niedziela, 21 października 2012

Słaba książka Tomasza Terlikowskiego o recepcji Vaticanum II

Nadanie swemu dziełu identycznego tytułu, jaki nosi znana i bardzo ceniona publikacja, nie powinno mieć wyłącznie wymiaru marketingowego. Niestety, tak należy ocenić najświeższe dzieło dr. Tomasza Terlikowskiego „Koń trojański w mieście Boga. Pół wieku po soborze …”. Tytuł ten kopiuje oczywiście słynnego „Konia” autorstwa wybitnego niemieckiego filozofa Teodoryka von Hildebranda, jedną z pierwszych książek napisanych (AD 1967) po zakończeniu Soboru Watykańskiego II, w których skrytykowano recepcję Soboru i narastającą atmosferę ogólnokościelną.

Pomysł ten od początku nie wydawał się trafny, albowiem von Hildebrand już pięć lat później, AD 1972 rozpoczynał przedmowę do swej kolejnej książki „Spustoszona winnica” słowami:

Dziś tytuł „Koń trojański w mieście Boga” nie odpowiada już sytuacji w Kościele świętym. Wrogowie ukryci w koniu trojańskim wyszli z niego, a działania niszczycielskie są w pełnym toku. Zaraza ma charakter postępujący: od prawie niezauważalnych błędów i załafszowań ducha Chrystusa i Kościoła świętego aż po jaskrawe herezje i bluźnierstwa.


Jednak podstawowym błędem metodologicznym Terlikowskiego jest nieskoordynowane pisanie o różnych zdarzeniach, jakie mają miejsce w różnych miejscach świata katolickiego. Książka zawiera 7 rozdziałów, odnoszących się do planowania rodziny i antykoncepcji, stosunku teologów do magisterium Kościoła, kapłaństwa, homoseksualizmu duchownych, roli świeckich w Kościele, ekumenizmu i liturgji. Autor czasem konfrontuje błędy posoborowe z tekstami soborowemi, czasem z przedsoborowemi (np. encykliką Piusa XI o kapłaństwie katolickiem „Ad catholici sacerdotii fastigium”), by skrytykować „Ducha Soboru” – znanego nam wszystkim Wielkiego Architekta błędów posoborowych. Ma zatem dobre intencje, ale brak mu systemowej metodologii, by opisać przyczyny pojawienia się „Ducha Soboru” i wskazać jego konkretne działania.

Tymczasem von Hildebrand w „Spustoszonej winnicy”, książce, którą cenię znacznie wyżej od jego poprzedniej publikacji, potrzebuje zaledwie kilkunastu stron, by opisać tę degenerację. Same tytuły rozdziałów mówią nam o źródłach kryzysu: 1. Letarg strażników. 2. Czy istnieje współczesna filozofia? 3. Kłamstwo złotego środka (pomiędzy ortodoksją a herezją).

Jeśli chodzi o nasz ogródek, to książka go w zasadzie nie dotyka. Autor stwierdza, że zastrzeżenia tradycjonalistów co do treści dokumentów soborowych są bezzasadne i na tem kończy z nami polemikę. W całej książce nie ma zdania nt. deklaracji o wolności religijnej, do której mamy największe zastrzeżenia. W zakresie liturgji Autor opowiada się po stronie „reformy reformy” Benedykta XVI. Warto z kolei nadmienić, iż Terlikowski przedstawia ciekawe argumenty na temat ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego, umożliwiające zapewne – gdyby ktoś chciał – wypracowanie katolickiej wykładni dekretu o ekumeniźmie Unitatis redintegratio oraz deklaracji o stosunku Kościoła do religij niechrześcijańskich Nostra aetate. Tę część książki przeczytałem z największą uwagą.

Tomasz Terlikowski stwierdza (str. 13), że walka z błędną interpretacją Vaticanum II trwać może nawet 50 lat, zanim wyjdziemy na prostą i zaczniemy korzystać z prawdziwych, a nie zafałszowanych owoców Soboru. Jestem dwa razy większym optymistą. Sądzę, że Kościół potrzebuje 20 – 25 lat, by wymarły posoborowie zombie i zaczęły w nim rządzić pokolenia biskupów i proboszczów, dla których Sobór Watykański II nie znaczy nic. Którzy pozostawią „dorobek” tego wydarzenia historykom, a swoje metody duszpasterskie oprą o doktrynę Kościoła oraz o potrzeby katolików żyjących w XXI wieku.

czwartek, 11 października 2012

Sukces na odcinku cmentarza !!

