niedziela, 19 kwietnia 2015

Charyzmatycy - wrzód na ciele Kościoła

Dawno nie było tak wielkiej awantury wewnątrzkościelnej w Polsce, jak ta, która wybuchła w związku z "obchodami" Wielkiego Tygodnia przez łódzkich jezuitów. Oprawcy liturgiczni wywodzący się z sekt charyzmatycznych dokonali praktycznej rewizji Mszału Rzymskiego, doprowadzając go do rzadko spotykanego w Polsce poziomu banału i zdziecinnienia.



Jedyny argument za obroną powyższego procederu brzmi: Skoro kościół jest pełen, ludzie się cieszą i aktywnie uczestniczą w liturgii, to czemu ich się czepiacie?

Po pierwsze, wbrew temu, co pisze Pani Marta Waleszczyk, czepiamy się jezuitów, czyli duchownych, a nie zwykłych uczestników. To oni odpowiadają za organizację nabożeństwa niezgodnego z księgami liturgicznymi oraz duchem Liturgii.

Po drugie, jeśli teraz nie zatrzymamy szaleństw o. Remigiusza Recława i spółki, to za kilkanaście lat ziszczą się prognozy Pani Dominiki Krupińskiej i następne pokolenie jezuitów zorganizuje nam "taniec na rurze dla Jezusa". Jestem jakoś dziwnie spokojny, że i kościół byłby pełny i ludzie aktywni w dopingowaniu "okazujących świadectwo".

Po trzecie, czepiamy się pseudokatolickich charyzmatyków z uwagi na ewidentną profanację. Msza jest uobecnieniem Ofiary krzyżowej Chrystusa. Będąc na Mszy stajemy duchowo pod Krzyżem, jesteśmy świadkami Odkupienia. Gdyby ktoś zobaczył ludzi tańczących, klaszczących na pogrzebie zwykłego człowieka, byłby oburzony. Gdyby ktoś zobaczył te same zachowania na nabożeństwie drogi krzyżowej, byłby zniesmaczony. Tymczasem droga krzyżowa jest tylko "pamiątką" Męki Pańskiej. Jakże to możliwe, że zachowania nietolerowane podczas narracji dotyczącej śmierci Chrystusa są realizowane podczas aktu liturgicznego nierozerwalnie związanego z Golgotą? Odpowiedź jest prosta: pseudokatoliccy charyzmatycy mają tak dalece wypaczone pojęcia najważniejsze teologiczne pojęcia katolicyzmu, iż tej sprzeczności nie dostrzegają.

Po czwarte i być może najważniejsze: pseudokatolicki charyzmatyzm dopiero przez takie nadużycia pokazuje swe prawdziwe oblicze. Istotą religijności w ujęciu charyzmatycznym jest pewne zbiorowe uniesienie. Jest to dokładnie taki sam rodzaj emocji i poczucia wspólnoty, jaki łączy kibiców sportu czy fanów muzyki rockowej. Tyle, że znikomy procent członków wyżej wymienionych subkultur traktuje swoje hobby jak religię. Jeśli takie przypadki występują, są oczywiście bardzo groźne dla prawidłowego funkcjonowania "fana" w społeczeństwie, rodzinie, Kościele. Ruchy charyzmatyczne przedstawiają się natomiast jako pełnoprawna forma religijności. Dla wielu młodych katolików mogą one być wręcz jedyną znaną im formą katolicyzmu. Od pierwszej klasy podstawówki do ostatniej gimnazjum mają kontakt z zakonnicami i katechetkami grającymi ckliwe piosenki na gitarach i zachęcającymi ich do wstąpienia do Oazy czy Odnowy. Utożsamiają pląsy, banalne i kiepsko wykonywane piosenki z katolicyzmem. Tymczasem kiedyś się dorasta, starsi koledzy wyciągają ich na mecze piłki lub żużla, pokazują koncert Iron Maiden czy Kultu. Albo zabiorą na disco, gdzie jakaś "ruda tańczy jak szalona". Nie oszukujmy się, dla piętnastolatków każda z tych ofert osobno i wszystkie naraz są lepsze od "Bareczki", którą słyszeli już tysiąc razy w swym krótkim życiu. Więc jeszcze tylko, jak mówią posoborowcy "sakrament pożegnania z Kościołem", niegdyś zwany bierzmowaniem i następny raz widzimy się przy chrzcie dziecka, łączonym ze ślubem rodziców. Jak dobrze pójdzie ...

Oczywiście nie wszyscy katolicy porzucają ruchy młodzieżowe. Pozostaje przy nich znikomy odsetek, zazwyczaj osób bardzo nieśmiałych, niezaradnych, zagubionych, samotnych. Wspólnoty są ich całym życiem i będą tego bronić. To być może jedyne grupki społeczno - towarzyskie, gdzie ludzie ci czują się akceptowani. Ale równocześnie zauważmy, że właśnie tak wygląda stereotyp polskiego katolika, jaki mają osoby niereligijne. Ten stereotyp nie jest bezpodstawny, gdyż kształtuje się poprzez lata, począwszy od czasów szkolnych i młodzieżowych.

Do istoty charyzmatyzmu należy również awersja do rozumowego postrzegania wiary. U podstaw fałszywego rozumienia chrześcijaństwa mogą stać różne piękne cytaty: "Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 18,3). Ale piękno dziecięcej postawy nie wynika z braku wiedzy, lecz z zaufania do rodziców, osób starszych ogólniej i ufności w ich słowa! Dziecko jest szczere i otwarte, ono pragnie uczyć się i rozumieć. Trudno zatem o bardziej zakłamane przedstawienie fundamentu swej religijności.

Religijność musi być oparta o rozum, o wnioskowanie logiczne, by była dojrzała i przetrwała próby życia codziennego oraz pokusy. Po to Kościół przez 2000 lat rozwijał i nadal rozwija apologetykę. Ona wyjaśnia nam prawdy wiary. Dlatego też jest niezwykle groźna dla sekt charyzmatycznych, bo błyskawicznie wskazałaby na ich błędy doktrynalne. Przypomnijmy, że ruchy charyzmatyczne wywodzą się z sekt protestanckich , powstały stosunkowo niedawno (nieco ponad 100 lat temu), a do Kościoła przeniknęły w wyniku kontaktów ekumenicznych po Soborze Watykańskim II. Już choćby te fakty wskazują, dlaczego tradycyjnych katolików i charyzmatyków musi dzielić przepaść.

Zresztą, popatrzmy po sobie. Znam bardzo niewielu tradycjonalistów, którzy "płynnie" przeszli od wspólnot posoborowych do "starej szkoły" katolicyzmu. Kojarzę osoby, które miały doświadczenia oazowe, ale się nie skrzywiły i nie popadły w areligijność. Ale większość tradycjonalistów (czyli normalnych katolików) przyjęła tę formę wiary właśnie z pobudek rozumowych. Nawet jeśli żartujemy sobie czasem z naszych braci "mszalistów", to nigdy nie możemy zarzucić, że ich religijność to estetyka niepodparta logiką i intelektem.

Czy zakonnica lub ksiądz może grać dla dzieci na gitarze? Owszem, ale poza liturgią, poza kościołem. Nie miałbym nic przeciwko temu, tak jak nie widzę nic złego w wyjazdach wakacyjnych pod auspicjami parafii. Spotkania te powinny mieć inny charakter niż nauka religii, ale nie mogą zastępować duszpasterstwa opartego o teologię.

Wracając do naszych antybohaterów, czyli łódzkich jezuitów. I wszystkich im podobnych duchownych, którzy wpuścili i wpuszczają do kościołów sekty charyzmatyczne. Czy oni są nieświadomi zagrożeń charyzmatyzmu lub przezeń zdeformowani? To tylko część "sprawców". Myślę, że mogą być jeszcze trzy podstawowe grupy: niespełnieni artyści, którzy wreszcie mogą pełnić rolę animatorów wspólnotowych z przysłowiowymi gitarami w dłoniach; wyrachowani cwaniacy, którzy sami nie są szczególnie pobożni, ale pragną mieć na szybko jakiś efekt duszpasterski bez ciężkiej pracy i modlitwy oraz perfidne typki, które chcą duszpastuchować nieszczególnie rozgarniętym owieczkom. Stereotyp cwanego klechy kiwającego głupich katoli jest dość powszechny wśród antyklerykałów i bynajmniej nie bezpodstawny.

