czwartek, 5 września 2013

Przypadki Jacka Stasiaka, biznesmena i księdza

Tego lata nie mamy w Polsce szczególnych problemów ani z osami ani z komarami. Wysypało natomiast buntującymi się duchownymi, aspirującymi do miana medialnych celebrytów. Oto obok Wojciecha Lemańskiego i Krzysztofa Mądela TJ gwiazdorzy sobie w najlepsze podłódzki człowiek interesu Jacek Stasiak.



Ów przedsiębiorczy mężczyzna już od dekady prowadzi fundację pn. "Ekumeniczne Centrum Dialogu Religii i Kultur" , którą założył wespół z pastorem luterańskim Mieczysławem Cieślarem. Fundacja ta najprzód przejęła od ewangelików augsburgskich kościół w Aleksandrowie Łódzkim ("kościół św. Stanisława Kostki"), by remontować i użytkować go, a potem rozwinęła swe skrzydła na niwach edukacyjnej, czytelniczej, tudzież gastronomicznej. Sukcesy te nie wynikają wyłącznie z talentów Stasiaka, lecz są również pochodną jego sojuszu z władzami Aleksandrowa, jednymi z najhojniejszych sponsorów restauracji poluterańskiej świątyni.

W czasach, gdy metropolitą łódzkim był abp Władysław Ziółek, sprawę podległości Jacka Stasiaka (być może zapomniałem napisać, że jest on również księdzem rzymskokatolickim) odpowiednim władzom i strukturom kościelnym udawało się odsuwać na dalszy plan. Zapewne bohater naszej opowieści stawiał komu trzeba flaszkę i pod jej wpływem przymykało się czujne oko zwierzchności, umożliwiając panu księdzu dalsze prace biznesowo - duszpasterskie. Zakazy i ostrzeżenia względem jego działalności pojawiały się i znikały. Jednak coś się musiało w łódzkiej kurji zmienić wraz z nastaniem nowego gospodarza, JE abp. Marka Jędraszewskiego: ponownie zakazano Stasiakowi odprawiania Mszy u św. Stanisława Kostki oraz (sic!) ... zbierania na tacę, a gdy się ostatecznie nie podporządkował woli ordynarjusza, ten nałożył nań suspensę.

Przyzwyczailiśmy się wszyscy, iż massmedia krytykują stereotyp księdza - bogatego grubasa jeżdzącego mercedesem, zblatowanego z władzuchną i troszczącego się głównie o kasę. Tyle, że jeśli mają przed oczyma niemal idealną personifikację swoich uprzedzeń, to dziwnie nie zauważają tych przywar, stają się wręcz stronnikami ich posesjonata. Ślepota dotyka najtęższe głowy dziennikarstwa polskojęzycznego - samego Tomasza Lisa i Gazetę Wyborczą. Jest też dla nas niezłym barometrem: skoro oni kogoś czy coś popierają, to my spokojnie możemy ustawiać się na kontrze do danego zjawiska. Dopiero po paru tygodniach podłódzkich awantur ocykają się coponiektórzy redaktorzy przewodnich mediów narodu i w tym stanie pomiędzy snem a jawą dostrzegają, iż nazbyt łatwo kreują bohaterów: "Odnoszę wrażenie, że dla mediów wystarczy dziś wejść w konflikt z biskupem i ostro go atakować, by stać się bohaterem" - mówi do GW ks. Andrzej Luter.

Zaś dla nas, tradycyjnych katolików, sprawa pozostaje łatwa do oceny. Duchowny nie powinien zajmować się przedewszystkiem sprawami materjalnemi. Jeśli przez lata bez zgód wymaganych przez prawo kanoniczne prowadził działalność gospodarczą, to nic nie usprawiedliwia uchybień ze strony jego i ordynarjusza: porządek prawny powinien zostać przywrócony. Ksiądz Arcybiskup Jędraszewski słusznie czyni, że konsekwentnie pokazuje Jackowi Stasiakowi dwie alternatywy: albo będziesz kapłanem podlegającym takim prawom jak pozostali księża albo zostaniesz wydalony ze stanu duchownego. Podtrzymywanie prowizorek nie służy w szczególności zdezorientowanym katolikom z Aleksandrowa Łódzkiego. On sam być może dąży do drugiego z rozwiązań, bowiem straszy biskupa sądem świeckim. Zobaczymy, jak sobie poradzi, gdy za jakiś czas zmienią się władze miejskie i zakręcą kurek z pieniędzmi ...

