niedziela, 24 lutego 2013

O ważności święceń pastora Szymona Niemca

O znanym działaczu mniejszościowoseksualnym p. Szymonie Niemcu piszę regularnie per "udający chrześcijańskiego biskupa Szymon Niemiec" Jeden z Czytelników Młota skomentował te słowa w następujący sposób: "Szymon Niemiec, czy to się komu podoba, czy nie, uzyskał sakrę biskupią od biskupa ważnie konsekrowanego". Czy mój Komentator ma rację ? Przyjrzyjmy się sprawie ponownie, po prawie dwuletniej przerwie.



Sekta p. Niemca twierdzi, że ma sukcesję apostolską, bowiem ...

Bezdyskusyjne linie sukcesji do których się odwołujemy zazwyczaj mają swoje źródło w Biskupie Rzymsko Katolickim i jako takie nie mogą być w żaden sposób odrzucane przez Kurię Rzymską z powodu ich nieważności linii lub jej kontynuacji. Wszyscy biskupi Zjednoczonego Ekumenicznego Kościoła Katolickiego, oraz Zjednoczonego Kościoła Chrześcijańskiego zostali konsekrowani w czystych, bezdyskusyjnych liniach Sukcesji Apostolskiej pochodzących od Biskupów Rzymsko Katolickich. Trzy główne linie związane z naszymi kościołami pochodzą od Arcybiskupa Carlosa Duarte Costy z Brazylii (1948), Biskupa Eduardo Sanchez y Comacho z Guadalajara w Meksyku (1889) oraz, najczęściej z Arcybiskupem Immanuelem Millingo z Kampali, w Ugandzie (2001). Biskupi naszych kościołów nie próbują i nie pochwalają „gromadzenia linii” i wielokrotnych konsekracji, które są zgorszeniem dla wiernych. Sukcesja Apostolska odróżnia Katolicyzm od Protestantyzmu najprościej jako znak „przekazywania” misji Jezusa by zbawiać świat poprzez sakramentalne i duchowe życie i praktykę, w których pozycja protestancka głosi, że wyłącznie wiara jest potrzebna do zbawienia, co w słowach naszego drogiego przyjaciela, który był Kalwińskim Anabaptystą zawiera się w „Wszystko idzie źle od 1500 lat!”. Osobiście trudno nam to zaakceptować. Sukcesja Apostolska jest postrzegana przez Wschód i Zachód jako kamień węgielny, na którym kapłaństwo jest ustanowione; daje pewność i stabilność wszystkim którzy są powołani do kapłaństwa w imieniu Jezusa, że czynią to, czego Ona chcę i z Jego autorytetem. Sukcesja Apostolska nie powinna być odbierana w ten sam sposób jak dziedziczna monarchia czy szlachectwo. Tu nie chodzi o władzę. Jedyną władzę jaką ma biskup jest ta, którą do rąk dał Jezus by działać w Jego imię. Jedyną władzą każdego stopnia kapłaństwa jest władza mówienia w imieniu Jezusa i służenia, jak On służył. Jak Paweł mówił do Tymoteusza dar jest dawany „abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk.” (2 Tym 1:6)


Czy katolik powinien przyznać rację Niemcowi ?

Ważność sakramentu święceń nie zależy od jurysdykcji Kościoła katolickiego. A zatem Kościół katolicki uznaje ją w kościołach wschodnich, (w prawosławiu, u nestorian, chaldejczyków) czy też u zachodnich starokatolików. Abyśmy mogli uważać p. Szymona Niemca za biskupa chrześcijańskiego, konieczne byłoby zachowanie przezeń warunków, które zawsze są formułowane co do ważności sakramentów , tj. materji, formy i intencji.

