Zapraszam serdecznie na II Konferencję z cyklu: „Zwróćmy się ku Panu”
„Czy spustoszona winnica znów się zazieleni? Kryzys Kościoła i drogi wyjścia”
sobota, 9 IV 2011, Warszawa
Plan Konferencji:
godz. 10.00 Powitanie i słowo wstępne - x. Konstantyn Najmowicz IBP
godz. 10.15 Kryzys Kościoła czy wiosna Kościoła – próba diagnozy – Arkadiusz Robaczewski, prezes Instytutu Summorum Pontificum;
godz.11.15 Nowe ruchy religijne – znamię żywotności czy kryzysu Kościoła? – dr Maria Kominek OPs;
godz.12.15 przerwa kawowa
godz.12.45 Nieobecność potępień doktrynalnych we współczesnym Kościele. Czy herezje
zniknęły? – x. Paul Aulagnier IBP, Francja;
godz. 13.45 Józef kard Ratzinger: Zmiany w liturgii jako źródło kryzysu w Kościele – dr Lech Szyndler;
godz.14.45 Ruch Tradycyjny w świecie – nowoczesny środek na kryzys Kościoła – Leo Darroch, Prezes Una Voce International
Konferencja rozpocznie się o godz. 10.00 w dniu 9 kwietnia br. w Warszawie w gmachu PAST-y, ul. Zielna 39 (sala konferencyjna IV piętro). Dla osób nieznających Warszawy: ok. 1 km od Dworca Centralnego; tuż przy stacji metra: Świętokrzyska.
Zapisy: summorumpontificum@summorumpontificum.pl
Opłata konferencyjna – 30 zł, płatna na miejscu bądź na konto Instytutu Summorum Pontificum:
Instytut Summorum Pontificum
ul. Powstańców 26/2005-091 Ząbki
71 2490 0005 0000 4520 5314 9406
tytuł wpłaty: konferencja 2011
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontrrewolucja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontrrewolucja. Pokaż wszystkie posty
środa, 23 marca 2011
poniedziałek, 21 marca 2011
II Konferencja o Legitymiźmie: „Państwo katolickie i jego wrogowie”
Informacja z zaprzyjaźnionej strony legitymizm.org:
Koło Doktryn Politycznych i Prawnych wspólnie z Organizacją Monarchistów Polskich zapraszają na II Konferencję o Legitymizmie „Państwo katolickie i jego wrogowie”
31 marca 2011 r., godz. 16:30
Referaty wygłoszą:
1. dr hab. Jacek Bartyzel, prof. UMK – „Monarchia katolicka — propozycja zawsze aktualna”
2. dr Norbert Wójtowicz – „Wolnomularstwo a Kościół. Droga do światła czy droga do Światła?”
3. Jakub Jerzy Skoczylas – „Państwo katolickie i jego wrogowie w myśli prof. Pliniusza Corrêi de Oliveira”
Po referatach przewidziana jest dyskusja.
Prowadzenie: dr Mirosław Sadowski
Wydział Prawa, Administracji i Ekonomii UWr, budynek A, sala 218, ul. Uniwersytecka 22/26, Wrocław
Koło Doktryn Politycznych i Prawnych wspólnie z Organizacją Monarchistów Polskich zapraszają na II Konferencję o Legitymizmie „Państwo katolickie i jego wrogowie”
31 marca 2011 r., godz. 16:30
Referaty wygłoszą:
1. dr hab. Jacek Bartyzel, prof. UMK – „Monarchia katolicka — propozycja zawsze aktualna”
2. dr Norbert Wójtowicz – „Wolnomularstwo a Kościół. Droga do światła czy droga do Światła?”
3. Jakub Jerzy Skoczylas – „Państwo katolickie i jego wrogowie w myśli prof. Pliniusza Corrêi de Oliveira”
Po referatach przewidziana jest dyskusja.
Prowadzenie: dr Mirosław Sadowski
Wydział Prawa, Administracji i Ekonomii UWr, budynek A, sala 218, ul. Uniwersytecka 22/26, Wrocław
czwartek, 3 lutego 2011
"Teologia realna" Adama Wielomskiego
Znany politolog Adam Wielomski dokonuje w tekście "Krok przednio-tylny Benedykta XVI" (Najwyższy Czas! 5/1080 str. XLVI) kolejnej wolty, tym razem - teologicznej. Po odejściu od idej kontrrewolucyjnych ku (cokolwiek to nie znaczy) polityce realnej, przeszczepia swą selektywną i niekonsekwentną metodologję na pole religji.

