarczanych przez duchownych znajdujących się, cokolwiek to nie znaczy, w pełnej łączności, mógłbym zrozumieć stanowisko Ecclesia Dei, a nawet, być może go bronić. Jednak niczego takiego nie ma w ujawnionej korespondencji. Przypomina to rozmaite niesławne oświadczenia KEPskich, całej zbiorowości , tudzież pojedyńczych "okazów";
Gdyby takie dyrdymały plótł jakiś gamoń w wieku emerytalnym, zadekowany od Soboru w sekretarjacie ds. jedności chrześcijan, można by w prosty sposób wzruszyć ramionami nad jego niereformowalnością. Ale jeśli takie rzeczy ostatnio bez opamiętania produkuje watykańska komórka organizacyjna ds. starszej formy rytu rzymskiego, to "wiedz, że coś się dzieje". Jest to szerszy problem i musimy o nim mówić. Dysfunkcja Komisji Ecclesia Dei jest faktem, którego AD 2012 doświadczają również duchowni zupełnie niezwiązani z FSSPX. Gdyby Państwo wiedzieli, jakie odpowiedzi piszą oni np. na zapytania z Polski, przeszlibyście na łacinę bardziej płynną niż mówi sam prałat Gwidon Pozzo.
Współczuję zwolennikom biskupa Bernarda Fellay'a w FSSPX. Dziś muszą racjonalizować obrany przezeń kierunek w najgorszym mszalistyczno-piotrusiowo-indultowym stylu.
P.S. Dodatkowo dziwi sygnatura pisma: Prot. N.61/2010 - wychodzi na to, że sprawa jest rozpatrywana od 2010 r.
Komisja Ecclesia Dei orzekła, iż słuchanie Mszy w kaplicy afiljowanej przy Bractwie św. Piusa X (utrzymywanej przez wiernych, do których przyjeżdza kapłan należący do Bractwa lub inny kapłan tradycjonalista - tułacz) nie wypełnia obowiązku niedzielnego uczestnictwa we Mszy Św. Można pójść na Mszę do piusowców, ale dodatkowo, oprócz Mszy w "oficjalnym" Kościele. Wówczas nie jest to grzech.
Tymczasem niespełna 10 lat temu, a więc za czasów "ciężkiej okupacji" modernistycznej, ta sama Komisja wydała orzeczenie o przeciwnej treści:
- wolno słuchać Mszy św. niedzielnej u piusowców,
- można złożyć drobny datek na utrzymanie kapłana i kaplicy.
Miejmy na uwadze, iż orzeczenia Komisji Ecclesia Dei nie stanowią prawa powszechnie obowiązującego. Powoływanie się na którekolwiek stanowisko rzymian ma znaczenie publicystyczne, lecz nic pozatem. Półtora roku temu np. potwierdzili, że wciąż można stosować we Mszach III confiteor co skomentowałem - jak widać słusznie - w następujący sposób:
Komisja Ecclesia Dei od wielu lat udziela sprzecznych wyjaśnień i zapewne jeszcze nie raz zaskoczy nas negatywnie (jak mówią złośliwi: wiele w niej zależy od tego, kto stempluje i podpisuje list). Nie pełni zatem poprawnie funkcji wyspecjalizowanej komórki liturgicznej Stolicy Apostolskiej, podobnie jak wszystkie kongregacje rzymskie. Nienormalność jest normą w czasie kryzysu.
Ale jeśli coś w treści listu niepokoi, to brak argumentacji. Gdyby chodziło o konkretną kaplicę z uwagi na lokalizację, celebransa, dostępność w najbliższej okolicy Mszy i sakramentów w rytach tradycyjnych dostarczanych przez duchownych znajdujących się, cokolwiek to nie znaczy, w pełnej łączności, mógłbym zrozumieć stanowisko Ecclesia Dei, a nawet, być może go bronić. Jednak niczego takiego nie ma w ujawnionej korespondencji. Przypomina to rozmaite niesławne oświadczenia KEPskich, całej zbiorowości , tudzież pojedyńczych "okazów";
W Gdyni-Karwinach obok marketu TESCO zbudowała nawet kaplicę i pod pozorem wprowadzania liturgii Mszy świętej według mszału św. Piusa V, zaprasza wiernych do uczestnictwa w nabożeństwach sprawowanych przez członków tego Bractwa, które ma charakter schizmatycki, czyli burzący jedność Kościoła.
