W ciągu ostatniego miesiąca Jego Ekscellencja Xiądz Biskup Ryszard Williamson FSSPX kilkukrotnie wypowiedział się poprzez swoje rozsyłane e-mailem komentarze („ELEISON COMMENTS”) na temat beatyfikacji Jana Pawła II oraz postawy Ojca Świętego Benedykta XVI. Ponieważ teksty te nie są regularnie tłomaczone na nasz język, uznałem za celowe streszczenie myśli Xiędza Biskupa zawartych w komentarzach CXCV i CXCVIII.
„Czy Jan Paweł II jest błogosławionym Kościoła katolickiego?” – pyta Biskup Williamson. I odpowiada: jest on raczej neobłogosławionym Kościoła Posoborowego. A czemże jest ów „Kościół Posoborowy” ? By to wyjaśnić, konieczna jest parabola. Katolicyzm jest jak benzyna – paliwo, dzięki któremu można jeździć samochodem. Na przeciwległym krańcu jest świecki humanizm, globalistyczna religja, której może w tem porównaniu odpowiadać woda. Obie substancje różnią się od siebie wyraźnie właściwościami tak, że niesposób je pomylić. Posoborowy neokatolicyzm jest zaś jak benzyna, do której dolano pewną domieszkę wody. Mieszanina tych cieczy wciąż pachnie i smakuje jak benzyna, ale nie ma jej właściwości: samochód nie ujedzie na takiem paliwie. Domieszka świeckiego humanizmu, jaką zawiera posoborowie, może zatrzymać działanie katolicyzmu. W tym konkretnym przypadku, dobrzy katolicy mogą się mylić, podejrzewając, że neobeatyfikacja jest ostatnim krokiem ku nieomylnej kanonizacji świętego.
Odkąd Jan Paweł II złagodził zasady procesu kanonizacyjnego, wymagany jest jeden a nie dwa cuda konieczne do wyniesienia kandydata na ołtarze, a co równie ważne (dopisek Krusejdera): integralność czynów postaci, której życie jest badane, coraz częściej zastępuje fragmentaryczność. Można zostać neobłogosławionym z uwagi na pewne zalety i cechy charakteru, niezależnie od pozostałych ułomności. I taki właśnie jest przypadek Jana Pawła II – posoborowego „bogosławionego”.
Katolików mogą zmylić elementy ich religji, które wciąż pozostają w Kościele Posoborowym. Ale tak jak Sobór Watykański II został zaprojektowany, by zastąpić katolicyzm posoborowiem, tak i posoborowie jest jedynie etapem ku wprowadzeniu świeckiego humanizmu. Trwa procesja od Bogu poprzez Neoboga ku Niebogu. Obecnie Watykan promuje neobłogosławionych swojego Neoboga, ale zapewne niedługo pojawią się „błogosławieni” Nieboga. Pamiętajmy jednak, jak naucza św. Augustyn, że prawdziwy Bóg nie porzuci żadnej duszy, jeśli ta dusza sama pierwej nie wyrzekła się Boga.
„Czy Benedykt XVI jest papieżem ?” pyta Biskup Williamson. I odpowiada: jest on zarówno prawdziwym papieżem Kościoła katolickiego jak i neopapieżem Kościoła Posoborowego, bo na dziś nie są to ciała rozłączne. Z jednej strony został on ważnie wybrany podczas conclave AD 2005 i zasługuje odtąd na wszelki szacunek, cześć i wsparcie jako Wikarjusz Chrystusowy. Z drugiej strony oczywistem jest, że Papież podejmuje działania wskazujące, że jest on głową Kościoła Posoborowego. Świadczą o tem np. neobeatyfikacja Jana Pawła II czy październikowe wspominanie spotkania z 1986 r. w Assyżu, podczas którego w imię posoborowego ekumenizmu pogwałcono pierwsze przykazanie Boże. Benedykt XVI zatem nie tylko pełni funkcję Wikarjusza Chrystusowego ale i – jak sądzę - zdradza ją nieutwierdzając braci swych w wierze. Szanując go jako Piotra naszych czasów, nie mogę podążać za nim czy być mu posłuszny, kiedy nie zachowuje się jak Piotr. Rozróżnienie to czynił również Arcybiskup Lefebvre.