Tekst Wielomskiego stanowi przejście do porządku dziennego nad dwoma najgłośniejszymi planami na rok bieżący Ojca Świętego Benedykta XVI, tj. beatyfikacją Jana Pawła II oraz trzeciem międzyreligijnem spotkaniem w Assyżu. Jak pisze prof. Wielomski: "beatyfikacja Jana Pawła II była nie do uniknięcia. (..) Jedyne, co z Janem Pawłem II może zrobić tradycjonalista, to nie spierać się o jego świętość, lecz o interpretację. O ile moderniści zwracają uwagę na takie elementy tego pontyfikatu jak ekumenizm, dialog międzyreligijny, akceptację praw człowieka, to tradycjonaliści powinni starać się wyakcentować te elementy, które są dla nich akceptowalne: obronę życia poczętego (aborcja, in vitro), kult maryjny, kwestię rozumu i wiary (encyklika "Fides et Ratio"). Trzeba walczyć nie z Janem Pawłem II, lecz o odpowiednią recepcję jego nauczania. Na tym polega realizm eklezjalny". Argumentacja świadcząca za akceptacją drugiego z wymienionych wydarzeń była jeszcze bardziej kuriozalna. Oto bowiem jeden z kolegów prof. Wielomskiego miał wpaść w panikę z powodu zapowiedzi spotkania w Assyżu i zapowiedzieć, że "odchodzi z takiego Kościoła i przechodzi na pozycje sedewakantystyczne". Weryfikacja tej enuncjacji dała następujące rezultaty: rozmówca ten w ogóle nie wypowiadał się o spotkaniu synkretycznem planowanem przez Ojca Świętego, ale uznałby kanonizację Jana Pawła II za akt gwałcący dogmat o nieomylności papieskiej, co skutkowałoby utratą jurysdykcji papieskiej przez osobę usiłującą tej kanonizacji dokonać. Ponieważ przysłowiowe „muchy się nawet nie gonią” w tej sprawie, uznać można jeden z głównych filarów felietonu prof. Wielomskiego za eksces godny co najwyżej starego poczciwego Radia Erewań.
Autor krytykuje środowiska konserwatywne, że jakoby „pomrukują o zdradzie lub zmianie kursu” przez Benedykta XVI. Ma tu zapewne na myśli szereg wypowiedzi, jakie pojawiają się w sprawie assyżowej – czy to barona Roberta de Mattei, czy w Polsce - Pawłów Lisickiego i Milcarka. Według Wielomskiego dostrzedz można spójną linję kard. Ratzingera, a później – Benedykta XVI polegająca na „pluraliźmie teologicznym wszystkich nurtów teologicznych, które nie negują dogmatów wiary”. Ojciec Święty miałby zatem doprowadzić do równouprawnienia tradycjonalistów w Kościele, po czem dla równowagi wykonywałby ukłony wobec, jak w cudzysłowie pisze Autor, „modernistów”. O ile myśl ta jest fałszywa, sugerująca heglizm myśli Papieża (nb. to samo z innych pozycyj głosił JE bp Williamson FSSPX), to następuje po niej barejowa „minuta prawdy w godzinnym programie publicystycznym” – zdanie: „Benedykt XVI nie zaproponował całkowitej zmiany kierunku i odwrotu od Soboru Watykańskiego II”. Tyle, że Ojciec Święty przez pierwszych pięć lat pontyfikatu promował w teorji i praktyce „hermeneutykę ciągłości” polegającą na powrocie do ortodoksyjnej interpretacji ostatniego soboru oraz odrzuceniu posoborowych błędów. Ani ja ani znakomitsi odemnie konserwatywni analitycy nie widzieli w Benedykcie XVI reinkarnacji Piusa X czy Piusa XII. Spotkanie w Assyżu oczywiście można przeprowadzić w duchu hermeneutyki ciągłości i temu właśnie służą głosy troski tradycjonalistów. Musimy wskazywać, że jesteśmy z Ojcem Świętym, że jesteśmy częścią Kościoła i możemy wyrażać swoje zdanie na jego wszelkie sprawy. Możliwość prowadzenia dialogu z własnym papieżem nie jest optymalną formą ustalania magisterium Kościoła, ale skoro została dopuszczona, to należy rozsądnie zeń korzystać.
