poniedziałek, 10 listopada 2014

Kardynale Rajmundzie, do dzieła !

Po wielu tygodniach od pojawienia się w mediach przecieku, decyzja się zmaterjalizowała: Franciszek Papież odwołał J.Em. Rajmunda kardynała Burke'a z funkcji prefekta Trybunału Sygnatury Apostolskiej, mianując go jednocześnie patronem Suwerennego Zakonu Maltańskiego. Mówi się, że ta decyzja oznacza trwałą marginalizację konserwatywnego hierarchy. Nie byłbym tego aż taki pewien!

Rzeczywiście, obecne kompetencje i obowiązki Burke'a ograniczają się do protokołu dyplomatycznego. Ale to oznacza, iż Amerykanin powinien mieć teraz sporo wolnego czasu. Może go wykorzystać na dwa sposooby : albo stanie się "maskotką" środowisk konserwatywnych, które po długich umizgach do ordynarjusza uzyskają zgodę na zaproszenie Monsignore'a i przebranie go w cappa magna, albo wykorzysta ten czas na kampanję wyborczą przed kolejnem konklawe.



Kard. Rajmund Burke wyrósł (także dzięki tej degradacji) na lidera opozycji antyfranciszkowej, stanowi więc dla wszystkich purpuratów istotny punkt odniesienia. Ponadto jest jednym z nielicznych wyrazistych liderów współczesnego Kościoła. Jeśli nie będzie przesadzał ze strojami karnawałowymi, lecz zgodnie z charyzmatem zakonu maltańskiego skupi się na pomocy charytatywnej i rozwoju szpitalnictwa w krajach Trzeciego Świata, to ma wszelkie szanse, by rozwinąć kontakty pozwalające wygrać mu następne, oby jaknajrychlejsze, konklawe. Albo wpływać na kolegów elektorów na rzecz wyboru innego wiarygodnego, nie-jankeskiego kandydata.

Latający Cyrk Franciszka ma swoich fanów, ale budzi też przerażenie u coraz większej liczby katolików. Bo klaunowie są tylko pozornie zabawni, lecz po krótkiej refleksji można się zacząć obawiać, co kryją grube warstwy farby naniesionej na twarz i sztucznie przyklejony uśmiech ...

Z informacyj, które znalazłem w internecie wynika, iż Burke nie zna jeszcze dwu ważnych języków współczesnego Kościoła: hiszpańskiego i polskiego. Niech więc kuje mowę Cervantesa na blachę oraz nauczy się podstaw polszczyzny i rozpoczyna kampanję wyborczą!

24 komentarze:

  1. Posoborowe dziadostwo jest zagrożeniem dla ludzi, dla ich rozwoju - a nawet dla aspiracji.

    Co jakiś czas mam widzieć bardzo smutne przejawy posoborowego zdziadzienia w jednym z lubelskich kościołów. Widać tam trochę aktywnej młodzieży, skupiającej się wobec jakiegoś duszpasterstwa. Ludzie ci pełnią posługę - podczas Niby Odprawiamy Mszę" (które to "niby" w tamtym kościele jest bardzo mocne). Zazwyczaj są aktywnym "ludem Bożym" - wstają z ławek i czytają, niekiedy wykonują śpiew. Czasami zdarza się tam jakiś ministrant - jeśli się już zdarzy, to często zachowujący większą godność i powage od celebransa albo koncelebransów. Jeden z "czytaczy ludowych" składa pocałunek na karcie lekcjonarza (co może zaskakiwać nawet tamtejszych "przewodniczących zgromadzenia ludowego".

    A tym czasem w niedalekim kościele podczas Mszy Świętych tradycyjnych posługiwać zaczął chłopak w wieku lat około 10 - z wielkim sukcesem: ten dzieciak jest bardziej zaangażowany w liturgię od "kolegium celebransów" we wcześniej opisanym kościele.