Zauważmy również, że zdradzając – przynajmniej obiektywnie – prawdziwą religję, Benedykt XVI równocześnie trzyma się jej. Dla przykładu, organizując III spotkanie w Assyżu bez mieszania religij (jakie miało miejsce 25 lat temu), nakazuje, by procesja zgromadzonych odbywała się w ciszy. Innemi słowy, gdy promuje błąd, stara się nie porzucić prawdy. Stale przypomina matematyka dopuszczającego, że 2 + 2 = 4 albo 5. Jeśli tak czyni Papież, to realizuje receptę na zamieszanie w Kościele. Bowiem każdy podążający za jego „arytmetyką”, będzie doświadczał w głowie sprzeczności.
Zauważmy jednak, że Benedykt XVI osobiście jako matematyk twierdzi, że wierzy, że „2 + 2 = 4”. Tak długo, jak jego postawa jest szczera, a taką się być wydaje – Papież nie zaprzecza dobrowolnie żadnej ze zdefiniowanych praw wiary katolickiej. Raczej jest przekonany, jak dowodzi bp Tissier, że „regeneruje” je za pomocą nowoczesnego myślenia. Trudno zatem oskarżyć go o hołdowanie formalnej herezji w takim przypadku, w związku z czem nawet promowanie i umiłowanie przez Benedykta XVI wykładni „2 + 2 = 5” nie zmieni biskupa Williamsona w sedewakantystę.
sobota, 14 maja 2011
Zaskakujący zwrot w sprawie abp. Teodorowicza
Portal kresy.pl opublikował kilka dni temu zaskakującą notatkę odnoszącą się do ostatniego jak dotąd metropolity lwowskiego obrządku ormiańskokatolickiego, śp. Arcybiskupa Józefa Teodorowicza. Ów niezłomny patriota polski i ormiański został pochowany na Cmentarzu Orląt Lwowskich AD 1938. Za okupacji bolszewickiej jego doczesne szczątki zostały przeniesione do innego grobowca, by uchronić je przed profanacją, możliwą podczas likwidacji Cmentarza Orląt.
Jak pisał o sprawie Xiądz Tadeusz Isakowicz - Zaleski
Ów skromny grobowiec pozostaje pusty, albowiem okupujący Lwów od 20 lat Ukraińcy nie wyrażają zgody na pochówek duchowego przywódcy Orląt. Czy to się zmieniło ? Z notatki zamieszczonej na kresy.pl wynika, że tak. Nie wiemy, czy pogrzeb ma mieć charakter adekwatny do rangi Arcybiskupa, czy jest półprywatną inicjatywą, dla której nie zabezpieczono wsparcia ze strony instytucyj państwowych.
Z jednej strony, serce chciałoby, by szczątki naszego wielkiego rodaka spoczęły wreszcie w godnem miejscu. Ze strony drugiej, skoro spoczywają w innym grobie od kilkudziesięciu lat, to powinny być stamtąd przeniesione w godny i honorowy sposób, podczas uroczystości uświetnionej obecnością kardynałów, biskupów, prezydentów, ministrów i przedstawicieli mniejszości ormiańskiej. Mam poważne wątpliwości, czy wszystko to nastąpi, albowiem zapowiedziana data pogrzebu – 6 czerwca – to poniedziałek, a więc dzień uniemożliwiający liczny udział zwykłych ludzi. Wreszcie, od czego być może należałoby zacząć tę notatkę, moje wielkie wątpliwości budzi teza główna informacji portalu kresy.pl, jakoby „po wielu latach udało się odnaleźć trumnę arcybiskupa ukrytą w rodzinnym grobowcu Kłosowskich.”
Od kilku lat interesuję się sprawą ponownego pochówku szczątków Arcybiskupa i bez trudności znałem nazwisko rodziny, w grobie której zostały one złożone. Nie chce mi się wierzyć, by zarówno polscy specjaliści do spraw dziedzictwa narodowego znajdującego się poza aktualnemi granicami Polski jak i przedstawiciele mniejszości polskiej we Lwowie, dopiero w tych dniach odkryli tę trumnę. Bo grobowce na Łyczakowie to nie są egipskie piramidy, w których latami można szukać szczątków tego czy innego faraona.