Gdyby takie dyrdymały plótł jakiś gamoń w wieku emerytalnym, zadekowany od Soboru w sekretarjacie ds. jedności chrześcijan, można by w prosty sposób wzruszyć ramionami nad jego niereformowalnością. Ale jeśli takie rzeczy ostatnio bez opamiętania produkuje watykańska komórka organizacyjna ds. starszej formy rytu rzymskiego, to "wiedz, że coś się dzieje". Jest to szerszy problem i musimy o nim mówić. Dysfunkcja Komisji Ecclesia Dei jest faktem, którego AD 2012 doświadczają również duchowni zupełnie niezwiązani z FSSPX. Gdyby Państwo wiedzieli, jakie odpowiedzi piszą oni np. na zapytania z Polski, przeszlibyście na łacinę bardziej płynną niż mówi sam prałat Gwidon Pozzo.
Współczuję zwolennikom biskupa Bernarda Fellay'a w FSSPX. Dziś muszą racjonalizować obrany przezeń kierunek w najgorszym mszalistyczno-piotrusiowo-indultowym stylu.
P.S. Dodatkowo dziwi sygnatura pisma: Prot. N.61/2010 - wychodzi na to, że sprawa jest rozpatrywana od 2010 r.
poniedziałek, 28 maja 2012
Benedykt XVI schizmatykiem …
… głosi „nieomylnie” jego dawny sojusznik i przyjaciel z czasów … soborowych, x. prof. Jan Küng. Drogi tych dwu periti Soboru Watykańskiego II stanowią najlepszą ilustrację różnicy pomiędzy „hermeneutyką ciągłości” Ratzingera a „hermeneutyką zerwania”. Küng oskarża Benedykta XVI o niewierność Soborowi Watykańskiemu II. Kroplą przelewającą czarę goryczy ma być porozumienie Watykanu z Bractwem św. Piusa X. Dla niego kończy się posoborowie, nie chce zatem świętować jubileuszu 50-lecia rozpoczęcia obrad Consilium.
Planowane, niemal już uzgodnione porozumienie z Bractwem ma być uzasadnieniem dla nieposłuszeństwa Benedyktowi XVI. Nieposłuszeństwa totalnego – ogłoszenia sedewakancji. Sedewakantyzm to koncepcja teologiczna zakładająca, że odejście przez duchownego od zasad wiary powoduje utratę pełnionego przezeń urzędu. Przyjrzyjmy się zatem poszczególnem argumentom x. Künga.
A. Küng twierdzi, iż porozumienie spowoduje włączenie do Kościoła biskupów i kapłanów ordynowanych w sposób nieważny. Nieważność ta wynikałaby z niestosowania przez abp Lefebvre’a rytu promulgowanego przez Pawła VI konstytucją apostolską "Pontificalis Romani recognitio" z 1968 r., w którym zmieniono formę i materję sakramentu święceń.
KOMENTARZ:
1. Papież nie ma pełnej władzy nad sakramentami, jest tylko – wraz z całym Kościołem – jedynie ich depozytariuszem. Gdyby Paweł VI faktycznie zmienił formę i materję sakramentu święceń, wówczas to on … straciłby jurysdykcję (a być może także i urząd) papieski.
2. Nie mam pojęcia, czemu Küng z jednej strony dopuszcza, aby jeden papież zmienił istotę rytu sakramentu, a równocześnie odmawia innemu papieżowi analogicznego prawa. Gdyby zachował choć minimum wewnętrznej logiki, to dopuściłby, że reguła ta działa zawsze, także względem Benedykta XVI.