    Można zapytać, dlaczego nastolatkowie w kościele, na którym się skoncentrowałem, są bardziej nieporadni od dziecka, które samodzielnie potrafi "obskoczyć" Tridentinę. Moim zdaniem, spore znaczenie może mieć w takich sytuacjach fałszywa wizja ideału lub wysokiego poziomu. Jeśli za wzór uważa się jakichś "kolesi", którzy podczas sprawowanej wspólnie liturgii jawnie uprawiają "podśmie..." (np. z koncelebransa), to trudno oczekiwać prób wybicia się na wyższy poziom przez młodzież z duszpasterstwa. Młodym za wzór stawiać trzeba kapłanów godnie sprawujących rzeczywiście katolicką liturgię, a nie "błaznów posoborowych" (być może z problemami osobowościowymi), którzy potrafią zrobić "kaszanę" nawet z NOM (np. "kolaż" NOM i nieszporów).

    Niech Matka Boża Nieustającej Pomocy - szczególnie czczona w tamtejszym "kościele posoborowym" - pomoże w/w Młodym uwolnić się od wpływu ludzi, którzy wymagają poważnej pracy (zwłaszcza nad sobą samymi).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przekonany, że głównym powodem, dla którego ten 12 letni chłopiec tak rzetelnie i godnie służył do mszy świętej, była obecność jego rodzonego ojca, dającego odpowiedni rodzicielski przykład, miłość i wychowanie. Natomiast sformułowania w rodzaju "dzieciak", "z wielkim sukcesem", "obskakuje Tridentinę", a o moich kolegach kapłanach "błazny posoborowe" świadczy o dosyć prymitywnym poziomie komentatora. Poza tym odnoszę wrażenie, że jego zachowanie, rozglądanie się i przychodzące do głowy myśli podczas sprawowanej mszy świętej i sposób wypowiedzi przypominają niestety wspomnianych i krytykowanych przez niego NOMowych ministrantów.
      Z poważaniem.
      Ks.Jakub Korczak, celebrans mszy św. in forma antiqua przy ul.Staszica w miniony czwartek

      Usuń
    2. Laudetur Iesus Christus!

      Księdza słowa zasługują na szersze odniesienie, bardziej obszerne od mego wcześniejszego wpisu, który stał się dla Księdza (lub kogoś Księdzem manipulującego) okazją do zastosowania - w gruncie rzeczty prymitywnego i dalekiego od kultury osbistej - argumentum ad personam. Ksiądz - zupełnie mnie nie znając - bardzo surowo ocenił mnie, a nie moją wypowiedź.

      Proszę zwrócić uwagę na to, że mam w zwyczaju wytykać stosowanie nielojalnych chwytów erystycznych, których użycie może być przejawem tendencji cenzorskich - być może zmierzających do wykluczenia ofiary takiego ataku z dyskursu (np. prowadzonego w sieci internetowej). Obce mi jest diagnozowanie lub osądzanie Księdza lub Księdza stanu w czasie pisania odnośnych uwag, jednak powyższa wypowiedź (z personalnym atakiem na mnie) uważam za kolejną zachętę dla mnie do mądrego wybierania spowiedników oraz księży, których daży się zaufaniem (poza spowiedzią).

      Cieszy mnie Księdza wypowiedź oraz jawna deklaracja oceny człowieka, z którym nie zamieniło się ani jednego słowa - nie rozmawialiśmy ze sobą (liturgia w tradycyjnym rycie jest bez "Amen" wiernego podczas udzielania Komunii Świętej). Moim zdaniem, do oceny człowieka trzeba czegoś znacznie więcej od jednej wypowiedzi - celowo stylizowanej. Oczywiście, Ksiądz - jako człowiek wolny - jest uprawniony mieć odmienny punkt widzenia oraz praktykować go w relacjach z bliźnimi. Ksiądz jest również uprawniony dostawać się pod wpływ manipulatorów (np. oczerniających ludzi przed księżmi) - manipulatorów takich, jak się zdaje, może być dość sporo w środowiskach tradycyjnych, zwłaszcza o charakterze "gett liturgicznych". Zachęcam do autorefleksji. Jestem przekonany, że czymś niestosownym - zwłaszcza dla duchownego - jest rola marionetki, którą steruje jakiś manipulator.

      Proszę zauważyć, że człowiek jest uprawniony myśleć zarówno podczas liturgii, jak i poza nią. Wyrażam głebokie przekonanie co do tego, że brak Księdzu jakiejkolwiek wiedzy o tym, jakie myśli przychodzą mi do głowy, nie tylko w czasie liturgii. Skoro (już według Księgi Rodzaju) stworzenie jest dobre, więc uprawniona jest pozytywna ocena podzielności uwagi, którą można przecież traktować jako coś stworzonego.