Czy pamiętacie opowieść o hienie cmentarnej ?

Sprawa zakończyła się pomyślnie. Ktoś mądry i ważny postawił nieszczęsnego proboszcza do pionu i uświadomił go, co do przepisów prawa. Akcja likwidacji grobów została oficjalnie odwołana z ambony, a jej inicjator przepraszając zgromadzonych wiernych wyjaśnił, że on nie chciał żadnych grobów niszczyć, jeno zebrać pieniądze na utrzymanie cmentarza. I o te pieniądze nadal prosi – „wpłacajcie, co łaska!”.

Skoro tak się sprawy mają, to i ja przy najbliższej okazji wspomogę utrzymanie cmentarza Kazimierzem Wielkim lub Władysławem Jagiełłą.


p.s. Nie zajmujemy się dziś na blogu 50tą rocznicą wybuchu Soboru Watykańskiego II, gdyż jestem przeciwnikiem szczególnego upamiętniania klęsk. Po półwieczu jest to przeżytek, który nie zacznie nagle rodzić dobrych owoców. Im szybciej obumrze, tem lepiej. A wtedy wysłać na cmentarz i złożyć do grobu ziemnego. Po 20 latach będzie można uporządkować teren, zgodnie z przepisami prawa :)

sobota, 6 października 2012

Zmiana klimatu w relacjach Watykan - FSSPX

Od poprzedniej notki na blogu na ten temat dzielą nas zaledwie trzy miesiące. Pięć miesięcy dzieli nas od fali ogromnego parcia na porozumienie, która owszem, miała za sobą pewne przesłanki, ale podszyta była wyraźnie wishful thinking. W międzyczasie klimat co do porozumienia nie tyle ochłodził się, co wręcz wszedł w fazę małego zlodowacenia.



O ile u Piusowców niewiele się zmieniło przez ten czas (nie licząc awantury z wykluczeniem X. Bp. Williamsona z udziału w lipcowej Kapitule Generalnej), to na Watykanie można już odczuć bardziej progresywny smrodek, ciągnący się za nowym prefektem Kongregacji Nauki Wiary, JE abp Gerardem Mullerem. Jest on obecny zarówno w rozmaitych wywiadach udzielanych przez Arcybiskupa jak i w bieżących dokumentach Kościoła, na których z pewnością widnieje parafa niemieckiego hierarchy. W skrócie, traktuje się ponownie (jak za JP2) niekatolików tak, jak powinno się traktować lefebrystów, a lefebrystów tak powinno się traktować niekatolików. Abp Muller oznajmia: „Bractwo nie jest dla nas partnerem do negocjacji, ponieważ nie negocjuje się wiary”, precyzując, iż nie może być żadnych odstępstw od wiary, jaka została określona na II Soborze Watykańskim. Równolegle Benedykt XVI podpisuje 14 września br. adhortację apostolską "ECCLESIA IN MEDIO ORIENTE" Dokument ten stanowi podsumowanie synodu biskupów z Bliskiego Wschodu, który odbył się 2 lata temu, ale w odniesieniu do ekumenizmu, wolności religijnej czy reform wschodnich liturgij katolickich używa języka praktycznie nieobecnego podczas pontyfikatu Benedykta XVI. Zaryzykowałbym tezę, że jest to pewien symptom teologicznego cofnięcia się Kościoła do czasów sprzed deklaracji Dominus Iesus z roku 2000. Oto kilka myśli z ww. dokumentu:

Wraz z Kościołem katolickim obecne są na Bliskim Wschodzie bardzo liczne i czcigodne Kościoły, do których dołączyły nowsze wspólnoty kościelne. Ta mozaika wymaga wielkiego i nieustannego wysiłku na rzecz jedności, w poszanowaniu swoich bogactw, aby umocnić wiarygodność głoszenia Ewangelii i chrześcijańskie świadectwo . Jedność jest darem Boga, który rodzi się z Ducha i który trzeba rozwijać z cierpliwą wytrwałością (por. 1 P 3, 8-9). Wiemy, że istnieje pokusa, aby w obliczu podziałów odwoływać się wyłącznie do kryteriów ludzkich, zapominając o mądrych radach świętego Pawła (por. 1 Kor 6, 7-8). Zachęca on: „Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój” (Ef 4, 3).

Martyrologia ukazuje, że święci i męczennicy należący do różnych Kościołów byli – a niektórzy są nimi obecnie – żywymi świadkami tej jedności bez granic w Chrystusie chwalebnym, przedsmaku naszego „bycia zjednoczonymi” jako lud ostatecznie z Nim pojednany.

