wtorek, 20 września 2022

"ŻEGNAJCIE, dobrzy ludzie" - recenzja książki Michała S. Rose'a

Książka GOODBYE, GOOD MEN ukazała się w USA w 2002 r., a jej polskie wydanie datujemy na rok 2020. Autorem publikacji jest amerykański dziennikarz śledczy Michael S. Rose, a jej tematem jest opanowanie amerykańskich seminariów przez ateistów i homoseksualistów.



Na książkę składają się szokujące reportaże z lat 80-tych i 90-tych XX wieku, w których przedstawiane są rozmaite patologie, doświadczane przez kleryków pragnących zostać dobrymi katolickimi kapłanami. Większość jakoś jest powiązana z seksualnością człowieka i jej dewiacjami, zwłaszcza homoseksualizmem. Ale przedstawiana rzeczywistość dość mocno różni się od polskich realiów. Przykładowo, często negatywnymi bohaterkami opowieści są zakonnice - feministki, marzące o kapłaństwie kobiet. Pscyhologizowanie i seksualizowanie wszystkich funkcyj ludzkich też dopiero wkracza do naszego kraju. Można więc mieć nadzieję, że w polskich seminariach nigdy nie było aż tak źle. Mimo tego, że niektóre diecezje są tak mocno "lawendowe", że jak mówił ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski nawet kierowca biskupa był "ciepły".

Nie mam powodów, by jakkolwiek kwestionować fakty podawane w reportażach, nawet jeśli ich bohaterowie pozostają anonimowi. Jednak - być może to jest wada ogólna tzw. dziennikarstwa śledczego - po zapoznaniu się z reportażem znamy zwykle tylko część prawdy, bez odniesienia jej do stanu całej populacji. Tymczasem autor celowo skupia się na patologiach, wspominając jedynie, że były w USA też inne seminaria, normalne jak na posoborową rzeczywistość.

Najważniejszym rozczarowaniem, jakie mam po lekturze tej książki, jest brak choćby minimalnej odpowiedzi na pytanie postawione na okładce polskiego wydania. Nie znalazłem tu odpowiedzi, jak ateiści i homoseksualiści opanowali amerykańskie seminaria. Mogę przeczytać, że wiele takich uczelni kapłańskich w pełni kontrolowali, ale nic na temat okoliczności przejęcia. Oczywiście można sobie imaginować, że wiele zawiniła rewolucja seksualna, powszechnie utożsamiana z rokiem 1968. Ale to tylko moje przypuszczenie.

Jest ono oparte na totalnej niewierności (dowodzonej skądinąd w książce) amerykańskiej rzeczywistości seminaryjnej nauczaniu Soboru Watykańskiego II. Równocześnie (rok wydania książki to 2002, przypomnę) w ogóle w niej nie poruszano kwestyj dotyczących naszej tradycjonalistycznej "niszy". Klerycy nie są sekowani za skłonności do Mszy przedsoborowej, lecz za chęć noszenia sutanny, przyjmowania Komunii świętej na kolanach i do ust lub odmawianie różańca.

Bardzo wartościową i całkiem dowiedzioną jest hipoteza, że celem tej rebelii było wywołanie kryzysu powołań. W skrócie: na poziomie seminaryjnym likwidowano dobre i wartościowe powołania kapłańskie, by doprowadzić do zmniejszenia liczby prezbiterów. Dzięki temu władzę w parafiach przejmowaliby świeccy rewolucjoniści i wprowadzali pełną protestantyzację doktryny oraz obrzędów (sprawowanych bez kapłana). Niestety na tym kończy się dochodzenie, nie dowiadujemy się bowiem, kto mógłby stać w zorganizowanej formie za tym antykatolickim spiskiem. Parę razy pojawia się słówko "masoneria", ale jedynie w kontekście szczegółowym: ot, dla jakiegoś seminarium warsztaty dla kleryków prowadził psycholog będący równocześnie lokalnym mistrzem loży masońskiej. A jak wiemy, katolikom nie wolno należeć do wolnomularstwa. Nie jest to szczególnie pogłębione.

Podsummowując moje uwagi: przeczytałem książkę z wysiłkiem (z uwagi na treści) oraz zainteresowaniem. Ale nie jest to pozycja autonomiczna, dobrze tłumacząca przyczyny kryzysu współczesnego katolicyzmu. Dla ludzi przekonanych, że każdy kapłan to pedofil może być ona tylko uzasadnieniem tezy, że żaden normalny człowiek nie może dziś być księdzem.

1 komentarz:

  1. Ja tylko sprostuje jedną rzecz - nie wszyscy, którzy się w tej książce wypowiadają są anonimowi. Część to obecni księża, którzy jakoś dobrnęli do normalnego seminarium i zostali wyświęceni, wypowiada się pod swoim nazwiskiem.
    Natomiast fakt, że nie ma nic o niszy tradycjonalistycznej nie dziwi. Książka pisana raczej z perspektywy konserwatywnego posoborowia.

    OdpowiedzUsuń