Coraz częściej słyszymy w Polsce o klauzulach sumienia tworzonych dla różnych grup zawodowych – lekarzy, nauczycieli, prawników. Klauzule sumienia mają uzupełniać niedoskonałe prawo, fastrygować je, by przynajmniej jednostki świadome dobra i zła nie musiały partycypować w czynach niezgodnych ze swoim sumieniem. A zatem klauzule sumienia to wyjątek od zła powszechnie dopuszczanego w jakiejś przestrzeni.
Czy pomyśleliście kiedyś o klauzuli sumienia dla … księży?
Chodzi mi o to, czy ksiądz - tradycjonalista mógłby powołać się na taką klazulę, by nie partycypować w rozmaitych szaleństwach akceptowanych przez współczesne posoborowie.
Pewne przesłanki ku temu istnieją w prawie kanonicznym, na przykład:
- kapłan ma prawo do indywidualnego celebrowania Mszy, bez konieczności włączania do koncelebry (KPK 1983 Kanon 902),
- kapłan może odmówić udzielenia wiernym Komunii świętej na rękę, jeśli mogłoby zachodzić niebezpieczeństwo profanacji (Redemptionis sacramentum, 92),
- „W Mszy sprawowanej bez ludu każdy kapłan katolicki obrządku łacińskiego, tak diecezjalny, jak i zakonny, może korzystać z Mszału Rzymskiego, wydanego przez błogosławionego Papieża Jana XXIII w 1962 roku lub z Mszału Rzymskiego, promulgowanego przez Papieża Pawła VI w 1970 roku, a to jakiegokolwiek dnia, wyjąwszy Triduum Święte” (Summorum Pontificum, 2).
Jednak powiedzmy sobie szczerze: zapisów tych jest bardzo niewiele, są one zwykle obwarowane rozmaitymi okolicznościami (obiektywnie rzecz biorąc niebezpieczeństwo profanacji Najświętszego Sakramentu występuje zawsze, jeśli jest On przyjmowany na dłoń, ale to do posoborowych mózgów nie dociera), a doświadczenie życia codziennego nie sprzyja korzystaniu z nich. Nawet jeśli dokument jest tak jednoznaczny jak Summorum Pontificum, to praktyka pokazuje, iż „prawo się nie przyjęło”. W całej Polsce, kraju o jednym z większych zainteresowań tradycyjną liturgią w skali świata, nie ma nawet pięciu miejsc, w których byłaby jawnie celebrowana codzienna Msza w Nadzwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego! Równocześnie sam znam przynajmniej kilkunastu duchownych, którzy pragnęliby korzystać z tych zapisów. Nie mogą ….
Oburzamy się, że prof. Chazan został zwolniony z pracy w związku z działaniem zgodnym z własnym sumieniem, a czy dostrzegamy, jak wiele posoborowych przepisów oraz praktyk (niezgodnych z przepisami lub znajdujących się w próżni prawnej) jest niezgodnych z dobrze uformowanym sumieniem katolickiego kapłana ?!
Odprawianie Nowej Mszy, udzielanie Komunii Świętej na rękę, niemożność poprawnego korzystania z Mszału Posoborowego (orientacja przodem do wiernych jako jedyna możliwość, Kanon Rzymski za długi, scholka liturgiczna musi gdzieś się wykazać), niemożność krytyki rozmaitych praktyk zmieniających doktrynę (np. akukumenizmu, ale także parcia na ułatwienie stwierdzania nieważności małżeństw), konieczność pogodzenia się z tolerowaną przez przełożonych kondycją moralną współbraci w kapłaństwie – wszystko to są bardzo silne przesłanki o łamaniu zasad, którymi powinni się kierować kapłani.
Być może opracowanie kompleksowej klauzuli sumienia tradycjonalisty przemówiłoby do niektórych rozumów i serc. Dzięki sytuacji środowiska lekarskiego wielu katolików zaczęło rozumieć, że prawo Boże jest ważniejsze od prawa stanowionego przez ludzi.
Czy jedyną, jakże niedoskonałą, formą „klazuli sumienia” dla księdza ma być we współczesnym świecie spakowanie torby i dołączenie do wspólnot tradycjonalistycznych pozostających „w niepełnej łączności” z „Kościołem Posoborowym”?
Jako pacjenci chętniej korzystamy z usług lekarzy kierujących się dobrze ukształtowanym sumieniem, którym możemy zaufać, że będą dbać o dobro pacjenta. Że nie zaprzestaną terapii, by pobrać z nas organy i wszczepić je oczekującym bogaczom, że nie będą na nas prowadzić eksperymentów w celu sporządzenia artykułów potrzebnych do pracy naukowej. Analogicznie powinniśmy wspierać „lekarzy dusz”, by i oni mogli nas naprawiać – obmywać z grzechu, korygować nasze wady, formować nasze sumienia.
