niedziela, 18 grudnia 2016

W 2017 r. będzie konklawe

Jeśli utrzyma się wynik wyborów na prezydenta Stanów Zjednoczonych, to rok Pański 2016 będzie od niepamiętnych czasów najgorszym dla new world order. Najpierw #brexit, teraz bardzo duża szansa na porażkę Hilarii Clintonowej. Piszę o zwycięstwie Donalda Trumpa w trybie warunkowym, bo dokąd nie zostanie on zaprzysiężony jako 45 prezydent USA, nie będę pewien ostatecznego rozstrzygnięcia. Wiele może się zdarzyć między ustami a brzegiem pucharu.

Oczywiście nie twierdzę też naiwnie, że oba te wydarzenia cofną świat Zachodu przed rok 1789, albo choćby i 1914, ale niewątpliwie siły postępu mają teraz szereg nowych kłopotów, których się nie spodziewały. Niemniej w 88 minucie tegorocznego meczu Szkocja - Francja jest wynik 2:0. Demoliberalizm w odwrocie!!

Pan Donald Trump przez ponad 20 lat był w Partii Demokratycznej USA i sam w sobie nie zapowiada się na czempiona paleokonserwatyzmu. Ale zakończona ostatnio kampania wyborcza w USA doprowadziła do jednego bardzo istotnego przetasowania: kojarzeni dotąd z Partią Republikańską tak zwani neokonserwatyści opowiedzieli się po stronie totalitarnej demokratki Clintonowej. Jest szansa, że ci kryptotrockiści na dobre znikną z szeregów partii wolnościowej i konserwatywnej; partii, z którą nic prócz retoryki faktycznie ich nie łączy. Jest to bardzo istotne dla dalszego rozwoju sytuacji politycznej w USA, kraju wciąż pozostającym jedynym światowym mocarstwem. Bowiem we wszystkich kluczowych głosowaniach światopoglądowych ci fałszywi republikanie głosowali jak demokratyczna lewica. Amerykański konserwatywny elektorat wybierał ludzi, których trudno nawet określić mianem "mniejszego zła". Neokonserwatyści to większe zło, bo przez czterdzieści ostatnich lat spychali swoją partię w lewo. Zaryzykowałbym tezę, że od odejścia Ronalda Reagana z urzędu z dniem 20 stycznia 1989 r. w USA rządzi dotąd nieprzerwanie jedna partia, tak zwana neokonserwatywna. Mam nadzieję, że zmieni się to 20 stycznia 2017 r., jeśli następcą Obamy zostanie Donald Trump.

Przegrana Hillary Clinton to nie tylko zmiana jakościowa wewnątrz Stanów Zjednoczonych. To wielka szansa na zatrzymanie machiny wojennej, eskalującej wojnę światową. Na kilka tygodni przed amerykańskimi wyborami uważałem za bardzo prawdopodobny konflikt na Bliskim Wschodzie i w Europie. Do tego dążył Barrack Obama oraz ludzie, których reprezentował. Nie wykluczam, że niespodziewany wynik wyborów amerykańskich jest również rezultatem opatrznościowej interwencji boskiej, niezasłużonym aktem miłosierdzia względem umierającej cywilizacji zachodniej.

Intuicja podpowiada mi, że #dobrazmiana w Waszyngtonie może szybko przełożyć się na #dobrązmianę na Watykanie. Dlaczego?

Bo mam coraz silniejsze przekonanie, że Franciszek Papież był i jest marionetką administracji Barracka Husseina Obamy. Spójrzmy na wiązkę głównych celów ustępującego prezydenta USA: promocję „praw” mniejszości seksualnych, wolny dostęp do aborcji, pozytywny stosunek do islamu, walkę z globalnym ociepleniem i postawę proekologiczną, werbalną walkę z ubóstwem. Czy to nie zastanawiające, że wszystkie te cele były również – uwzględniając tzw. „mądrość etapu” Kościoła Posoborowego – priorytetami argentyńskiego Biskupa Rzymu?!