      Rzeczownik "dzieciak" jest przynajmniej neutralny znaczeniono (jak u Chorwatów podobnie brzmiące słowo: dječak = chłopak); co więcej, może on służyć do wyrażenia życzliwości (w polszczyźnie funkcjonują również rzeczowniki o pejoratywnym nacechowaniu znaczeniowym, których używanie zapewne Ksiądz odradza, zwłaszcza w odniesieniu do dzieci). Za właściwe uznałem pominięcie szczegółów - zwłaszcza kontekstu rodzinnego owej posługi liturgicznej oraz mej ewentualnej innej wiedzy odnośnie do poszczególnych osób (np. imion, zaangażowania w określone sprawy). Chodziło o uchwycenie charakterystycznych cech określonych zjawisk, a nie o analizowanie, kto i w jakim gronie (np. rodzinnym) pojawia się na celebracjach liturgicznych lub pełni podczas nich określone funkcje. Moim zdaniem, unikanie kontekstów personalnych pozwala na wykazanie, że również starsi "aktywiści" (niekoniecznie w funkcji ministranta) - jeśli się ich odpowiednio ukierunkuje - są w stanie właściwie pełnić swe zadania; przykład chłopców (a nie tylko młodych mężczyzn) posługujących do liturgii tradycyjnej mógłby stanowić zachętę. Wyrażam przekonanie, że Ksiądz uzyskał aprobatę odnośnych Osób w zakresie upubliczniania relacji rodzinnych. W "Introibo" publicznie znanym jest jedno nazwisko (w związku z poważnymi zasługami), ale bieżąca dyskusja pozwala na pomijanie go tu. Jakiemu dobru może służyć akcentowanie relacji rodzinnych lub redukowanie dziecięcej pobożności do nadzoru rodzicielskiego? Moim zdaniem, prawdziwym sukcesem rodzica (rodziców) w zakresie wychowania religijnego jest ukształtowanie człowieka zdolnego do samodzielnej pobożności (być może nawet wbrew wpływom środowiskowym).

      [c.d.n.]

      Usuń
    3. [c.d.]

      Ośmielam się wyrazić hipotezę, że Ksiądz był łaskaw nie zrozumieć sensu mej wypowiedzi. W pierwszej kolejności, daleki byłem od krytykowania ministrantów w tamtym kościele lubelskim. Akurat tam ministranci - jeśli są (a są tam bytami rzadszymi od koncelebransów) - zachowują powagę; można dyskutować o sposobie ich przyuczenia (np. skłony zamiast przyklęknięć). Wyraźnie podkreśliłem, że koncentrowałem się - i to bez krytyki wobec nich - na wybranych zachowaniach "aktywistów z nawy". Podkreślam, że odniosłem wrażenie poważnego i zaangażowanego podejścia do pełnionych funkcji - jednocześnie zasygnalizowałem, że styl (w tamtym kościele dominujący) uważam za daleki od ideału oraz mogący stanowić barierę w rozwoju przejawów zdrowej pobożności. Co zgłego i z jakiego powodu Ksiądz widzi w trosce o możliwości rozwoju innych ludzi, zwłaszcza młodych?

      Lublin (nawet kilka kościołów w centrum) umożliwia dostreżenie wielkiej "palety barw" (używając przenośni). Warto się przyjrzeć paru przykładom.

      U Ojców Kapucynów można nawet na poważne tematy porozmawiać, bez narażania się na podejrzliwe uwagi; w ciągu ostatnich lat widzę sporą zmianę we właściwym kierunku - chociaż również wcześniej zauważyłem tam przejawy nie napastliwości modernistycznej, a jakieś zaskakującej naiwności. Ludzie i zakony dojrzewają, więc i tam jest więcej realizmu, co widać w doborze modlitw.

