czwartek, 14 kwietnia 2016

Nie wstydzą się Jezusa, wstydzą się rock opery „Jesus Christ Superstar” …

Rychło w czas obudzili się członkowie Krucjaty Młodych, by zaprotestować przeciwko ujęciu przedstawienia musicalu „Jesus Christ Superstar” w ramach obchodów 1050 rocznicy chrztu Polski. Program ten jest jawny od dobrych trzech miesięcy , zgłaszanie doń uwag na dwa dni przed uroczystościami jest zatem cokolwiek niepoważne.

Niestety równie niepoważne są argumenty merytoryczne wysuwane przeciwko samemu spektaklowi. Czytamy bowiem miedzy innemi:


Ta pseudosztuka autorstwa Andrew Lloyda Webbera i Tima Rice’a powstała w atmosferze skandalu w 1971 roku i jest bluźnierczą próbą ośmieszenia Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz katolickiej wiary. Zbawiciel przedstawiony jest w niej jako niestabilny emocjonalnie dziwak, który traci panowanie nad sobą i ma wątpliwości co do swojego powołania. Spektakl ten sugeruje, jakoby Pan Jezus utrzymywał nieczyste relacje z Marią Magdaleną.

Zasadniczą ideą tej „opery” jest przedstawienie Jezusa Chrystusa jako wyłącznie człowieka, a nie Boga. Taką intencję wyraził zresztą sam autor tekstu Tim Rice: „W ogóle nie patrzę na niego [Jezusa Chrystusa] jak na boga, opera nie stwierdza kategorycznie, że nie był bogiem, ale myślę, że pozostawia tę kwestię bardzo otwartą”. W samej rock-operze Maria Magdalena i Judasz zgodnie nazywają Pana Jezusa „zwykłym człowiekiem”. Bluźnierstwo polega tu więc na fałszywym poglądzie, jakoby Chrystus nie jest Bogiem.

Od początku wystawiania tej bluźnierczej inscenizacji wzbudza ona liczne protesty chrześcijan na całym świecie. Na przykład, w 2014 roku, dzięki protestom, ten skandaliczny spektakl został odwołany w 50 miastach Stanów Zjednoczonych.

Koledzy z Krucjaty nie rozróżniają szeregu istotnych kwestyj.

Po pierwsze – bluźniercze nie są ani muzyka ani libretto „JChS”, a zatem spektakl ten można wystawiać i oglądać. Nic mi bowiem nie wiadomo, by teksty Tima Rice’a sugerowały, że Zbawiciel darzył Marię Magdalenę uczuciem, okazywał jej pożądanie, wchodził z nią w jakiekolwiek „nieczyste relacje”. Skrypt libretta jest powszechnie dostępny, każdy może to sprawdzić samodzielnie.

Natomiast bluźniercza może być konkretna inscenizacja, jak w przypadku każdego przedstawienia teatralnego, musicalowego czy operowego. Nie słyszałem, by polskie inscenizacje „JChS” zawierały takie niewłaściwe treści. Oglądałem miesiąc temu znakomitą produkcję tego musicalu na scenie warszawskiej Rampy i miałbym do niej jedynie niewielkie uwagi jako krytyk sztuki. W najbliższą sobotę wykonawcą roli tytułowej będzie wokalista zespołu TSA Marek Piekarczyk, śpiewający tę partię od 1987 r. Pan Marek ma swoje lata i dorobek artystyczny zasługujący na minimalny szacunek i zaufanie. Dotąd jego interpretacja postaci Jezusa była znacznie bliższa wizerunkowi ewangelijnemu niż hippisowskiemu i nie wierzę, by tę kreację zmienił.

Po drugie, nietrafne są argumenty Krucjaty iż musical przedstawia Jezusa Chrystusa jako wyłącznie człowieka, a nie Boga. „JChS” nie przedstawia fundamentalnej sceny Ewangelij, jaką jest zmartwychwstanie. Dopiero ono było ostatecznem potwierdzeniem boskości Chrystusa, wskazywanej wcześniej w dorosłem życiu Pana Jezusa jedynie poprzez wyznanie świętego Piotra czy następujące po nim przemienienie Pańskie na górze Tabor. Niemniej reakcje uczniów Jezusa w Wielkim Tygodniu wskazują, że wciąż nie rozumieli boskości swego Mistrza: zawodzili Go zaspaniem, lękiem, wyparciem się. Dopiero po zmartwychwstaniu wierzyli w Niego na tyle mocno, że byli gotowi oddać życie świadcząc o Jego bóstwie.