Materja i forma (res et verba) stanowią łącznie ryt zewnętrzny - czyli słowa i poszczególne czynności. Wyrażają one pewną konkretną teologję. Nie musi być ona wystarczająca z punktu widzenia doktryny Kościoła katolickiego, by można było mówić o ważności sakramentu święceń, ważności sukcesji apostolskiej. Gdyby stosować katolicki ryt przedsoborowy lub któryś z rytów wschodnich dla święceń poza Kościołem katolickim, nie byłoby żadnych wątpliwości co do poprawności materji i formy. Dlatego nie mamy wątpliwości co do wczesnych święceń starokatolickich, polskokatolickich czy marjawickich w tym odłamie sekty, który nie dopuszcza kapłaństwa kobiet. Korzystanie z innych rytów, mających odmienne słowa ustanowienia biskupa może powodować nieważność święceń i zaniknięcie sukcesji apostolskiej. Leon XIII w encyklice "Apostolicae Curae" z 1896 r. potwierdził nieważność święceń anglikańskich, pomimo zachowania hierarchji duchowieństwa i urzędu biskupa. Nie chciałbym wgłębiać się w detale rozumowania Papieża i dla czytelności wpisu odniosę się jedynie do argumentu przezeń wskazanego, dotyczącego trzeciego elementu koniecznego dla ważności sakramentu, tj intencji:

ponieważ sakrament święceń kapłańskich i prawdziwe kapłaństwo Chrystusa w rycie anglikańskim zostało wewnętrznie usunięte, także i w udzielaniu święceń biskupich w tym rycie w żaden sposób kapłaństwo nie jest udzielane, w żaden sposób też nie jest rzeczywiście i prawnie udzielane biskupstwo, a tym bardziej to co jest najważniejsze w urzędzie biskupim to jest, wyświęcanie szafarzy do sprawowania i ofiarowania najświętszej Eucharystii.


Kapłan chrześcijański jest ofiarnikiem. Celebruje - jak mówią na Zachodzie - Mszę Świętą, zaś na Wschodzie - Boską Liturgję. Oba główne nurty chrześcijaństwa są zgodne, iż ma ona charakter ofiarny, niezależnie od akcentów teologicznych przez siebie podkreślanych.

Tymczasem teologja sekty pastora Szymona Niemca ma charakter typowo protestancki uznając jedynie dwa sakramenty, chrzest i eucharystię. Kapłaństwo jest jedynie obrzędem, w którym Bóg daje prawo i łaskę Ducha Świętego tym, którzy zostali wybrani Biskupami, Starszymi i Diakonami poprzez modlitwę i nałożenie rąk przez Biskupów. Nie ma tu zatem kapłaństwa chrześcijańskiego, albowiem postrzegają je jako urząd, a nie Sakrament. Dowód z intencji jest więc wystarczającym dla domniemania nieważności święceń p. Szymona Niemca. Nie różni się on niczym od pastorów kalwińskich itp, będąc dalej od katolicyzmu od konserwatywnych luteranów i anglikanów z High Church. Imitowanie katolickiej tytulatury, zakładanie sutanny, tudzież chodzenie na spotkania akukumeniczne nie czynią świeckiego biskupem.

Powtórzę swe poprzednie wnioski: jakkolwiek sekta „Zjednoczony Kościół Chrześcijański” posługuje się [jakimiś] modlitwami konsekracji duchownych, to intencjonalnie nie wyraża ona wiary Kościoła katolickiego co do istoty Sakramentu święceń oraz Najświętszego Sakramentu Ołtarza. Z uwagi na to, nieprawdopodobne jest twierdzenie o ważności sukcesji apostolskiej w tej sekcie. U mnie nie będzie sprostowań w tej sprawie pod wpływem propagandy pastora Niemca.

wtorek, 19 lutego 2013

Czy to prawdziwa twarz "nowej ewangelizacji" ?