Kościół katolicki w Polsce, który zdecydowanie za bardzo odszedł od idei Mistycznego Ciała Chrystusa ku praktyce skoncentrowanej na sobie korporacji, potrzebuje kapłanów sumienia.
Nasza Ojczyzna stoi dzisiaj przed wieloma trudnymi problemami społecznymi, gospodarczymi, także politycznymi. Trzeba je rozwiązywać mądrze i wytrwale. Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. Ten ład jest fundamentem życia każdego człowieka i każdego społeczeństwa. Dlatego Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia! Być człowiekiem sumienia, to znaczy przede wszystkim w każdej sytuacji swojego sumienia słuchać i jego głosu w sobie nie zagłuszać, choć jest on nieraz trudny i wymagający; to znaczy angażować się w dobro i pomnażać je w sobie i wokół siebie, a także nie godzić się nigdy na zło, w myśl słów św. Pawła: "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!" (Rz 12,21). Być człowiekiem sumienia, to znaczy wymagać od siebie, podnosić się z własnych upadków, ciągle na nowo się nawracać. Być człowiekiem sumienia, to znaczy angażować się w budowanie królestwa Bożego: królestwa prawdy i życia, sprawiedliwości, miłości i pokoju, w naszych rodzinach, w społecznościach, w których żyjemy, i w całej Ojczyźnie; to znaczy także podejmować odważnie odpowiedzialność za sprawy publiczne; troszczyć się o dobro wspólne, nie zamykać oczu na biedy i potrzeby bliźnich, w duchu ewangelicznej solidarności: "Jeden drugiego brzemiona noście" (Ga 6,2). – Jan Paweł II, Skoczów, 22 maja 1995.
wtorek, 12 sierpnia 2014
niedziela, 10 sierpnia 2014
Prawie dobry film o Arcybiskupie Lefebvre
Ponad rok temu ukazał się film dokumentalny opowiadający o życiu JE Arcybiskupa Marcelego Lefebvre'a. "Biskup podczas burzy" to filmowa wersja całkiem solidnej biografii założyciela FSSPX pióra JE Biskupa Bernarda Tissiera de Mallerais.
Do filmu dotąd nie sięgałem, bo zawsze wolę czytać literki niż oglądać migające obrazki. Jednak z uwagi na jeden detal pominąć go nie mogę. Pewien czujny Widz zwrócił uwagę na drugoplanowy detal, dotyczący śmierci ojca Arcybiskupa, obecny w anglojęzycznej wersji filmu.
Ojciec Arcysbiskupa, Rene Lefebvre, zmarł w "polskim obozie koncentracyjnym w Sonnenburgu" - możemy usłyszeć równo w czwartej minucie filmu.
Niestety, identycznie jest w hiszpańskiej ścieżce dźwiękowej obrazu. Innych wersyj (francuska, niemiecka) nie sprawdziłem, z braku dostępnych źródeł.
Sonnenburg, czyli współczesny Słońsk, znajduje się o 10-15 km od obecnej granicy niemiecko - polskiej. Nazwanie Sonnenburga polskim obozie koncentracyjnym to wyjątkowo nikczemne kłamstwo, zważywszy, że Brandendurczycy siedzieli na tej części Ziemi Lubuskiej od połowy XIII wieku. Nic nie usprawiedliwia tego typu działań wybielających Niemców. Sonnenburg to niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny.
Myślę, że warto napisać słówko w tej sprawie do autorów i dystrubutorów filmu:
http://www.lefebvrethemovie.org/contact.html
https://www.facebook.com/AngelusPress
http://www.fsspx.org/en/contact-us/
Do filmu dotąd nie sięgałem, bo zawsze wolę czytać literki niż oglądać migające obrazki. Jednak z uwagi na jeden detal pominąć go nie mogę. Pewien czujny Widz zwrócił uwagę na drugoplanowy detal, dotyczący śmierci ojca Arcybiskupa, obecny w anglojęzycznej wersji filmu.
Ojciec Arcysbiskupa, Rene Lefebvre, zmarł w "polskim obozie koncentracyjnym w Sonnenburgu" - możemy usłyszeć równo w czwartej minucie filmu.
Niestety, identycznie jest w hiszpańskiej ścieżce dźwiękowej obrazu. Innych wersyj (francuska, niemiecka) nie sprawdziłem, z braku dostępnych źródeł.