Można również założyć, że Judasz do marnego końca swego życia pozostał przy judaistycznej, nacjonalistycznej koncepcji mesjasza, czyli człowieka mającego wyzwolić i wywyższyć Izrael miedzy ludami świata. Gdyby wierzył w bóstwo Jezusa, w zapowiedź śmierci ale i zmartwychwstania, to z pewnością nie skończyłby życia z pętlą na szyi, lecz błagałby Go o wybaczenie zdrady.

Wszystko to wskazuje, że protestujący nie bardzo mają pojęcie, przeciwko czemu i komu protestują. To kolejny, jakże smutny dowód na ignorancję polskich środowisk konserwatywnych na sprawy kultury. Kultura jest w całości i bez walki oddana lewicy. Dopiero od kilku lat, oddolnie pojawiają się rozmaici twórcy odwołujący się do wartości wyższych i szukają nisz artystycznych pośród niewykształconej publiczności.

Dodam jeszcze słówko od siebie jako amatorskiego krytyka sztuki. Przyznam, że nie rozumiem sensu ujęcia rock opery „Jesus Christ Superstar” w programie głównych obchodów 1050 lecia Chrztu Polski. Jest to drastyczny przejaw „murzyńskości”: pomijamy nasze wielowiekowe, rodzime stricte religijne nabożeństwa, by zaprezentować produkt popkultury anglosaskiej, nie mający nic wspólnego z naszą tożsamością. To ugruntowuje posoborową wizję Kościoła, idącego z duchem czasu, dostosowującego się liturgicznie do tymczasowych mód. Przecież jedna z ładniejszych melodyj z „JChS” od lat towarzyszy uczestnikom Novus Ordo w Polsce.



Na odtrutkę artystyczną polecam Państwu Pieśń Konfederatów Barskich w interpretacji moich przyjaciół z grupy Contra Mundum. Jeśli się komuś spodoba ten clip, to informuję, iż do aktualnego numery tygodnika "wSieci" dołączona jest nowa płyta Contras. Jedyna taka szansa do 17 kwietnia!

niedziela, 10 kwietnia 2016

Targi Książki Katolickiej tradycyjnie bez Te Deum

Mówimy często, że posoborowie nie szanuje tradycji. Mylimy się! Już ponad 10 lat ma tradycja niewpuszczania związanego z Bractwem Świętego Piusa X wydawnictwa Te Deum na Targi Książki Katolickiej . Dziś pod miejscem targów - Arkadami Kubickiego w Warszawie można było spotkać miłą rodzinę rozdającą katalogi Te Deum, do których dołączano ulotkę. Poniżej załączam jej awers i rewers.





Smutna to prawda, bowiem rzeczywiście na targach można było spotkać najrozmaitsze książki. Skądinąd zasłużone wydawnictwo LTW (wydawca m.in. wielkiego Sergiusza Piaseckiego i mnóstwa pozycyj dotyczących Kresów) miało wystawioną np. pozycję poświęconą przedwojennemu jasnowidzowi Stefanowi Ossowieckiemu. Jak widać, przeleciała ona przez łapki posoborowych cenzorów.

Na pocieszenie dodam, że książki Te Deum były jednak w minimalnym stopniu obecne na targach. Eksponowało je na swojem stoisku Wydawnictwo Capital, które ma w ofercie mnóstwo własnych i dobrych rzeczy. A między innemi nowość, zebrane teksty publicystyczne założyciela Teatru Nie Teraz pana Tomasza A. Żaka pt. "Komu służy kultura?"

Czy wydawcy posoborowi za rok wpuszczą na swoje targi naszych kolegów z Te Deum?

sobota, 9 kwietnia 2016

1050 - lecie chrztu Polski w czasopismach

"Półokrągły" jubileusz chrztu Polski jest upamiętniany przez oba wiodące polskie pisma konserwatywne. Stanowił temat przewodni numeru 1/ 2016 (styczeń - luty) w "Polonia Christiana", teraz zaś został wzięty na warsztat przez "Zawsze Wiernych" (numer 2/2016: marzec - kwiecień).