Przeglądając różne dzieła aktywistów posoborowia naraża się człowiek na trwały zdrowia uszczerbek i coraz bardziej ufa w prawdziwość zdania: "są dwie rzeczy niezmierzone na tym świecie: Boże miłosierdzie i ludzka głupota". Oto bowiem były rzecznik prasowy zmarłego metropolity lubelskiego Józefa Życińskiego Mieczysław Puzewicz popełnił na swoim blogu wpis pt. "LGBT W NIEBIE" , w którym prezentuje swoje senne urojenia seksualno - teologiczne:

Pan Jezus zaprosił mnie do tradycyjnego obchodu po Włościach Niebieskich. I zobaczyłem. Najpierw była piękna sala z samymi kobietami. Były młodsze i starsze, całkiem szczupłe i nie całkiem szczupłe, z jasnymi włosami i brunetki. Kim są? – zgadywałem. A Pan Jezus, który nadal umie czytać w ludzkich myślach bez wahania wyjaśnił: „To lesbijki. Moje siostry lesbijki”. W drugiej sali, nie wiedzieć czemu różowej, byli z kolei sami mężczyźni, nastoletni i posiwiali, łysi i rozczochrani z bujnymi fryzurami. Już się domyślałem, ale Pan Jezus mnie uprzedził: „Tak, dobrze myślisz, to moi bracia geje!” W trzeciej i czwartej sali, sami już czujecie, towarzystwa były mieszane, damsko – męskie, w trzeciej byli biseksualiści, a w czwartej osoby o niezgodnej z biologiczną tożsamości płciowej (zwane jako transgenderyczne i transseksualne). Uff!

Pan Jezus nadal czytał w moich myślach i zagadnął z uśmiechem – „Niezgodne z tradycją? I z Pismem Świętym? Wiem, to moja specjalność! Od dwóch tysięcy lat.” I na koniec wycieczki zapytał; „Zostajesz?” A ja, zgodnie z sumieniem, odrzekłem: „Panie Jezu, gdzie Ty, zawsze i ja!”


Rzygać mi się chce czytając te brednie, przekraczające przynajmniej granicę dobrego smaku. Nikt nie zostanie zbawiony tylko z uwagi na swoją orjentację seksualną, natomiast choćby pobieżna wiedza na temat teologji chrześcijańskiej powinna ustrzedz aktywistę Puzewicza przed sugerowaniem, że człowiek praktykujący swoją "dezorientację" seksualną może trafić do nieba i tam uczynić ją osią swej tożsamości. Nie chcę wnikać, czemu Puzewicz nie śni w niebie o ludziach heteroseksualnych, natomiast ten typ marzeń powinien go raz na zawsze odseparować od kontaktów z ministrantami. Jeśli wpis ma stanowić swoiste upamiętnienie tajemniczo zmarłego przed dwoma laty pryncypała, to rzuca jedynie światło w pełnych kolorach tęczy na jego byłego rzecznika.

Nie zdziwiłbym się, gdyby takie "kazania" głosił udający chrześcijańskiego biskupa Szymon Niemiec, u osoby będącej nominalnie księdzem katolickim takich wyskoków tolerować nie wolno. Dość podważania zaufania do Kościoła katolickiego przez rozmaite lawendowe misie !!

Inny przykład (be)zmyślności posoborowca znalazłem na facebook'u. Pewien załogant znany mnie i sporej grupie weteranów wojenek internetowych ze ś.p. forum fidelitas uznał za stosowne pochwalić się takim oto bon motem:



Tak oto skatologja wypiera eschatologję. Czy to prawdziwa twarz "nowej ewangelizacji" ?

poniedziałek, 18 lutego 2013

W tydzień po abdykacji

W tydzień po abdykacji Ojca Świętego Benedykta XVI nie jesteśmy specjalnie mądrzejsi co do przyczyn tej decyzji i dalszego rozwoju sytuacji na Watykanie. Pojawiły się wprawdzie informacje o problemach ze zdrowiem Papieża, według których miał on niedawno wymieniany rozrusznik serca. Tyle, że nawet dla osoby 85 letniej nie jest to zabieg na tyle poważny, by utrudniał dalsze samodzielne funkcjonowanie. Równie mało przekonywające są tezy wiążące abdykację z kontuzją, jakiej Ojciec Święty nabawił się podczas pielgrzymki na Kubę .