Oczywiście nie jestem w stanie przedstawić Państwu dowodów poświadczających tę hipotezę, ale od dawna próbuję powiązać w ciąg logiczny kolejne fakty. Ojciec Święty Benedykt XVI był postrzegany przez new world order jako wróg numer 1, jako ostatni szaniec cywilizacji chrześcijańskiej. Na miarę swych skromnych możliwości dążył do wzmocnienia Kościoła katolickiego. Jego zdecydowany głos był znakiem sprzeciwu względem możnych tego świata. Bezprecedensowa, tajemnicza, w żaden racjonalny sposób niewyjaśniona abdykacja Papieża oraz osoba i priorytety jego następcy każą nam szeroko rozglądać się po świecie za potencjalnymi spiskowcami.

Po co administracja Obamy miałaby dążyć do usunięcia lub odsunięcia Papieża Benedykta XVI? Tropiciele masonów z pewnością odpowiedzieliby nam, że rozwiązanie to przybliżyłoby ustanowienie jednej ogólnoświatowej religii oraz instalację rządu światowego. Nie jestem przekonany do tej hipotezy, aczkolwiek nie lekceważę jej. Długofalowo takie mogłyby być skutki neutralizacji Kościoła katolickiego i jego hierarchicznego przywództwa. Władze demokratyczne jednak zwykle nie działają aż tak strategicznie. One patrzą na następne wybory w swoim kraju. I nawet w tej perspektywie można widzieć szereg korzyści wynikających z zastąpienia katolickiego papieża podróbą, wulgarną kukłą.

Czy i jak można było skłonić Ojca Świętego do ustąpienia? Nie wiem, czy najlepszą metodą do tego byłby szantaż. Zapewne liczba zbrodni pedofilskich z udziałem posoborowych biskupów - masonów przekracza nawet wyobraźnię reżyserów "Młodego papieża", ale Papież Ratzinger walczył z homolobby na miarę swoich możliwości. Być może zatem łatwiej było mu wmówić, że sytuacja w kolegium kardynalskim jest stabilna i pozwoli na pewną elekcję kandydata, który będzie realizował jego linię programową, np. Angelo Bagnasco.

Papież jest najwyższym autorytetem dla katolików oraz ważnym głosem słuchanym przez innych chrześcijan oraz wszelkich innych ludzi dobrej woli. Pół świata nawet jeśli nie podąża za jego głosem, to słucha z zainteresowaniem słów, jakie wypowiada z Watykanu. Dla wszelkich środowisk lewicowych jest więc szalenie istotne, czy głos papieża wspiera stronę konserwatywną, czy też przemilcza niewygodne dla nich sprawy lub zajmuje się, kolokwialnie pisząc, bzdurami.

Przynależący do Kościoła katolickiego stanowią około 1/4 populacji Stanów Zjednoczonych. Odsetek ten od lat rośnie i powoduje, że osoby pragnące sprawować władzę w tym kraju muszą uwzględniać ów fakt w swoich kalkulacjach. Mogą zrobić dwie rzeczy: albo umieszczać postulaty katolickie w swoich programach wyborczych albo "zarządzać katolikami". Upraszczając wywód: jeszcze 50 lat temu nie można było nazwać Partii Demokratycznej USA partią lewicową we współczesnym europejskim rozumieniu tego pojęcia, a Partii Republikańskiej - prawicową. Katolicy stanowili tradycyjny elektorat demokratów. Mogło się to zmienić w sytuacji, gdy demokraci po 1968 r. opowiedzieli się za permisywizmem światopoglądowym: konserwatywni katolicy odsunęliby się wówczas od nich i zmniejszyli szansę demokratów na piastowanie władzy. Tak się jednak nie działo ani nie dzieje. Zmiany Kościoła zainicjowane po Soborze Watykańskim II osłabiły jednoznaczność stanowisk katolickich, zarówno w kwestiach etycznych, takich jak aborcja czy antykomunizm, ale także wsparły lewicowe poglądy na kwestie ekonomiczne. Wskutek tego wszystkiego populacja amerykańskich katolików jest dziś mniej konserwatywna od amerykańskiej populacji protestanckiej. (W Europie jest mimo wszystko inaczej: to protestanci są zazwyczaj znacznie bardziej na lewo od katolików).