Jeśli chodzi o pierwsze spośród wymienionych periodyków, zaskoczyła mnie negatywnie lakoniczność ujęcia sprawy. Znalazłem tam bowiem tylko relatywnie krótki tekst Jerzego Wolaka ("Sam chrzest nie wystarczy") oraz wywiad z prof. Krzysztofem Ożogiem ("Płomień wciąż goreje"). Obie publikacje są bardzo wartościowe, ale spodziewałem się większego bloku artykułów poświęconych Polsce i bardziej wieloaspektowemu ujęciu tematu. Wprawdzie redakcja zakwalifikowała doń jeszcze teksty poświęcone katolicyzmowi w Irlandii i Hiszpanii, skądinąd bardzo interesujące, ale mogłyby one z powodzeniem znaleźć się w innych działach "Polonia Christiana".



Można podsumować ten numer "PCh" w następujący sposób: jak zwykle bardzo ciekawy i rozwijający intelektualnie zeszyt, ale niezbyt wnikliwie poruszający temat nominalnie wiodący.

"Zawsze Wierni" przeszli w 2016 r. kolejną zmianę składu redakcyjnego. Pismo jako całość jest świeże, a nowi autorzy wnoszą ciekawe idee i spojrzenia. Nie jest to jeszcze poziom kultowych numerów z lat 2000 - 2003, ale z całą pewnością idzie ku dobremu. Temat numeru zajmuje w "ZW" niespełna trzydzieści stron i pięć tekstów. Dobre i to. Wśród nich jest znakomity artykuł Franciszka Malkiewicza pt. "Płomienny irracjonalizm" zawierający nieszablonowe, lecz niezwykle trafne uwagi krytyczne na temat polskiej religijności. Mamy zatem własne, unikalne na skalę Kościoła powszechnego nabożeństwa takie jak Godzinki czy Gorzkie Żale, mamy święconkę i opłatek, mamy wypominki listopadowe i niezliczone (choć dziś w znacznej części pozapominane) pieśni kościelne, kolędy czy pastorałki, lecz cierpimy również na powierzchowne przeżywanie wiary, pozostawanie na poziomie uczuć, bez zgłębiania istoty wiary. Dla samego tego tekstu warto kupić omawiany numer "Zawsze Wiernych"!



Niejako dla równowagi napiszę, iż poirytowało mnie stanowisko ks. Dawida Wierzyckiego FSSPX zawarte w publikacji "Wpływ Chrztu Polski na jej losy". Można je sprowadzić do swoistego mesjanizmu (skądinąd słusznie skrytykowanego parę stron dalej przez Malkiewicza!). Ksiądz Wierzycki postrzega dzieje Polski wyłącznie przez pryzmat naszej misji dziejowej przyjętej na Chrzcie Polski 1050 lat temu. Według Autora sprzeniewierzano się jej poprzez: morderstwo biskupa Stanisława, stąd kara - rozbicie dzielnicowe; tolerancję religijną, stąd kara - potop szwedzki; przyjęcie jakobińsko - masońskiej wizji Polski, stąd kara - rozbiory; zlekceważenie orędzia Rozalii Celakówny, stąd kara - druga wojna światowa. Co za niesamowite uproszczenia! Klęski będące udziałem Polski wynikały i wynikają jednak głównie z głupoty naszych przywódców i braku elit godnych tego miana. By nie powtarzać starych błędów, kształćmy się i polecajmy rodakom dobre książki i dobre czasopisma. Takie jak recenzowane powyżej dwumiesięczniki "Polonia Christiana" i "Zawsze Wierni".

czwartek, 31 marca 2016

#dobrazmiano, czas na Ciebie!

W ostatnich dniach coraz częściej pojawiają się głosy, że możliwe jest w Polsce wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji. Opowiedział się za tym rozwiązaniem Prezes Polski p. Jarosław Kaczyński, co powinno załatwiać sprawę pozytywnie na drodze parlamentarnej. Niemal pięć lat temu pisałem co nieco o nieudanej próbie obalenia "kompromisu", jaka miała miejsce w 2007 r. Dziś ten wpis jest w znacznej mierze nieaktualny, gdyż organ, który według mnie powinien obalić aktualny stan prawny - Trybunał Konstytucyjny - jest jak doskonale wiemy głównym hamulcowym zmian systemowych w Polsce. Poczytuję sobie za pewną zasługę, że pisałem o Trybunale Konstytucyjnym zanim stało się to modne i przechodzę do bardziej bieżącej analizy.