Dostaliśmy też szereg teoryj mniej lub bardziej spiskowych. Jedna z nich łączy ustąpienie Papieża z zapoznaniem się przez niego z raportem w sprawie Vatileaks. Benedykt XVI miałby ustąpić, bo z raportu kardynałów wyjawił się obraz Kurji Rzymskiej, jakiego nigdy sobie nie wyobrażał. Nie wyglądają mi one prawdopodobnie. Łatwo można przeczytać, jaki jest skład watykańskich ministrów. Od ilu lat Ojciec Święty zna każdego z nich? Nie chcę nagle bronić Kurji, ale przypomnijmy sobie czasy "późnego" Jana Pawła II. To kard. Ratzinger korygował kurs polskiego papieża, własnie dzięki pozycji i układom, jakie wyrobił sobie od początku lat 80-tych XX wieku. A może nagle aktywowali się w Kurji masoni ? Dobry Boże, a kto zamordował Jana Pawła I ? A kto wg x. Malachjasza Martina TJ dokonał intronizacji Lucyfera na Watykanie AD 1963 ? To oni mogą być jeszcze bardziej aktywni ? Historyjka ta jest wyjątkowo paskudna, bo sugeruje, iż Ojciec Święty ucieka z pola walki i zostawia Kościół na pastwę jego wrogów. Tymczasem problem wyciekających dokumentów kościelnych może mieć więcej związku z czyszczeniem przez Benedykta XVI nieprawidłowości finansowych gangu Marcinkusa. To arcytrudne zadanie zostało podjęte i jest w trakcie realizacji, stanowiąc jeden z dwóch (obok afer pedofilskich) szczególnych "dorobków" pozostawionych w spadku przez Jana Pawła II. Polecam Państwu zapoznanie się z opinją na ten temat lewicowego publicysty, u którego nie znajdziemy wiele sympatji dla Kościoła.

Wreszcie, część osób sądzi, że Papież został zmuszony do abdykacji. Ludzie ci powołują się na rozmaite prywatne, niezatwierdzone przez Kościół objawienia lub po prostu niemądre plotki. Nie ma sensu, by ich szukać w sieci lub je reklamować. Sytuacja w Kościele jest bardzo niepokojąca, ale stabilna (jak pacjenta po zawale) i abdykacja Ojca Świętego istotnie jej nie pogarsza.

Przy obecnym stanie wiedzy na temat przyczyn abdykacji Benedykta XVI skłaniałbym się do hipotezy, że Papież podjął tę decyzję, bo ... chciał. Kilkukrotnie wcześniej pojawiały się półsłówka, symptomy, gesty wskazujące, iż papa Ratzinger dopuszcza zakończenie posługi papieskiej przed śmiercią. Należy to uszanować i ufać, że jest to trafna decyzja. Skończyć z analizami typu: "papież mógłby doczekać do Wielkiejnocy" etc. A jeszcze bardziej trzeba ufać Panu Bogu. Nie sądzę, iż szybko zakończy się kryzys, którego katalizatorem był Sobór Watykański II. Ale jeśli wierzyć wizji, jaką miał Leon XIII, silny wpływ szatana na Kościół miał trwać od 75 do 100 lat. Licząc od 1958 r. wychodzi, iż 55 lat już za nami. Stąd wysnuć można dwa wnioski: ten lepszy, że zasadniczo mamy już z górki :) I ten gorszy: Malkolm kard. Ranjith raczej nie zostanie w tym roku kolejnym Wikarjuszem Chrystusowym.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Abdykacja Benedykta XVI

Czy ktoś się tego spodziewał ? W czasach nowożytnych papieże umierają, ale nie abdykują. Tuż po ogłoszeniu nowiny przez Papieża jego rzecznik prasowy x. Fryderyk Lombardi wypowiedział to, co w jednej chwili odczuły miliony katolików na całym świecie: decyzja Ojca Świętego jest jak grom z jasnego nieba.