3. Wracając do teologji katolickiej: papież może ogłosić, że taki czy inny ryt skomponowany przez teologów jest nieważny (jak to np. zrobił ponad 100 lat temu Leon XIII względem święceń anglikańskich), ale nie może swoją władzą jurysdykcyjną unieważnić rytu bezsprzecznie ważnego, którego spisana historja sięga czasów apostolskich. Decyzja Pawła VI w ujęciu x. Künga powodowałaby również nieważność święceń np. starokatolickich czy mariawickich, które są
dokonywane przy użyciu ksiąg analogicznych do przedsoborowych ksiąg Kościoła katolickiego i stanowiłaby bardzo poważny problem co do przyszłej, zakładanej przez postępowych chrześcijan, interkomunji.
4. Wreszcie, x. Küng nie zauważa, że pierwszym, co ponownie zezwolił na korzystanie z przedsoborowego rytu święceń był … Jan Paweł II, którego motu proprio Ecclesia Dei z 1988 r. stanowiło podstawę do legalizacji funkcjonowania wielu księży wyświęconych m.in. abp. Lefebvre’a oraz utworzenia seminarjów, w których zachowano ryt święceń sprzed 1968 r. oraz siedem stopni tego sakramentu, wbrew zmianom narzucanem przez Montiniego na początku lat siedemdziesiątych XX wieku.
5. Duchowni podlegający komisji Ecclesia Dei w sposób oczywisty nie byli wyświęcani ani ponownie ani choćby sub conditione w rycie posoborowym. Spytajmy zatem x. Künga, czemu uważa Jana Pawła II za papieża !! Bo gdyby zachowywał minimum logiki, nie powinien tak twierdzić !
B. Dopuszczenie do posługi w Kościele nieważnie wyświęconych duchownych byłoby krokiem Benedykta XVI ku schiźmie. A schizmatycki papież według znamienitego teologa Suareza automatycznie utraciłby urząd. Pozostała część hierarchji byłaby zwolniona z obowiązku posłuszeństwa.
KOMENTARZ:
1. Schizma, a więc oddzielenie się papieża od reszty Kościoła jest jedynie konsekwencją odejścia przez niego od prawdziwej wiary. Schyzma, jak definiuje x. Wyrzykowski, polega na świadomem wyłamaniu się spod posłuszeństwa papieżowi jako głowie Kościoła albo na oderwaniu się od Kościoła. Papież nie może być jednak nieposłuszny sam sobie, możemy więc rozważać wyłącznie problemy doktrynalne w odniesieniu do niego.
2. A zatem słowo „schizma” niekoniecznie pasuje do opisywanej, hipotetycznej sytuacji, w której papież akceptowałby nieważnie wyświęconych duchownych do posługi. Po prostu, u x. Künga przeważyła nabyta niechęć do przymiotu nieomylności papieskiej, zapewniającego wiernych, że sakramenty w Kościele są ważne. X. Küng przez całe życie walczy z dogmatem o nieomylności papieskiej i nie może tej walki poddać nawet z uwagi na lefebrystów. Zresztą pomyślcie sobie: Küng oskarżający o złamanie nieomylności papieskiej wyglądałby jak Nergal z Behemotha zapraszający na koncert kolęd w święto Objawienia Pańskiego. Stąd pisze ni w 5 ni w 9 o schiźmie, by się doszczętnie nie skompromitować.
3. Patrząc na recepcję pontyfikatu Benedykta XVI pośród hierarchji, można sądzić, że oni się już na samym początku zwolnili z pełnego posłuszeństwa Papieżowi.
C. X. Küng konkluduje: zamiast szukać porozumienia z ultrakonserwatywnem, antydemokratycznem i antysemickiem Bractwem św. Piusa X Papież powinien raczej zająć się interesami większości katolików i pojednać się z kościołami reformacyjnemi i z całem ekumenicznem chrześcijaństwem.