8 komentarzy:

  1. "Ksiądz Arcybiskup Jędraszewski słusznie czyni, że konsekwentnie pokazuje Jackowi Stasiakowi dwie alternatywy..."

    Nie ma tu dwóch alternatyw, alternatywa jest jedna, to wybór albo-albo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybór albo-albo to dysjunkcja a nie czysta alternatywa. Alternatywą jest wybór, gdzie spójnikiem jest 'lub'. Alternatywa zakłada, że można wybrać obie rzeczy, nie trzeba się decydować na wyłącznie jedną.

      Usuń
    2. Dysjunkcja to bądź-bądź, alternatywa zwykła lub, alternatywa rozłączna albo-albo.

      Usuń
  2. Parys z Ursynowa5 września 2013 19:09

    Alternatywy 4. Panowie, a może tak na grzyby!?! Inaczej się przeintelektualizujecie. A pan Krusejder, jeśli będzie gonił za każdym kolejnym "przypadkiem", dostanie wreszcie zapalenia płuc. A ktoś tę wojnę musi przeżyć! No, chyba że piszę do osób, które wojnę uważają za stan naturalny. I nie mogą bez niej żyć! Rozumiemy się?!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przystopuj drogi kolego.
      W zdaniu jest błąd logiczny. Nie ma tam dwóch alternatyw. Poprawianie się nawzajem to wyraz dążenia do dobra (doskonalenie się), a nie do zła.

      Usuń
    2. Parys z Ursynowa6 września 2013 12:02

      Ależ ja nie stwierdziłem, drogi kolego, że w zdaniu nie ma błędu. "Poprawianie się nawzajem to wyraz dążenia do dobra" - stwierdzenie słuszne, lecz nie wtedy, gdy ktoś próbuje poprawić koledze derkę pod czterema literami w czasie, gdy kolega galopuje! Poza tym, dzięki takim "poprawczym" uwagom większość komentarzy dotyczy właśnie tych korekt i uwag na ten temat. To też są takie "piłki na zapalenie płuc". Rozumiem, że nie pozostaje koledze nic innego, jak trwać przy swoim. No, bo lepiej jest dążyć do poprawności, niż do - muszę użyć tego słowa - mądrości, a przynajmniej do zdrowego rozsądku. Skorzystam jednak z okazji i napiszę jeszcze: zwrot "przystopuj drogi kolego" - bez względu na intencje - jest niezbyt grzeczny i raczej nie pomaga w dążeniu do dobra tak kolegi, jak i mojego. A na koniec już nie zapytam, czy się rozumiemy. I - to już bez złośliwości - wszystkiego dobrego!

      Usuń
    3. "Rozumiemy się" też nie zalicza się do grzecznych odzywek. Jest wybitnie protekcjonalne i nadęte.
      Z Bogiem.

      Usuń
  3. czcigodny Krusejderze
    J.E. ksiądz arcybiskup Ziółek za dewizę przyjął słowa "In virtute Spiritus". Tyle tylko że jak informowali mnie moi łódzcy znajomi, notorycznie był był w mocy innego "spirytusu" wiec nie miał głowy do takich głupstw jak pilnowanie porządku w swojej archidiecezji.
    O ile mi wiadomo, wydawca "faków i szitów" czyli niejaki Kotliński nie został jeszcze wydalony ze stanu duchownego i nadal pozostaje księdzem suspendowanym. Zatem chyba łódzkim arcypasterzom kompletnie poplątała się kolejność porządkowania swojej archidiecezji.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń