wtorek, 5 lutego 2019

Wiosna

WIOSNA stosunków ;) posoborowo - islamskich wywołała w redakcji Młota jednoznaczne skojarzenia. A u Państwa?

poniedziałek, 21 stycznia 2019

ś.p. Komisja "Ecclesia Dei"

Biskup Rzymu Franciszek ogłosił właśnie list apostolski w formie motu proprio o Komisji Pontyfikalnej „Ecclesia Dei”. Dokument ten likwiduje Komisję Ecclesia Dei. By to uzasadnić Franciszek odnosi się do motu proprio Ecclesia Dei adflicta Jana Pawła II z 2 lipca 1988 r., wskazującego, że główną przyczyną powołania Komisji jest „ruch arcybiskupa Marcelego Lefebvre’a” i „nielegalnych święceniach biskupich”, udzielonych przezeń 30 czerwca 1988.



Następnie Franciszek referuje zmiany dokonane przez Ojca Świętego Benedykta XVI dokumentami Summorum Pontificum z 7 lipca 2007 r. oraz Ecclesiae Unitatem z 2 lipca 2009 r. , wskazujące, że nowe zadania Komisji są związane z wiernymi świeckimi i duchownymi przywiązanymi do „nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego”. Podkreśla też, że już drugi z wymienionych listów apostolskich wiązał Komisję z Kongregacją Nauki Wiary.

To jest punktem wyjścia do wyjaśnienia wprowadzanego rozwiązania, zważając na propozycję Kongregacji Nauki Wiary z 15 listopada 2017 r. aby to ona była podmiotem właściwym do reprezentowania Watykanu w dialogu doktrynalnym z Bractwem św. Piusa X. Propozycja ta została zaakceptowana przez Franciszka i można powiedzieć, że od 2018 r. jest realizowana przez KNW.

Franciszek stwierdza, że w 30 lat po powołaniu Komisji Pontyfikalnej Ecclesia Dei jej cele i problematyka działania, pierwotnie zdefiniowane przez Jana Pawła II, mają głównie charakter doktrynalny, a zatem będą dla całego Kościoła lepiej widoczne, jeśli zajmie się nimi Kongregacja Nauki Wiary. Natomiast instytuty religijne przywiązane do nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego, mają dziś własne, stabilne życie. Powierza zatem KNW zadania realizowane przez Komisję Ecclesia Dei z dniem 19 stycznia 2019 r.

Nie sądzę, aby wprowadzenie tego rozwiązania przyspieszyło dialog doktrynalny z lefebrystami. Kto normalny podpisze jakiekolwiek porozumienie z Franciszkiem po tym, jak potraktował on Franciszkanów Niepokalanej?

Natomiast mam wątpliwości, czy jest to preludium do zniesienia Summorum Pontificum, przyznającego każdemu kapłanowi prawo do celebracji w tradycyjnej formie rytu rzymskiego. Przyzwyczailiśmy się do mówienia, że Paweł VI nie zniósł legalnie prawa do odprawiania łacińskiej Mszy trydenckiej i sądzę, że bardzo wielu przekonanych do niej kapłanów młodego pokolenia pozostałoby przy jej odprawianiu.

Ale Summorum Pontificum stwierdzało również, że Komisja Ecclesia Dei wykonuje władzę Stolicy Apostolskiej czuwając nad wprowadzaniem w życie przepisów ułatwiających wiernym korzystanie z dostępu do tradycyjnej liturgii. Jeśli biskup ordynariusz odmawiał stabilnej grupie katolików prawa do uczestnictwa w Mszy trydenckiej, pisało się do Komisji Ecclesia Dei i zwykle uzyskiwało od niej pomoc. Czy Kongregacja Nauki Wiary będzie równie pomocna w tych kwestiach, pokaże czas.

Nadto Komisja była adresatem pism proszących o wykładnię problemów liturgicznych lub doktrynalnych wiążących się z celebracją tradycyjnej liturgii rzymskiej. Nie traktowaliśmy niekiedy tych odpowiedzi śmiertelnie poważnie, śmiejąc się, że o treści pisma decyduje to, który kapłan przystawia pieczątkę, ale należy docenić pozytywną rolę Ecclesia Dei także w tym obszarze. To właśnie Komisja przyczyniła się do rozszerzenia się w ostatnich dwu – trzech latach celebracji obrzędów Wielkiego Tygodnia sprzed deform Hannibala Bugniniego i Piusa XII. Trudno powiedzieć, aby wynikało to z przepisów prawa, ale … było!

Jak będzie reagować Kongregacja Nauki Wiary na pisma zawierające skargi na biskupów łamiących Summorum Pontificum, nie wiadomo.

Czy włączy się Kongregację Kultu Bożego do odpowiedzi na zapytania dotyczące tradycyjnej liturgii katolickiej, nie wiadomo.

Jeśli miałbym wskazać jakiś pozytyw wynikający dla nas z decyzji Biskupa Rzymu, wskazałbym na zmniejszenie ryzyka modyfikacji Mszału Jana XXIII, do którego co bardziej gorliwi chcieli dołączyć nowych świętych, nowe prefacje, nowy kalendarz liturgiczny itp. itd.

Podsumowując, stwierdzić należy, że decyzja Franciszka z pewnością nie ułatwi życia wiernym przywiązanym do rytu tradycyjnego. Ale czy można się po nim było spodziewać czegokolwiek innego?

