poniedziałek, 20 lutego 2017

Którzy biskupi odprawiają Mszę w Polsce po Summorum Pontificum ?

Strona Unacum.pl umieściła zestawienie dotyczące uczestnictwa biskupów rzymskokatolickich we Mszach celebrowanych w Nadzwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego w latach 2007 – 2017. Biegnie już dziesiąty rok od wejścia w życie Summorum Pontificum, statystyki jednak dalekie od imponujących.

Pozwolę sobie pominąć samo uczestnictwo we Mszy, choćby i połączone z udzieleniem sakramentu bierzmowania. Wyliczmy, ilu biskupów zechciało nauczyć się naszego rytu i w nim celebrować!

Po razie uczynili to: kard. Rajmund Burke (USA/ Zakon Maltański/ Guam), bp Wacław Depo, bp Albin Małysiak (R+I+P), bp Grzegorz Balcerek, abp Józef Życiński (R+I+P), bp Andrzej Dziuba, abp Marian Gołębiewski, bp Paweł Cieślik oraz hierarchowie celebrujący podczas tradycjonalistycznego Iuventutem 2016, imprezy towarzyszącej wycieczce Franciszka do Polski: abp Dawid Macaire O.P. (Martynika); bp Marek Aillet (Francja); bp Dominik Rey (Francja); abp Diarmuid Martin (Irlandia) oraz bp Robert J. McManus (USA). I wszyscy oni zajmują ex aequo medalową trzecią pozycję.

Srebrny medal i drugie miejsce należy do JE bpa Tadeusza Pieronka, który odprawił Mszę trydencką aż dwa razy, raz udzielając sakramentu bierzmowania, raz udzielając święceń kapłańskich. Nie jest to oczywiście winą Biskupa Tadeusza, że wyświęcony przez niego kapłan (pierwszy kapłan wyświęcony w Polsce, w Kosciele katolickim, od czasu posoborowej rewolucji) nie pełni już swoich funkcyj oraz można o nim mówić wyłącznie w pejoratywach. Tak wyszło.

Wreszcie, złoty medal za sześć celebracyj w KRR przynależy się czcigodnemu Biskupowi Atanazemu Schneiderowi z Kazachstanu. Czy trzeba coś dodawać do tej wyliczanki?



Może tylko to, że poza klasyfikacją znaleźli się biskupi celebrujący w Polsce w ostatniej dekadzie, lecz niekorzystający z Summorum Pontificum Ojca Świętego Benedykta XVI. Mam tu na myśli Ich Ekscelencje: Bernarda Fellay’a, Alfonsa de Galarreta, Bernarda Tissiera de Mallerais oraz Ryszarda Williamsona i Donalda Sanborna. Gdyby ich sklasyfikować, każdy z nich walczyłby z Msgr. Schneiderem o palmę pierwszeństwa.

Swój szyderczo – cyniczny wpis zakończę pytaniem do Czytelników: a może ktoś z Państwa zechciałby „sklasyfikować” ww. biskupów? Czy nie pominąłem aby jakiegoś nazwiska?

niedziela, 5 lutego 2017

Recenzja: Antonio Socci - Ostatnie proroctwo

Antonio Socci - Ostatnie proroctwo

List do papieża Franciszka w Kościele w czasach ostatecznych

W styczniu bieżącego roku ukazała się po polsku kolejna książka Antoniego Socciego poświęcona aktualnym stadiom kryzysu Kościoła. Tłumaczem dzieła jest znany i ceniony duchowny, ks. Robert Skrzypczak, co może być dodatkowym atutem dla osób nieprzekonanych do antyfranciszkowych tez włoskiego dziennikarza.