Konkluzja tekstu Adama Wielomskiego jest fałszywa: nie ma bowiem wyboru: albo odchodzenie z Kościoła w sedewakantyzm albo bezkrytyczne przyjęcie do wiadomości wszelkich planów Papieża. Sprzecznością jest w szczególności wynikająca z tekstu w Najwyższym Czasie implikacja, jakoby potencjalna recydywa Assyżu nawiązująca do najczarniejszych mroków wojtyljanizmu mogła być uznana za formę wyrażenia pluralizmu teologicznego nienegującego prawd wiary. Nic z tych rzeczy, Drogi Adamie! Dwa pierwsze spotkania międzyreligijne w mieście św. Franciszka stanowiły jawną obrazę Boga i Jego prawdziwej religji i ewentualne, podkreślam: ewentualne! podążenie przez Benedykta XVI tą drogą w żaden sposób tego błędu nie waliduje.
Zarysowany w omawianym tekście „realizm eklezjalny” Wielomskiego, to nic innego jak selektywna kapitulacja względem modernizmu posoborowego. Selektywna, ponieważ jej Autor zdecydował się na dzień dzisiejszy skapitulować akurat przed temi a nie innemi aspektami kościelnej rzeczywistości. Ale gdyby był konsekwentnym „realistą”, uznałby ogół praktyki posoborowej za normę, którą należy przyjąć. Powstaje jednak pytanie: po co mainstreamowym modernistom taki kwiatek przy kożuchu jak „realista eklezjalny” ? Po nic, zwłaszcza, że ten konkretny „realista” ma zwyczaj zmieniać poglądy częściej niż niejaki Michał Wiśniewski tzw. „żony”. Zatem postawa ta w praktyce ani nie przyniesie fruktów na płaszczyźnie kościelnej ani nikogo nie przekona do myśli jakkolwiek konserwatywnej. Wypadałoby się uczyć na błędach z działalności społeczno – politycznej Klubu, któremu się przewodzi, a nie powielać je na kolejnem polu, które powinno być zarezerwowane dla prawdy obiektywnie możliwej do udowodnienia.
P.S. Zaplanowana beatyfikacja Jana Pawła II jest z kolei błędem trudnym do naprawienia. Jednak i ona nie angażuje nieomylności papieskiej w niegodziwym celu. Być może za mało się modliliśmy w intencji upowszechnienia prawdy o działalności Jana Pawła II oraz w szczególności w intencji Ojca Świętego Benedykta. Czas to nadrobić!
Tekst Wielomskiego stanowi przejście do porządku dziennego nad dwoma najgłośniejszymi planami na rok bieżący Ojca Świętego Benedykta XVI, tj. beatyfikacją Jana Pawła II oraz trzeciem międzyreligijnem spotkaniem w Assyżu. Jak pisze prof. Wielomski: "beatyfikacja Jana Pawła II była nie do uniknięcia. (..) Jedyne, co z Janem Pawłem II może zrobić tradycjonalista, to nie spierać się o jego świętość, lecz o interpretację. O ile moderniści zwracają uwagę na takie elementy tego pontyfikatu jak ekumenizm, dialog międzyreligijny, akceptację praw człowieka, to tradycjonaliści powinni starać się wyakcentować te elementy, które są dla nich akceptowalne: obronę życia poczętego (aborcja, in vitro), kult maryjny, kwestię rozumu i wiary (encyklika "Fides et Ratio"). Trzeba walczyć nie z Janem Pawłem II, lecz o odpowiednią recepcję jego nauczania. Na tym polega realizm eklezjalny". Argumentacja świadcząca za akceptacją drugiego z wymienionych wydarzeń była jeszcze bardziej kuriozalna. Oto bowiem jeden z kolegów prof. Wielomskiego miał wpaść w panikę z powodu zapowiedzi spotkania w Assyżu i zapowiedzieć, że "odchodzi z takiego Kościoła i przechodzi na pozycje sedewakantystyczne". Weryfikacja tej enuncjacji dała następujące rezultaty: rozmówca ten w ogóle nie wypowiadał się o spotkaniu synkretycznem planowanem przez Ojca Świętego, ale uznałby kanonizację Jana Pawła II za akt gwałcący dogmat o nieomylności papieskiej, co skutkowałoby utratą jurysdykcji papieskiej przez osobę usiłującą tej kanonizacji dokonać. Ponieważ przysłowiowe „muchy się nawet nie gonią” w tej sprawie, uznać można jeden z głównych filarów felietonu prof. Wielomskiego za eksces godny co najwyżej starego poczciwego Radia Erewań.