środa, 16 stycznia 2019

Minuta ciszy

Czy zastanawiali się kiedyś Państwo nad tym zwyczajem?

Oto komentarz do niego z katolickiego gazety zatytułowanej "Głos mazowiecki", z 4 lutego 1938 r. Sądzę, że wyliczenie 15 lat ww. zwyczaju wskazuje na jego źródło w minutach ciszy po zamordowaniu Prezydenta Rzplitej p. Gabrjela Narutowicza.

Przepraszam za skany niskiej jakości.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

O tym, jak Ksiądz Michał spotkał .... Amerykanina

Szczęść Boże wszystkim w nowym roku Pańskim!

"Młot na posoborowie" przez długie tygodnie nie był aktualizowany, ale pogłoski o jego zejściu należy uznać za przedwczesne. Zacznijmy zatem nowy rok 2019 z wysokiego "C"!! Odwiedźmy wirtualnie w Poznaniu księdza Michała Woźnickiego.



Z wielką satysfakcją napiszę, że znajduję Księdza Michała w formie intelektualnej lepszej niż kiedykolwiek wcześniej. Ma zdecydowane poglądy na temat kryzysu Kościoła, ale bez fałszywego radykalizmu. Zachowuje też elastyczność i szacunek dla poglądów odrobinę odmiennych od jego własnych, co wcale nie jest normą wśród tradycjonalistów.

Pogadanka stanowi w znacznej mierze relację ze spotkania z ks. Józefem Pfeifferem, rektorem seminarium współpracowników biskupa Ryszarda Williamsona skupionych w "Resistance". Rozmowa między duchownymi ma dwie płaszczyzny: teologiczną - gdzie można mówić o wspólnym stanowisku - oraz naukową. Ksiądz Pfeiffer okazuje się być bezkompromisowym zwolennikiem kreacjonizmu zakładającego, że wiek Ziemi wynosi kilka tysięcy lat oraz przeciwnikiem ... teorii heliocentrycznej.



Ksiądz Woźnicki przyjmuje te rewelacje z godnością gospodarza, który stara się nie uchybić gościowi w grzeczności. Ale wystarczają mu one, by wyrobić sobie zdanie o "Resistance", skoro takie poglądy są tam tolerowane i nagradzane.

A może rzeczywiście Ziemia jest płaska i znajduje się w centrum Wszechświata? Jeśli ktoś z Państwa ma dowody świadczące za prawdziwością tej tezy, proszę o ich wpisanie w komentarzach.

wtorek, 23 października 2018

„Epoka Antychrysta” - słaba powieść Pawła Lisickiego

Na naszej dzielnicy redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, pan Paweł Lisicki cieszy się wielkim szacunkiem. Książce publicystycznej „Dżihad i samozagłada Zachodu” przyznałem swego czasu tytuł książki roku 2015, a i złego słowa nie napisałem na temat publikacji o Lutrze („Luter – ciemna strona rewolucji"), częściowo przeciwstawiając ją niezbyt rzetelnemu filmowi Grzegorza Brauna poświęconemu słynnemu „enerdowskiemu” herezjarsze.

Tymczasem książka fabularna „Epoka Antychrysta” jest po prostu rozczarowaniem. Nie potrafię wymienić jej żadnej mocnej strony. Teoretycznie akcja powieści rozpoczyna się w 2217 r., ale pomijając kilkukrotne wspomnienie robotów, jest to świat niemal nieróżniący się od nas otaczającego. Autor wykazał się sporym optymizmem zakładając, że od rewolucji Pawła VI i Franciszka do epoki Antychrysta dzieli nas jeszcze 200 lat, 200 lat ciągłego „umiarkowanego postępu”. Nowy papież nadchodzi po epoce bodajże siedmiu kolejnych Franciszków i przyjmuje imię Judasza. Jaki ma program, nie zdradzę, nie chcąc spojlerować.

Różne nawiązania oraz szpile wbijane w aktualnego, rzeczywistego okupanta Watykanu, Jerzego Bergoglio, bywają zabawne. Nieco gorzej jest z konwencją zastosowanych żartów z lewactwa, bo znamy je z wielu innych dzieł. Nic oryginalnego.

Ale najgorzej jest z kwintesencją, istotą powieści, czyli fabułą. Przez pierwszych kilkadziesiąt stron nic się nie dzieje. Mamy narracyjny opis tego niezbyt przekonywającego 23 wieku. Później dochodzi do zawiązania akcji, ale nieproporcjonalnie szybko się ona załamuje. Wreszcie – zakończenie. Do bólu banalne. Autor wybrał jedną spośród kilku alternatyw, których spodziewałem się sięgając po książkę. Dodajmy, że nawet okładka jest słaba. Byłaby o wiele ciekawsza, gdyby przedstawiała książkowe wyobrażenie papieża Judasza – starszego pana w szortach, białych trampkach i tęczowej piusce.



„Epoka Antychrysta” nie jest publikacją dla miłośników klasycznych thrillerów, dobrze skonstruowanych powieści „w starym stylu”. Od strony ideologicznej nie jest też książką dla tradycjonalistów, którzy nie znajdą w niej nic odkrywczego. Ale może ona spodobać się współczesnym konsumentom publikacyj postmodernistycznych. Może też otworzyć im oczy, do czego prowadzi kościół pseudokatolicki prowadzony przez rewolucjonistów.

Czekam na kolejną porcję publicystyki Pawła Lisickiego. „Epoce Antychrysta” daję mocne 2 na 10.