Publikacja dzieli się na dwie części. Pierwsza zawiera przegląd proroctw zapowiadających kryzys Kościoła: Fatima, orędzia Marii Valtorty, La Salette, objawienia ks. Bosco, wizje Anny Katarzyny Emmerich, proroctwo św. Malachiasza. Mają one rozmaity ciężar gatunkowy i różny status w Kościele. Na przykład, wizje Valtorty nigdy nie zostały oficjalnie zaakceptowane przez Święte Oficjum. Można więc powiedzieć, że Socci pozostaje wierny swojej metodologii, katolika zwracającego baczną uwagę na wszelkie możliwe "głosy z nieba". Szczęśliwie nie wspomina natomiast Gospy z Medjugorje, której niegdyś był gorącym zwolennikiem.

Część drugą książki zgodnie z jej podtytułem stanowi list skierowany do Franciszka. Jest to rozbudowane upomnienie braterskie, odnoszące się do skutków płynących dla wiernych i dla Kościoła ze sposobu funkcjonowania Argentyńczyka i głównych idej jego administracji. Szczególny nacisk został położony na wydarzenia najnowsze, a więc lewacki ekologizm (encyklika oraz kuriozalne show, jakie pokazano na fasadzie bazyliki św. Piotra wieczorem 8 grudnia 2015 r.), walkę z fundamentalizmem chrześcijańskim, walkę z nierozerwalnością małżeństwa - motu proprio Mitis Iudex Dominus Iesus i motu proprio Mitis et misericors Iesus, atak na zakon Franciszkanów Niepokalanej, utwierdzanie w błędach zwolenników herezji Lutra, legitymizację reżymu braci Castro podczas wyjazdu na Kubę, sprzyjanie najeżdzającemu Bliski Wschód i Europę radykalnemu islamowi.

Książka została ukończona 26 grudnia 2015 r., nie ma w niej zatem odniesień do najnowszych osiągnięć Okupanta Rzymu, związanych z ogłoszoną 8 kwietnia 2016 r. adhortacją Amoris Laetitia czy z agresją przeciwko Suwerennemu Zakonowi Maltańskiemu.

Czy książka jest warta zakupu? Osoby mocno zainteresowane problematyką pontyfikcji Franciszka z pewnością nie będą zawiedzione argumentacją Antoniego Socciego. Ale przyjęta konwencja nie pozwoliła, by którykolwiek z tematów potraktować wyczerpująco; są one jakby sygnalizowane. Tak postępowalibyśmy, gdybyśmy rozmawiali w cztery oczy z Franciszkiem na każdy ze wskazanych tematów: obie strony znają fakty, a konserwatywny rozmówca pokazuje posoborowcowi jego błędy i nieścisłości logiczne. Zatem umiarkowanie pozytywnie oceniam przydatność "Ostatniego proroctwa" jako książki, za pomocą której chcielibyśmy dać punkt oparcia przeciętnemu, zdezorientowanemu Franciszkiem katolikowi. Taki czytelnik znacznie bardziej skorzysta z lektury znacznie bardziej kompletnych dzieł Antoniego Socciego - "Czwartej tajemnicy fatimskiej" lub "Czy to naprawdę Franciszek?".

Zaryzykuję nawet tezę, że przeciętnego katolika może odstraszyć zawarte w części pierwszej książki wyliczanie rozmaitych objawień prywatnych, na które powołuje się włoski publicysta. I ja stoję na stanowisku, że nadmierne przywiązanie do rozmaitych "głosów z niebios" to wada, a nie zaleta współczesnego nurtu konserwatywnego katolicyzmu. Co za dużo, to niezdrowo. Zastanówcie się zatem, czy potrzebujecie tej książki. A już na pewno nie kupujcie jej na prezent dla osoby umiarkowanie zorientowanej w kryzysie współczesnego Kościoła.

wtorek, 31 stycznia 2017

List otwarty amerykańskich tradycjonalistów do prezydenta Donalda Trumpa

Kilka dni temu grupka znanych amerykańskich konserwatystów i katolików - wśród nich m.in. publikowany wielokrotnie w Polsce (m.in.: Zawsze Wierni, Rzeczpospolita) Christopher A. Ferrara oraz Michael J. Matt (naczelny pisma Remnant) - napisała list otwarty do Prezydenta USA Donalda Trumpa z prośbą o zbadania, jakie działania podejmowała poprzednia administracja względem Watykanu, Ojca Świętego Benedykta XVI, czy przyczyniła się do jego abdykacji oraz czy nie wpływała na wynik konklawe 2013.



