czwartek, 10 grudnia 2015

Świece chanukowe

Na zadawane często pytanie: "Czy katolik może zapalić świecę chanukową?" jest tylko jedna logiczna odpowiedź: "Nie."

Zapalenie świecy chanukowej nie jest wyłącznie zwyczajem kulturowym uwarunkowanym religijnie takim jak np. ubieranie choinki. Gdybyśmy mieli do czynienia tylko z takim miłym gestem, nie byłoby problemu. Obrzęd ten jest jednak dość dokładnie wyjaśniony na stronie polskiej społeczności żydowskiej i łatwo dostrzeżemy, jak mocne konotacje religijne posiada:

Zapalaniu świec towarzyszą następujące błogosławieństwa: "Błogosławiony jesteś Panie, Boże nasz, Królu Wszechświata, który uświęciłeś nas swymi przykazaniami i przykazałeś nam zapalać światło Chanuki" i "Błogosławiony jesteś Panie, Boże nasz, Królu Wszechświata, za to, że uczyniłeś cuda naszym ojcom w owych dniach, w tamtym czasie". Pierwszego dnia Chanuki dodaje się jeszcze: "Błogosławiony jesteś Panie, Boże nasz, Królu Wszechświata, za to, że dałeś nam życie, zachowałeś nas i doprowadziłeś do dzisiejszego dnia".


Rzecz jasna są to modlitwy judaistyczne, a więc odnoszące się do religii odmiennej od katolicyzmu. Kościół katolicki nie przyjął ich jako swoje ani nie przechował w żadnym spośród zatwierdzonych obrządków.



Czynny udział w aktach wiary i nabożeństwach niekatolickich stanowi grzech śmiertelny, o ile spełnione są pozostałe warunki: chęć partycypowania oraz pełna świadomość łamania przykazań. W czasach daleko posuniętego dialogu międzyreligijnego wspomniana wyżej świadomość jest znacznie osłabiona: ludzie nie do końca wiedzą, w czym uczestniczą i jakie zasady własnej wiary łamią.

Z kolei bierny udział w nabożeństwach niekatolickich nie stanowi grzechu śmiertelnego. Możemy ze spokojnem sercem iść na ślub znajomych marjawitów czy prawosławnych. Jeśli pozostaniemy widzami, godnie przyglądającymi się ceremonii, to żadnej własnej zasady religijnej nie złamiemy.

Godzi się wreszcie przyjaciołom należącym do judaistycznej tradycji religijnej życzyć "Wesołej i świetlistej chanuki!", co niniejszym czynię !!

wtorek, 8 grudnia 2015

Polska debata nad sedewakancją. Czy mamy papieża?

Zaskakująca abdykacja Ojca Świętego Benedykta XVI oraz radykalna rewolucja antykościelna, jaką od początku podjął jego następca, prezentujący się przed światem imieniem Franciszek, wzbudziła u wielu katolików potrzebę wyjaśnienia tej bezprecedensowej sytuacji. Pierwszą rocznicę zamiany na Watykanie dobrego pasterza na nierozgarniętego, jak się wydawało, juhasa przechodziłem jeszcze w nastroju dość sceptycznym do pojawiających się tu i ówdzie teoryj spiskowych ....

Dziś jednak wiemy już odrobinę więcej o przygotowaniach i działaniach ludzi, którym przeszkadzał sprawiedliwy i pokorny Benedykt XVI. Możemy przeanalizować treść dokonanej przezeń renuncjacji urzędu oraz zapoznać się z symboliką pozostawianych przy nim tytułów i szat; późniejszych zachowań i działań. Mamy też ciekawe źródło informujące nas o przebiegu konklawe, wybierającego jego następcę. Wszystko to oraz analizę przebiegu aktualnego pontyfikatu szczegółowo opisał Antoni Socci w książce "Non e' Francesco", której polskie wydanie ukazało się przed kilkoma tygodniami.

Publikacja "Czy to naprawdę Franciszek?" uzyskała już w Polsce trochę rozgłosu. Pojawiły się jej ciekawe recepcje w mediach elektronicznych. Jedną z pierwszych poczyniła p. Ewa Czaczkowska, ale najwięcej dobrego dla sprawy zrobiła Rzeczpospolita, która 21/22 listopada poświęciła zagadnieniu kryzysu Kościoła popularny dodatek weekendowy "PlusMinus". Zawarto tam wywiad z p. Soccim, artykuł Tomasza Krzyżaka o polskim katolicyźmie i tekst prof. Sławomira Cenckiewicza poświęcony Antypapieżom XXI wieku.