KOMENTARZ:
1. Przynajmniej w takim repertuarze x. Küng wypada wiarygodnie. To są jego klasyczne melodje. Tu jego troska nie brzmi fałszywie a myśl teologiczna nie kompromituje współczesnych teologów katolickich skłaniających się ku hipotezie sedewakantystycznej. Niech Küng wróci do promowania … Obamy na papieża i przestanie udawać, że chodzi mu o jakąkolwiek spójność doktryny Kościoła.
2. Swoją drogą, czy ktoś mógłby w końcu ekskomunikować x. Jana Künga … Czy ktoś w całem posoborowiu bardziej na to zasługuje ?
3. Warunek dodatkowy: jeśli kiedyś dojdzie do ekskomunikowania Künga, to mam nadzieję, że uzasadnieniem nie będzie jego sedewakantyzm. Choć z drugiej strony ekskomunikowanie w jednym dokumencie x. Jana Künga i ... bpa Ryszarda Williamsona (podówczas ex-FSSPX) byłoby dowodem na duże poczucie humoru watykańskich kurjalistów....
"Czy rzeczywiście ktokolwiek jest w nastroju do świętowania w czasie, gdy Kościół znajduje się w tak ciężkim położeniu?” – pyta ks. Küng. „W mojej opinii–nie ma powodu do organizowania gali soborowej, ale raczej nabożeństwa pokutnego lub pogrzebowego”.
Planowane, niemal już uzgodnione porozumienie z Bractwem ma być uzasadnieniem dla nieposłuszeństwa Benedyktowi XVI. Nieposłuszeństwa totalnego – ogłoszenia sedewakancji. Sedewakantyzm to koncepcja teologiczna zakładająca, że odejście przez duchownego od zasad wiary powoduje utratę pełnionego przezeń urzędu. Przyjrzyjmy się zatem poszczególnem argumentom x. Künga.
A. Küng twierdzi, iż porozumienie spowoduje włączenie do Kościoła biskupów i kapłanów ordynowanych w sposób nieważny. Nieważność ta wynikałaby z niestosowania przez abp Lefebvre’a rytu promulgowanego przez Pawła VI konstytucją apostolską "Pontificalis Romani recognitio" z 1968 r., w którym zmieniono formę i materję sakramentu święceń.
KOMENTARZ:
1. Papież nie ma pełnej władzy nad sakramentami, jest tylko – wraz z całym Kościołem – jedynie ich depozytariuszem. Gdyby Paweł VI faktycznie zmienił formę i materję sakramentu święceń, wówczas to on … straciłby jurysdykcję (a być może także i urząd) papieski.
2. Nie mam pojęcia, czemu Küng z jednej strony dopuszcza, aby jeden papież zmienił istotę rytu sakramentu, a równocześnie odmawia innemu papieżowi analogicznego prawa. Gdyby zachował choć minimum wewnętrznej logiki, to dopuściłby, że reguła ta działa zawsze, także względem Benedykta XVI.
3. Wracając do teologji katolickiej: papież może ogłosić, że taki czy inny ryt skomponowany przez teologów jest nieważny (jak to np. zrobił ponad 100 lat temu Leon XIII względem święceń anglikańskich), ale nie może swoją władzą jurysdykcyjną unieważnić rytu bezsprzecznie ważnego, którego spisana historja sięga czasów apostolskich. Decyzja Pawła VI w ujęciu x. Künga powodowałaby również nieważność święceń np. starokatolickich czy mariawickich, które są
dokonywane przy użyciu ksiąg analogicznych do przedsoborowych ksiąg Kościoła katolickiego i stanowiłaby bardzo poważny problem co do przyszłej, zakładanej przez postępowych chrześcijan, interkomunji.