Autor krytykuje środowiska konserwatywne, że jakoby „pomrukują o zdradzie lub zmianie kursu” przez Benedykta XVI. Ma tu zapewne na myśli szereg wypowiedzi, jakie pojawiają się w sprawie assyżowej – czy to barona Roberta de Mattei, czy w Polsce - Pawłów Lisickiego i Milcarka. Według Wielomskiego dostrzedz można spójną linję kard. Ratzingera, a później – Benedykta XVI polegająca na „pluraliźmie teologicznym wszystkich nurtów teologicznych, które nie negują dogmatów wiary”. Ojciec Święty miałby zatem doprowadzić do równouprawnienia tradycjonalistów w Kościele, po czem dla równowagi wykonywałby ukłony wobec, jak w cudzysłowie pisze Autor, „modernistów”. O ile myśl ta jest fałszywa, sugerująca heglizm myśli Papieża (nb. to samo z innych pozycyj głosił JE bp Williamson FSSPX), to następuje po niej barejowa „minuta prawdy w godzinnym programie publicystycznym” – zdanie: „Benedykt XVI nie zaproponował całkowitej zmiany kierunku i odwrotu od Soboru Watykańskiego II”. Tyle, że Ojciec Święty przez pierwszych pięć lat pontyfikatu promował w teorji i praktyce „hermeneutykę ciągłości” polegającą na powrocie do ortodoksyjnej interpretacji ostatniego soboru oraz odrzuceniu posoborowych błędów. Ani ja ani znakomitsi odemnie konserwatywni analitycy nie widzieli w Benedykcie XVI reinkarnacji Piusa X czy Piusa XII. Spotkanie w Assyżu oczywiście można przeprowadzić w duchu hermeneutyki ciągłości i temu właśnie służą głosy troski tradycjonalistów. Musimy wskazywać, że jesteśmy z Ojcem Świętym, że jesteśmy częścią Kościoła i możemy wyrażać swoje zdanie na jego wszelkie sprawy. Możliwość prowadzenia dialogu z własnym papieżem nie jest optymalną formą ustalania magisterium Kościoła, ale skoro została dopuszczona, to należy rozsądnie zeń korzystać.
Konkluzja tekstu Adama Wielomskiego jest fałszywa: nie ma bowiem wyboru: albo odchodzenie z Kościoła w sedewakantyzm albo bezkrytyczne przyjęcie do wiadomości wszelkich planów Papieża. Sprzecznością jest w szczególności wynikająca z tekstu w Najwyższym Czasie implikacja, jakoby potencjalna recydywa Assyżu nawiązująca do najczarniejszych mroków wojtyljanizmu mogła być uznana za formę wyrażenia pluralizmu teologicznego nienegującego prawd wiary. Nic z tych rzeczy, Drogi Adamie! Dwa pierwsze spotkania międzyreligijne w mieście św. Franciszka stanowiły jawną obrazę Boga i Jego prawdziwej religji i ewentualne, podkreślam: ewentualne! podążenie przez Benedykta XVI tą drogą w żaden sposób tego błędu nie waliduje.
