piątek, 3 stycznia 2014

Deon! Czytajmy deon.pl

Źle się dla nas tradycjonalistów rozpoczyna nowy rok ... Już 2go stycznia postanowił wysmagać nas ojciec dr Andrzej Sarnacki SJ. Czytając jego połajankę pt. Tradycjonaliści - samozwańczy strażnicy Prawdy? czułem się, jak po podróży wehikułem czasu w ostatnie lata zeszłego millenium: takie same półprawdy i uogólnienia podlane sosem złej woli.

Zapewne zastrzeżenia Sarnackiego mogłyby być słuszne względem KTÓREGOŚ tradycjonalisty. On jednak usiłował napisać "tak ogólnie", więc zupełnie nie wiadomo, kogo się czepia. Należy sądzić, że wszystkich, od poindultowców po sedewakantystów, bowiem identyfikuje nas poprzez nadzwyczajną formę rytu rzymskiego. Co jeszcze ciekawsze, rozpoczyna swój seans agresji od ... przyznania nam racji:

powrót do liturgii trydenckiej jest o tyle zrozumiały, że w praktyce zmian liturgicznych, jakie wprowadził Sobór Watykański II, zaciera się czasem poczucie sacrum i misterium. Dzieje się tak przez niedbalstwo, laksyzm czy zeświecczenie w przypadku niektórych kapłanów. Przyjście do ołtarza w górskich butach, neurotyczne zachowania podczas liturgii czy improwizowane modlitwy, nie komunikują powagi ceremonii. Problematyczne stają się nierzadko np. obrzędy Wielkiego Tygodnia, jeśli celebrans występuje w roli dyrygenta, stale coś komuś tłumacząc, gestykulując, sprawiając wrażenie rozproszonego, próbującego opanować chaos, którego jest częścią - a nie kapłanem sprawującym Ofiarę. Podobnie księża, którzy chcąc uatrakcyjnić Mszę tworzą reality show, ze sobą w roli głównej. Liturgia powinna być piękna w swojej prostocie i głęboka w przekazie. I liturgia zamierzona przez Sobór Watykański II ma głęboką teologię oraz prowadzi do tego samego, co poprzednia forma liturgii i ta pierwszych wieków chrześcijaństwa - do przeżywania śmierci i zmartwychwstania naszego Zbawiciela.


Niestety, Autor nie podaje, gdzie owa "liturgia zamierzona przez Sobór Watykański II" występuje w poprawnej postaci. Przez to wnioskować można, że ... nigdzie. Nie dość, że żaden Sobór jej nie planował, to jeszcze nigdzie nie występuje.

Następnie następuje filipka przeciwko fundamentalizmowi :

Mentalność fundamentalistyczna poprzez swój dogmatyzm jest niezdolna do zrozumienia inaczej myślących. (..) Fundamentalista nie jest też zdolny do krytycznego spojrzenia na luki we własnym myśleniu, nawet gdyby pokazał mu je anioł zesłany od Boga. Przyczyną jest arogancja, lękowa koncentracja na sprawach drugorzędnych, przy niezdolności widzenia spraw najważniejszych. W Ewangelii to przypadek faryzeuszy, których przede wszystkim interesowało, czy Jezus postępuje zgodnie z tradycją, czy nie pracuje w szabat, zachowuje czystość rytualną i fizyczny dystans do grzeszników. Dlatego nie dostrzegli kim był naprawdę i osądzając Go, uznali za bluźniercę godnego śmierci. Tak perwersyjna może być mentalność ludzi religijnych szczerze, ale fanatycznie.


Ale najbardziej nas zdziwi zapewne lekarstwo, jakie przepisuje nam ów eSJot. Są to ... ćwiczenia duchowe świętego Ignacego Loyoli.

Fundamentalistyczne, surowe, skoncentrowane na zewnętrznych formach zachowanie uniemożliwia medytację. Praktyka dawania Ćwiczeń duchowych pokazuje, że ludzie z takim oddaniem broniący zewnętrznych form rytualnych, nie potrafią odnaleźć się w modlitwie, która wymaga dłuższego milczenia i wolności. Na przeszkodzie stoi mniej lub bardziej subtelna tendencja do kontrolowania procesu modlitwy, niezgoda na to, by nie wiedzieć, przekonanie o swej prawości (im bardziej filigranowe, tym bardziej szkodliwe), które zamykają osobę na doświadczenie spotkania i duchowego pocieszenia. Odwaga i bezkompromisowość prowadzonych przeciw członkom własnego Kościoła krucjat, wobec prostego faktu medytacji ujawniają podłoże emocjonalnej biedy i skarykaturowany obraz Boga.