Sonnenburg, czyli współczesny Słońsk, znajduje się o 10-15 km od obecnej granicy niemiecko - polskiej. Nazwanie Sonnenburga polskim obozie koncentracyjnym to wyjątkowo nikczemne kłamstwo, zważywszy, że Brandendurczycy siedzieli na tej części Ziemi Lubuskiej od połowy XIII wieku. Nic nie usprawiedliwia tego typu działań wybielających Niemców. Sonnenburg to niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny.
Myślę, że warto napisać słówko w tej sprawie do autorów i dystrubutorów filmu:
http://www.lefebvrethemovie.org/contact.html
https://www.facebook.com/AngelusPress
http://www.fsspx.org/en/contact-us/
piątek, 11 lipca 2014
Zapis na Chazana
Cała Polska już wie, że nie można stracić roboty za skrajny brak nadzoru nad pracownikami, wskutek którego kraj jest skutecznie ośmieszony na arenie międzynarodowej przez "spisek kelnerów". Można natomiast - za ... wykonywanie swojego zawodu.
Warszawski szpital imienia Świętej Rodziny ma to nieszczęście, iż jego sprawa idealnie pasuje na temat zastępczy, którym można "przykryć" niewygodne tematy. Chazan i Mundial, Mundial i aborcja, czy to nie ciekawsze niż przyglądanie się znikającej kupie kamieni symbolizujących aktualny stan państwa polskiego?
Władze miasta działają zgodnie z zapotrzebowaniem. Nie czekają na zakończenie postępowania pokontolnego, lecz jednostronnie - wbrew wszelkim przyjmowanym standardom zawodowym - publikują projekt swoich ustaleń i podejmują decyzje. Co chyba najciekawsze, ustalenia pokontrolne są raczej pozytywne dla szpitala i trudno znaleźć w nich uzasadnienie dla decyzji o zwolnieniu z pracy prof. Chazana. Być może dlatego ratusz już ogłasza, że zwalniany dyrektor nie może odwołać się od decyzji HGW ...
W kraju tak zbiurokratyzowanym jak Polska na każdego dyrektora jednostki znajdzie się jakiś przepis, którego ów nie przestrzegał był w stopniu wystarczającym. Można wręcz stwierdzić, że dyrektor i jednostka organizacyjna spełniający wszystkie możliwe normy prawne nie mieliby wręcz czasu na działalność statutową. Cóż zatem zarzucono szpitalowi im. św. Rodziny? 1. Niekompletność dokumentacji, wskazując iż analogiczny problem dostrzeżono w innej jednostce kontrolowanej, Instytucie Matki i Dziecka 2. Nieaktualność procedur, takich jak Karta Praw Pacjenta 3. Niepoinformowanie pacjentki o granicznym terminie, do którego możliwa jest aborcja, choć w materiałach kontrolnych wykazano, że przepisy prawne nie regulują jasno tej kwestii. 4. Przeprowadzenie badań specjalistycznych kariotypu przed aborcyjnym deadline.
Projekt wystąpienia pokontrolnego potwierdza wszystkie nasze przecieki odnoszące się do pacjentki prof. Chazana: jest to osoba w wieku lat 38, która zaszła w ciążę w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego w znakomitej podobno klinice Novum i przeżyła już cztery poronienia. Jej ciąża była prowadzona przez ordynatora Szpitala św. Rodziny, bo "inwitrowcy" takich usług nie świadczą. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, prywatna pacjentka jednego z lekarzy stała się pacjentką szpitala, gdy nastały komplikacje.
Z materiałów pokontrolnych wyłania się obraz Szpitala św. Rodziny zupełnie odbiegający od przekazu medialnego. Zatrudnieni medycy nie wykluczają apriori możliwości przerwania ciąży, podczas gdy temu rozwiązaniu bardziej niechętni są lekarze Instytutu Matki i Dziecka oraz Szpitala Bielańskiego. Kontrolerzy urzędu miasta nie zarzucają prof. Chazanowi, iż stosując - jakkolwiek w ich ocenie być może nazbyt szeroko - klauzulę sumienia naruszył prawa pacjentki do świadczenia zdrowotnego. Jest to kluczowe ustalenie falsyfikujące skargę pacjentki stanowiącą podstawę kontroli: były uchybienia w komunikacji między lekarzami a pacjentem, ale nie spowodowały one tego, co zarzucała pacjentka. Nb. sami kontrolerzy wskazują, iż obowiązek przekazywania informacji o podmiotach realizujących "usługę" terminacji ciąży powinien być zdjęty ze szpitali i przeniesiony na Narodowy Fundusz Zdrowia jako płatnika świadczeń zdrowotnych.