      "Święty Mikołaj" - o samym przebiegu aktualnie sprawowanych liturgii trudno mi się wypowiadać, bo po nastaniu nowego Proboszcza tam w niej nie uczestniczyłem, zaś za rządów poprzedniego Księdza Proboszcza koncentrowałem się na uczestnictwie we Mszach Świętych przedsoborowych (do części z nich posługując). Za to galeria zdjęć na parafialnych stronach internetowych pozwala zauważyć "debenedyktynizację" stołu posoborowego (zwłaszcza teraz trudno tam dostrzec centralnie umieszczony krucyfiks); poziom tamtejszej scholi "Aniołki" (mającej kanał na "YouTube") to zagadnienie odrębne.

      Jezuici (przy ul. Królewskiej): jeden rewelacyjny Kaznodzieja, możliwość dobrego wyspowiadania się i ["biez poł litra nie zabierjosz"]. Niestety, "duch liturgii" im "niestraszny". Świeccy - np. samodzielnym prowadzeniem Koronki do Bożego Miłosierdzia - potrafią trzymać klasę (swoiste "Ecclesia supplet").

      Ojcowie Karmelici (chyba nie tylko Bosi, ale również Trzewiczkowi): Gdyby sprawowali tradycyjne liturgie katolickie, to mogliby dokonać o wiele więcej, może nawet prawdziwych cudów. A tak: "jakoś się żyje".

      Ojcowie Dominikanie: Dużo (również pozytywnego) można by powiedzieć. Ośmielam się wysłowić hipotezę - jeśli wolną ją sformułować wyłącznie na podstawie powyższej Księdza wypowiedzi - że mógłby Ksiądz tam znaleźć wspólny język do dostatniej dysputy, być może nie tylko na mój temat.

      [c.d.n.]

      Usuń
    4. [c.d.]

      Kościół, którego nadal nie wskazuję "po imieniu" (było o nim w mym poprzednim wpisie):
      * Księża różnorodni, niekiedy można się nawet dobrze wyspowiadać.
      * Kiedyś stwierdziłem tam świetnego Kaznodzieję; liturgia za to ... (staram się pamiętać o jego bardzo dobrych kazaniach).
      * Daleki jestem od oceniania przyczyn wyraźnej cielesnej i językowej chwiejności koncelebransa. W grę mogą wchodzić różne przyczyny - w tym neurologiczne (ludzie niekiedy lekceważą mikroudary lub ich skutki). Jeśli jednak pozostali koncelebransi "robą sobie bekę" z chwiejącego się lub mamroczącego współliturga, to proszę wskazać właściwe określenie takich zachowań; zwłaszcza w przypadku kwestionowania określenia "błazny posoborowe" (odnoszącego się do konkretnego zachowania księży, których byłbym w stanie wskazać z imienia i nazwiska). Zwykła miłość bliźniego nakazuje uchronienie przed kompromitacją kogoś (nie tylko duchownego), kto znalazł się "w stanie nieważkości"; a przecież (w ramach domniemania niewinności) warto pamiętać również o innych możliwych przyczynach, niż ... pospolity kac. Czemu na służyć wystawianie (się) na widok publiczny kogoś, kto niedomaga? Jak więc można pochwalać zwyczajne - i po publiczne (bo Liturgia Święta ma charakter publiczny) - nabijanie się z człowieka, który miał wyraźne problemy (niezależnie od ich przyczyn)?

      Kościół Święty to coś znacznie ważniejszego od "republiki koleżków", którzy tępią - w ramach solidarności zawodowej - przejawy krytyki swych konfratrów lub "kolegów po fachu".

      Z Panem Bogiem oraz życzeniami zdolności i chęci sprawiedliwego osądzania bliźnich.

      Usuń
    5. [Autokorekta do jednego ze zdań części pierwszej wpisu]


      Obce mi jest diagnozowanie lub osądzanie Księdza lub Księdza stanu w czasie pisania odnośnych uwag, jednak powyższa wypowiedź (z personalnym atakiem na mnie) uważam za kolejną zachętę dla mnie do mądrego wybierania spowiedników oraz księży, których darzy się zaufaniem (poza spowiedzią).

      [Tak bywa, gdy się wprowadza sporo poprawek, np. z udziałem czasownika "dążyć".]

      Usuń
    6. Trudno odpisywać i smutno, kiedy mam do czynienia z anonimem.
      x.J.K. ,

      Usuń
    7. Laudetur Iesus Christus!