Zarysowany w omawianym tekście „realizm eklezjalny” Wielomskiego, to nic innego jak selektywna kapitulacja względem modernizmu posoborowego. Selektywna, ponieważ jej Autor zdecydował się na dzień dzisiejszy skapitulować akurat przed temi a nie innemi aspektami kościelnej rzeczywistości. Ale gdyby był konsekwentnym „realistą”, uznałby ogół praktyki posoborowej za normę, którą należy przyjąć. Powstaje jednak pytanie: po co mainstreamowym modernistom taki kwiatek przy kożuchu jak „realista eklezjalny” ? Po nic, zwłaszcza, że ten konkretny „realista” ma zwyczaj zmieniać poglądy częściej niż niejaki Michał Wiśniewski tzw. „żony”. Zatem postawa ta w praktyce ani nie przyniesie fruktów na płaszczyźnie kościelnej ani nikogo nie przekona do myśli jakkolwiek konserwatywnej. Wypadałoby się uczyć na błędach z działalności społeczno – politycznej Klubu, któremu się przewodzi, a nie powielać je na kolejnem polu, które powinno być zarezerwowane dla prawdy obiektywnie możliwej do udowodnienia.
P.S. Zaplanowana beatyfikacja Jana Pawła II jest z kolei błędem trudnym do naprawienia. Jednak i ona nie angażuje nieomylności papieskiej w niegodziwym celu. Być może za mało się modliliśmy w intencji upowszechnienia prawdy o działalności Jana Pawła II oraz w szczególności w intencji Ojca Świętego Benedykta. Czas to nadrobić!
niedziela, 26 grudnia 2010
"Oddech wymarłych światów"
Na tydzień przed Bożem Narodzeniem poszła po Polsce informacja, że w podwarszawskim Otwocku prezydent miasta zabronił występu zespołowi byłego wokalisty Kata pn. "Kat i Roman Kostrzewski". Weterani sceny thrashmetalowej mieli zagrać w miejscowym domu kultury. Czy słusznie im tego zakazano ?
Nie znam bardzo istotnego aspektu koncertu - czy Kaci mieli wynajmować salę na zasadach komercyjnych czy też odwrotnie, mieli być sprowadzeni do ośrodka jako gwiazda i dostać za to wynagrodzenie i zwrot kosztów podróży. Jeśli zaistniała druga alternatywa, to sprawa jest teoretycznie jasna: prezydent Otwocka Zbigniew Szczepaniak odpowiada za wydawanie grosza publicznego i ma prawo nie wydawać go na bzdury. Oczywiście byłoby dobrze, żeby postępował konsekwentnie i zgodnie z tą zasadą redukował wszystkie niekonieczne wydatki miejsce. Zebrałoby się tego przynajmniej z pół budżetu ... A skoro tak nie czyni, to traci nieco prawa do banowania Kostrzewskiego z przyczyn finansowych. Powinien więc raczej pojechać po premji dyrektorowi domu kultury, obniżając ją o koszt koncertu Katów. Jestem przekonany, że pracownik zapamiętałby tę nauczkę na długi czas.

Jeśli zaś mieliśmy do czynienia z próbą cenzury z uwagi na satanistyczne inklinacje Kata, to sprawa też nie jest dla mnie tak jasna. Nie dlatego, że brzydzę się cenzurą. Nic z tych rzeczy; uważam ją za uprawnione narzędzie, które może być stosowane przez władze z przyczyn światopoglądowych, obyczajowych czy politycznych. Jednak do Katów zastosowałbym je dopiero wtedy, gdybym miał racjonalne przekonanie, że będzie to narzędzie skuteczne.
Na ile znam polską scenę metalową (a poznaję ją od ... ok. 20 lat) nowy Kat Romka Kostrzewskiego stanowi bardzo niewielkie zagrożenie dla kogokolwiek. Dlaczego ? Bo jest niezbyt popularny i niezbyt kreatywny. Jest dziś "Oddechem wymarłych światów", że nawiążę do tytułu klasycznej płyty Kostrzewskiego i jego ówczesnych kolegów z kapeli. Zliczając ze strony zespołu znalazłem informację, że grupa daje rocznie nie więcej niż 20 koncertów odbywających się w przedewszystkiem w niewielkich klubach i salach. Na tle innych, aktualnie bardziej popularnych zespołów z tej niszy (Behemoth, Vader) zespół ten raczej nie szokuje, zaś jego teksty są raczej antyklerykalne niż stricte bluźniercze (inaczej niż u wyżej wymienionych). Są też czystą grafomanją, której nikt nie bierze na poważnie! Słowem, Kat & Kostrzewski jest przeciwnikiem bardzo słabym - nie bardzo można mu zaszkodzić. Nie bardzo warto mu zaszkodzić.