Kwestie religijne w ogóle nie istnieją w materiałach pokontrolnych, zagadnienia światopoglądowe są referowane w stopniu minimalnym, adekwatnym do placówki, której kluczową kompetencją jest leczenie, a nie spory etyczne. Wręcz przeciwnie, sądzę, że najbardziej bezkompromisowi "obrońcy życia" (w tym zawodowi działacze, tacy jak Fronda i Fundacja Pro) po zapoznaniu się z projektem wystąpienia pokontrolnego uznają, że prof. Chazan i jego współpracownicy mają zdecydowanie zbyt dużą akceptację dla polskiego prawa dopuszczającego przerywanie ciąży w przypadku ciężkich wad medycznych płodu.
Czemu zatem w tej sytuacji wskutek doniesień medialnych cała wina i odpowiedzialność przypisywana jest do jednego człowieka, profesora Bogdana Chazana? Kwestie podniesione na początku, a więc przykrywanie bieżących kłopotów władzy, wydają się być jedynie sposobem rozprowadzania sprawy. Można sądzić, że p. Chazan stał się niedawno twarzą środowiska lekarskiego promującego Deklarację Wiary Lekarzy Katolickich i wygłosił szereg opinii godzących w system. Stąd atak na niego, nienajbardziej "winnego" narodzin w świetle ustaleń kontroli urzędu miasta Warszawa.
Oczywiście sądy w Polsce są różne (mają różny poziom niezależności), ale wątpię, by prof. Chazan miał wielkie kłopoty z wygraniem sprawy sądowej przeciwko prezydent Warszawy i przywróceniem do pracy. Do tego czasu zaś poszkodowane będą głównie warszawianki korzystające z pomocy medycznej w szpitalu im. Świętej Rodziny. Pozostaje też otwarte pytanie, kto zastąpi Bogdana Chazana na stanowisku dyrektora szpitala. Jeśli według HGW najważniejszą charakterystyką kandydata jest niekierowanie się głosem sumienia, to myślę, że idealną kandydatką jest p. Katarzyna Waśniewska, czyli "Mama Madzi".
Warszawski szpital imienia Świętej Rodziny ma to nieszczęście, iż jego sprawa idealnie pasuje na temat zastępczy, którym można "przykryć" niewygodne tematy. Chazan i Mundial, Mundial i aborcja, czy to nie ciekawsze niż przyglądanie się znikającej kupie kamieni symbolizujących aktualny stan państwa polskiego?
Władze miasta działają zgodnie z zapotrzebowaniem. Nie czekają na zakończenie postępowania pokontolnego, lecz jednostronnie - wbrew wszelkim przyjmowanym standardom zawodowym - publikują projekt swoich ustaleń i podejmują decyzje. Co chyba najciekawsze, ustalenia pokontrolne są raczej pozytywne dla szpitala i trudno znaleźć w nich uzasadnienie dla decyzji o zwolnieniu z pracy prof. Chazana. Być może dlatego ratusz już ogłasza, że zwalniany dyrektor nie może odwołać się od decyzji HGW ...
W kraju tak zbiurokratyzowanym jak Polska na każdego dyrektora jednostki znajdzie się jakiś przepis, którego ów nie przestrzegał był w stopniu wystarczającym. Można wręcz stwierdzić, że dyrektor i jednostka organizacyjna spełniający wszystkie możliwe normy prawne nie mieliby wręcz czasu na działalność statutową. Cóż zatem zarzucono szpitalowi im. św. Rodziny? 1. Niekompletność dokumentacji, wskazując iż analogiczny problem dostrzeżono w innej jednostce kontrolowanej, Instytucie Matki i Dziecka 2. Nieaktualność procedur, takich jak Karta Praw Pacjenta 3. Niepoinformowanie pacjentki o granicznym terminie, do którego możliwa jest aborcja, choć w materiałach kontrolnych wykazano, że przepisy prawne nie regulują jasno tej kwestii. 4. Przeprowadzenie badań specjalistycznych kariotypu przed aborcyjnym deadline.
Projekt wystąpienia pokontrolnego potwierdza wszystkie nasze przecieki odnoszące się do pacjentki prof. Chazana: jest to osoba w wieku lat 38, która zaszła w ciążę w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego w znakomitej podobno klinice Novum i przeżyła już cztery poronienia. Jej ciąża była prowadzona przez ordynatora Szpitala św. Rodziny, bo "inwitrowcy" takich usług nie świadczą. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, prywatna pacjentka jednego z lekarzy stała się pacjentką szpitala, gdy nastały komplikacje.