Furię modernistów wywołała zwłaszcza aluzja co do mnogiej liczby współczesnych psudopapieży. Nie zawiódł Obłudnik Powszechny , ale polemikę do Rzepy napisał również Stanisław Obirek, bagatelizujący zasadność krytyki Franciszka przez Socciego czy Cenckiewicza. Znamienne, że ów nieszczęsny kapłan - odstępca dostrzega tak wiele "nowej jakości" u aktualnego biskupa Rzymu, podczas gdy niedawno w niezbyt wyszukany sposób dokonywał syntezy pontyfikatu Benedykta XVI

Cóż zaś można napisać o samej książce Socciego ?

Jej pierwszą ćwiartkę zawiera apologia "wielkich papieży Soboru Watykańskiego II" - Pawła VI, Jana Pawła II i Benedykta XVI. Tradycjonalista czyta te strony z najdelikatniej to ujmując, mieszanymi uczuciami. Wie bowiem, że były to postacie niejednoznaczne, których znaczna część aktywności polegała na podsycaniu posoborowej rewolucji antykatolickiej. Najlepiej między nimi prezentuje się oczywiście bawarski papież, ale i jego polityka kadrowa przyczyniła się do powstałego w 2013 r. "defektu Franciszka". Ale być może dobrze, że Antoni Socci nie stał się jeszcze 100% tradycjonalistą jak my. Dzięki temu jego publikacja nie jest tak hermetyczna. Czy wspomniana na początku tekstu p. Czaczkowska przeczytałaby analizę konklawę, gdyby poprzedzała ją bezkompromisowa ocena tego, co w Kościele działo się od Soboru Watykańskiego II? Traktujmy tę książkę jako wprowadzenie do tradycjonalizmu; dokładnie tak samo jak inne wielkie dzieło Socciego poświęcone Tajemnicy Fatimskiej.

Znacznie bardziej frapujące są części następne, poświęcone analizie zrzeczenia się urzędu przez Benedykta XVI oraz przebiegowi marcowego konklawe AD 2013. Antoni Socci rekonstuuje przebieg zdarzeń w oparciu o informacje przedstawione w książce Elżbiety Pique pt. Franciszek. Życie i rewolucja. Jej autorka od lat zna kard. Bergoglio z Buenos Aires i to zapewne od niego samego zna wszystkie przedstawiane szczegóły. Dla nich warto zajrzeć do publikacji Socciego, bardzo dobrze spolszczonej przez Marcina Masnego.

Z oczywistych przyczyn nie będę streszczał wywodu włoskiego autora, pozostawiając jego Czytelnikom szansę na samodzielną analizę zgromadzonego materiału dowodowego oraz wniosków z niej wyprowadzonych. Sprawa z pewnością nie jest taka banalna, jak sądzi ks. Przemysław Śliwiński, w stanowisku którego najciekawsza jest z pewnością ... piosenka Lucciego Battisti "Non e’ Francesca".

Czy Franciszek jest zatem na dzień dzisiejszy papieżem Kościoła powszechnego?

Przed lekturą książki Socciego odrzucałem stanowisko przeciwne. Dziś już nie to dla mnie takie oczywiste. Nie wykluczałbym żadnej opcji względem Franciszka:
- papież,
- papież materialny,
- antypapież.

Zakończę wpis myślą, którą mogą Państwo uznać za niespójną lub zaskakującą względem poprzednich akapitów. Nie zamierzam wchodzić w szczegółowe spory co do franciszkowego papiestwa. Stąd proponuję nie rozszerzać debaty nad hipotetyczną sedewakancją. Działaniom Franciszka, jako wykwitom posoborowia, trzeba się przeciwstawiać niezależnie od tego wszystkiego.

niedziela, 8 listopada 2015

List pasterski Episkopatu Polski o prześladowaniu chrześcijan

W dotychczasowej karierze Młota na Posoborowie nie zdarzyło nam się jeszcze zgadzać z każdem słowem zawartem w liście pasterskim KEPu. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz. Ufam też, że nie jest to zarazem raz ostatni! Zachęcam do zapoznania się z Listem lub przypomnienia jego treści - wszak czytano go dzisiaj na niemal wszystkich Mszach Świętych. Jego najdobitniejsze chyba zdanie brzmi:
Ponad 100 tys. chrześcijan każdego roku jest brutalnie mordowanych, a jedynym motywem odebrania im życia jest wyznawana przez nich chrześcijańska wiara.
Bóg zapłać naszym pasterzom za mądre i odważne słowa!

czwartek, 5 listopada 2015

Monitoring

Ponieważ prowadzimy na „Młocie” monitoring aktywności osób podających się za duchownych katolickich, godzi się wspomnieć o świeżutkim komunikacie Kurii Metropolitalnej Warszawskiej dotyczącym sprawy o charakterze ogólnopolskim:

Kuria Diecezjalna Bielsko-Żywiecka uprzejmie informuje, że podający się za kapłana pan Sławomir Siąkała, powołujący się na zamieszkanie i pracę duszpasterską w parafii w Bierach bądź w Grodźcu, na terenie Diecezji Bielsko-Żywieckiej, nigdy nie był kapłanem tej diecezji. Ponieważ nie ma żadnego dowodu, że przyjął święcenia kapłańskie, ostrzegamy przed jego działalnością, która wykracza już poza granice Diecezji Bielsko-Żywieckiej


„Bohater” owego komunikatu może mieć ważne (choć udzielone niegodziwie) święcenia kapłańskie od biskupa Stanisława Sawickiego. Dżentelmeni współpracowali niegdyś w Bractwie Św. Św Cyryla i Metodego, ale obecnie ich drogi najwyraźniej się rozdzieliły. Biskup Stanisław Sawicki aktualnie widnieje w ewidencji członków „Katolickiego Kościoła Narodowego w Polsce” (jest w nim także nasz inny stary znajomy ks. Damian Grzyb).

wtorek, 3 listopada 2015

Kongresy intronizacyjne

Od maja 2014 r. do chwili bieżącej odbyło się w Polsce już pięć jednodniowych „Kongresów dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla”. Ich inicjatorem jest Stowarzyszenie "Klub Fides Et Ratio". Analiza treści kongresów i prelegentów (np. edycje I i II ; edycja V ) wskazuje, że stanowią ciekawą mieszankę idej, łączącą polskich integrystów od konserwatywnego Novus Ordo po sedewakantystów. Samo w sobie byłoby to dobre, gdyby nie jedna, bardzo niepokojąca domieszka. Poprzez dobór zapraszanych prelegentów wywodzących się m.in. z kręgów sympatyków śp. Księdza Tadeusza Kiersztyna organizator kongresów promuje prywatne, niezatwierdzone przez Kościół objawienia powstające w ww. kręgu. O problemach tego dotyczących pisaliśmy na „Młocie” kilka lat temu, np. w recenzji książkowego wywiadu z ks. Stanisławem Małkowskim.

Nic się od tego czasu nie zmieniło:

1) Teologia kiersztynowców zawiera błędy w odniesieniu do kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa.
2) Prywatne objawienia nie są badane ani zatwierdzane przez Kościół…. i nie wydaje się, by mogły być, bowiem w tych kręgach (kiersztynowcy, ks. Natanek, Adam Człowiek) mają one charakter codziennej „gorącej linii” z nieba.

W tym ujęciu tradycyjna Msza łacińska czy też walka z masonerią i modernizmem zdają się być nośnikiem do promocji pomysłu intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski. Czy tradycjonaliści zapraszani na kongresy intronizacyjne powinni swą obecnością dawać na to przyzwolenie? Czy godzi się wygłaszać referaty dotyczące spraw autonomicznych, np. liturgii przedsoborowej, encykliki Quas Primas Piusa XI itp. itd. nie dostrzegając ogólnego kontekstu, jaki tu się szykuje?



Uważam uwikłanie tradycjonalizmu katolickiego w prywatne objawienia za jedno z największych zagrożeń, przed jakimi możemy stanąć. Byłoby to zresztą dogłębnie sprzeczne z istotą naszego podejścia do świata, opartego o filozofię realistyczną. Katolicyzm głosi, że powinniśmy podejmować decyzje w oparciu o analizę faktów i wnioskowanie rozumowe. Charyzmatycy uważają, że nasza religijność (i nie tylko) powinna się opierać o uczucia i doznania, na które trzeba się otworzyć. Objawieniowcy podejmują swoje decyzje w oparciu o nierozeznany przez Kościół głos, który traktują jako wolę Pana Boga. Nie chciałbym nikogo urazić, ale metodologicznie podejściu temu najbliżej jest do szamanizmu, czy ogólniej – religij pierwotnych.

Nawet jeśli przez pewien czas medium głosić będzie doktrynę w miarę katolicką, to pozostaje pytanie, czy kiedyś nie przestanie. Przecież słynna przez lata sekta z Palmar de Troya zaczynała właśnie w ten sposób: od kontestowania posoborowia lat 70-tych XX wieku. Wizjonerzy i związane z nimi kręgi zapraszały arcybiskupa Lefebvre’a, który ich przekierował do arcybiskupa Thuca. Niezłomny wietnamski hierarcha bez wystarczającego zbadania sprawy (spowodowanego w szczególności barierami językowymi) uwierzył w prawdziwość objawień maryjnych w Palmar, po czym wyświęcił na kapłanów świeckich członków zakonu karmelitanów od Najświętszego Oblicza, a pięciu spośród nich udzielił sakry biskupiej. Zaledwie dwa lata później mieliśmy do czynienia z regularną sektą, której guru (w oparciu o objawienia rzekomego Jezusa Chrystusa) wymyślał nowe dogmaty, reformował liturgię i kanonizował świętych. Do tego wszystkiego mogą doprowadzić fałszywe objawienia.