Dziś wieczór analogiczne zjawisko zostało ponoć dostrzeżone nad bazyliką św. Piotra i uwiecznione [dopisek z 12.02.2013: ujęcie zarejestrowano podczas silnej burzy, więc był to "grom z ciemnego nieba"]



Nie wykluczałbym, że oświadczenie Benedykta XVI zostało przygotowane i ogłoszone bez konsultacji z kimkolwiek spośród grona najbliższych współpracowników. Nie ma w nim bowiem żadnych silnych argumentów uzasadniających ten niecodzienny wybór. Starość i słabnące siły ciała i umysłu są doświadczeniem każdego kolejnego papieża. Jeśli Ojciec Święty jest świadom postępów choroby, np. amnezji czy Alzheimera, to powinien ją wprost wymienić w swej decyzji. Wtedy byłaby zrozumiała: papież odchodzi, bo nie chce być sterowany przez kogokolwiek.

Brak tego aspektu abdykacji niewątpliwie wpływa na jej odbiór. Dla mnie osobiście jest to wielki zawód. Wszyscy pamiętamy walkę ze słabością Jana Pawła II. Cierpienie było wpisane w jego posługę i także przez jego pryzmat oceniamy osobę. Odejście Benedykta XVI może być traktowane jako dezercja przed otaczającemi go wilkami, o których mówił na początku panowania. Może też wpływać negatywnie na ocenę przez wiernych polityki „pełzającej kontrrewolucji” obecnego Pontifexa. Dla nas jest to samobój, dla wojtyljanistów – znakomity dowód na wyższość JP2 nad B16.

Oczywiście wiele się jeszcze może zdarzyć między ustami a brzegiem puharu. Do końca lutego jest wiele dni i nocy. Nie można wykluczyć, iż przez ten czas Ojciec Święty podejmie jakieś istotne decyzje, również dotyczące wyboru swego następcy. Ten ludzki aspekt zarządzania Kościołem uznałbym za wystarczający argument do abdykacji, gdyby w tak nietypowym trybie udało się Ojcu Świętemu znacząco wpłynąć na sukcesję po sobie. Odwołanie 50 najgorszych modernistycznych kardynałów ? Czemu nie, pomarzyć zawsze można.

Niezależnie od wszystkiego, co się zdarzy, zapamiętam Benedykta XVI jako tego, który przywrócił Kościołowi Mszę trydencką, przez co cofnął deformy posoborowe o kilka epok. Nie starczyło mu sił na konsekwentne wdrażanie, ale ufam, że długofalowo decyzja ta da owoc stokrotny.

Być może z czasem dowiemy się, ile „drugich den” ma decyzja Ojca Świętego. Zwrócę Państwa uwagę, że dokładnie rok temu, co do dnia, pojawiły się spekulacje o spisku na Watykanie. Pisałem o tem na „Młocie” 12 lutego 2012 r. streszczając przy okazji ciekawą książkę zatytułowaną „Atak na Ratzingera”. Niech to zastrzeżenie osłabia nasz smutek czy wręcz żal do Ojca Świętego o jego dzisiejszą decyzję. Niech odgania sprzed oczu tytułową scenę sienkiewiczowskiego Quo Vadis, w której to Apostoł Piotr i towarzyszący mu Nazariusz opuszczali Rzym, w którym trwały prześladowania chrześcijan. Zbiegowie napotkali na drodze jasność, którą był Chrystus.
- Quo vadis, Domine?... – zapytał papież Piotr
- Gdy ty opuszczasz lud mój, do Rzymu idę, by Mnie ukrzyżowano raz wtóry.

środa, 30 stycznia 2013

Nowy rok, stare problemy

Witam Państwa serdecznie po dłuższej przerwie. Dzieje się na naszem poletku sporo, ale niewiele dobrego. Wprawdzie przyzwyczaiłem się do roli czarnowidza i mogę jedynie ubolewać, iż nieźle się w niej sprawdzam, ale to nic przyjemnego. Lepiej przynosić dobre wieści.

Tymczasem coraz bardziej aktualna staje się analiza naszkicowana w notce: Zmiana klimatu w relacjach Watykan - FSSPX. W ostatnich dniach ujawniono list skierowany do FSSPX przez wiceprzewodniczącego papieskiej komisji Ecclesia Dei arcybiskupa Józefa Di Noia.