Jednym z "koników" wszelkich wspólnot charyzmatycznych są prywatne objawienia. Im więcej i im bardziej niesamowite, tym lepiej. Nie jest miłą rzeczą czytanie na temat pewnego afrykańskiego kapłana, któremu przez kilka lat przypisywano kilkanaście wskrzeszeń istnień ludzkich czy jakiejś kolumbijskiej stomatolog, którą trafił piorun i przez dwie godziny z niej nie wychodził. Ludzie wierzą w takie bzdury, a rozmaici oszuście sprzedają im je za grube pieniądze. Awersja do myślenia może kosztować całkiem wymierną sumkę. My, tradycjonaliści staramy się piętnować przypadki fałszywego mistycyzmu i pseudocudowności i także przez to mnożymy szeregi naszych wrogów. Ale tak trzeba, bo tylko prawda jest ciekawa.

Nie mam danych, by przesądzać, jakie są źródła łódzkiej recławszczyzny, ale niech każdy, kogo podkusi, by bronić tych posoborowców, dwa razy zastanowi się, czy warto. Charyzmatyzm jest ruchem protestanckim i takim musi pozostać. Nie da się na dłuższą metę pogodzić uniesień uczucia i dominacji doświadczenia religijnego z katolicyzmem.

środa, 8 kwietnia 2015

Putin a poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi

Nie ma sensu, bym dementował żart primaaprilisowy. Spróbuję zdementować, sfalsyfikować inną wiadomość z 2015 r., która w tradiświatku mocno namieszała, choć akurat w Polsce przeszła bez echa.

W styczniu br. pojawił się wywiad ze znanym fatimologiem ojciem Pawłem Kramerem, w którym stwierdził on, iż pan Putin w czasie swojej podróży do Watykanu w listopadzie 2013 poprosił Franciszka o poświęcenie Rosji Maryi i spotkał się z odmową. Gwoli sprawiedliwości podam, że informacja ta zaistniała po polsku, tyle, że opublikowała ją niszowa stronka o niespecjalnej reputacji.

Sądzę, iż ktoś wyprowadził o. Kramera w pole. Między nami mówiąc, to wręcz w dzikie pola.



Wizja Putina proszącego Franciszka o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi wydaje się absurdalna. Matka Boża domagała się tego aktu podczas objawień fatimskich, bowiem pragnęła wyrzeknięcia się przez Rosję błędów komunizmu oraz nawrócenia jej na wiarę katolicką. Państwo sowiecko - rosyjskie kontrolujące cerkiew prawosławną przez 30 ostatnich lat (licząc od początku "pierestrojki") nie uznało za stosowne, by Kreml odwiedził Jan Paweł II czy Benedykt XVI. Kraj ten opiera się o oligarchię dawnych służb specjalnych, a więc kwintesencję sił dawnego "imperium zła". Bezpośrednie zaplecze prezydenta Rosji niezwłocznie zneutrealizowałoby go, gdyby tylko zaczął przejawiać tendencje katolicyzujące.

Obecna Rosja nie jest krajem prokatolickim. Potwierdza to interwencja na Ukrainie, którą trudno byłoby uznać za wojnę sprawiedliwą. Nie jest ona dokonywana z tolerancją dla struktur Kościoła katolickiego. Zresztą, geopolityka bardzo utrudniałaby to Rosji. Grekokatolicy ukraińscy są zwykle żarliwymi patriotami, często wręcz szowinistami spod znaku UPA. Z kolei łacinnicy mają mocne związki z Polską, krajem i narodem niezbyt zaprzyjaźnionym z putinowcami. Jakiekolwiek zbliżenie "Trzeciego Rzymu" z oryginalnym byłoby zatem połączone z koniecznością otwarcia się na struktury nieprzyjazne, które się aktualnie zwalcza.

W dalszej części swej wypowiedzi o. Kramer mówi o Putinie jako o być może jedynym chrześcijańskim przywódcy na świecie i przeciwstawia go masonom okupującym Watykan. Nie jestem jakimś specjalnym rusofobem, ale niespecjalnie widzę chrystianizację Rosji w obecnych czasach. Owszem, kraj ten walczy z promocją homoseksualizmu i wykonuje pewne gesty prochrześcijańskie, na które nie byłoby stać państw zachodnich, ale trudno też dostrzec jakieś istotne działania poświadczające te słowa. Trochę jak w krajach islamskich kierowanych przez dyktatorów Kadafiego, Husajna, Asada czy Mubaraka: ochraniali chrześcijan zamieszkujących rządzone przez się kraje, ale nazwanie któregokolwiek z nich chrześcijaninem byłoby głębokim nieporozumieniem.