Coś w sprawie ponownego pochówku Arcybiskupa Józefa Teodorowicza może głęboko nie grać. Albo, jak napisałem, jest to półprywatna inicjatywa kręgu pasjonatów, albo – czego również nie można wykluczyć – smutny przykład wielowymiarowej „zgody” polegającej na szybkiem załatwieniu „problemu”. Nie oczekujmy wówczas, by za cztery tygodnie ukazała się jakakolwiek większa relacja z pogrzebu. Bo nikt „ważny” nie będzie w nim uczestniczył, jedynie garstka Ormian z III RP…
Last but not least: nie podano, gdzie będzie miał miejsce ponowny pochówek Arcybiskupa. Nie wyobrażam sobie innego miejsca niż kwatery Orląt, ale skoro nie podano tej informacji, to wszystko jest możliwe.
Jak pisał o sprawie Xiądz Tadeusz Isakowicz - Zaleski
"Od 1991 r. środowisko ormiańskie w Polsce czyni starania o godny pochówek arcybiskupa, ale sprawa ta nie może znaleźć swojego szczęśliwego finału, choć dawny grobowiec Teodorowicza na Cmentarzu Orląt został ostatnio odnowiony w ramach prac renowacyjnych, prowadzonych przez min. Andrzeja Przewoźnika, sekretarza Rady Pamięci Miejsc Walk i Męczeństwa. Grobowiec jest jednak nadal pusty."
Ów skromny grobowiec pozostaje pusty, albowiem okupujący Lwów od 20 lat Ukraińcy nie wyrażają zgody na pochówek duchowego przywódcy Orląt. Czy to się zmieniło ? Z notatki zamieszczonej na kresy.pl wynika, że tak. Nie wiemy, czy pogrzeb ma mieć charakter adekwatny do rangi Arcybiskupa, czy jest półprywatną inicjatywą, dla której nie zabezpieczono wsparcia ze strony instytucyj państwowych.
Z jednej strony, serce chciałoby, by szczątki naszego wielkiego rodaka spoczęły wreszcie w godnem miejscu. Ze strony drugiej, skoro spoczywają w innym grobie od kilkudziesięciu lat, to powinny być stamtąd przeniesione w godny i honorowy sposób, podczas uroczystości uświetnionej obecnością kardynałów, biskupów, prezydentów, ministrów i przedstawicieli mniejszości ormiańskiej. Mam poważne wątpliwości, czy wszystko to nastąpi, albowiem zapowiedziana data pogrzebu – 6 czerwca – to poniedziałek, a więc dzień uniemożliwiający liczny udział zwykłych ludzi. Wreszcie, od czego być może należałoby zacząć tę notatkę, moje wielkie wątpliwości budzi teza główna informacji portalu kresy.pl, jakoby „po wielu latach udało się odnaleźć trumnę arcybiskupa ukrytą w rodzinnym grobowcu Kłosowskich.”
Od kilku lat interesuję się sprawą ponownego pochówku szczątków Arcybiskupa i bez trudności znałem nazwisko rodziny, w grobie której zostały one złożone. Nie chce mi się wierzyć, by zarówno polscy specjaliści do spraw dziedzictwa narodowego znajdującego się poza aktualnemi granicami Polski jak i przedstawiciele mniejszości polskiej we Lwowie, dopiero w tych dniach odkryli tę trumnę. Bo grobowce na Łyczakowie to nie są egipskie piramidy, w których latami można szukać szczątków tego czy innego faraona.
Coś w sprawie ponownego pochówku Arcybiskupa Józefa Teodorowicza może głęboko nie grać. Albo, jak napisałem, jest to półprywatna inicjatywa kręgu pasjonatów, albo – czego również nie można wykluczyć – smutny przykład wielowymiarowej „zgody” polegającej na szybkiem załatwieniu „problemu”. Nie oczekujmy wówczas, by za cztery tygodnie ukazała się jakakolwiek większa relacja z pogrzebu. Bo nikt „ważny” nie będzie w nim uczestniczył, jedynie garstka Ormian z III RP…
Last but not least: nie podano, gdzie będzie miał miejsce ponowny pochówek Arcybiskupa. Nie wyobrażam sobie innego miejsca niż kwatery Orląt, ale skoro nie podano tej informacji, to wszystko jest możliwe.
wtorek, 10 maja 2011
Po staremu !!
Zapowiedź zorganizowania w Olsztynie wykładu i Mszy Świętej trydenckiej celebrowanej przez x. Edmunda Naujokaitisa FSSPX zmobilizowała miejscowych hierarchów do dania silnego odporu.
Oto sam Wikarjusz Generalny tamtejszej Archidiecezji podpisał oświadczenie, które wskazuje, że poziom wiedzy kurjalistów na temat tradycjonalizmu katolickiego podnosi się bardzo powoli. Przeanalizujmy zatem poszczególne twierdzenia formowane przez JE biskupa Jacka Jezierskiego.