Wszystkie te pytania i wątki są bardzo zbieżne z hipotezą postawioną przeze mnie na blogu w grudniu 2016 r. według której Barrack Obama oraz Hillary Clinton obalili konserwatywnego papieża Benedykta XVI i zastąpili go swoją marionetką. Amerykanie, podobnie jak i niżej podpisany, nie opierają się o twarde dowody. Bo tych nie ma. Ale jest sporo rozmaitych przesłanek, drobnych śladów w wikileaks i wszystko to układa się w bardzo logiczną i spójną całość.

Jednak nie napiszę "great minds think alike" - "tęgie umysły rozumują podobnie", bowiem uważam formułę listu otwartego za bardzo nieszczęśliwą dla przedmiotowej sprawy. Czy tu potrzebny jest rozgłos?! Czy ktoś faktycznie chciałby ujawnienia Białej Księgi działań, które doprowadziły do abdykacji Benedykta XVI? Chyba znacznie ważniejszymi rzeczami jest odwrócenie akcji, czyli doprowadzenie do opuszczenia Watykanu przez jego aktualnego okupanta oraz wybór na Biskupa Rzymu kardynała, który przynajmniej byłby katolikiem.

Mam zatem nadzieję, że służby prasowe Donalda Trumpa (gdyby ktoś je kiedyś zapytał o ów list otwarty) odpowiedzą, że do prezydenta wpływa dziennie kilkaset rozmaitych petycyj, które są uważnie czytane i rozpatrywane. I że żadnej oficjalnej odpowiedzi w tej kwestii się nie przewiduje.

O sprawie listu do prezydenta Trumpa poinformowała dzisiejsza strona www dziennika "Rzeczpospolita" w bardzo ciekawym tekście red. Huberta Kozieła pt. "Czy tajne służby dokonały puczu w Watykanie w 2013 roku?" Jest parę pobocznych wątków, trzeba to wszystko przeczytać!

niedziela, 18 grudnia 2016

W 2017 r. będzie konklawe

Jeśli utrzyma się wynik wyborów na prezydenta Stanów Zjednoczonych, to rok Pański 2016 będzie od niepamiętnych czasów najgorszym dla new world order. Najpierw #brexit, teraz bardzo duża szansa na porażkę Hilarii Clintonowej. Piszę o zwycięstwie Donalda Trumpa w trybie warunkowym, bo dokąd nie zostanie on zaprzysiężony jako 45 prezydent USA, nie będę pewien ostatecznego rozstrzygnięcia. Wiele może się zdarzyć między ustami a brzegiem pucharu.

Oczywiście nie twierdzę też naiwnie, że oba te wydarzenia cofną świat Zachodu przed rok 1789, albo choćby i 1914, ale niewątpliwie siły postępu mają teraz szereg nowych kłopotów, których się nie spodziewały. Niemniej w 88 minucie tegorocznego meczu Szkocja - Francja jest wynik 2:0. Demoliberalizm w odwrocie!!