Z materiałów pokontrolnych wyłania się obraz Szpitala św. Rodziny zupełnie odbiegający od przekazu medialnego. Zatrudnieni medycy nie wykluczają apriori możliwości przerwania ciąży, podczas gdy temu rozwiązaniu bardziej niechętni są lekarze Instytutu Matki i Dziecka oraz Szpitala Bielańskiego. Kontrolerzy urzędu miasta nie zarzucają prof. Chazanowi, iż stosując - jakkolwiek w ich ocenie być może nazbyt szeroko - klauzulę sumienia naruszył prawa pacjentki do świadczenia zdrowotnego. Jest to kluczowe ustalenie falsyfikujące skargę pacjentki stanowiącą podstawę kontroli: były uchybienia w komunikacji między lekarzami a pacjentem, ale nie spowodowały one tego, co zarzucała pacjentka. Nb. sami kontrolerzy wskazują, iż obowiązek przekazywania informacji o podmiotach realizujących "usługę" terminacji ciąży powinien być zdjęty ze szpitali i przeniesiony na Narodowy Fundusz Zdrowia jako płatnika świadczeń zdrowotnych.
Kwestie religijne w ogóle nie istnieją w materiałach pokontrolnych, zagadnienia światopoglądowe są referowane w stopniu minimalnym, adekwatnym do placówki, której kluczową kompetencją jest leczenie, a nie spory etyczne. Wręcz przeciwnie, sądzę, że najbardziej bezkompromisowi "obrońcy życia" (w tym zawodowi działacze, tacy jak Fronda i Fundacja Pro) po zapoznaniu się z projektem wystąpienia pokontrolnego uznają, że prof. Chazan i jego współpracownicy mają zdecydowanie zbyt dużą akceptację dla polskiego prawa dopuszczającego przerywanie ciąży w przypadku ciężkich wad medycznych płodu.
Czemu zatem w tej sytuacji wskutek doniesień medialnych cała wina i odpowiedzialność przypisywana jest do jednego człowieka, profesora Bogdana Chazana? Kwestie podniesione na początku, a więc przykrywanie bieżących kłopotów władzy, wydają się być jedynie sposobem rozprowadzania sprawy. Można sądzić, że p. Chazan stał się niedawno twarzą środowiska lekarskiego promującego Deklarację Wiary Lekarzy Katolickich i wygłosił szereg opinii godzących w system. Stąd atak na niego, nienajbardziej "winnego" narodzin w świetle ustaleń kontroli urzędu miasta Warszawa.
Oczywiście sądy w Polsce są różne (mają różny poziom niezależności), ale wątpię, by prof. Chazan miał wielkie kłopoty z wygraniem sprawy sądowej przeciwko prezydent Warszawy i przywróceniem do pracy. Do tego czasu zaś poszkodowane będą głównie warszawianki korzystające z pomocy medycznej w szpitalu im. Świętej Rodziny. Pozostaje też otwarte pytanie, kto zastąpi Bogdana Chazana na stanowisku dyrektora szpitala. Jeśli według HGW najważniejszą charakterystyką kandydata jest niekierowanie się głosem sumienia, to myślę, że idealną kandydatką jest p. Katarzyna Waśniewska, czyli "Mama Madzi".
niedziela, 8 czerwca 2014
Veni Creator Spiritus!
Wigilia Zesłania Ducha Świętego przypada w tym roku w pierwszą sobotę czerwca, przez co terminowo łączy się z imprezą religijną rokrocznie organizowaną na lednickich polach przez ojca Jana Górę OP. Nigdy tam nie gościłem, bowiem już w późnym dzieciństwie zaczęły rozmijać się z posoborowiem moje gusty estetyczne. Kiczowate scholki, sacro polo, wszyscy inni oprawcy liturgiczni, tudzież podstarzałe siostry zakonne wyposażone w gitary zupełnie do mnie nie trafiały. Nie będąc nigdy częścią posoborowia nie mogłem z niego wyrosnąć, tak jak się wyrasta z fascynacji Ciotką Klotką czy Panem Tik Takiem.
Właśnie oglądam relację online z Lednicy i powróciło pytanie: A może i ja byłbym z nimi, gdyby to, co oferują, nie było takie tandetne ? Posoborowie poważne, godnie odziane, śpiewające chorał gregoriański nie byłoby sobą. Ale gdyby mieli w swojej ofercie coś takiego ....