4. Wreszcie, x. Küng nie zauważa, że pierwszym, co ponownie zezwolił na korzystanie z przedsoborowego rytu święceń był … Jan Paweł II, którego motu proprio Ecclesia Dei z 1988 r. stanowiło podstawę do legalizacji funkcjonowania wielu księży wyświęconych m.in. abp. Lefebvre’a oraz utworzenia seminarjów, w których zachowano ryt święceń sprzed 1968 r. oraz siedem stopni tego sakramentu, wbrew zmianom narzucanem przez Montiniego na początku lat siedemdziesiątych XX wieku.
5. Duchowni podlegający komisji Ecclesia Dei w sposób oczywisty nie byli wyświęcani ani ponownie ani choćby sub conditione w rycie posoborowym. Spytajmy zatem x. Künga, czemu uważa Jana Pawła II za papieża !! Bo gdyby zachowywał minimum logiki, nie powinien tak twierdzić !
B. Dopuszczenie do posługi w Kościele nieważnie wyświęconych duchownych byłoby krokiem Benedykta XVI ku schiźmie. A schizmatycki papież według znamienitego teologa Suareza automatycznie utraciłby urząd. Pozostała część hierarchji byłaby zwolniona z obowiązku posłuszeństwa.
KOMENTARZ:
1. Schizma, a więc oddzielenie się papieża od reszty Kościoła jest jedynie konsekwencją odejścia przez niego od prawdziwej wiary. Schyzma, jak definiuje x. Wyrzykowski, polega na świadomem wyłamaniu się spod posłuszeństwa papieżowi jako głowie Kościoła albo na oderwaniu się od Kościoła. Papież nie może być jednak nieposłuszny sam sobie, możemy więc rozważać wyłącznie problemy doktrynalne w odniesieniu do niego.
2. A zatem słowo „schizma” niekoniecznie pasuje do opisywanej, hipotetycznej sytuacji, w której papież akceptowałby nieważnie wyświęconych duchownych do posługi. Po prostu, u x. Künga przeważyła nabyta niechęć do przymiotu nieomylności papieskiej, zapewniającego wiernych, że sakramenty w Kościele są ważne. X. Küng przez całe życie walczy z dogmatem o nieomylności papieskiej i nie może tej walki poddać nawet z uwagi na lefebrystów. Zresztą pomyślcie sobie: Küng oskarżający o złamanie nieomylności papieskiej wyglądałby jak Nergal z Behemotha zapraszający na koncert kolęd w święto Objawienia Pańskiego. Stąd pisze ni w 5 ni w 9 o schiźmie, by się doszczętnie nie skompromitować.
3. Patrząc na recepcję pontyfikatu Benedykta XVI pośród hierarchji, można sądzić, że oni się już na samym początku zwolnili z pełnego posłuszeństwa Papieżowi.
C. X. Küng konkluduje: zamiast szukać porozumienia z ultrakonserwatywnem, antydemokratycznem i antysemickiem Bractwem św. Piusa X Papież powinien raczej zająć się interesami większości katolików i pojednać się z kościołami reformacyjnemi i z całem ekumenicznem chrześcijaństwem.
KOMENTARZ:
1. Przynajmniej w takim repertuarze x. Küng wypada wiarygodnie. To są jego klasyczne melodje. Tu jego troska nie brzmi fałszywie a myśl teologiczna nie kompromituje współczesnych teologów katolickich skłaniających się ku hipotezie sedewakantystycznej. Niech Küng wróci do promowania … Obamy na papieża i przestanie udawać, że chodzi mu o jakąkolwiek spójność doktryny Kościoła.
2. Swoją drogą, czy ktoś mógłby w końcu ekskomunikować x. Jana Künga … Czy ktoś w całem posoborowiu bardziej na to zasługuje ?
3. Warunek dodatkowy: jeśli kiedyś dojdzie do ekskomunikowania Künga, to mam nadzieję, że uzasadnieniem nie będzie jego sedewakantyzm. Choć z drugiej strony ekskomunikowanie w jednym dokumencie x. Jana Künga i ... bpa Ryszarda Williamsona (podówczas ex-FSSPX) byłoby dowodem na duże poczucie humoru watykańskich kurjalistów....