Pan Donald Trump przez ponad 20 lat był w Partii Demokratycznej USA i sam w sobie nie zapowiada się na czempiona paleokonserwatyzmu. Ale zakończona ostatnio kampania wyborcza w USA doprowadziła do jednego bardzo istotnego przetasowania: kojarzeni dotąd z Partią Republikańską tak zwani neokonserwatyści opowiedzieli się po stronie totalitarnej demokratki Clintonowej. Jest szansa, że ci kryptotrockiści na dobre znikną z szeregów partii wolnościowej i konserwatywnej; partii, z którą nic prócz retoryki faktycznie ich nie łączy. Jest to bardzo istotne dla dalszego rozwoju sytuacji politycznej w USA, kraju wciąż pozostającym jedynym światowym mocarstwem. Bowiem we wszystkich kluczowych głosowaniach światopoglądowych ci fałszywi republikanie głosowali jak demokratyczna lewica. Amerykański konserwatywny elektorat wybierał ludzi, których trudno nawet określić mianem "mniejszego zła". Neokonserwatyści to większe zło, bo przez czterdzieści ostatnich lat spychali swoją partię w lewo. Zaryzykowałbym tezę, że od odejścia Ronalda Reagana z urzędu z dniem 20 stycznia 1989 r. w USA rządzi dotąd nieprzerwanie jedna partia, tak zwana neokonserwatywna. Mam nadzieję, że zmieni się to 20 stycznia 2017 r., jeśli następcą Obamy zostanie Donald Trump.

Przegrana Hillary Clinton to nie tylko zmiana jakościowa wewnątrz Stanów Zjednoczonych. To wielka szansa na zatrzymanie machiny wojennej, eskalującej wojnę światową. Na kilka tygodni przed amerykańskimi wyborami uważałem za bardzo prawdopodobny konflikt na Bliskim Wschodzie i w Europie. Do tego dążył Barrack Obama oraz ludzie, których reprezentował. Nie wykluczam, że niespodziewany wynik wyborów amerykańskich jest również rezultatem opatrznościowej interwencji boskiej, niezasłużonym aktem miłosierdzia względem umierającej cywilizacji zachodniej.

Intuicja podpowiada mi, że #dobrazmiana w Waszyngtonie może szybko przełożyć się na #dobrązmianę na Watykanie. Dlaczego?

Bo mam coraz silniejsze przekonanie, że Franciszek Papież był i jest marionetką administracji Barracka Husseina Obamy. Spójrzmy na wiązkę głównych celów ustępującego prezydenta USA: promocję „praw” mniejszości seksualnych, wolny dostęp do aborcji, pozytywny stosunek do islamu, walkę z globalnym ociepleniem i postawę proekologiczną, werbalną walkę z ubóstwem. Czy to nie zastanawiające, że wszystkie te cele były również – uwzględniając tzw. „mądrość etapu” Kościoła Posoborowego – priorytetami argentyńskiego Biskupa Rzymu?!



Oczywiście nie jestem w stanie przedstawić Państwu dowodów poświadczających tę hipotezę, ale od dawna próbuję powiązać w ciąg logiczny kolejne fakty. Ojciec Święty Benedykt XVI był postrzegany przez new world order jako wróg numer 1, jako ostatni szaniec cywilizacji chrześcijańskiej. Na miarę swych skromnych możliwości dążył do wzmocnienia Kościoła katolickiego. Jego zdecydowany głos był znakiem sprzeciwu względem możnych tego świata. Bezprecedensowa, tajemnicza, w żaden racjonalny sposób niewyjaśniona abdykacja Papieża oraz osoba i priorytety jego następcy każą nam szeroko rozglądać się po świecie za potencjalnymi spiskowcami.

Po co administracja Obamy miałaby dążyć do usunięcia lub odsunięcia Papieża Benedykta XVI? Tropiciele masonów z pewnością odpowiedzieliby nam, że rozwiązanie to przybliżyłoby ustanowienie jednej ogólnoświatowej religii oraz instalację rządu światowego. Nie jestem przekonany do tej hipotezy, aczkolwiek nie lekceważę jej. Długofalowo takie mogłyby być skutki neutralizacji Kościoła katolickiego i jego hierarchicznego przywództwa. Władze demokratyczne jednak zwykle nie działają aż tak strategicznie. One patrzą na następne wybory w swoim kraju. I nawet w tej perspektywie można widzieć szereg korzyści wynikających z zastąpienia katolickiego papieża podróbą, wulgarną kukłą.