1. Bractwo św. Piusa X działa nielegalnie z punku widzenia prawa obowiązującego w Kościele.
Widzę tu ów powolny progres we właściwą stronę (a więc ... regres), albowiem nie ma fałszywego oskarżania lefebrystów o schizmę.
2. Bractwo, którego założycielem był abp Marcel Lefébvre (+1991), kwestionuje ustalenia Soboru Watykańskiego II oraz nauczanie papieży Jana XXIII, Pawła VI i Jana Pawła II.
Z tekstu nie wynika zatem, by Bractwo kwestjonowało nauczanie aktualnego papieża, Ojca Świętego Benedykta XVI. Nie jest jednak oczywiste, czy nauczanie to jest przyjmowane przez ... archidiecezję warmińską.
3. Wobec aktu poważnego nieposłuszeństwa abp Marcela Lefébvre jakim było samowolne udzielenie święceń biskupich czterem osobom, Jan Paweł II stwierdził zaciągnięcie kary ekskomuniki wobec szafarza święceń oraz czterech wyświęconych przez niego biskupów (1988).
4. Ojciec Święty Benedykt XVI próbuje szukać sposobów integracji społeczności tradycjonalistów z Kościołem Powszechnym. Dlatego, uwolnił czterech biskupów z kar kościelnych zaciągniętych poprzez nielegalne przyjęcie święceń (2009). Biskupi ci, nie zyskali przez to prawa do pełnienia jakichkolwiek funkcji.
To oficjalna linja Watykanu.
5. Dialog z tradycjonalistami prowadzi Stolica Apostolska. Nie przyniósł on na razie rezultatów. Tradycjonaliści odrzucają nadal nauczanie Soboru na temat wolności religijnej (praw człowieka), możliwości dialogu z judaizmem, ekumenizmu oraz dialogu z religiami.
Celem rozmów pomiędzy FSSPX a Stolicą Apostolską NIE jest doprowadzenie do uznania przez Bractwo poglądów teologicznych podzielanych przez członków Kościoła Posoborowego. Przestawiciele Watykanu w rzeczonej komisji dwustronnej to konserwatywni teologowie katoliccy, którzy sami są nastawieni krytycznie do posoborowej rzeczywistości.
6. Uczestnictwo katolików z liturgii tradycjonalistów byłoby aktem nieposłuszeństwa Kościołowi i sprzyjałoby to zamętowi w życiu kościelnym.
Co miał Biskup na myśli, zapewne nie wie nawet on sam. Albowiem od niemal czterech lat najwyższy ziemski przełożony biskupa Jezierskiego, J.Św. Benedykt XVI nakazuje mu w motu proprio Summorum Pontificum:
Jaka jest realizacja woli Ojca Świętego w archidiecezji warmińskiej, możemy sprawdzić na stronach Nowego Ruchu Liturgicznego.
W całej archidiecezji celebrowana jest publicznie 1 (słownie: JEDNA) Msza miesięcznie, w jednej z podolsztyńskich miejscowości. Jednak archidiecezja nie ma w tem żadnego udziału - to prywatna inicjatywa pewnego zacnego proboszcza, który bez zachęty swojego biskupa wypełnia wolę Ojca Świętego Benedykta XVI. Wiem też o Mszach prywatnych celebrowanych również z własnej inicjatywy przez zakonników, np. w Stoczku Warmińskim.
Wszystko to jednak pokazuje nam, że wprowadzenie w Olsztynie Mszy odprawianej "po staremu" odbędzie się "po staremu": najpierw kilkukrotnie przyjadą xięża lefebryści a dopiero wtedy, pod groźbą powstania regularnej kaplicy, biskup się łaskawie zgodzi i jakiejś koncesji udzieli.
Wiernych Tradycji katolickiej z Olsztyna i wszystkich katolikom, którzy są im życzliwi, proszę o modlitwę do Świętej Królowej Jadwigi. Bowiem bez osobistego poświęcenia naszej Świętej, przodkowie nasi przed sześcioma wiekami nie nawróciliby Litwy. A bez tego nie byłoby dziś zacnego litewskiego xiędza Edmunda, który niczem spółczesny święty Wojciech, czyni konkretne kroki ku rekatolicyzacji dawnych ziem pruskich. Wstydź się kurjo warmińska, wstydź się xięże biskupie Jezierski, że wasze zas...adnicze obowiązki musi wypełniać przyjezdny kapłan, misjonarz. Żenujące oświadczenie, którem powyżej omówił, jest najlepszym dowodem na istnienie kryzysu Kościoła.