Główną rozgrywającą administracji Obamy w pierwszej jego kadencji była sekretarz stanu Hillary Clinton. Hilaria ustąpiła ze swojego urzędu z dniem 1 lutego 2013 r., po to by skoncentrować się na walce o prezydenturę USA w kadencji 2017-2021. Papież Benedykt ogłosił abdykację w dniu 10 lutego 2013 r. Przywołane daty nie wykluczają, a wręcz dobrze pasują do mojej hipotezy: Clintonowa pilotowałaby całą operację "Czarne Buty", bo jej powodzenie istotnie zwiększało szansę w amerykańskich wyborach powszechnych. Można powiedzieć, że osiągnęłaby istotny sukces cząstkowy, bowiem na Trumpa głosowało ponad 60% ankietowanych protestantów i tylko 52% katolików. Jednak zapewne to nie wystarczyło. Wielokrotnie nam przypominano, że Hilaria Clinton uzyskała więcej głosów w wyborach powszechnych, ale Donald Trump ma szansę uzyskać więcej głosów w kolegium elektorskim. Przypomnę zatem fakt, że AD 2008 było identycznie: w prawyborach prezydenckich Partii Demokratycznej zdobyła ona najwięcej głosów powszechnych, ale wówczas to Barack Obama zdobył więcej głosów delegatów i wygrał prawybory, a później także wybory prezydenckie. Urocze szyderstwo losu.

Czy Hillary Clinton & co byliby niezdolni do przeprowadzenia operacji usunięcia Benedykta XVI? Czy kraj dość dowolnie najeżdżający w ostatnich 25 latach wszelkie możliwe państwa na całym świecie miałby opory przed agresją względem skrawka Rzymu? Wreszcie, czy byłaby to pierwsza w dziejach papiestwa operacja supermocarstwa, które ingerowałoby w wybór konklawe? Na każde z tych trzech pytań odpowiedziałbym "nie".

Amerykańscy katolicy to w znacznej części Latynosi, w tym nielegalni imigranci z Meksyku i Kuby. Trudno byłoby do nich, z punktu widzenia lewicowych demokratów z USA, kogokolwiek lepiej dopasować od Jorge Bergoglio, z jego poglądami, zachowaniem i nawykami. To kolejny argument za hipotezą o wyborze tej persony na funkcję Biskupa Rzymu przez osobę niebędącą bynajmniej Duchem Świętym.

Gdybym miał rację co do zaistnienia i przebiegu operacji "Czarne Buty", to należałoby założyć, że administracja Donalda Trumpa może zechcieć ją zakończyć i anulować. Działałaby ona w analogicznym interesie jak poprzednicy: po to, by po #dobrejzmianie na Watykanie w każdych następnych wyborach odsetek wyborców katolickich głosujących na Partię Republikańską zwiększał się o 1 %. A gdyby Bergoglio nie chciał udać się na emeryturę w trybie pilnym, mogłyby wyjść na światło dzienne rozmaite świstki trzykrotnie kserowane, zgromadzone na pewno w Argentynie w czasach dyktatury generała Videli.

Agent bez oficerów prowadzących jest wart niewiele. Lech Wałęsa jest najlepszym przykładem na potwierdzenie tej tezy. Nie zdziwię się, jeśli w ciągu najbliższego roku będziemy świadkami kolejnego konklawe. Wczoraj Franciszek skończył 80 lat, czyli osiągnął maksymalny wiek, w jakim według posoborowego prawa kanonicznego biskup powinien przejść na emeryturę. Równocześnie pamiętamy, ze prawie 2,5 roku temu powiedział on "Mój pontyfikat będzie krótki. Nie potrwa dłużej niż dwa, trzy lata". Trzymam go za słowo.

czwartek, 8 grudnia 2016

Dramat Platformy Obywatelskiej! Przegrała wybory uzupełniające w Krakowie!

Od ponad dwóch lat J.Em. kardynał Stanisław Dziwisz jest w wieku emerytalnym. Dla „kościoła łagiewnickiego” wydawało się oczywiste, że jego następcą zostanie ktoś z dotychczasowego układu kurialno - towarzyskiego. Można było się tylko zastanawiać, czy będzie to Ryś czy Raś. Czy biskup Grzegorz czy brat posła PO Dariusz? Tymczasem Franciszek Papież zrobił całemu towarzystwu brzydkiego psikusa i na strażnika konfesji świętego Stanisława mianował przedstawiciela „kościoła toruńskiego”. Pisowca, mohera i wstecznika.

Albowiem dotychczasowy arcybiskup łódzki, JE Marek Jędraszewski to hierarcha konserwatywny jak na niewyśrubowane polskie standardy. Zdarzało mu się wypowiadać przeciw galopującemu akukumenizmowi, podpadł też lewakom za pochwałę drukarza, który odmówił świadczenia usług na rzecz środowisk LGBT. Słowem, wygląda na porządnego człowieka. Niech mu błogosławi Najświętsza Maryja Panna, której święto Niepokalanego Poczęcia dziś obchodzimy!