Moje szczęście, że nie mieli.
p.s. dla zainteresowanych: niestety zaprezentowany powyżej zespół Theandric nie ma zbyt wielu utworów na takim poziomie jak zalinkowany. Niedawno wydana płyta długogrająca jest bardzo popowo-oazowa. Ale w dawnych dobrych czasach nagrali dwa dobre kawałki: kompozycję "Adoro Te Devote" oraz hołd Iron Maiden pt. "Up the Irons". Polecam!
Właśnie oglądam relację online z Lednicy i powróciło pytanie: A może i ja byłbym z nimi, gdyby to, co oferują, nie było takie tandetne ? Posoborowie poważne, godnie odziane, śpiewające chorał gregoriański nie byłoby sobą. Ale gdyby mieli w swojej ofercie coś takiego ....
Moje szczęście, że nie mieli.
p.s. dla zainteresowanych: niestety zaprezentowany powyżej zespół Theandric nie ma zbyt wielu utworów na takim poziomie jak zalinkowany. Niedawno wydana płyta długogrająca jest bardzo popowo-oazowa. Ale w dawnych dobrych czasach nagrali dwa dobre kawałki: kompozycję "Adoro Te Devote" oraz hołd Iron Maiden pt. "Up the Irons". Polecam!
niedziela, 1 czerwca 2014
Uzdrowienia międzypokoleniowe a sakrament Chrztu Świętego
U posoborowców coraz bardziej popularne są modlitwy o uzdrowienia międzypokoleniowe. Cóż to jest ? To zaczerpnięta od protestantów nowinka zgodnie z którą należy przyjąć, że pewne grzechy przodków (zwłaszcza np. mające podłoże okultystyczne) owocują skłonnościami czy konsekwencjami w tym samym kierunku u młodszych pokoleń i wymagają chrześcijańskiego przeciwdziałania. Należy zatem poznać swoje drzewo genealogiczne i znaleźć w nim hazardzistów, osoby uzależnione od procentów, babki - tarocistki i wszystkich innych okultystów. Następnie należy przeprosić Boga za te grzechy i wynagrodzić za nie. Konieczna może być tzw. spowiedź furtkowa, czyli wyznanie grzechów od pradziadkowych po własne. Niekiedy jest też potrzebna wizyta u egzorcysty. Proceder ten reklamują osoby powiązane z charyzmatykami (są oni szczególnie mocno nadreprezentowani w środowisku polskich egzorcystów), z niezawodnym demonologiem ojcem Posackim na czele.
Konserwatywni posoborowcy odpowiadają im, że sakrament Chrztu jest wystarczający, by zgładzić wszelkie międzypokoleniowe skłonności oraz kary, które Stary Testament zapowiadał do trzeciego i czwartego pokolenia po grzeszącym. Powołują się tu na autorytety największych katolickich teologów, ze świętymi Augustynem i Tomaszem z Akwinu na czele. Teoretycznie taki arsenał nazwisk powinien zakończyć dla nas debatę, ale ... rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana.
Chciałbym bowiem dopytać, czy zgładzenie owych wszelkich międzypokoleniowych skłonności oraz kar to przymiot i zasługa samego Sakramentu, czy nierozłącznie z nim związanych (jak się wydawało np. w czasach św. Tomasza z Akwinu) egzorcyzmów, a więc sakramentaliów mu towarzyszących?
Posoborowe zniszczenie rytu Chrztu Świętego, obejmujące usunięcie zeń Wielkiego Skrutynium oraz niemal wszystkich modlitw egzorcyzmowych nie może pozostawać bez wpływu na relację między nowoochrzczonymi a diabłem. (Treść rytu przedsoborowego dostępna jest tutaj, a omówienia i spolszczenia szczególnie interesujących nas modlitw dokonał kilka lat temu forowicz Maciek
Wspomniany powyżej w tekście posoborowy ryt chrztu dzieci zachowuje tylko jedną odnośną formułę wyrażoną w słowach: Wszechmogący, wieczny Boże, ty posłałeś na świat swojego Syna, aby oddalił od nas moc szatana, ducha nieprawości, a człowieka wyrwanego z ciemności przeniósł do przedziwnego królestwa Twojej światłości; pokornie Cię błagamy, abyś to dziecko uwolnił od grzechu pierworodnego, uczynił je swoją świątynią i mieszkaniem Ducha Świętego. Modlitwa ta dość luźno spełnia definicję egzorcyzmu zawartą w katechiźmie posoborowym (KKK 1673: Gdy Kościół publicznie i na mocy swojej władzy prosi w imię Jezusa Chrystusa, by jakaś osoba lub przedmiot były strzeżone od napaści Złego i wolne od jego panowania, mówimy o egzorcyzmach). Z egzorcyzmami powiązanymi z Chrztem jest więc podobnie jak z porównaniem współczesnego rytuałem egzorcyzmów do potrydenckiego, zniesionego przez Jana Pawła II AD 1999. Potrydencki ryt Chrztu rozrywa wszelkie więzy szatana, które krępowały nieochrzczonego, ryt posoborowy tę prośbę do Boga pomija.