foto: wikipedia


Nie ma najmniejszego powodu, by czekać ze wzruszeniem "kompromisu". Jesteśmy na początku pierwszej kadencji rządów Prawa i Sprawiedliwości, a ufam, iż partia ta utrzyma aktualne dobre wyniki sondażowe, zaś wahadło polityczne pozostanie przez dłuższy czas po prawej stronie. By tak się stało, kwestie kontrowersyjne dla wyborców powinny być rozstrzygane na początku kadencji, a nie stanowić "paliwa" dla lewicowej opozycji. Z kolei pozostawienie "kompromisu" w mocy może być argumentem podnoszonym przez prawicowych kontestatorów rządu. Zawsze mogą pojawić się następcy cynika Romana Giertycha i pięknoducha Marka Jurka i uszczuplić szeregi Prawa i Sprawiedliwości i kilka bezcennych dziś głosów. Gdybym był zagranicznym wrogiem Polski, z pewnością wśród opłacanej agentury wpływu miałbym tu i swoich "obrońców życia", którzy w wielu wypadkach mogliby pełnić rolę pożytecznego narzędzia antypolskiego. Uczulam i na tę kwestię!

Wracając do meritum: sam formalny zakaz aborcji w Polsce to tylko początek zmian prawa dotyczącego zagadnień światopoglądowych. Trzeba jeszcze pomyśleć o jego egzekwowaniu. A także o innych, równie ważnych kwestiach, jak: delegalizacja środków wczesnoporonnych, zakaz tworzenia nadliczbowej ilości zarodków ludzkich w ramach procedur in vitro oraz finansowania go z budżetu państwa oraz faktyczne wspieranie i ochrona rodziny. Program pronatalistyczny "500 zł na dziecko" powinien zostać ograniczony do rodzin mających obywatelstwo polskie. Należy zakończyć wspieranie fikcji i patologii powszechnie znanej jako "matka samotnie wychowująca dziecko". Państwo powinno wspierać wdowców i wdowy posiadające potomstwo. Ale nie widzę żadnego uzasadnienia dla wspierania konkubinatów. To jest po prostu niemoralne.

Byle tylko wiedzieć, kiedy powiedzieć dość. Społeczeństwo nigdy nie może być nadmiernie katolickie. Ale państwo - i owszem. Katolicyzm nie powinien prowadzić do powstania państwa sakralnego czy też teokratycznego, a więc takiego, w którym zasady obowiązujące wyznawców jednej religii, są narzucane wszystkim obywatelom.

środa, 30 marca 2016

Niestworzone zarzuty przeciwko Franciszkanom Niepokalanej!

Sprawa Franciszkanów Niepokalanej powróciła się przy okazji zakończenia roku życia konsekrowanego, czyli 2 lutego. Kardynał Braz de Aviz, Prefekt Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego udzielił wówczas wywiadu agencji prasowej SIR, powiązanej z Konferencją Episkopatu Włoch. Część dotycząca FFI (tj. zakonu męskiego) ogranicza się do jednej kwestii, ale odnosi się do wielu faktów niezbyt znanych po tej stronie Alp.



Dziennikarz pyta o sygnowanie paktów własną krwią oraz wypalanie na ciele znaków rozpalonym żelazem. Powinniście wiedzieć, że od zeszłego listopada z inicjatywy dziennika Corriere della Sera rozpętała się kampania medialna przeciwko ojcu Stefanowi Manelli. Jest on oskarżany m.in. o zmuszanie sióstr do podpisywania przysięgi wierności własną krwią, o akceptowanie praktyki wypalania znaku IHS na skórze oraz o drobniejsze przewinienia, nie omijające również kwestyj finansowych. Wszystkie te oskarżenia pochodzą od byłych członkiń zakonu w liczbie trzech, nieposiadających dowodów na prawdziwość swych słów, odnoszących się do wydarzeń rzekomo mających miejsce przed dwudziestu laty i są dementowane przez aktualne członkinie zakonu w liczbie trzystu. Tymczasem kardynał prefekt podpisał był dekret zwalniający członków obu gałęzi zakonu z owego prywatnego ślubu wierności ojcu Manellemu, choć nie przeprowadzano żadnego postępowania kanonicznego w przedmiotowej sprawie, nie stawiając pytań ani założycielowi zakonu ani innej hipotetycznie właściwej w sprawie kongregacji (np. Kongregacji Doktryny Wiary). Mamy tu przykład potępiania bez przeprowadzania dochodzenia, co jest charakterystyczne dla tej afery od samego jej początku. "Fakty prasowe", pokazywane na małym ekranie stają się punktem odniesienia dla decyzyj podejmowanych przez prefekta kongregacji w Kurii Rzymskiej. Jej upadek nie jest zatem mitem, skoro odrzucono ostrożność i zdrowy rozsądek w tak delikatnej sprawie i nie zaczekano na rozstrzygnięcie organu sądowego.