Z myślą o odnowie duszpasterstwa ekumenicznego, mając na uwadze wspólne świadectwo, warto dobrze zrozumieć soborowe otwarcie na pewną „communicatio in sacris” w odniesieniu do sakramentów pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych , która jest nie tylko możliwa, ale która może być godna polecenia w pewnych sprzyjających okolicznościach, zgodnie z określonymi normami i za aprobatą władz kościelnych.

Wolność religijna jest szczytem wszystkich wolności. Jest świętym i niezbywalnym prawem. Obejmuje ona równocześnie na poziomie indywidualnym i zbiorowym wolność sumienia w sprawach religijnych oraz swobodę kultu. Obejmuje też swobodę wyboru religii, którą uważa się za prawdziwą, i publiczne wyrażanie swojej wiary . Możliwe musi być swobodne wyznawanie i ukazywanie swojej religii oraz jej symboli, bez narażania swojego życia i wolności osobistej. Wolność religijna jest zakorzeniona w godności osoby. Zapewnia ona wolność moralną i sprzyja wzajemnemu szacunkowi.

Tolerancja religijna istnieje w wielu krajach, ale niewiele zobowiązuje, ponieważ pozostaje ograniczona w zakresie swego działania. Konieczne jest przejście od tolerancji do wolności religijnej.

Dobrze wiemy, że prawda poza Bogiem nie istnieje jako „sama w sobie”. Byłaby wówczas bożkiem. Prawda może się rozwijać tylko w inności, która otwiera na Boga, która pozwala poznać swoją odmienność poprzez moich braci w człowieczeństwie i w nich. Dlatego niewłaściwe jest twierdzenie w sposób wykluczający: „posiadam prawdę”. Prawda nie jest czyjąś własnością, lecz zawsze jest darem, który wymaga wysiłku do coraz głębszego przyswajania prawdy.
Jesteśmy w przededniu szumu związanego z pięćdziesięcioleciem Soboru Watykańskiego II. Sądzę, że jeszcze przed nami największa ofensywa zombich z minionego (?) okresu, (samo)chwalców posoborowia i samego Soboru. Ich głos będzie tem mocniejszy, że w zasadzie wszyscy teologowie konserwatywni wypływali w mediach (katolickich i mejnstrimowych) na fali rozmów pomiędzy FSSPX a Watykanem. Wiedziałem o tem ja , a jak widzimy z rozmowy z abp. Mullerem, wie to również szef "Kongregacji Niszczenia Wiary".

Czy to oznacza, że z punktu widzenia doktrynalnego kończy się „mała stabilizacja” Benedykta XVI ? Czy idea „hermeneutyki ciągłości” w interpretacji dokumentów Kościoła pojawi się jeszcze w praktyce ? Czy kościelni konserwatyści będą musieli pogodzić się z faktem, iż obejmować ich będzie tolerancja religijna, której będą doświadczać ze strony osób, które obiektywnie rzecz biorąc nie są katolikami ?

Tego wszystkiego nie da się wykluczyć, zwłaszcza, że z perspektywy rezerwatów, skansenów podlegających papieskiej komisji Ecclesia Dei sytuacja może przez jeszcze kilka lat nie wyglądać aż tak źle. Pytanie tylko, w jakiej kondycji przetrwamy najbliższe 20 lat, zanim kapłani i klerycy ukształtowani w duchu Summorum Pontificum osiągną znaczącą pozycję w Kościele Powszechnym …

Do tego czasu doceniajmy i wspierajmy struktury niepodlegające ewentualnemu zlodowaceniu, niezależnie od tego, czy są (cokolwiek by to nie znaczyło) „w pełnej łączności” ze Stolicą Apostolską, czy nie.

niedziela, 9 września 2012

Ponieważ dziś czytają przesłanie abp. Michalika i Cyryla

... trzeba zafundować sobie odtrutkę. Proponuję w tej roli użyć pięknego wiersza Mariana Hemara pt. ""Rozważania o pacyfiźmie". Powstał w podobnym momencie historycznym, kiedy to bolszewicy promowali walkę o pokój. Czyli z jednej strony, używali wszelkich środków, by podbić tzw. "wolny świat", a ze strony drugiej wykorzystywali pożytecznych idiotów, by ci sławili na całym świecie wolność i inne przymioty dostępne człowiekowi wyłącznie w komuniźmie.