Czy i jak można było skłonić Ojca Świętego do ustąpienia? Nie wiem, czy najlepszą metodą do tego byłby szantaż. Zapewne liczba zbrodni pedofilskich z udziałem posoborowych biskupów - masonów przekracza nawet wyobraźnię reżyserów "Młodego papieża", ale Papież Ratzinger walczył z homolobby na miarę swoich możliwości. Być może zatem łatwiej było mu wmówić, że sytuacja w kolegium kardynalskim jest stabilna i pozwoli na pewną elekcję kandydata, który będzie realizował jego linię programową, np. Angelo Bagnasco.

Papież jest najwyższym autorytetem dla katolików oraz ważnym głosem słuchanym przez innych chrześcijan oraz wszelkich innych ludzi dobrej woli. Pół świata nawet jeśli nie podąża za jego głosem, to słucha z zainteresowaniem słów, jakie wypowiada z Watykanu. Dla wszelkich środowisk lewicowych jest więc szalenie istotne, czy głos papieża wspiera stronę konserwatywną, czy też przemilcza niewygodne dla nich sprawy lub zajmuje się, kolokwialnie pisząc, bzdurami.

Przynależący do Kościoła katolickiego stanowią około 1/4 populacji Stanów Zjednoczonych. Odsetek ten od lat rośnie i powoduje, że osoby pragnące sprawować władzę w tym kraju muszą uwzględniać ów fakt w swoich kalkulacjach. Mogą zrobić dwie rzeczy: albo umieszczać postulaty katolickie w swoich programach wyborczych albo "zarządzać katolikami". Upraszczając wywód: jeszcze 50 lat temu nie można było nazwać Partii Demokratycznej USA partią lewicową we współczesnym europejskim rozumieniu tego pojęcia, a Partii Republikańskiej - prawicową. Katolicy stanowili tradycyjny elektorat demokratów. Mogło się to zmienić w sytuacji, gdy demokraci po 1968 r. opowiedzieli się za permisywizmem światopoglądowym: konserwatywni katolicy odsunęliby się wówczas od nich i zmniejszyli szansę demokratów na piastowanie władzy. Tak się jednak nie działo ani nie dzieje. Zmiany Kościoła zainicjowane po Soborze Watykańskim II osłabiły jednoznaczność stanowisk katolickich, zarówno w kwestiach etycznych, takich jak aborcja czy antykomunizm, ale także wsparły lewicowe poglądy na kwestie ekonomiczne. Wskutek tego wszystkiego populacja amerykańskich katolików jest dziś mniej konserwatywna od amerykańskiej populacji protestanckiej. (W Europie jest mimo wszystko inaczej: to protestanci są zazwyczaj znacznie bardziej na lewo od katolików).

Główną rozgrywającą administracji Obamy w pierwszej jego kadencji była sekretarz stanu Hillary Clinton. Hilaria ustąpiła ze swojego urzędu z dniem 1 lutego 2013 r., po to by skoncentrować się na walce o prezydenturę USA w kadencji 2017-2021. Papież Benedykt ogłosił abdykację w dniu 10 lutego 2013 r. Przywołane daty nie wykluczają, a wręcz dobrze pasują do mojej hipotezy: Clintonowa pilotowałaby całą operację "Czarne Buty", bo jej powodzenie istotnie zwiększało szansę w amerykańskich wyborach powszechnych. Można powiedzieć, że osiągnęłaby istotny sukces cząstkowy, bowiem na Trumpa głosowało ponad 60% ankietowanych protestantów i tylko 52% katolików. Jednak zapewne to nie wystarczyło. Wielokrotnie nam przypominano, że Hilaria Clinton uzyskała więcej głosów w wyborach powszechnych, ale Donald Trump ma szansę uzyskać więcej głosów w kolegium elektorskim. Przypomnę zatem fakt, że AD 2008 było identycznie: w prawyborach prezydenckich Partii Demokratycznej zdobyła ona najwięcej głosów powszechnych, ale wówczas to Barack Obama zdobył więcej głosów delegatów i wygrał prawybory, a później także wybory prezydenckie. Urocze szyderstwo losu.