Ale to równocześnie oznacza, że łatwo można mu pomódz poprzez nieodpowiedzialne protesty !! Tak się składa, że ów Kat wydaje właśnie "debiutancką" płytę i będzie wdzięczny za każdą formę promocji. Póki zakazy występowania są jedynie lokalne (a zakaz ogólnokrajowy mógłby być wprowadzony jedynie poprzez ustawę dopuszczającą cenzurę), taki Kat powinien całować po rękach prezydentów miast zakazujących mu koncertów. Bowiem z każdego zakazu wychodzi kilka tekstów i innych materjałów prasowych, dzięki którym zapomniane słusznie i powszechnie ramole stają się znane młodszym pokoleniom spijaczy antykościelnych pożywek.
Zauważmy też drugą stronę sprzeczności. Prezydent miasta myśli lokalnie. Dla niego sprawa ryzyka ogólnokrajowego wzrostu popularności Katów jest nieistotna, bowiem podejmując decyzję o zakazaniu koncertu kieruje się w znacznie większym stopniu jej przełożeniem na własne relacje z rozmaitymi interesarjuszami ze swojego miasta. Bierzmy raczej przykład z naszych przeciwników. W takiej "Gazecie Wyborczej" części książek, artykółów czy innych dzieł po prostu się nie omawia. Nie krytykuje się ich, bowiem to byłoby już pewną formą reklamy. "Przemilczanie rzeczy ważnych to hołd dla ich ważności" - powiedział kiedyś nie bez racji śp. Stefan Kisielewski.
Środowiska katolickie rozważające poparcie inicjatywy p. Szczepaniaka powinny to wszystko przemyśleć. Bowiem o ile rewolucja może działać w sposób chaotyczny (czy może działać w sposób uporządkowany ? - nie jestem przekonany), to kontrrewolucja nie powinna. Przywitałbym ze znacznie większem zadowoleniem np. wystosowanie postulatu do tak dużej sieci jak Empik, by wycofała się ze sprzedaży bluźnierczych pseudoartystów. Taka akcja mogłaby mieć jakieś przełożenie finansowe, ewentualnie mogłaby zaowocować powołaniem jakiejś konkurencyjnej sieci sprzedaży mediów i rozrywki. W przypadku awantury o Kata, zyskać na niej mogą tylko 2 podmioty: prezydent Szczepaniak osobiście i ... zespół Romana Kostrzewskiego.
Jeśli za 2-3 lata ten Kat będzie zbierał choćby po 500 osób na swoich koncertach, to w podziękowaniach na następnym albumie powinien umieścić na 1. miejscu p. Szczepaniaka i jego ewentualnych naśladowców. Mam nadzieję, że przekonałem Państwa do swego zdania. Jeśli nie, zapraszam do dyskusji.
Nie znam bardzo istotnego aspektu koncertu - czy Kaci mieli wynajmować salę na zasadach komercyjnych czy też odwrotnie, mieli być sprowadzeni do ośrodka jako gwiazda i dostać za to wynagrodzenie i zwrot kosztów podróży. Jeśli zaistniała druga alternatywa, to sprawa jest teoretycznie jasna: prezydent Otwocka Zbigniew Szczepaniak odpowiada za wydawanie grosza publicznego i ma prawo nie wydawać go na bzdury. Oczywiście byłoby dobrze, żeby postępował konsekwentnie i zgodnie z tą zasadą redukował wszystkie niekonieczne wydatki miejsce. Zebrałoby się tego przynajmniej z pół budżetu ... A skoro tak nie czyni, to traci nieco prawa do banowania Kostrzewskiego z przyczyn finansowych. Powinien więc raczej pojechać po premji dyrektorowi domu kultury, obniżając ją o koszt koncertu Katów. Jestem przekonany, że pracownik zapamiętałby tę nauczkę na długi czas.