Czy Putin jako przywódca kraju robi wystarczająco dużo, by zwalczyć plagi alkoholizmu i aborcji niszczące jego naród? Nie widzę tu różnicy postaw między nim a "centroprawicą" europejską. Rosja jest lepsza od Zachodu o tyle, iż nie wydaje jawnie środków na promocję dewiacji seksualnych i rozpasania obyczajowego w krajach ościennych. Ale nie dałbym złamanego rubla za to, że nie wspiera niejawnie ww. zjawisk w krajach Europy Zachodniej, by osłabić swoich rywali. Czemu? No bo w wielkiej polityce tak się robi.

Nie nazwę też Rosji krajem chrześcijańskim, pomimo jej stosunku do islamu. Starcie Rosji z islamem to jej konieczność i codzienność. Całe południe Rosji bezpośrednio graniczy z krajami islamskimi i łatwo może stanąć w ogniu.

Warto tu dodać, że o. Kramer od listopada 2013 r. uznaje Franciszka za antypapieża, twierdząc, że rezygnacja Benedykta XVI jako wymuszona jest nieważna. Pisaliśmy o tym na Młocie ponad roku temu.

Ciekawe, że dwukrotnie powtarza się data listopad 2013. Czy o. Kramer nie został przypadkiem "rezygnacjonistą" pod wpływem rewelacyj o prośbie pana Putina odrzuconej przez Franciszka Papieża ?!

Tak, czy owak, uważajmy odtąd na dowolną wypowiedź sygnowaną nazwiskiem ojca Pawła (Paula) Kramera. Dla mnie on przestał być wiarygodny.

środa, 1 kwietnia 2015

Warszawa: indultowe obchody Triduum PRZENIESIONE do FSSPX

Przełożony Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X w Polsce x. Łukasz Weber został bardzo poruszony informacjami o godzinach celebracji Triduum Paschalnego narzuconych Duszpasterstwu Wiernych Tradycji Łacińskiej w Archidiecezji Warszawskiej. Miały one wyglądać w następujący sposób:

2 IV - WIELKI CZWARTEK godz. 22.30
3 IV - WIELKI PIĄTEK godz. 14:00
4 IV - WIELKA SOBOTA: WIGILIA WIELKANOCNA godz. 23:00


To bardzo dobre godziny dla osób pracujących w trybie zmianowym, ale bardzo kłopotliwe dla zwykłych rodzin. – napisał wczoraj X. Weber FSSPX na swoim profilu na Facebooku – Dlatego zaproponowałem duszpasterzowi grupy Ojcu Krzysztofowi Stępowskiemu CSsR, że udostępnię mu kaplicę w domu zakonnym Bractwa przy ul. Garncarskiej 32 w Warszawie w dogodniejszych godzinach, to jest takich, jakie tradycyjnie są wybierane dla wiernych znajdujących się pod naszą opieką. Najlepiej, jakby celebracje trwały równolegle.



Zaproszenie x. Łukasza Webera uzyskało w ciągu godziny ponad 200 fejsbukowych lajków, w związku z czym zostało, z przyczyn duszpasterskich, przyjęte. Porządek nabożeństw przy ul. Garncarskiej 32 w Warszawie znajduje się pod tym linkiem.

niedziela, 29 marca 2015

Pokazywać czy nie?

Na progu Wielkiego Tygodnia środowiska antyreligijne wszczynają awanturę o film pokazany podczas katechezy szczecińskim licealistom. x. Krzysztof Jeruzalski prowadził lekcję na temat śmierci męczeńskiej i zilustrował ją nagraniem morderstwa na 21 Koptach dokonanego półtora miesiąca temu w Libii przez islamskich bandytów. Jak twierdzą uczniowie, xiądz wprowadził ich w temat oraz uprzedził, jak drastyczne sceny zobaczą.