Takie piękne były te Światowe Dni Młodzieży w Krakowie! A tu w podzięce za nie jakże okrutny afront! Czyżby limuzyna, którą wożono na Małopolsce Franciszka Papieża, była zbyt burżuazyjna?



poniedziałek, 21 listopada 2016

"Młody papież" - tęsknota za papiestwem

Katolicki integryzm trafił do popkultury! Dzieje się to za sprawą głośnego serialu "Młody papież", którego reżyserem jest Paolo Sorrentino, a rolę tytułową gra Jude Law.

Zarys akcji jest następujący. Podczas konklawe dochodzi do pata pomiędzy konserwatystami a liberałami. W ramach kompromisu następnym papieżem zostaje wybrany 47-letni amerykański kardynał Lenny Belardo i przyjmuje imię Piusa XIII. Przed elekcją wprawdzie wszyscy kojarzyli go z opcją konserwatywną, ale niczym szczególnym się nie wyróżniał.

Pius rozpoczyna od zmian wizerunkowych. Zrywa ze współczesnym modelem "papież - superstar", wykreowanym przez Jana Pawła II. Nie pokazuje wiernym twarzy podczas pierwszego błogosławieństwa mówiąc: "Zapomnieliście o Bogu! Nie pokaże wam swojej twarzy dopóki sobie o Nim nie przypomnicie". Równocześnie do łask wracają szaty z czasów przedsoborowych, odkurzone nieco przez Ojca Świętego Benedykta XVI. Z waszyngtońskiej bazyliki Niepokalanego Poczęcia NMP zostaje ściągnięta tiara Pawła VI, a na konsystorz wnoszą Piusa XIII w sedia gestatoria.

Młody papież inicjuje walkę z lobby homoseksualnym wewnątrz duchowieństwa i sięga po XIX wieczne argumenty do walki z nowoczesnością i laicyzmem znane nam najlepiej z nauczania Piusa IX. Ale równocześnie widzimy, że sam ma problem z ... wiarą w Boga. Problemy osobowościowe to bardzo ważny rys Lenny'ego, a ich źródłem jest dzieciństwo w sierocińcu, dokąd został oddany jako małe dziecko przez rodziców hippisów.

Po pierwszych odcinkach serialu obserwowałem prawdziwą euforię u bardzo wielu znajomych tradycjonalistów. Czy można nie pokochać papieża, który na propozycję, by wypił colę zero zamiast cherry coke, odpowiada: "Nie ulegajmy herezji"? Czy można nie pokochać człowieka, który ma różne drobne słabostki ludzkie, które doskonale rozumiemy i które również są naszym udziałem? Wszyscy tęsknimy za prawdziwym papieżem, chyba tak bardzo jak Pius XIII tęskni za rodzicami.



Nie chcę psuć zabawy spoilerami tym spośród Państwa, którzy serialu jeszcze nie zaczęli oglądać. Ale jedno napisać muszę. Pius XIII jest póki co fatalnym papieżem. Obejrzałem dotąd osiem odcinków i dopiero w ostatnim spośród nich pojawia się wątła nadzieja na poprawę. Niewątpliwie najgorzej prowadzi politykę medialną, która była i jest najwartościowszym aktywem współczesnego Kościoła. Jest oczywiście prawdą, że osobista popularność ostatnich papieży w minimalnym stopniu przekłada się na znajomość religii katolickiej, a zwłaszcza na jej pobożne praktykowanie. Ale świadomy tego papież nie może ot tak, z dnia na dzień przenieść się do rzeczywistości "więźnia Watykanu" Piusa IX. Postępowanie takie kiedyś było koniecznością, a nie optymalnym wyborem. Wydaje mi się, że najlepsze, co moglibyśmy kiedyś dostać, to papieża - katechetę, który w przystępny sposób nauczyłby wiernych podstawowych prawd wiary katolickiej.