Sarnacki przeciwstawia dzieło św. Ignacego duchowi krucjat, fundamentalizmowi i tradycjonalizmowi. Jest to kuriozalne i zabawne samo w sobie, zważywszy na wyraźne wzorowanie się abp. Marcelego Lefebvre'a właśnie na owych pierwszych towarzyszach baskijskiego szlachcica i nim samym. Bractwo św. Piusa X cechuje podobna zadaniowość, misyjność oraz skoncentrowanie na celach. Ponadto, jak doskonale wiemy, w jego ośrodkach odbywają się cykliczne rekolekcje zamknięte oparte o wzór sporządzony przez św. Ignacego Loyoli.



Trudno więc o bardziej nietrafne porównanie, mając na uwadze historię zakonu jezuitów. Pierwsze skojarzenia, jakie każdy ma z jezuitami to właśnie: kontrreformacja, fundamentalizm, fanatyzm, integryzm. Jezuici mają czarną legendę mniej więcej identyczną jak tradycjonaliści.

Swoją drogą - aż strach pomyśleć, czego współczesne podróbki jezuitów uczą na swoich podróbkach "ćwiczeń duchowych ... Demokracji? Psychoanalizy? Genderu? W dobie dzisiejszego upadku sztuki kabaretowej zaglądajmy często na portal http://www.deon.pl, bo niemało podobnych chwaścików tam odnajdziemy.

9 komentarzy:

  1. Niemniej zabawne są poniższe zdania z artykułu tegoż księdza pt. "Irytująca wiara":
    "Ateiści nowej fali nie różnią się mentalnie od religijnych fundamentalistów. Obie grupy potrzebują się nawzajem i obie korzystają z podobnego arsenału argumentów, w którym wszystko jest z góry przesądzone i nie ma potrzeby konfrontowania własnego stanowiska. Obie grupy dysponują porównywalnym poziomem agresji i chęci unicestwienia przeciwnika."
    http://mateusz.pl/wam/poslaniec/1002-2.htm
    Bez komentarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "nie mniej" - nie zaspacjowałem

      Usuń
  2. A czy przypadkiem ów jezuita nie postuluje aby "nachylić się z troską" nad zboczeńcami? Bo mogłaby go spotkać bardzo niemiła niespodzianka.
    Po raz kolejny współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Skasować ten zakon! Towarzystwo rozpędzić!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zadziwiające jak łatwo oskarżać ludzi wiernych Tradycji wcześniej ich chwaląc i polecając poprawę metodami właśnie tych wiernych Tradycji - deprawacja posoborowia poszła już tak daleko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mamy jasny przykład w jaki sposób próbuje się zniszczyc to co Kosciół wypracował przez wieki. Relatywizacja pojęć, poprzez walkę z "fundamentalizmem", który kiedys nazywany był po prostu ortodoskją prowadzi do tego, że każdy w Kościele może inaczej rozumieć te same pojęcia. Jeśli pod danym pojęciem niekryje się już jeden i ten sam określony desygnat, to całe wyrażenie traci sens i mam wrażenie że podobnie jest z dzisiejszymi katolikami, którzy uprawiają jakies wolnopisarstwo pozbawione senso, jakąś bełkotliwa mowę niepoparta już ani na Bożym Objawieniu ani na Tradycji Kościoła. Przykładem tego są teksty o. Sarmackiego, który najwyraźniej w bibiliografii może podać tylko takie źródła jak: samowiedza, samoświadomość religijna i inne dobrze znane z encykliki św. Piusa X: "Pascendi Dominici Gregis".
    Pozdrawiam:
    Wyklęty kleryk

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej maruderzy...Podpisujcie się przynajmniej imionami pod tymi wpisami. Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  7. Napisał Anonimowy Bartosz:
    "Hej maruderzy...Podpisujcie się przynajmniej imionami pod tymi wpisami"

    A Val się, Kilmer!!!.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś po internecie krążyło zdjęcie, jak "jezuici" odprawiają Mszę Święto. Było najpierw na ich stronie internetowej ale po powstałym szumie sami zdjęli ale kopie gdzieś pozostały. Na biwaku w kółeczku siedzą sobie ludzie, jeden z nich siedzi przed walizeczką na której kielich mszalny i patena a ten tak tym manipuluje, jakby to było podniesienie. Tyle że wszyscy w strojach niedbałych siedzą na d-skach. Co się po takim Towarzystwie Arrupowym spodziewać?

    OdpowiedzUsuń