Dodam, że od czasu panowania Ojca Świętego Benedykta XVI można prosić o Chrzest dziecka (oraz wszystkie inne Sakramenty) w przedsoborowej, tj. nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Dostęp do nich z roku na rok się polepsza, ale wciąż ograniczony jest niemal wyłącznie do środowisk - duszpasterstw Mszy świętej trydenckiej.
Popularność modlitw o uzdrowienie międzypokoleniowe trudno nazwać fanaberiami. Pewna część świadomych chrześcijan, katolików doświadcza wzmożonych ataków sił ciemności i pragnie się przed nimi bronić. Czy rzeczywiście problem ten może rozwiązać proponowane przez konserwatywnych posoborowców pamiętanie o modlitwie za dusze w czyśćcu cierpiące i ofiarowanie Mszy za dusze przodków ?! Mam pewne wątpliwości co do tego rozwiązania, bowiem wydaje się ono odpowiadać na zupełnie inne bolączki.
Tradycyjni katolicy nierzadko uzupełniają chrzest swój lub swoich dzieci o wielki egzorcyzm i inne obrzędy (np. związane z solą) obecne w starym rycie. I to wydaje mi się najlepszą propozycją dla wszystkich poszukujących (i potrzebujących) modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe. Te sakramentalia przez wieki skutecznie wypędzały diabła z życia nowoochrzczonych i wciąż mogą to czynić znacznie lepiej niż wynalazki charyzmatyków przeszczepiane do Kościoła Posoborowego.
Konserwatywni posoborowcy odpowiadają im, że sakrament Chrztu jest wystarczający, by zgładzić wszelkie międzypokoleniowe skłonności oraz kary, które Stary Testament zapowiadał do trzeciego i czwartego pokolenia po grzeszącym. Powołują się tu na autorytety największych katolickich teologów, ze świętymi Augustynem i Tomaszem z Akwinu na czele. Teoretycznie taki arsenał nazwisk powinien zakończyć dla nas debatę, ale ... rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana.
Chciałbym bowiem dopytać, czy zgładzenie owych wszelkich międzypokoleniowych skłonności oraz kar to przymiot i zasługa samego Sakramentu, czy nierozłącznie z nim związanych (jak się wydawało np. w czasach św. Tomasza z Akwinu) egzorcyzmów, a więc sakramentaliów mu towarzyszących?
Posoborowe zniszczenie rytu Chrztu Świętego, obejmujące usunięcie zeń Wielkiego Skrutynium oraz niemal wszystkich modlitw egzorcyzmowych nie może pozostawać bez wpływu na relację między nowoochrzczonymi a diabłem. (Treść rytu przedsoborowego dostępna jest tutaj, a omówienia i spolszczenia szczególnie interesujących nas modlitw dokonał kilka lat temu forowicz Maciek
Moją uwagę zwróciły egzorcyzmy, przy pomocy których kapłan wyklina z dziecka ducha nieczystego. W nowej formie rytuału chrzcielnego egzorcyzmy są zredukowane do trudno zauważalnej postaci. W tradycyjnym obrządku nadają klimat całej uroczystości, można wręcz odnieść wrażenie, że kapłan odbywa pewnego rodzaju walkę, aby wyrwać dziecko złemu duchowi i uczynić z niego chrześcijanina.
Egzorcyzm ma miejsce trzykrotnie. Jeszcze przed samym Chrztem kapłan tchnie w twarz dziecka mówiąc:
Wyjdź z niego, nieczysty duchu, i daj miejsce świętemu Duchowi Pocieszycielowi.
W kolejnej modlitwie prosi Boga o wspomożenie w egzorcyzmie:
Wszechmogący, wieczny Boże, Ojcze Pana naszego Jezusa Chrystusa! Wejrzyj łaskawie na tego sługę Twego N., którego raczyłeś powołać do początków wiary; usuń z niego wszelką ślepotę serca; rozerwij wszelkie więzy szatana, które go skrępowały; otwórz mu, Panie, wrota pobożności Twojej, ażeby naznaczony znakiem Twej mądrości, był wolny od zgnilizny wszelkich żądz, lecz żeby z weselem wypełniał Twe przykazania, służył Ci w Twym Kościele i z dnia na dzień coraz bardziej sie rozwijał; przez Pana naszego.