Aspekt prawny sprawy FFI dotyczy również sióstr franciszkanek (czyli SFI), jako że właściciele majątku wykorzystywanego do apostolatu Franciszkanów Niepokalanej pomagali męskiej lub żeńskiej gałęzi zakonu. Warto wskazać, że ojciec Stefan wymagał, by członkowie jego zakonów żyli w radykalnym ubóstwie - bez własności osobistej bądź wspólnotowej, czerpiąc przykład ze św. Maksymiliana Kolbego. Postępowania względem tych stowarzyszeń były uruchamiane z inicjatywy któregoś z członków FFI, bez zaangażowania ze strony Stolicy Apostolskiej czy prokuratury. Nie wdając się w szczegóły należy stwierdzić, iż wyjaśnienia tych zagadnień są rzeczywiście w toku, ale kardynał prefekt zdaje się być zbyt ostrożny, by stwierdzić, iż niektóre spośród postępowań już się zakończyły, a ich rozstrzygnięcia przemawiają na korzyść pomówionych stowarzyszeń. Ponadto ojciec Stefan systematycznie kieruje do sądu sprawy przeciwko zniesławiającym go w programach telewizyjnych byłym zakonnicom. Włoski wymiar sprawiedliwości może wreszcie zrobi porządek z wszystkimi oszczercami ojca Manellego, do grona których należy również zaliczać kardynała Braz de Aviz. Nie zapominajmy, że [wyznaczony przez Franciszka komisarz] Volpi uciekł od negatywnego dlań wyroku sądu świeckiego poprzez "łaskę" nagłej śmierci. Ponadto ojciec założyciel nie odpuszcza i w dniu 2 marca złożył skargę przeciw niektórym obecnym liderom FFI. Widzimy, że nic nowego tu się nie dzieje od czasów św. Atanazego: fałszywe oskarżenia, jakie pojawiły się na określonych blogach (skąd trafiły na ekrany telewizyjne), są weryfikowane i odrzucane.

Podsumowując, Kongregacja ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego wydaje się coraz bardziej wikłana w aferę, której prawdziwe motywy są wciąż zakryte i znacznie przekraczające możliwości komisarzy obu gałęzi zakonu Franciszkanów. Ich działania zdają się być ograniczone do dwóch rzeczy: zniszczenia charyzmatu i przejęcia majątku. Poza tym ich medialne milczenie czyni z nich faktycznych współuczestników kampanii prasowej skierowanej właściwie przeciwko życiu zakonnemu jako takiemu: oskarżenia i "sznurki" do nich prowadzące są zdumiewająco banalne.

Nie popadajmy w pesymizm: wywiad z kardynałem daje nam pewną nadzieję: można sądzić, iż nie wszyscy zgadzają się z franciszkową "normalizacją" Franciszkanów Niepokalanej. Módlmy się do Matki Niepokalanej, by trwała przy swoich rycerzach w błękicie.

Uwaga! Niniejszy tekst stanowi tłumaczenie wpisu ze strony Riposte catholique. Mile widziane wszelkie poprawki językowe i merytoryczne, zgłaszane w komentarzach. Pod ich wpływem mogę dokonywać modyfikacji wpisu, czego normalnie nie czynię. Pod ww. tekstem zamieszczony ciekawy komentarz:

Franciszkanie Niepokalanej apelowali do Trybunału Sygnatury Apostolskiej przeciwko nadużywaniu władzy, a ówczesny prefekt kongregacji - kardynał Rajmund Burke - uznał właściwość Trybunału do rozpatrzenia skargi, po czym szybko został zwolniony. Jego następca kard. Mamberti nie śpieszy się z podjęciem sprawy.