Oto sam Wikarjusz Generalny tamtejszej Archidiecezji podpisał oświadczenie, które wskazuje, że poziom wiedzy kurjalistów na temat tradycjonalizmu katolickiego podnosi się bardzo powoli. Przeanalizujmy zatem poszczególne twierdzenia formowane przez JE biskupa Jacka Jezierskiego.
1. Bractwo św. Piusa X działa nielegalnie z punku widzenia prawa obowiązującego w Kościele.
Widzę tu ów powolny progres we właściwą stronę (a więc ... regres), albowiem nie ma fałszywego oskarżania lefebrystów o schizmę.
2. Bractwo, którego założycielem był abp Marcel Lefébvre (+1991), kwestionuje ustalenia Soboru Watykańskiego II oraz nauczanie papieży Jana XXIII, Pawła VI i Jana Pawła II.
Z tekstu nie wynika zatem, by Bractwo kwestjonowało nauczanie aktualnego papieża, Ojca Świętego Benedykta XVI. Nie jest jednak oczywiste, czy nauczanie to jest przyjmowane przez ... archidiecezję warmińską.
3. Wobec aktu poważnego nieposłuszeństwa abp Marcela Lefébvre jakim było samowolne udzielenie święceń biskupich czterem osobom, Jan Paweł II stwierdził zaciągnięcie kary ekskomuniki wobec szafarza święceń oraz czterech wyświęconych przez niego biskupów (1988).
4. Ojciec Święty Benedykt XVI próbuje szukać sposobów integracji społeczności tradycjonalistów z Kościołem Powszechnym. Dlatego, uwolnił czterech biskupów z kar kościelnych zaciągniętych poprzez nielegalne przyjęcie święceń (2009). Biskupi ci, nie zyskali przez to prawa do pełnienia jakichkolwiek funkcji.
To oficjalna linja Watykanu.
5. Dialog z tradycjonalistami prowadzi Stolica Apostolska. Nie przyniósł on na razie rezultatów. Tradycjonaliści odrzucają nadal nauczanie Soboru na temat wolności religijnej (praw człowieka), możliwości dialogu z judaizmem, ekumenizmu oraz dialogu z religiami.
Celem rozmów pomiędzy FSSPX a Stolicą Apostolską NIE jest doprowadzenie do uznania przez Bractwo poglądów teologicznych podzielanych przez członków Kościoła Posoborowego. Przestawiciele Watykanu w rzeczonej komisji dwustronnej to konserwatywni teologowie katoliccy, którzy sami są nastawieni krytycznie do posoborowej rzeczywistości.
6. Uczestnictwo katolików z liturgii tradycjonalistów byłoby aktem nieposłuszeństwa Kościołowi i sprzyjałoby to zamętowi w życiu kościelnym.
Co miał Biskup na myśli, zapewne nie wie nawet on sam. Albowiem od niemal czterech lat najwyższy ziemski przełożony biskupa Jezierskiego, J.Św. Benedykt XVI nakazuje mu w motu proprio Summorum Pontificum:
Mszał Rzymski ogłoszony przez św. Piusa V i wydany po raz kolejny przez bł. Jana XXIII powinien być uznawany za nadzwyczajny wyraz tej samej zasady modlitwy (Lex orandi) i musi być odpowiednio uznany ze względu na czcigodny i starożytny zwyczaj. Te dwa wyrazy zasady modlitwy (Lex orandi) Kościoła nie mogą w żaden sposób prowadzić do podziału w zasadach wiary (Lex credendi). Są to bowiem dwie formy tego samego Rytu Rzymskiego.
Jaka jest realizacja woli Ojca Świętego w archidiecezji warmińskiej, możemy sprawdzić na stronach Nowego Ruchu Liturgicznego.
W całej archidiecezji celebrowana jest publicznie 1 (słownie: JEDNA) Msza miesięcznie, w jednej z podolsztyńskich miejscowości. Jednak archidiecezja nie ma w tem żadnego udziału - to prywatna inicjatywa pewnego zacnego proboszcza, który bez zachęty swojego biskupa wypełnia wolę Ojca Świętego Benedykta XVI. Wiem też o Mszach prywatnych celebrowanych również z własnej inicjatywy przez zakonników, np. w Stoczku Warmińskim.