Czy Hillary Clinton & co byliby niezdolni do przeprowadzenia operacji usunięcia Benedykta XVI? Czy kraj dość dowolnie najeżdżający w ostatnich 25 latach wszelkie możliwe państwa na całym świecie miałby opory przed agresją względem skrawka Rzymu? Wreszcie, czy byłaby to pierwsza w dziejach papiestwa operacja supermocarstwa, które ingerowałoby w wybór konklawe? Na każde z tych trzech pytań odpowiedziałbym "nie".

Amerykańscy katolicy to w znacznej części Latynosi, w tym nielegalni imigranci z Meksyku i Kuby. Trudno byłoby do nich, z punktu widzenia lewicowych demokratów z USA, kogokolwiek lepiej dopasować od Jorge Bergoglio, z jego poglądami, zachowaniem i nawykami. To kolejny argument za hipotezą o wyborze tej persony na funkcję Biskupa Rzymu przez osobę niebędącą bynajmniej Duchem Świętym.

Gdybym miał rację co do zaistnienia i przebiegu operacji "Czarne Buty", to należałoby założyć, że administracja Donalda Trumpa może zechcieć ją zakończyć i anulować. Działałaby ona w analogicznym interesie jak poprzednicy: po to, by po #dobrejzmianie na Watykanie w każdych następnych wyborach odsetek wyborców katolickich głosujących na Partię Republikańską zwiększał się o 1 %. A gdyby Bergoglio nie chciał udać się na emeryturę w trybie pilnym, mogłyby wyjść na światło dzienne rozmaite świstki trzykrotnie kserowane, zgromadzone na pewno w Argentynie w czasach dyktatury generała Videli.

Agent bez oficerów prowadzących jest wart niewiele. Lech Wałęsa jest najlepszym przykładem na potwierdzenie tej tezy. Nie zdziwię się, jeśli w ciągu najbliższego roku będziemy świadkami kolejnego konklawe. Wczoraj Franciszek skończył 80 lat, czyli osiągnął maksymalny wiek, w jakim według posoborowego prawa kanonicznego biskup powinien przejść na emeryturę. Równocześnie pamiętamy, ze prawie 2,5 roku temu powiedział on "Mój pontyfikat będzie krótki. Nie potrwa dłużej niż dwa, trzy lata". Trzymam go za słowo.

czwartek, 8 grudnia 2016

Dramat Platformy Obywatelskiej! Przegrała wybory uzupełniające w Krakowie!

Od ponad dwóch lat J.Em. kardynał Stanisław Dziwisz jest w wieku emerytalnym. Dla „kościoła łagiewnickiego” wydawało się oczywiste, że jego następcą zostanie ktoś z dotychczasowego układu kurialno - towarzyskiego. Można było się tylko zastanawiać, czy będzie to Ryś czy Raś. Czy biskup Grzegorz czy brat posła PO Dariusz? Tymczasem Franciszek Papież zrobił całemu towarzystwu brzydkiego psikusa i na strażnika konfesji świętego Stanisława mianował przedstawiciela „kościoła toruńskiego”. Pisowca, mohera i wstecznika.

Albowiem dotychczasowy arcybiskup łódzki, JE Marek Jędraszewski to hierarcha konserwatywny jak na niewyśrubowane polskie standardy. Zdarzało mu się wypowiadać przeciw galopującemu akukumenizmowi, podpadł też lewakom za pochwałę drukarza, który odmówił świadczenia usług na rzecz środowisk LGBT. Słowem, wygląda na porządnego człowieka. Niech mu błogosławi Najświętsza Maryja Panna, której święto Niepokalanego Poczęcia dziś obchodzimy!

Takie piękne były te Światowe Dni Młodzieży w Krakowie! A tu w podzięce za nie jakże okrutny afront! Czyżby limuzyna, którą wożono na Małopolsce Franciszka Papieża, była zbyt burżuazyjna?