ROZWAŻANIA O PACYFIZMIE

Bolszewicy — pacyfiści.
Wrzaskiem pełnym nienawiści
Drą się, krzyczą raz po raz:
POKÓJ! oraz WALKA KLAS!
WALKA KLAS! i jednym tchem
POKÓJ! POKÓJ! — wsiem wsiem wsiem.
To się wzajem nie wyklucza,
Tak komunizm nas poucza.

Bo sowiecki cel ustroju
W tym jest właśnie, by w pokoju
Można wśród światowych mas
Krzewić krwawą WALKĘ KLAS.

My im, znaczy, spokój dajmy,
W niczym im nie przeszkadzajmy,
Żeby oni WALKĄ KLAS
Mogli rżnąć spokojnie — nas.

U nich w zgodzie hasła oba,
Komu to się nie podoba,
Ten się zara przeistacza
W wojennego podżegacza.

My faszyści, my burżuje,
My nie wiemy, co pacyfizm,
Tak jak go interpretuje
Dialektyczny apokryfizm.

*

Do nauki pacyfizmu
Nam nie trzeba komunizmu.
Bo my wiemy o tym wszystko
Od dwudziestu wieków blisko.

Nam, dwadzieścia wieków temu,
Całą treść i sens problemu
Raz na zawsze, wciąż od nowa,
Objawiły cztery słowa.

My już definicją tą
Nauczeni od przedszkoli.
Owe cztery słowa brzmią:
Pokój ludziom dobrej woli.

Pomyśl tylko — w konsekwencji
Co wynika z tej sentencji?

Ona nas utwierdza trwale
W naszej pokojowej roli.
Mówi: POKÓJ! POKÓJ! — ale
Tylko — ludziom dobrej woli.

Ani więcej, ani mniej,
Prawda prosta, myśl dostojna,
Mówi: Ludziom woli złej —
WOJNA! WOJNA! WIECZNA WOJNA!

*

Z tego sobie wyprorokuj
Pacyfizmu zwięzły skrót:
Jeśli tobie miły POKÓJ,
Dobrą wolę pokaż wprzód.

Odkryj na zielonym stole
Talie swych fałszywych kart.
Pokaż naprzód dobrą wolę,
Gdy ci pokój tyle wart.

Ludziom daj kajdany zzuć,
Niewolnikom wolność zwróć,
Zwróć im wolność dusz i serc,
Rozwal mur więziennych twierdz,
Daj im żyć, jak sami chcą
A nie pod komendą twą,
Daj im zdjąć żałoby kir,
Pokaż, żeś nie zbój i zbir,
Że ci wstrętny grozy dreszcz
I bat nędzy i niedoli!
Potem pełnym gardłem wrzeszcz:
PACE! PEACE! PAIX! FRIEDE! MIR!
POKÓJ —
Ludziom dobrej woli.

*

Na nic paktów hieroglifizm,
Na nic kadr i bomb restrykcja.
Świat to wie, że wasz pacyfizm
Jedna wielka PACYFIKCJA.

Z prahistorii tego świata
Coś przypomnę ci, gieroju:
Kain, po zabiciu brata,
Nigdy nie miał już pokoju.

Potem innej nie znał troski
W swym pacyfistycznym znoju,
Tylko troskę, by gniew Boski
Pozostawił go w spokoju.

Śmiechem szatańskiego roju
Wyła nad nim gawiedź diabla:
Trzeba było chcieć pokoju
Przed zabiciem brata Abla!

Teraz pokój? Po zabiciu?

*

Pokój z wami? Nigdy w życiu.
1956


Jeśli będą mieli Państwo nieprzyjemność słuchać dziś, zamiast kazania, przesłania abpów Michalika i Cyryla do narodów polskiego i rosyjskiego, to będzie chwila dobra, by pozazdrościć Rosjanom, którzy ww. przesłania nie usłyszą. Dokument ten w Rosji nie będzie odczytywany w świątyniach, bo... nie ma tam takiej tradycji.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Przesłanie do narodów Polski i Rosji - ofiara ekumenizmu i polityki