Wszystko to jednak pokazuje nam, że wprowadzenie w Olsztynie Mszy odprawianej "po staremu" odbędzie się "po staremu": najpierw kilkukrotnie przyjadą xięża lefebryści a dopiero wtedy, pod groźbą powstania regularnej kaplicy, biskup się łaskawie zgodzi i jakiejś koncesji udzieli.
Wiernych Tradycji katolickiej z Olsztyna i wszystkich katolikom, którzy są im życzliwi, proszę o modlitwę do Świętej Królowej Jadwigi. Bowiem bez osobistego poświęcenia naszej Świętej, przodkowie nasi przed sześcioma wiekami nie nawróciliby Litwy. A bez tego nie byłoby dziś zacnego litewskiego xiędza Edmunda, który niczem spółczesny święty Wojciech, czyni konkretne kroki ku rekatolicyzacji dawnych ziem pruskich. Wstydź się kurjo warmińska, wstydź się xięże biskupie Jezierski, że wasze zas...adnicze obowiązki musi wypełniać przyjezdny kapłan, misjonarz. Żenujące oświadczenie, którem powyżej omówił, jest najlepszym dowodem na istnienie kryzysu Kościoła.
poniedziałek, 9 maja 2011
Zabawa z Jezusem
Chyba każdy z nas zaryzykowałby tezę, że objaśnianie Mszy Świętej jako "zabawy z Jezusem" jest chorem urojeniem jakiegoś posoborowego oprawcy liturgicznego. Jednak czasem pozory mogą mylić, albowiem nazywa się tak jeden z cenniejszych i ciekawszych zabytków językowo - liturgicznych wieku XVII. Mam tu na myśli opracowanie pt. "Zabawa z Jezusem przez Mszą Świętą" autorstwa x. Marcina Hinczy TJ. Zawiera ono popularny, "przedsoborowy" sposób rozważania tajemnic Mszy Świętej nawiązujący do kolejnych części Ofjary Eucharystycznej.
W każdym modlitewniku naszych dziadków znajdowało się jedno lub dwa tego typu rozmyślania, które uwypuklały dla pożytku wiernych określone aspekty liturgji katolickiej. Taka pomoc dla wiernych była częstszą niż Mszaliki zawierające Ordo Missae, które pojawiły się w Polsce zasadniczo w 2 połowie XIX wieku.
Dodajmy wreszcie, na zakończenie tego krótkiego wpisu, o co chodzi z tytułową frapującą ZABAWĄ. W staropolszczyźnie wyraz ten oznaczał "zajmowanie się", "zajęcie", a więc nie miał żadnych konotacyj związanych z rozrywką. Nie musimy zatem zawiadamiać hipotetycznej "Kroniki Vetus Ordo", prowadzonej przez równie hipotetycznego Sinistrusa.
Zapraszam Państwa do galerji zawierającej skany rozważań ojca Hinczy oraz życzę pożytecznej i miłej lektury.
W każdym modlitewniku naszych dziadków znajdowało się jedno lub dwa tego typu rozmyślania, które uwypuklały dla pożytku wiernych określone aspekty liturgji katolickiej. Taka pomoc dla wiernych była częstszą niż Mszaliki zawierające Ordo Missae, które pojawiły się w Polsce zasadniczo w 2 połowie XIX wieku.
Dodajmy wreszcie, na zakończenie tego krótkiego wpisu, o co chodzi z tytułową frapującą ZABAWĄ. W staropolszczyźnie wyraz ten oznaczał "zajmowanie się", "zajęcie", a więc nie miał żadnych konotacyj związanych z rozrywką. Nie musimy zatem zawiadamiać hipotetycznej "Kroniki Vetus Ordo", prowadzonej przez równie hipotetycznego Sinistrusa.
Zapraszam Państwa do galerji zawierającej skany rozważań ojca Hinczy oraz życzę pożytecznej i miłej lektury.
poniedziałek, 2 maja 2011
Dwie gry, dwie parafie
I. Od zeszłego roku użytkownicy Facebook’a mogą korzystać z przyjaznej pro-katolickiej gry przeglądarkowej PriestVille. Nie jest ona zbyt skomplikowana i nie daje rozwinąć skrzydeł graczom, którzy dniami i nocami katowali kolejne odsłony Sid Meier’s Civilization, ale pozwala awansować – od prostego proboszcza poprzez prałata, biskupa, arcybiskupa i kardynała aż po samego papieża.