Następnie mamy pełen egzorcyzm:
Zaklinam cię nieczysty duchu, w Imię Ojca + i Syna + i Ducha Świętego +, abyś wyszedł i odstąpił od tego sługi (służebnicy) Boga N. Ten sam bowiem rozkazuje tobie, przeklęty potępieńcze, który stopami Swymi szedł przez morze, a tonącemu Piotrowi podał prawicę. A wiec, przeklęty szatanie, poznaj swój los i oddaj cześć Bogu żywemu i prawdziwemu, oddaj cześć Jezusowi Chrystusowi, Synowi Jego i Duchowi Świętemu i odstąp od tego sługi Bożego N., gdyż Bóg i Pan nasz Jezus Chrystus raczył go powołać do Swej świętej łaski i błogosławieństwa i do krynicy Chrztu.
Tego zaś znaku Krzyża świętego +, którym znaczymy jego czoło, ty przeklęty diable nie waż sie nigdy zgwałcić. Przez tegoż Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Także sam obrzęd Chrztu św. zaczyna się od egzorcyzmu:
Zaklinam cię, wszelki duchu nieczysty, w Imię Boga Ojca wszechmogącego + i w Imię Jezusa Chrystusa, Syna Jego, Pana i Sędziego naszego + i w mocy Ducha świętego +, abyś odstąpił od tego stworzenia bożego N., które Pan nasz raczył powołać do Swego świętego Kościoła, ażeby sie stało świątynią Boga żywego, a Duch święty w nim zamieszkał. Przez tegoż Pana naszego Jezusa Chrystusa, który ma przyjść sądzić żywych i umarłych i świat przez ogień. Amen.
Wspomniany powyżej w tekście posoborowy ryt chrztu dzieci zachowuje tylko jedną odnośną formułę wyrażoną w słowach: Wszechmogący, wieczny Boże, ty posłałeś na świat swojego Syna, aby oddalił od nas moc szatana, ducha nieprawości, a człowieka wyrwanego z ciemności przeniósł do przedziwnego królestwa Twojej światłości; pokornie Cię błagamy, abyś to dziecko uwolnił od grzechu pierworodnego, uczynił je swoją świątynią i mieszkaniem Ducha Świętego. Modlitwa ta dość luźno spełnia definicję egzorcyzmu zawartą w katechiźmie posoborowym (KKK 1673: Gdy Kościół publicznie i na mocy swojej władzy prosi w imię Jezusa Chrystusa, by jakaś osoba lub przedmiot były strzeżone od napaści Złego i wolne od jego panowania, mówimy o egzorcyzmach). Z egzorcyzmami powiązanymi z Chrztem jest więc podobnie jak z porównaniem współczesnego rytuałem egzorcyzmów do potrydenckiego, zniesionego przez Jana Pawła II AD 1999. Potrydencki ryt Chrztu rozrywa wszelkie więzy szatana, które krępowały nieochrzczonego, ryt posoborowy tę prośbę do Boga pomija.
Dodam, że od czasu panowania Ojca Świętego Benedykta XVI można prosić o Chrzest dziecka (oraz wszystkie inne Sakramenty) w przedsoborowej, tj. nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Dostęp do nich z roku na rok się polepsza, ale wciąż ograniczony jest niemal wyłącznie do środowisk - duszpasterstw Mszy świętej trydenckiej.
Popularność modlitw o uzdrowienie międzypokoleniowe trudno nazwać fanaberiami. Pewna część świadomych chrześcijan, katolików doświadcza wzmożonych ataków sił ciemności i pragnie się przed nimi bronić. Czy rzeczywiście problem ten może rozwiązać proponowane przez konserwatywnych posoborowców pamiętanie o modlitwie za dusze w czyśćcu cierpiące i ofiarowanie Mszy za dusze przodków ?! Mam pewne wątpliwości co do tego rozwiązania, bowiem wydaje się ono odpowiadać na zupełnie inne bolączki.
Tradycyjni katolicy nierzadko uzupełniają chrzest swój lub swoich dzieci o wielki egzorcyzm i inne obrzędy (np. związane z solą) obecne w starym rycie. I to wydaje mi się najlepszą propozycją dla wszystkich poszukujących (i potrzebujących) modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe. Te sakramentalia przez wieki skutecznie wypędzały diabła z życia nowoochrzczonych i wciąż mogą to czynić znacznie lepiej niż wynalazki charyzmatyków przeszczepiane do Kościoła Posoborowego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)