Do redakcji "Wyborczej" zadzwoniła mama jednej z uczennic:

- Córka nie może spać. Tak się zdenerwowała tym "seansem" - opowiada. - Niewyobrażalne okrucieństwo. Jaki cel ma pokazywanie tego nastolatkom? W szkole!

Temat całkiem rozsądnie komentuje dyrektorka szkoły, p. Anna Kowalczyk: Dziwne, że rodzice tej nastolatki nie zwrócili się najpierw do wychowawcy, pedagoga, psychologa. Uczennica otrzymałaby wsparcie. Czy dyskutowanie o tym na forum publicznym jest dobrym sposobem na uspokojenie wrażliwej dziewczynki? Rozumiem, że granica wrażliwości mogła zostać naruszona. Ale nie jesteśmy w stanie uchronić młodych ludzi przed pewnymi informacjami. Ten film to fakty. Przekazywane w serwisach.



Tę sprawę należy rozważyć na przynajmniej dwu płaszczyznach, psychologicznej i religijnej. Młodzież w wieku 16-17 lat wielokrotnie w internecie mogła spotkać się z przekazami drastycznymi, które nie były opatrzone żadnym komentarzem. Jakaś część populacji sama mogła je wyszukiwać, inna - przeciwnie, nie akceptuje brutalności nawet w filmach i może się czuć bardzo niekomfortowo podczas tego typu pokazu. Ludzie są różni i należy to uszanować. Sądzę, iż xiądz katecheta powinien wręcz zachęcać, by wrażliwsi uczniowie opuścili klasę na czas emisji pięciominutowego filmu. Z drugiej strony, z uwagi na wiek młodzieży, uważam za mało prawdopodobną tezę, by po odpowiednim wprowadzeniu do tematu, oglądany materiał mógł spowodować trwały uraz na psychice któregoś z odbiorców. Nawet świadkowie wypadków komunikacyjnych nie doświadczają traumy podobnej do problemów psychicznych uczestników działań wojennych, choć oba typy zdarzeń opierają się o szok spowodowany niespodziewanym kontaktem z cierpieniem ludzkim. Najczęstsze traumy psychiczne są wynikiem konieczności zadawania cierpienia, np. zabijaniem wroga (wojskowego oraz cywilnego).

Ale domniemany brak szkody psychicznej odbiorców to oczywiście za mało, by zaakceptować emisję filmu. Głosy psychologów mogą być bardzo różne w tej sprawie. Ot choćby, nasi "zawodowi obrońcy życia" też dysponują opinią jakiejś pani z dyplomem twierdzącej jakoby oglądanie zdjęć zmasakrowanych podczas aborcji płodów ludzkich nie mogło być szkodliwe dla psychiki jakiegokolwiek dziecka. Napisać i podbić pieczątką można wszystko, zwłaszcza gdy ma się przysłowiowe 5 złotych za sporządzone stanowisko. Pozostaje pytanie, co można osiągnąć takim przekazem.

Religijny aspekt pokazu jest równie wielowarstwowy. Temat zapewne został przedstawiony przez katechetę jako śmierć męczenników. Tymczasem z punktu widzenia doktrynalnego podnieść należałoby, że zamordowani Koptowie byli niekatolikami. Dusze te należy polecać Bogu z modlitwą o zbawienie, ale nie powinno się ich przedstawiać jako męczenników Kościoła. Posoborowie nie zachowuje wiary Kościoła katolickiego z przyczyn ekumenicznych. Równocześnie kanonizowany przywódca posoborowia, Jan Paweł II, w swoim czasie publicznie wykonał gest ucałowania księgi Koranu, który powtórzony przez Koptów mógłby być może uratować ich życie. Sprzeczność ta jest bardzo skomplikowana i mam wątpliwości, czy można ją klarownie przedstawić przeciętnym licealistom na katechezie.

Wreszcie, najważniejsze. Czy po zakończeniu lekcji młodzież wyszła z klas przekonana lub umocniona w wierze? Czy gdyby ludzie ci stanęli przed wyborem: apostazja lub śmierć, to wybraliby pozostanie przy swojej wierze chrześcijańskiej? Czy wystarczającym wzorcem nie mógłby pozostać Pan Jezus Chrystus, którego mękę przeżywamy szczególnie intensywnie w Wielkim Poście? Czy może wbrew intencjom gorliwego kapłana, obejrzane okrucieństwo przesłoniłoby wartość śmierci za wiarę? Wiemy jak źle jest z religijnością współczesnych nastolatków i nie sądźmy, że uczniowie pierwszej klasy LO w Szczecinie jakoś szczególnie odstają na plus od średniej ogólnopolskiej.

