wtorek, 13 marca 2012

Posoborowy miodek

Po aferze solnej nadszedł czas na aferę "miodową". Wczorajszy "Fakt" ujawnił, że oo. benedyktyni tynieccy mieli jakoby sprzedawać „poprawiany” po pszczołach miód jako produkt wyprodukowany w tradycyjny sposób, według tradycyjnych receptur.

Mówiąc kolokwialnie, posoborowi benedyktyni mieli wciskać swoim klientom kit. Ludzie płaciliby więc jak za towar deluxe a otrzymywali przeciętniactwo. Stąd oburzenie „Faktu” i powtarzających za nim przekaziorów.


„Fakt” tudzież GWno nie zaliczają się do krynic prawdomówności i rzetelności ziewnikarskiej, więc póki co nie traktuję powyższych informacyj jako … faktów.

Ale czy godziłoby się szczególnie oburzyć na Tyniec, skoro od wielu lat oferuje on (a także inne klasztory posoborowo – benedyktyńskie, np. Lubiń) wiarę sfałszowaną bez porównania bardziej niż ów nieszczęsny miód ? Ojciec Jan Bereza OSB przez ponad 20 lat psuł i podrabiał wiarę katolicką zanieczyszczając ją rozmaitemi aspektami buddyzmu i spotykały go za to pochwały. Analogicznie, do Tyńca zapraszani są mnisi buddyjscy i pod okiem posoborowego przeora sypią tam mandale, a więc dokonują obrzędów mających znaczenie religijne.

Zwykli, prości katolicy w dobrej wierze ufają „swoim” benedyktynom mając na uwadze znakomitą markę zakonu, jaka została wypracowana przez półtora tysiąclecia katolicyzmu. Zaś modyfikatorzy wiary mają niezłe plecy obok „ośrodka decyzyjnego”: tuzy takie jak Tomasz Sakiewicz i o. Posacki musiały przepraszać Tyniec za próby potępienia synkretyzmu religijnego. Drugi z wymienionych po pokajaniu się zapowiedział nawet, że opublikuje wspólnie z winowajcą sprawy o. Sawickim OSB wspólny tekst wyjaśniający powstałe kontrowersje, ale trzy lata minęły a artykułu wciąż nie ma.

Doktor Anielski napisał w Summie Teologicznej, iż:

O wiele cięższą zbrodnią jest psuć wiarę, która daje życie dla duszy, niż fałszować pieniądze, które służą życiu doczesnemu.

Na wszelki wypadek będę więc trzymał się z daleka od posoborowego miodu posoborowych benedyktynów, tak jak obchodzę szerokim łukiem ich eksperymenta na płaszczyźnie dialogu międzyreligijnego. A z miodów polecam najbardziej dwójniaki i półtoraki. Firm konkretnych nie podam, bym nie musiał wklejać nApisu „Audycja zawierała lokowanie produktu”.

15 komentarzy:

  1. Straszna ta marka się zrobiła, bo jej już nie ma, w formie dawnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część produktów wciąż daje radę, aczkolwiek zdziwiło mnie, że za pół ceny są również dostępne w sieci promowanej onegdaj przez p. Jarosława Kaczyńskiego i p. Donalda Tuska

      Usuń
  2. Dobry wieczór!

    Skoro już Pan poruszył wątek lubelski, to:
    1. Może uda mi się o tym wspomnieć znajomemu, związanemu (służbowo) z "Apisem".
    2. Proszę zwrócić uwagę na aktualny spór, dotyczący planów wybudowania na "dawnym" cmentarzu unickim marketu - nieruchomość dziś należy do Parafii Prawosławnej, której Proboszcz trwa przy zamiarze wydzierżawienia "dawnego" cmentarza unickiego spółce, która zamierza tam wybudować market. Czy prawosławni popi mieliby takie plany wobec "dawnego" cmentarza prawosławnego?
    Materiał prasowy:
    http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,11331811,Nierozwiazywalny_konflikt_przy_Unickiej___Walecznych_.html

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały "dowcip" tej sytuacji polega właśnie na tym, że wspomniany cmentarz został w 1875 r., w ramach kasaty Unii, przejęty przez prawosławnych i przez nich użytkowany co najmniej do ustąpienia Rosjan z Lublina (1915). Zatem to JEST dawny cmentarz (także) prawosławny - założony nb. przez łacinników, współużytkowany przez nich i grekokatolików, a następnie wyłącznie przez tych drugich (1867-1875) Obszerne informacje o cmentarzu i "aferze marketowej": ruthenus.blogspot.com.

