wtorek, 23 października 2018

„Epoka Antychrysta” - słaba powieść Pawła Lisickiego

Na naszej dzielnicy redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, pan Paweł Lisicki cieszy się wielkim szacunkiem. Książce publicystycznej „Dżihad i samozagłada Zachodu” przyznałem swego czasu tytuł książki roku 2015, a i złego słowa nie napisałem na temat publikacji o Lutrze („Luter – ciemna strona rewolucji"), częściowo przeciwstawiając ją niezbyt rzetelnemu filmowi Grzegorza Brauna poświęconemu słynnemu „enerdowskiemu” herezjarsze.

Tymczasem książka fabularna „Epoka Antychrysta” jest po prostu rozczarowaniem. Nie potrafię wymienić jej żadnej mocnej strony. Teoretycznie akcja powieści rozpoczyna się w 2217 r., ale pomijając kilkukrotne wspomnienie robotów, jest to świat niemal nieróżniący się od nas otaczającego. Autor wykazał się sporym optymizmem zakładając, że od rewolucji Pawła VI i Franciszka do epoki Antychrysta dzieli nas jeszcze 200 lat, 200 lat ciągłego „umiarkowanego postępu”. Nowy papież nadchodzi po epoce bodajże siedmiu kolejnych Franciszków i przyjmuje imię Judasza. Jaki ma program, nie zdradzę, nie chcąc spojlerować.

Różne nawiązania oraz szpile wbijane w aktualnego, rzeczywistego okupanta Watykanu, Jerzego Bergoglio, bywają zabawne. Nieco gorzej jest z konwencją zastosowanych żartów z lewactwa, bo znamy je z wielu innych dzieł. Nic oryginalnego.

Ale najgorzej jest z kwintesencją, istotą powieści, czyli fabułą. Przez pierwszych kilkadziesiąt stron nic się nie dzieje. Mamy narracyjny opis tego niezbyt przekonywającego 23 wieku. Później dochodzi do zawiązania akcji, ale nieproporcjonalnie szybko się ona załamuje. Wreszcie – zakończenie. Do bólu banalne. Autor wybrał jedną spośród kilku alternatyw, których spodziewałem się sięgając po książkę. Dodajmy, że nawet okładka jest słaba. Byłaby o wiele ciekawsza, gdyby przedstawiała książkowe wyobrażenie papieża Judasza – starszego pana w szortach, białych trampkach i tęczowej piusce.



„Epoka Antychrysta” nie jest publikacją dla miłośników klasycznych thrillerów, dobrze skonstruowanych powieści „w starym stylu”. Od strony ideologicznej nie jest też książką dla tradycjonalistów, którzy nie znajdą w niej nic odkrywczego. Ale może ona spodobać się współczesnym konsumentom publikacyj postmodernistycznych. Może też otworzyć im oczy, do czego prowadzi kościół pseudokatolicki prowadzony przez rewolucjonistów.

Czekam na kolejną porcję publicystyki Pawła Lisickiego. „Epoce Antychrysta” daję mocne 2 na 10.

4 komentarze:

  1. Czcigodny Krusejderze
    O książce pana Lisickiego, której jeszcze nie czytałem, siłą rzeczy nie mogę sie wypowiadać. Opierając sie jedynie na podanych przez Ciebie informacjach, powiem tylko jedno. Nawet jeśli artystycznie jest mierna, sam fakt ostrzegania przed skutkami działań w stylu Franka Białe Kimono jest juz niezłym usprawiedliwieniem jej powstania.
    W szesnastym wieku, w którym w Europie trwały wojny religijne i trup padał gęsto, pewien wyjątkowo głupi biskup szwedzki napisał, że Pan Bóg mówił po szwedzku, Adam i Ewa po duńsku, zaś wąż syczał po łacinie. Niejaki Grzegorz Braun w swoich wymiocinach umieścił łgarstwa i idiotyzmy tego samego kalibru, tyle tylko że w XXI wieku obciach jest znacznie większy.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie wymiociny i łgarstwa tego kalibru umieścił Grzegorz Braun? Można cytat?

      Usuń
    2. A chodźby bezczelne łgarstwo, jakoby Marcin Luter popełnił samobójstwo wieszając się. Jerzy Urban ma godnego następcę.

      Usuń
  2. Biedny Niedźwiedź ... oby łuski spadły Mu z oczu i porzucił błędy Lutra tak Niebu obrzydłe!

    OdpowiedzUsuń