Wszystko, com powyżej napisał, prowadzi do następujących wniosków: nie będę bronił decyzji o emisji filmu z egzekucji Koptów na katechezie licealnej tylko dlatego, że Gazeta Wyborcza przeciwko temu protestuje. Od dłuższego czasu z niepokojem widzę lemingizację środowisk katolickich polegającą na przyjmowaniu przez nie bezrefleksyjnie stanowiska przeciwnego od poglądu lewicowych lemingów. Tymczasem prawda bywa znacznie bardziej skomplikowana.

Nie oglądałem nieocenzurowanego filmu z egzekucji Koptów. Nie jest mi to do niczego potrzebne. Ani by współczuć zamordowanym i modlić się za ich dusze ani by mieć ugruntowane zdanie o mordercach. Ale wiem, komu ten film powinno się pokazać. Gdybym był dowódcą oddziału wojskowego walczącego z oddziałami islamskimi, to z pewnością przypomniałbym chłopcom ten materiał. Ale i tu jest wątpliwość: czy po takich akcjach skończylibyśmy przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym za zbrodnie wojenne, czy może "tylko" na pielgrzymkach wynagradzających na Jasną Górę...

czwartek, 5 marca 2015

Konkubinat to ...

W całej Polsce pojawiły się plakaty głoszące, iż konkubinat to grzech. Okazało się, że dla co bardziej "otwartych" posoborowców taki przekaz jest niedopuszczalny. Rzekomo dlatego, że powinniśmy przedewszystkiem mówić, że Bóg jest miłością i promować przyjazną stronę katolicyzmu.



Nie zostałem nagle rygorystą moralnym i na tle ogółu konserwatywnych katolików zawsze mogłem uchodzić za liberała w kwestjach obyczajowych. Ale właśnie dlatego czuję się uprawniony, by w pełni wesprzeć tę akcję. Uważam, że jest konieczna w dzisiejszych czasach. Panuje powszechne przyzwolenie społeczne na mieszkanie młodych (i niemłodych) par przed ślubem i bez ślubu. Rośnie liczba związków opartych wyłącznie o kontrakt w Urzędzie Stanu Cywilnego, które bardzo powoli lub nigdy nie stają się małżeństwami zawartemi przed Bogiem i kapłanem w kościele. Coraz mniej osób urodzonych w latach 80-tych XX wieku i później regularnie słucha Mszy niedzielnej i ma choćby potencjalną szansę, by usłyszeć na kazaniu o cudzołóstwie.

Równocześnie w przestrzeni publicznej sojusznicy grzechu od lat wygrywają na płaszczyźnie językowej. Zauważmy, że konkubenci zazwyczaj nazywani są partnerami, cudzołożnicy - osobami wyzwolonymi seksualnie, a zachowania bezwstydne przedstawiają się jako odwaga. Jedynie na odcinku homoseksualizmu wiele się nie zmienia: wprowadzane przez zwolenników postępu słowo "gej" nabiera u przeciętnego Kowalskiego takiego samego pejoratywnego wydźwięku, jaki ma "pedał" czy "ciota". Przywrócenie do dyskursu publicznego "konkubinatu i grzechu" jest więc wartością samą w sobie, bo cofa nas o dobre kilkanaście lat.

Warto też zauważyć, że plakaty będą oddziaływać nie tylko na współczesnych nastolatków, mających nierzadko kłopot ze zrozumieniem trudnego słowa "konkubinat". One dotrą także do ich rodziców i dziadków, a więc osób, których naciski, rozmowy i argumenty mogą wpłynąć na decyzje młodego pokolenia. Ten głos jest bardzo ważny, bo członkowie rodzin są często jedynymi realnymi autorytetami, jakie posiada młodzież.

Uważam, że akcja jest znakomita, choć ma charakter wyłącznie uderzenia punktowego. Równocześnie nikogo nie obraża i nie wyklucza. Mówi, jak jest.