      Odpowiadać się powinno w odniesieniu do tekstu - a nie do osoby piszącej. Stara reguła ma tu zastosowanie: "Animus Plato, sed magis amica Veritas".

      Ksiądz wcześniej nie tylko skomentował mój wpis, ale również posunął się bardzo daleko - cytuję końcówkę odnośnego zdania: "o dosyć prymitywnym poziomie komentatora". Jak widać, był Ksiąd w stanie komentować - bez liczenia się nie tylko z pseudonimem (używanym przeze mnie w sieci od wielu lat), ale również bez liczenia się z przykazaniem miłości bliźniego (czy chociażby z regułami Św. Ingnacego Loyoli odnośnie do wypowiedzi bliźnich).

      Wyrażam przekonanie, że niejeden aktywista z "Introibo" będzie w stanie Księdzu wskazać mnie oraz podać me podstawowe dane osobowe.

      Moim zdaniem to bardzo dziwne, że Ksiądz zasłania się pseudonimem - i to moim - po wcześniejszym zaatakowaniu mnie personalnie.

      Każdy ponosi odpowiedzialność za swe własne zachowania (w tym słowa) - ja za swoje, Ksiądz za swoje. To jest podstawowa zasada odpowiedzialności, zwłaszcza moralnej.

      Z Panem Bogiem,

      Usuń
    8. P.S.:

      Zanim się Ksiądz (i to ewentualnie) rozpędzi w publicznym o(d)sądzaniu mnie, proszę wziąć pod uwagę to, że - w związku z bardzo ważną dla mnie sprawą - informacje o dacie upublicznienia nominacji na Metropolitę Lubelskiego poznałem (w 2012 roku) prawdopodobnie wcześniej od wielu księży z Archidiecezji Lubelskiej (może nawet z samej Kurii). Przeciekiem "z kręgów kardynalskich" podzieliłem się niezwłocznie z jednym Księdzem Kanonikiem, który prawdopodobnie byłby gotów dać świadectwo prawdzie - gdyby Ksiądz był łaskaw "drążyć temat" (zwłaszcza odnośnie do mych danych osobowych oraz różnych relacji z "kręgami kościelnymi").

      Nominację arcybiskupią upubliczniono w tym czasie, który został mi wskazany sporo wcześniej.

      Czemu napisałem powyższe słowa? Ponieważ Ksiądz wcześniej podkreślił znaczenie moich danych osobowych.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Deo gratias za poprawkę.

      Rzeczywiście: "Amicus Plato, sed magis amica Veritas".

      Animus gorzej pracuje wieczorem, zwłaszcza po wysiłku.

      Przynajmniej błąd przydał się do ośmielenia Księdza - choć został upubliczniony pod pseudonimem.

      Usuń
  3. Kapłanie Jakubie. "Nie kłóć się z głupim bo ktoś może nie zauważyć różnicy. Najpierw Cie sprowadzi do swego poziomu, a potem pokona."
    Skoro tzw Japolan jest samowystarczalną wyrocznią, mającą układy w kręgach kardynalskich, to zostaw go w spokoju. Jeszcze gotów Cie zasuspendować :-D
    A potem się dziwimy że tradycjonalistów nie lubią.
    W imieniu uczestniczących w liturgii klasycznej przepraszam Cię ks. Jakubie za Japolana i jego publiczne odzywki względem kapłana Kościoła Katolickiegio

    Wierny lubelski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowa "odwaga" (również w używaniu klawiatury komputerowej) - to zjawisko popularne w Lublinie, również w "Introibo". Jeśli do tego dochodzi brak (zdolności) czytania ze zrozumieniem oraz insytuacje, to mamy kolejny uzasadnienie dbania o dystans.

      Przeciek z "kręgów kardynalskich" to jedno, zaś (akcentowane przez Anomina) jakieś układy to drugie.

      Anonimowy "rzecznik" innych ludzi, którzy być może nawet wolni są od wiedzy o próbie reprezentowania ich. Żałosne.