Dokument ten jest niezwykle uprzejmy i bardzo osobisty. Pod adresem Piusowców pada wiele komplementów, ale wiemy, że w romanitas nie ma nic za darmo. List ten można streścić jego następującym fragmentem:

O co więc prosimy Bractwo Kapłańskie w obecnej sytuacji? Abyście nie tracili gorliwości waszego założyciela, arcybiskupa Lefebvre'a. Wręcz przeciwnie! Prosimy o ożywienie płomienia jego gorliwego zapału formowania mężczyzn do kapłaństwa Jezusa Chrystusa. Z pewnością nadszedł czas, aby porzucić ostrą i szkodliwą retorykę, która pojawiła się w ciągu ostatnich lat.

Trzeba odzyskać pierwotny charyzmat powierzony arcybiskupowi Lefebvre, charyzmat formacji kapłanów w pełni Tradycji katolickiej, aby podjąć wypływający z tej formacji apostolat wśród wiernych. Ten właśnie charyzmat rozeznał Kościół, kiedy Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, zostało po raz pierwszy zatwierdzone w 1970 roku. Przypomnijmy korzystną ocenę waszego seminarium w Ecône w 1987 roku, dokonaną przez kardynała Gagnon'a.

Autentyczny charyzmat Bractwa to formowanie kapłanów dla służby ludu Bożego, a nie uzurpowanie sobie misji sądzenia i poprawiania teologii i dyscypliny innych w obrębie Kościoła. Powinniście skoncentrować się na przekazywaniu waszym kandydatom formacji filozoficznej, teologicznej, duszpasterskiej, duchowej i humanistycznej, aby mogli głosić słowo Chrystusa i działać jako narzędzia Bożej łaski w świecie, zwłaszcza poprzez uroczystą celebrację Ofiary Mszy Świętej.


Widzimy zatem, że abp Di Noia uważa, że lefebryści mogą być uznawani w Kościele, o ile zamilkną na szereg problemów teologicznych współczesnego Kościoła. Niech się ubierają w ładne stroje z pomponami i w ten sposób odprawiają Msze. Mogą mieć prywatnie takie czy inne zdanie na temat posoborowia, ale nie wolno im go narzucać innym. Nie wolno też pouczać innych hierarchów, a zwłaszcza Ojca Świętego.

Czyny dzielą się na dobre, obojętne moralnie i złe. Widząc zło nie można przechodzić obojętnym mimo niego. Brak reakcji na zło nie jest cnotą, lecz z katechizmowego punktu widzenia może stanowić jeden z grzechów cudzych (6. Milczeć, gdy ktoś grzeszy. 9. Usprawiedliwiać czyjś grzech.), niezależnie od pozycji katolika w hierarchii Kościoła. Oczywiście piastowanie urzędu ów katalog rozszerza o pozostałe możliwości (1. Namawiać kogoś do grzechu. 2. Nakazywać grzech. 3. Zezwalać na grzech. 4. Pobudzać do grzechu. 5. Pochwalać grzech drugiego. 7. Nie karać za grzech. 8. Pomagać do grzechu.).



Postawa wiceprzewodniczącego komisji Ecclesia Dei byłaby godna wsparcia, gdyby funkcjonowały normalne metody dyscyplinowania błędnowierczych teologów. Niestety, ich nie ma. Biskupi mogą łamać dowolne normy prawa kanonicznego i nie czekają ich za to żadne sankcje. Ilu biskupów nie przestrzega norm ustanowionych choćby przez Jana Pawła II w zakresie ekumenizmu ? Mieliśmy tego znakomity przykład w Polsce w ostatnich tygodniach, przy okazji "Tygodnia Powszechnej Modlitwy o Jedność Chrześcijan". W skrócie, tradycyjnie zorientowani katolicy zaprotestowali na facebooku przeciwko łamaniu Kodeksu Prawa Kanonicznego, za co administratorzy profili biskupów Marka Solarczyka i Henryka Hosera zabanowali i obsztorcowali ich w niewybrednych słowach. Kto chce, może przeczytać na ten temat wyczerpujące studium na blogu Wolanda pod jakże trafnym tytułem "Jeśli wy mówić przestaniecie kamienie wołać będą".