Odkładałem w czasie jak mogłem lekturę „Wspólnego przesłania do narodów Polski i Rosji” sygnowanego przez abp Józefa Michalika i Patriarchy Moskiewskiego Cyryla. Niestety, w końcu trafił on przed me oczy, bym po raz kolejny nie „rozczarował się pozytywnie” względem dzieła współtworzonego przez metropolitę przemyskiego.
Mówiło się, że dokument ten będzie wydarzeniem na miarę orędzia „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” biskupów polskich skierowanego do biskupów niemieckich AD 1965. Nic takiego stać się nie mogło, choćby z uwagi na tryb tworzenia dokumentu. Tamten, w przededniu roku milenijnego Polski stworzyła elita naszego Kościoła, z Prymasem Stefanem kard. Wyszyńskim na czele. Celem orędzia było streszczenie 1000 lat stosunków polsko – niemieckich i ich ponowne otwarcie. Napisali je biskupi katolickiego narodu do katolickiej części narodu sąsiedniego, ale oprócz aspektu duchowego nie mniej istotny był też wymiar polityczny inicjatywy: firmował ją duchowy przywódca i największy autorytet moralny Narodu. Orędzie zawierało treści bardzo niewygodne dla komunistycznej władzy, stale przypominając o chrześcijańskości naszego narodu w świetle historji, ale wspierało też bieżącą politykę realną, tj. walkę o uznanie trwałego związania z Polską tzw. „ziem zachodnich”, administrowanych przez polskojęzycznych komunistów od 1945 r. Była to być może ostatnia inicjatywa godna, by nazwać ją dziełem Interrexa.

Opracowanie przesłania polsko - rosyjskiego zostało zainicjowane AD 2010 przez Rosjan, a pierwsze spotkanie w tej sprawie odbyło się w lutym wspomnianego roku. Celowo o tem wspominam, by podkreślić „przedsmoleński” charakter inicjatywy. Po dwu latach wspólnej pracy powstał dokument, który musi rozczarować i pozostawić niedosyt. Podstawowym problemem przesłania nie jest bowiem jego treść, lecz to, co nie znalazło się we wspólnem stanowisku sygnatarjuszów. Do ogółu problemów historycznych pomiędzy narodami polskim i rosyjskim odnoszą się słowa:
Tragiczne doświadczenia XX wieku dotknęły w większym lub mniejszym stopniu wszystkie kraje i narody Europy. Zostały nimi boleśnie doświadczone nasze kraje, narody i Kościoły. Naród polski i rosyjski łączy doświadczenie II wojny światowej i okres represji wywołanych przez reżimy totalitarne. Reżimy te, kierując się ideologią ateistyczną, walczyły z wszelkimi formami religijności i prowadziły szczególnie okrutną wojnę z chrześcijaństwem i naszymi Kościołami. Ofiarę poniosły miliony niewinnych ludzi, o czym przypominają niezliczone miejsca kaźni i mogiły znajdujące się na polskiej i rosyjskiej ziemi.
Oraz umieszczony nieco wcześniej fragment:
Po II wojnie światowej i bolesnych doświadczeniach ateizmu, który narzucono naszym narodom, wchodzimy dzisiaj na drogę duchowej i materialnej odnowy. Jeśli ma być ona trwała, musi przede wszystkim dokonać się odnowa człowieka, a przez człowieka odnowa relacji między Kościołami i narodami.
Całe przesłanie nie odnosi się do poszczególnych kluczowych wydarzeń w naszej wspólnej historji, takich jak np. Kłuszyn i zdobycie Moskwy, rozbiory, powstania. W całym tekście nie pada słowo „komunizm”, zastępowany eufemistycznie przez niedookreślony „reżim totalitarny” o ideologji ateistycznej. Dla nas jest to język Soboru Watykańskiego II, który mając rzekomo duszpasterski charakter uchylił się od wymienienia i potępienia największej zarazy duchowej swoich czasów. Dla Rosjan, a raczej Sowietów, jest to język, którym swobodnie można by się posługiwać na XX zjeździe sowieckiej kompartji w 1956 r., kiedy to towarzysz Chruszczow odciął się od stalinizmu.

Potępienie komunizmu w sygnowanym dokumencie było w szczególności w interesie strony rosyjskiej. To jej powinno zależeć na wskazaniu, że naród rosyjski doświadczył od komunistów jeszcze więcej niż naród polski. Zwykli obywatele ZSSR nie czerpali żadnych profitów z faktu, że mieszkali w przodującym w nowej rewolucji kraju – byli wyzyskiwani i wykorzystywani przez władzę po to, by inicjować burdy komunistyczne w Angoli i Mozambiku, by sponsorować kompartje w Europie Zachodniej, by utrzymywać reżym Fidelisa Castro na Kubie. Potępienie komunizmu to wreszcie byłby sposób, aby zdjąć ze strony rosyjskiej oczekiwania ciągłego kajania się za zbrodnie popełnione na Polakach.