Druga pięta achillesowa to polityka kadrowa. Nie mówię, że sekretarz stanu, kard. Voiello powinien ładnych kilka razy zostać wysłany na emeryturę, bo bez niego serial byłby znacznie uboższy aktorsko. Ale w tej dziedzinie u Piusa XIII nie dzieje się absolutnie nic nowego, nic czego nie znamy z bieżących pontyfikatów. Tymczasem właśnie ten obszar funkcjonowania Watykanu wymaga największych zmian. Przekonał się o tym Benedykt XVI i myślę, że niejednej bolesnej zdrady doświadczy jeszcze Pius XIII. Dodam, że Pius IX mógł efektywnie i innowacyjnie funkcjonować jako więzień Watykanu właśnie dlatego, że był otoczony ludźmi, na których (w większości) mógł polegać. Nawet jeśli ówcześni kurialiści prowadzili wojenki personalne, wikłali się w jakieś koterie i układy, to ich bezwzględna większość była oddanymi katolikami. Masoni i inni wrogowie Kościoła byli nieliczni w centrum dowodzenia Kościoła i musieli bardzo ostrożnie postępować, by uniknąć zdekonspirowania. Bieżąca sytuacja Watykanu jest zaś diametralnie inna.

Od początku emisji serialu (a nawet wcześniej - jak to u nas bywa) pojawiają się głosy, że będzie to serial antykatolicki, wrogi Kościołowi i wierze. Myślę, że póki co bardzo delikatnie przedstawione są realia Watykanu i skala zepsucia ludzi tam pracujących. Paradoksalnie na dzień dzisiejszy te wady skutkują jednym pozytywem: bardzo mocno paraliżują franciszkowe zapędy deformatorskie. Kurialiści biurokraci myślą o własnych karierach i na nic oraz na nikogo nie zważają. Ale mam nadzieję, że ktoś kiedyś zrobi z nimi porządek i że nie będzie nim dopiero Jezus Chrystus podczas swego powtórnego przyjścia na Ziemię.

"Młody papież" jest póki co bardzo ciekawym i inteligentnym serialem. Ma relatywnie niewiele błędów merytorycznych, a przedstawiony rozwój wydarzeń nie jest aż tak nieprawdopodobny jak się może wydawać. Przystojna twarz i inteligencja Jude'a Lawa w watykańskich i rzymskich sceneriach jest bardzo miłą odskocznią, odtrutką na kamarylę Franciszka Papieża. Ale ten serial nie był pomyślany jako promocja tradycyjnego katolicyzmu i takim narzędziem z pewnością nie jest. Jakbym miał określić pomysł na fabułę "Młodego papieża" jednym zdaniem, to napisałbym: Jean Raspail spotyka Malachiego Martina.

P.S. Jakie bzdury potrafią pisać ludzie w recenzjach. Facet z onetu: Kim jest ów młody papież? To Lenny Belardo, dla którego pierwowzorem jest zmarły w 2009 roku Lucian Pulvermacher - amerykański duchowny, założyciel Prawdziwego Kościoła Katolickiego. Wyznawca doktryny sedewakantyzmu (która - w największym skrócie - mówi o tym, że wszystkie osoby, które zasiadają na tronie papieskim po 1958 roku są antypapieżami. Doktryna powstała w efekcie zanegowania przez część duchownych ustaleń II Soboru Watykańskiego). Zwołano wtedy konklawe i powołano Pulvermachera na papieża. Przyjął imię Piusa XIII, a jego siedzibą stało się Springdale w stanie Waszyngton w USA.

wtorek, 8 listopada 2016

O tem, jak posoborowie robi dzieciom watę z mózgów. Cukrową!

Bratnia Redakcja "Kroniki Novus Ordo" aż zaniemówiła na widok ulotki sprokurowanej przez parafję pw. Świętej Rodziny w Szczecinie. Nie zdarza to się często, zatem skorzystajmy z okazji, by wtrącić swoje trzy grosze na ów temat.





1. .Nowocześni duszpasterze nie rozumieją, że zdziecinniałe Nowusy to najlepszy na świecie sposób, by wpoić dzieciom przekonanie, że religja to coś banalnego i naiwnego. Nawet jeśli rzeczywiście zapełniają oni kościoły, to oferują swoim młodym wiernym rozrywkę na poziomie Fasolek i innych smerfów. A z tego się szybko wyrasta. Do jakiego wieku można oglądać bajki rysunkowe? Chyba już w późnych klasach szkoły podstawowej jest to obciachem.