List Arcybiskupa Di Noia mógłby być zaaadresowany do znacznie szerszego spektrum po prawej stronie Kościoła. Nie możemy puścić go mimo uszu, udając, iż jego jedynymi adresatami są nasi bracia lefebryści. Jest to bowiem element doskonale pasujący do układanki: do znaczącego przeniesienia akcentów doktrynalnych w rządach Ojca Świętego Benedykta XVI. Pojęcie "hermeneutyki ciągłości" jawi się dziś jako nic nieznaczące hasło, które ma zastąpić dyskusję doktrynalną. Wczoraj była ona niemożliwa z uwagi na konieczność "wierności Soborowi Watykańskiemu II i jego duchowi", dziś mamy mieć "wierność Stolicy Piotrowej i hermeneutyce ciągłości". Tyle, że rozmowy FSSPX dowiodły, że dorobek (a raczej: "urobek") V2 może być rozmaicie rozumiany. Papież powstrzymuje się od wydania całościowej prawowiernej wykładni Soboru, choć kilka lat temu potrafił zatwierdzić katolicką wykładnię fragmentu Lumen Gentium, który przez posoborowców był rozumiany heretycko. Papież zdaje się tymczasem oczekiwać akceptacji pozostającego, niemałego bagna teologicznego i stawia je jako element konieczny wiary. Dlatego zakończenie dialogu teologicznego Watykanu z FSSPX należy ocenić tak negatywnie, bowiem kończą się nadzieje, o jakich pisałem w dwu ostatnich akapitach swego tekstu w lipcu zeszłego roku:

można sądzić, iż dialog ten jest bardzo potrzebny … samemu Benedyktowi XVI. Bowiem w posoborowiu nie ma on partnerów do dyskusji na temat Soboru, jego błędów i zagrożeń. Dialogowanie z FSSPX sprawia, że ujawniają się teologowie mający na V2 zdanie może nie identyczne z Bractwem, ale z pewnością diametralnie odmienne od szczęśliwie minionej linji janopawłowej. Czy zatem dialog z Bractwem Św. Piusa X nie jawi się jako najlepszy sposób, aby reinterpretować V2 w duchu hermeneutyki ciągłości ?!

Gdyby tak było, oznaczałoby to najlepszą wiadomość dla Piusowców. Bowiem uzyskanie nieoficjalnego statusu sparingpartnera Benedykta XVI zmniejszyłoby znacznie ciśnienie związane z negocjacjami. Ich celem nie byłoby porozumienie, lecz … negocjowanie. Sparingpartner byłby w pewien sposób „pompowany”, by rósł jego prestiż i pozycja. To byłaby taka „mała stabilizacja” po watykańsku. I najdobitniejsza różnica między Janem Pawłem II a Benedyktem XVI: od dbania o iluzoryczną jedność do pragmatycznego, choć niestety powolnego i stopniowego wyjaśniania błędów.


Cóż nas zatem czeka AD 2013 ? Sądzę, że Ojciec Święty będzie zachowywał status quo w jeszcze większym stopniu niż dotychczas. Przykładowo, jego "reformy reform" zostały zawetowane przez frakcję modernistyczną i on zdaje się pogodzony z tym faktem. Nie będzie zatem zmiany rytu Novus Ordo, lecz podręcznik, jak poprawnie to celebrować. Dokładnie jak w liście abp Di Noia: dajemy dobry przykład i liczymy, że to wystarczy. Tak zwani "mszaliści" będą zadowoleni. Nikt inny poza nimi nie będzie. Po raz kolejny przegrywamy z Soborem i jego Duchem. Zapowiadają się kolejne stracone lata dla Kościoła.