      A miody z APIS-u lubelskiego przy Diamentowej rzeczywiście przednie. Z lubością uiszczam rachunki za gaz w pobliskiej gazowni, by następnie odwiedzić sklep firmowy z miodami pitnymi, zwykłymi (niestety spadziowy mają tylko w małych słoikach!) i różnymi towarami "pszczelarskimi" (np. świece woskowe najróżniejszych kształtów).

      Usuń
    2. A to ciekawe - czy tamtejsze świece nadają się też na cele liturgiczne?

      Usuń
    3. Asortyment jest bardzo zróżnicowany, większość świec się oczywiście NIE nadaje, bo są to różne woskowe figurki z knotami - ale są i takie, które z powodzeniem można by stosować w kulcie (są np. typowe gromnice czy świece chrzcielno-pierwszokomunijne). Oczywiście należałoby dobrać odpowiednie świeczniki.

      Usuń
  3. Chyba panu Krusejderowi wkradła się tu literówka. W Lublinie nie ma, z tego co wiem, klasztoru benedyktynów. Takowy mieści się w podkościańskim Lubiniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, poprawiam subito

      Usuń
  4. @ Pan Gaspares:

    Za to "Apis" jest w Lublinie - to właśnie miałem na myśli.
    http://apis.pl

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jednak mamy kryptoreklamę ;) Zauważyłem, że automat bloga wysyła wpisy z linkami do spamu - kolejny raz muszę Pański wpis ręcznie przywracać do życia.

      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Amicus Plato sed magis amica....
    Zdaje mi się, że buddyjscy "magicy" nie byli zapraszani do Tyńca, a jedynie opat Sawicki był obecny "na mieście" przy jakowymś ichnim wygłupie.
    Z drugiej strony onże opat ma spore zasługi w podciąganiu poziomu śpiewu gregoriańskiego w opactwie, tudzież angażuje się w inne przedsięwzięcia, nazwijmy to, traycjonalizujące. Ot choćby kilkukrotne celebracje dawnej Mszy pontificaliter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20090307&id=my61.txt

      Pięciu tybetańskich mnichów z najbardziej znanego tamtejszego klasztoru Ganden pod koniec lutego [2009] spędziło kilka dni w klasztorze Benedyktynów w Tyńcu.

      Usuń
  6. Czcigodny Krusejderze
    Nie będąc katolikiem nie będę komentować kwestii liturgicznych. Pozwolę sobie natomiast zauważyć że tyniecki klasztor stracił w moich oczach od czasu gdy co poniektóre POkemony przyjeżdżają tam co roku ogonem na mszę dzwonić. Pardon, oficjalnie to się chyba nazywa uczestniczyć w rekolekcjach. Biorąc pod uwagę nie raz demonstrowaną w działalności publicznej ich żarliwą wiarę, przypomina mi się z czasów studenckich fragment prześmiewczej piosenki:
    A w niedzielę kiedy nie ma już zebrania
    to do cerkwi idzie z Griszą Wania.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szanowny Panie, ale jak można jednocześnie psuć wiarę i tak modlić się na niby-zwyczajnej Mszy Św. porannej w dzień powszedni o 6:30? (był Pan kiedyś na Jutrzni u Benedyktynów albo na ich Mszy porannej?)
    Moim zdaniem ktoś, kto celowo psuje wiarę, nie może się tak modlić, bo od razu wyczuje się brak autentyzmu. (trochę to tak, jak po radości dziecka ze spotkania z własnym tatą można wywnioskować o ich relacjach, a trudno to zrobić, jeśli spotkanie jest pełne formalnego szacunku)
    A chciałbym, żeby chociaż niedzielne Msze Św. w polskich kościołach (niech będą to nawet tylko sumy) były takie, jak wspomniana poranna Msza.
    9

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak jest w Tyńcu o 6:30, bo w opactwie byłem tylko ze dwa razy w życiu. Ale problemem posoborowia jest z pewnością nazbyt szeroka "oferta produktowa" dla wiernych: jednym chorał, innym gitarrry. Panu Bogu ogarek, diabłu ogarek, a świeczka dla siebie. Schizofrenia.

      Usuń