środa, 23 maja 2012
KAI - ludzie z wyobraźnią
Przypadkowo trafiłem dziś na notatkę o bardzo niedawnej śmierci najstarszego biskupa świata.Cieszę się, że ktoś zwrócił uwagę na tradycjonalistyczne odniesienia w jego biografji, szkoda wszakoż, że zamiast dbać o szczegóły i prawdę, puścił wodze fantazji.
A jak było naprawdę ? Na pewno nie tak, jak pisze KAI, gdyż:
- Źródła anglojęzyczne wskazują, że przyczyny rezygnacji biskupa Nguyễn Văn Thiện AD 1968 miały naturę zdrowotną.
- Do 1968 r. nie było struktur ani lefebrystycznych ani sedewakantystycznych. Pierwsze wspólnoty tradycjonalistyczne dopiero się zawiązywały, ale nie przewodzili im biskupi (tylko świeccy, w wyjątkowych
przypadkach kapłani tacy jak x. Gommar de Pauw, b. kapelan 1 Dywizji Pancernej gen. St. Maczka).
- Abp Piotr Marcin Ngo Dinh Thuc do 1975 r., kiedy to odwiedził Econe, nie był zdeklarowanym tradycjonalistą. Był konserwatywnym biskupem w czasie Soboru Watykańskiego II i znał arcybiskupa Lefebvre'a, ale nic ponadto. Sądzę, że mógł odprawiać Mszę soborową 1965 (podobnie czynił abp Marceli Lefebvre do początku lat 70-tych), ale nigdy nie "przewodniczył" Novus Ordo (został przymuszony do koncelebry NOMu raz w życiu, AD 1981).
- Jakich kapłanów mógł abp Ngo Dinh Thuc rekomendować i konsekrować na biskupów dla Wietnamu ? Z pewnością zdeklarowanych antykomunistów. Tu mógł być punkt sporny pomiędzy nim i bp Nguyen Van Thien a ostpolitik Pawła VI, aczkolwiek nie dotarłem do żadnych źródeł na ten temat. Zmarły bp Antoni nie był uczestnikiem środowisk tradycjonalistycznych.
Tak to jest, jak się sytuację z 1968 r. chce wyjaśniać w oparciu o czyny innego człowieka, który je popełnił
kilkanaście lat później ....
Nie zapomnijmy zmówić modlitwy za zmarłego Biskupa.
Requiem aeternam dona ei Domine et lux perpetua luceat ei. Requiescat in pace. Amen
Przyszły biskup [Antoni Nguyễn Văn Thiện] urodził się 13 marca 1906 r. w mieście Cái Cồn na terenie diecezji Cân Tho w Wietnamie Południowym. Święcenia kapłańskie przyjął 20 lutego 1932 r., po czym pracował w swej rodzimej diecezji. 24 listopada 1960 bł. Jan XXIII mianował go biskupem południowowietnamskiej diecezji Vinh Long; sakry udzielił mu 22 stycznia następnego roku jego poprzednik na tym stanowisku, abp Pierre Martin Ngô Đình Thục – starszy brat wieloletniego dyktatora Wietnamu Południowego, Jeana-Baptiste Ngô Đình Diệma.
Bp Nguyễn Văn Thiện uczestniczył w czterech sesjach Soboru Watykańskiego II. Fakt, że jego konsekratorem był kontrowersyjny arcybiskup, z czasem sympatyzujący najpierw z lefebrystami, a następnie z sedewakantystami (uważającymi, że obecnie nie ma prawowiernego papieża), rzutował też na jego dalsze losy. Jako „człowiek arcybiskupa” w 1968 r. musiał ustąpić ze swego stanowiska.
A jak było naprawdę ? Na pewno nie tak, jak pisze KAI, gdyż:
- Źródła anglojęzyczne wskazują, że przyczyny rezygnacji biskupa Nguyễn Văn Thiện AD 1968 miały naturę zdrowotną.