Jeśli zaś mieliśmy do czynienia z próbą cenzury z uwagi na satanistyczne inklinacje Kata, to sprawa też nie jest dla mnie tak jasna. Nie dlatego, że brzydzę się cenzurą. Nic z tych rzeczy; uważam ją za uprawnione narzędzie, które może być stosowane przez władze z przyczyn światopoglądowych, obyczajowych czy politycznych. Jednak do Katów zastosowałbym je dopiero wtedy, gdybym miał racjonalne przekonanie, że będzie to narzędzie skuteczne.
Na ile znam polską scenę metalową (a poznaję ją od ... ok. 20 lat) nowy Kat Romka Kostrzewskiego stanowi bardzo niewielkie zagrożenie dla kogokolwiek. Dlaczego ? Bo jest niezbyt popularny i niezbyt kreatywny. Jest dziś "Oddechem wymarłych światów", że nawiążę do tytułu klasycznej płyty Kostrzewskiego i jego ówczesnych kolegów z kapeli. Zliczając ze strony zespołu znalazłem informację, że grupa daje rocznie nie więcej niż 20 koncertów odbywających się w przedewszystkiem w niewielkich klubach i salach. Na tle innych, aktualnie bardziej popularnych zespołów z tej niszy (Behemoth, Vader) zespół ten raczej nie szokuje, zaś jego teksty są raczej antyklerykalne niż stricte bluźniercze (inaczej niż u wyżej wymienionych). Są też czystą grafomanją, której nikt nie bierze na poważnie! Słowem, Kat & Kostrzewski jest przeciwnikiem bardzo słabym - nie bardzo można mu zaszkodzić. Nie bardzo warto mu zaszkodzić.
Ale to równocześnie oznacza, że łatwo można mu pomódz poprzez nieodpowiedzialne protesty !! Tak się składa, że ów Kat wydaje właśnie "debiutancką" płytę i będzie wdzięczny za każdą formę promocji. Póki zakazy występowania są jedynie lokalne (a zakaz ogólnokrajowy mógłby być wprowadzony jedynie poprzez ustawę dopuszczającą cenzurę), taki Kat powinien całować po rękach prezydentów miast zakazujących mu koncertów. Bowiem z każdego zakazu wychodzi kilka tekstów i innych materjałów prasowych, dzięki którym zapomniane słusznie i powszechnie ramole stają się znane młodszym pokoleniom spijaczy antykościelnych pożywek.
Zauważmy też drugą stronę sprzeczności. Prezydent miasta myśli lokalnie. Dla niego sprawa ryzyka ogólnokrajowego wzrostu popularności Katów jest nieistotna, bowiem podejmując decyzję o zakazaniu koncertu kieruje się w znacznie większym stopniu jej przełożeniem na własne relacje z rozmaitymi interesarjuszami ze swojego miasta. Bierzmy raczej przykład z naszych przeciwników. W takiej "Gazecie Wyborczej" części książek, artykółów czy innych dzieł po prostu się nie omawia. Nie krytykuje się ich, bowiem to byłoby już pewną formą reklamy. "Przemilczanie rzeczy ważnych to hołd dla ich ważności" - powiedział kiedyś nie bez racji śp. Stefan Kisielewski.
Środowiska katolickie rozważające poparcie inicjatywy p. Szczepaniaka powinny to wszystko przemyśleć. Bowiem o ile rewolucja może działać w sposób chaotyczny (czy może działać w sposób uporządkowany ? - nie jestem przekonany), to kontrrewolucja nie powinna. Przywitałbym ze znacznie większem zadowoleniem np. wystosowanie postulatu do tak dużej sieci jak Empik, by wycofała się ze sprzedaży bluźnierczych pseudoartystów. Taka akcja mogłaby mieć jakieś przełożenie finansowe, ewentualnie mogłaby zaowocować powołaniem jakiejś konkurencyjnej sieci sprzedaży mediów i rozrywki. W przypadku awantury o Kata, zyskać na niej mogą tylko 2 podmioty: prezydent Szczepaniak osobiście i ... zespół Romana Kostrzewskiego.
Jeśli za 2-3 lata ten Kat będzie zbierał choćby po 500 osób na swoich koncertach, to w podziękowaniach na następnym albumie powinien umieścić na 1. miejscu p. Szczepaniaka i jego ewentualnych naśladowców. Mam nadzieję, że przekonałem Państwa do swego zdania. Jeśli nie, zapraszam do dyskusji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)