Brak omawianego passusu jest bardzo znamienny. Nie chcę teoretyzować, jak bardzo dzisiejsze państwo rosyjskie „doradzało” Cerkwi przy tworzeniu przesłania. Ale z pewnością współgra to ze stanowiskiem Rosji z ostatnich kilkunastu lat, kiedy krajem tym rządzi Włodzimierz Putin. Szkoda, że Cerkiew prawosławna nie wywalczyła sobie autonomji w tym zakresie, ani że nie wskazano jej takiego „odcinka” do zagospodarowania. Sowiety niszczyły prawosławie u siebie i promowały je poza granicami (a wraz z tem flancowały swoją agenturę). Dzisiejszy patriarchat moskiewski tak mocno zintegrował się z obozem władzy państwowej, że trudno go od niej odróżnić. Piszę to wszystko jako rusofil, człowiek żywiący głęboki szacunek i sympatję do kultury i narodu rosyjskiego. Równocześnie pozostaję sowietofobem, uznając za Józefem Mackiewiczem Sowiety za antytezę, a nie kontynuację wcześniejszej Rosji.

Drugi podstawowy zarzut względem przesłania do narodów Polski i Rosji ma naturę teologiczną. Abp Michalik podpisał dokument, który stawia na równi polski Kościół, stanowiący część Kościoła katolickiego i schizmatycką cerkiew narodową. Nie ma tu nawet żadnego wezwania do jedności eklezjalnej, a co najwyżej do „pojednania i zbliżenia Kościołów”. W dokumencie wzywana jest Najświętsza Maryja Panna, czczona przez nasze narody. Ale „oczywiście” nie ma też żadnego odwołania do przesłania fatimskiego nawołującego od niemal 100 lat do nawrócenia Rosji i ignorowanego zarówno przez polski episkopat jak i patriarchat moskiewski.

Przy dwu wymienionych powyżej wadach przesłania znikomą już ma wartość potwierdzenie przez obie strony woli „umacniania tolerancji, a przede wszystkim obrony fundamentalnych swobód na czele z wolnością religijną”. W ciągu ostatniej dekady władze Rosji w praktyce wygnały z kraju dwu biskupów narodowości polskiej, Jana Mazura (diecezja irkucka, 2002 r.) i (obywatela Białej Rusi) Tadeusza Kondrusiewicza (metropolitę Moskwy do 2007 r.) i nie przypominam sobie, by patriarchat moskiewski udzielał im jakiegokolwiek wsparcia.

Na zakończenie wspomnę o pozytywach dokumentu. Zawiera on cenne wezwanie do współpracy w ewangelizacji oraz do wspólnej walki z patologjami współczesności:
Dzisiaj nasze narody stanęły wobec nowych wyzwań. Pod pretekstem zachowania zasady świeckości lub obrony wolności kwestionuje się podstawowe zasady moralne oparte na Dekalogu. Promuje się aborcję, eutanazję, związki osób jednej płci, które usiłuje się przedstawić jako jedną z form małżeństwa, propaguje się konsumpcjonistyczny styl życia, odrzuca się tradycyjne wartości i usuwa z przestrzeni publicznej symbole religijne.
Ale z tego tylko powodu trudno się zachwycać „Wspólnem przesłaniem do narodów Polski i Rosji”. Ochrona tradycyjnych norm moralnych to elementarny obowiązek każdej wspólnoty religijnej. Jakby biskupi zamilkli i na ten temat, kamienie musiałyby zacząć wołać!

Podsumowując, mamy przed sobą bardzo ułomny dokument, nijak nie odnoszący się do specyfiki relacyj polsko – rosyjskich. Gdyby abp Michalik podpisał go z przedstawicielami prawosławia rumuńskiego czy bułgarskiego, uznalibyśmy go za kolejne zwycięstwo biurokracji, tworzącej w zaciszu gabinetów nikomu nie potrzebną umowę. Ale ponieważ status patriarchatu moskiewskiego jest jednak znacznie wyższy, mówić tu można o kolejnem zwycięstwie prowokacji: Rosjanie (dawni ? Sowieci) wyszli ponownie na dobrych wujków wyciągających tym razem rękę (a nie łapę!) do Polski. A przy okazji dokonali polaryzacji pomiędzy polskimi katolikami. W szczególności pomiędzy twarzą projektu, abp Michalikiem a „pisowcami”, u których zaiste niewiele potrzeba do rozbudzenia fobij antyrosyjskich. Tym razem – mam nadzieję, że tego dowiodłem – niezupełnie nieuzasadnionych.