- Do 1968 r. nie było struktur ani lefebrystycznych ani sedewakantystycznych. Pierwsze wspólnoty tradycjonalistyczne dopiero się zawiązywały, ale nie przewodzili im biskupi (tylko świeccy, w wyjątkowych
przypadkach kapłani tacy jak x. Gommar de Pauw, b. kapelan 1 Dywizji Pancernej gen. St. Maczka).
- Abp Piotr Marcin Ngo Dinh Thuc do 1975 r., kiedy to odwiedził Econe, nie był zdeklarowanym tradycjonalistą. Był konserwatywnym biskupem w czasie Soboru Watykańskiego II i znał arcybiskupa Lefebvre'a, ale nic ponadto. Sądzę, że mógł odprawiać Mszę soborową 1965 (podobnie czynił abp Marceli Lefebvre do początku lat 70-tych), ale nigdy nie "przewodniczył" Novus Ordo (został przymuszony do koncelebry NOMu raz w życiu, AD 1981).
- Jakich kapłanów mógł abp Ngo Dinh Thuc rekomendować i konsekrować na biskupów dla Wietnamu ? Z pewnością zdeklarowanych antykomunistów. Tu mógł być punkt sporny pomiędzy nim i bp Nguyen Van Thien a ostpolitik Pawła VI, aczkolwiek nie dotarłem do żadnych źródeł na ten temat. Zmarły bp Antoni nie był uczestnikiem środowisk tradycjonalistycznych.
Tak to jest, jak się sytuację z 1968 r. chce wyjaśniać w oparciu o czyny innego człowieka, który je popełnił
kilkanaście lat później ....
Nie zapomnijmy zmówić modlitwy za zmarłego Biskupa.
Requiem aeternam dona ei Domine et lux perpetua luceat ei. Requiescat in pace. Amen
wtorek, 22 maja 2012
Fałszywa i pazerna klecha
Jak wiemy, ruchacze Palikota kreują wizerunek chciwego i bogatego duchownego rzymskokatolickiego i nawołują społeczeństwo, by nie dawało się ogłupiać tym wyzyskiwaczom. No i coś jest chyba na rzeczy, bowiem z oświadczeń majątkowych parlamentarzystów wynika, że jednym z najzamożniejszych pośród nich jest x. Roman Kotliński , suspendowany kapłan archidiecezji łódzkiej.
Jak wiemy, Kotliński dorobił się swego majątku na kłamstwach i pomówieniach.
Należy zakładać, że większość głupców, którzy kupili książki "Jonasza" vel TW Janusza, to ochrzczeni katolicy. Widzimy zatem, że palikoty nie zawsze łżą jak psy.
Roman Kotliński (Ruch Palikota, 45 lat, 15,2 mln zł), redaktor naczelny antykościelnego tygodnika "Fakty i Mity", ma wielki dom o powierzchni prawie 1600 mkw. i wartości 3 mln zł oraz 74-metrowy "domek" (350 tys. zł). Jeszcze więcej zgromadził - bo prawie 11 mln zł - w 5 nieruchomościach (ośrodki wypoczynkowe). Nie ma samochodu.
Jak wiemy, Kotliński dorobił się swego majątku na kłamstwach i pomówieniach.
Kuria łódzka wytoczyła mu proces o zniesławienie za jeden z tekstów w pierwszych numerach „FiM". Kotliński przegrał go z kretesem i musiał opublikować przeprosiny oraz wpłacić pieniądze na łódzki Caritas. Odtąd poniechał publikowania tekstów poświęconych archidiecezji łódzkiej, którą zna najlepiej.
Należy zakładać, że większość głupców, którzy kupili książki "Jonasza" vel TW Janusza, to ochrzczeni katolicy. Widzimy zatem, że palikoty nie zawsze łżą jak psy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