      Cóż poradzić? "Introibo" jest takie lubelskie, tak zakorzenione w silnej tu zawiści, układach - np. ludzie, którzy są znani, z tego że ... są znani (choćby jako "odwieczni tradycjonaliści). Jakże silne w lubelskim "grajdole" jest "robienie ludziom koło pióra", udawanie przyjazności (a nawet przyjacielskości), wciąganie księży w różnie dziwne relacje (np. jakieś stowarzyszenia lub ruchy o niejasnych powiązaniach)! Można tu spotkać kogoś, kto pod niebiosa słownie wynosi jakiegoś księdza i jednocześnie jawnie głosi, że ten sam ksiądz "lubi pieniądze". Zastanawiam się, kiedy "bożyszczem" wśród "introibowych" tradycjonalistów stanie się facet (mi znany jako świecki), od którego usłyszałem: "Dajesz 10 tysięcy złotych i wyświęca się na księdza" (słowa te dotyczyły dość znanego i jednocześnie kontrowersyjnego biskupa z "polskiego nurtu starokatolicyzmu"). Sam - zachowując dystans - dostrzegam realne powiązanie tegoż człowieka z "indultem lubelskim". A może kiedyś facet ten zacznie celebrować "Tridentinę" w lubelkim "Introibo"?

      Anonimoa wypowiedź, do której teraz się odnoszę, budzi moje skojarzenia z 10 odcinkiem czwartego sezonu serialu pod tytułem "Kuchnia":
      http://molodejj.tv/serial/kuhnya/4-sezon/10-seriya
      (o wiele lepszy jest odcinek 9 tego samego sezonu).

      Usuń
    2. ks. Ja-polan ( tak pisze ks.anonik do ANONIMA.....Anonimowa "odwaga" (również w używaniu klawiatury komputerowej) - to zjawisko popularne w Lublinie, również w "Introibo". Jeśli do tego dochodzi brak (zdolności) czytania ze zrozumieniem oraz insytuacje, to mamy kolejny uzasadnienie dbania o dystans.

      Usuń
  4. "Posoborowe dziadostwo....smutne przejawy posoborowego zdziadzienia..."błaznów posoborowych" (być może z problemami osobowościowymi)".

    Udało się mądrali Księdza sprowokować.Więc najlepsze co można zrobić,to mądrali dobrej nocy życzyć.
    Pozdrawiam serdecznie Księdza.

    OdpowiedzUsuń
  5. Proszę zwrócić uwagę na urocze zdjęcie:
    http://tnij.org/cookxyy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romuś ! Twoje są piękniejsze !!! - Dbaj o zdrowie !

      Usuń
  6. x.Japolan - Romek tym razem to pozdrawia cię - ,,człowieku do kapłona ?'' - Daj sobie spokój i ,,odpocznij nieco''.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ks.Jakub Korczak .... x.Ja polan ( sarmata - papierowy prałat ) . Słaby w łacinie, acz łacinnik ! Romek przedstaw się !!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Japolan ! - Opamiętaj się - Kuria skieruje cię na leczenie do szpitala odległego o 70 km !

    OdpowiedzUsuń
  9. x.Błazen sam zamieszcza wpisy, a potem pierwszy komentuje, aby się popisywać !
    ,,Et diabolus, qui indutus vestibus Mass in annulos cauda.''

    OdpowiedzUsuń
  10. Odnoszę wrażenie, że ktoś - nadal występujący anonimowo - bardzo swoiście wyraża swą tęsknotę za mną (po mej właściwie tygodniowej nieobecności w "Introibo").

    Wyrażam nadzieję na to, że zapowiedziane na przyszły tydzień rekolekcje adwentowe - które ma poprowadzić ks. J. Korczak - okażą się owocne również dla owego "Anonimowego". Przynajmniej w tym zakresie, by na Msze Święte przychodzić ze względu na Pana Boga, a nie na ludzi (niezależnie od własnego wobec nich nastawienia).

    Dzięki Panu Bogu, świat to coś znacznie więcej od jakichś zamkniętych grupek (również uważających się za tradycyjne). Warto szukać w nim dobra, również w sytuacjach, które widać na odnośnym nagraniu:
    http://youtu.be/UhtQ7lRe5xk

    OdpowiedzUsuń
  11. Exultavit cor meum in pulchra libellum conversio.

    OdpowiedzUsuń