Identycznym obciachem dla tych samych osób będzie przyznawanie się do praktykowania religji. Zwłaszcza, że wstępne lata katechezy nie zapoznają z całem dziedzictwem Kościoła: ani z łaciną, ani z pięknemi pieśniami, ani z głęboką symboliką obrzędów. Trudno, żeby zapoznawały, skoro większość absolwentów współczesnych seminariów (słusznie zwanych przez Dextimusa "zawodówkami") takiej wiedzy nigdy nie posiadło.

Pewną próbą ratowania sytuacji są duszpasterstwa młodzieżowe. Tam wykłada się "ewangelię według świętego zioma":
1. A kiedy Master dostał cynk, że faryzeusze skapnęli się, że ma coraz więcej uczniów i chrzci więcej niż Jan, 2. chociaż w sumie to nie Jezus zanurzał w wodzie, tylko jego ekipa, 3. wyszedł z Judei i wrócił do Galilei. 4. Musiał przebić się przez Samarię. 5. Kiedy dotarł do samarytańskiej wioski (Sychar) blisko działki, którą Jakub odpalił swojemu synowi Józkowi, 6. była tam studnia Jakuba, więc Jezus zmachany podróżą, glebnął se przy niej. To było koło południa. 7. A tu wbija się samarytańska laska, żeby nabrać wody. Jezus zagaił do niej: Dasz mi się napić? 8. Bo jego ekipa poszła do miasta, żeby kupić żarcie. 9. Wtedy ta panna powiedziała mu: Pogięło cię? Jesteś Żydem i prosisz mnie, Samarytankę, o wodę? (bo Żydzi nie zadają się z Samarytanami).

... i stosuje podobnie żenujące sztuczki, dobre na kilka następnych lat. Góra do pełnoletniości. Potem wszyscy mają już swoje życie i ... swoje grzechy. Następna wizyta w kościele dopiero, jeśli trzeba ochrzcić dziecko i wziąć ślub.

2. Zupełnie nie rozumiem, czemu duszpasterze nie dostrzegają, że małe dzieci bardzo lubią być traktowane jak dorośli. Lubią siedzieć z nami przy stole, słuchać rozmów starszych, wypić kropelkę alkoholu z okazji imienin dziadka. Często nawet zjedzą flaki lub sushi tylko dlatego, że w ten sposób podkreślają swą dojrzałość. Identycznie jest z ich stosunkiem do religijności. Młody człowieczek nie odrzuci Mszy tylko dlatego, że grają organy zamiast gitary. Nikt nie rodzi się z gitarą w ręku, nie są to bynajmniej naturalne dźwięki, z jakiemi się spotykamy wszędzie dookoła.

Dla dziecka iluzja rozumienia treści jest mniej istotna od poczucia piękna. A piękno, coś starannego i dopracowanego, budzi zainteresowanie. Znacznie rzadziej widzę znudzone dziecko na Mszy trydenckiej niż na Nowusie. Nowusy są nieciekawe same w sobie. Rodzice jeszcze jakoś dają sobie na nich radę. Mamie minie ta godzina na zajmowaniu się znudzonem dzieckiem, tata połypie okiem za ładnemi parafjankami. Ale dziecko musi się nudzić, zwłaszcza jeśli nie wypada mu już biegać po kościele lub bawić się resorakami.

3. Grosz trzeci, czyli świadectwo osobiste. Tuż po pierwszej Komunji świętej w mojej parafji zmienił się proboszcz, z konserwatysty na .nowoczesnego. W ślad za tem istotnie zmieniły się nabożeństwa: kapłani rzadziej mówili Kanon, ogłoszenia parafialne powędrowały z końca kazania na pokomunję, weszły scholki i zdziecinniałe Nowusy. Szybko poszło. Tak około szóstej klasy szkoły podstawowej wyznaczono nam na katechetkę starszą zakonnicę, panią około sześćdziesiątki. Bidula targała do sali katechetycznej gitarę i coś nam na niej smęciła. Tyle, że w tamtych latach młodym chłopakom imponował thrash i heavy metal, przy których kiepsko nastrojony "akustyk" mógł budzić co najwyżej politowanie. Nie złapaliśmy więc bakcyla oazowego od siostry zakonnej. Nigdy nie rozumieliśmy jej "wygłupów". Chyba tylko jedna koleżanka z klasy zaangażowała się do wspólnot młodzieżowych.

A dla mnie przykład sędziwego proboszcza zawsze pozostawał punktem odniesienia. Przez dziesięć następnych lat szukałem takiej religijności, jaka go ukształtowała. I na przekór pseudoluzakom to odnalazłem. Bóg zapłać, zacny Księże Prałacie!

poniedziałek, 7 listopada 2016

Chamstwo zostało ukarane

Z głębokim niesmakiem przeczytałem o sprawie księdza Józefa, proboszcza parafii w Obrzycku koło Szamotuł.

Do zdarzenia doszło w lutym 2014 r. podczas Mszy Świętej. W trakcie rozdawania Komunii świętej, księdzu upadła na ziemię Hostia. Schylił się po nią 10 letni ministrant i próbował ją podnieść. Został wówczas uderzony w twarz przez duchownego. Rodzice poszkodowanego Kuby zgłosili sprawę do prokuratury w Szamotułach. W sprawie zapadł najpierw wyrok przed sądem rejonowym, a potem podtrzymano go przed Sądem Okręgowym w Poznaniu. Proboszcza skazano na grzywnę w wysokości 5 000 zł za naruszenie nietykalności cielesnej małoletniego. Na karę złożyło się 100 stawek dziennych grzywny, przyjmując wysokość jednej stawki dziennej na kwotę 50 złotych.

Ksiądz utrzymywał, że jedynie odsunął dziecko ręką, by nie doszło do profanacji Najświętszego Sakramentu, który powinien być dotykany wyłącznie przez dłonie osób konsekrowanych. Motywacja brzmi być może ładnie (zwłaszcza dla tradycjonalistów), ale nie jest poparta postawą serca.



Młody ministrant nie musi jeszcze w tym wieku wiedzieć, że również w sytuacji kryzysowej, tj. wypadnięcia Hostii z rąk, wyłącznie kapłan powinien ją podnosić. Mogły również zachodzić dodatkowe okoliczności, w których interwencja świeckiego byłaby nie tylko zrozumiała, ale i w pełni usprawiedliwiona (tak jak było w przypadku zeszłorocznej reakcji Prezydenta Andrzeja Dudy). Katolicyzm jest religią intencyj, a zatem chłopiec zasługiwał raczej na pochwałę niż naganę.

Tak jak chłopiec mógł schylać się po Hostię bez intencji jej sprofanowania, mógł i szafarz wykonać jakiś niekontrolowany gest w jego kierunku. Być może chciał faktycznie tylko odsunąć dziecko, ale trafił je w policzek. Tym niemniej, gdy dowiedział się, że sprawił mu przykrość i ból (Kuba rozpłakał się i wybiegł z kościoła) powinien odwiedzić tę rodzinę i przeprosić. To był obowiązek owego duchownego. Postępek bowiem mógł wywołać w nich uraz do Kościoła i religii, nawet jeśli dotąd byli praktykującymi i zaangażowanymi katolikami.

Rodzice poszkodowanego chłopca powinni zwrócić się najpierw do biskupa, nie do prokuratora. Ale skoro prowadzona równolegle w parafii (przez ich znajomych) akcja zbierania podpisów pod wnioskiem do biskupa o odwołanie proboszcza została zignorowana przez kurię, są w znacznej mierze usprawiedliwieni.

Skazany nie przyznał się do winy. Ponadto (cytuję za "RZ"): jego obrońcy wskazywali w apelacji, że ksiądz uzyskuje miesięczne dochody w wysokości 2 500 zł. Okazało się jednak, że nabył samochód o wartości 120 tys. złotych, a więc pojazd o wyższym niż przeciętny standardzie. To zdaniem Sądu budzi poważne zastrzeżenia co do rzeczywistej wysokości osiąganych przez niego dochodów. Uzupełnię tę myśl: jeśli w jednej sprawie ksiądz Józef mijał się z prawdą, to i w innych jego wiarygodność jest bardzo wątpliwa.

Polska, zwłaszcza od ostatniego roku, nie jest krajem, w którym księży się prześladuje. Jeśli w tej sprawie duchowny został uznany winnym, trudno uznać wyrok za wtrącanie się państwa w kwestię celebrowania liturgii katolickiej. To nie był przypadek typu: ktoś poszedł do sądu, bo dostał za mocny policzek podczas udzielania sakramentu bierzmowania.

Dobrze, że chamstwo zostało ukarane.