Gra ma jakieś walory edukacyjne, bowiem każdy duchowny może i powinien pożywać energję na czytaniach liturgicznych, zapoznaje się z życiorysem świętym będącym patronem danego dnia a także z rozmaitemi obowiązkami, jakie w ciągu roku kościelnego są udziałem duchownych: szkolenie ministrantów, święcenie palm na Niedzielę Palmową, prowadzenie procesji Bożego Ciała, asystowanie przy sakramencie małżeństwa.
Priestville opisuje współczesny Kościół katolicki, zatem mamy też np. spotkania międzyreligijne z innowiercami. Jednak więcej jest w niej akcentów tradycjonalistycznych: można kupić sobie Mszał Jana XXIII czy manipularz i korzystać ze związanych z nimi bonusów w debatach, tudzież gdy będąc prałatem zapraszamy do koncelebry jednego z księży – emerytów, pojawia się komentarz, że kapłan wolałby odprawiać tradycyjną Mszę łacińską.
Patrząc po użytkownikach Priestville, jest tam sporo naszych ludzi. Pseudonimy: Marcel Lefebvre, Antonio de Castro Mayer oraz imiona papieży Piusów są często spotkane, zapewne jest nas więcej niż wojtyljanistów.
II. Wszedłem sobie dziś na stronę gówną GWna i zainteresował mię link zawarty w dziale Technologie: „Być jak ksiądz - zbuduj własną parafię i baw się”. Na początku myślałem, że powstało spolszczenie Priestville. Utwierdzał mię w tem obrazek umieszczony na początku tekstu.
Jednak lektura wywiadu wskazuje, że mamy do czynienia z projektem polskim. Niejaki Aleksander Podgórni wyjaśnia niemal wszystko: „Tematyka nieco kontrowersyjna chyba jest idealna dla mediów, spory ruch dostarczyły nam publikacje m.in. na stronie głównej gazeta.pl (co zabiło nam pierwszy serwer ;) ) czy też w gazecie Fakty i Mity.”
A także:
Staramy się nie obrażać uczuć religijnych, przynajmniej swoich uczuć religijnych. Tematyka została wybrana z premedytacją. Bo nie może być tak, że wszyscy obawiają się reakcji księży i nic nie robią, bo można obrazić uczucia religijne. Daleko nam w obrażaniu uczuć religijnych do ludzi z grupy Monty Python, którymi się inspirujemy ale nie mamy odwagi ani czelności się do nich porównywać. Niektóre sytuacje są bardzo przerysowane, inne wymyślone a jeszcze inne stereotypowe. Wszystko jednak okraszone jest humorem. Specyficznym humorem. To ma być przede wszystkim dobra zabawa, a nie jakaś wojna z klerem.
Wizyta na stronie plagiatorów wskazuje nam, jakie poczucie humoru reprezentują. Dostęp do tego humoru jest reglamentowany, by zapoznać się z koncepcją gry, musiałem się zarejestrować jako jej użytkownik. Jednak blog daje ogólne pojęcie o tej patologji i każdy może się z nią zapoznać. Jest nawet link do wspomnianego już wyżej artykułu z FiM.
PRAWDZIWA KREW
Szczerze wątpię, by ktokolwiek w polskiem posoborowiu chciał ruszyć cztery litery i wytoczyć proces wychowankom Grzegorza Piotrowskiego & co. Ponadto proces taki mógłby również rozreklamować grę, jak każda tego typu akcja. Zatem zgłosiłem sprawę do PriestVille i liczę, że będą oni zainteresowanie procesem o plagiat i naruszenie dóbr osobistych. Bowiem parafia.biz ewidentnie jedzie na pewnej popularności PriestVille i pozytywnej reputacji, jaką zdobyła już sobie ona w wirtualnej społeczności katolików.
P.S. Czy nigdzie poza Polską swołocze nie wpadły na pomysł tak wyszukanej „rozrywki” ?
Gra ma jakieś walory edukacyjne, bowiem każdy duchowny może i powinien pożywać energję na czytaniach liturgicznych, zapoznaje się z życiorysem świętym będącym patronem danego dnia a także z rozmaitemi obowiązkami, jakie w ciągu roku kościelnego są udziałem duchownych: szkolenie ministrantów, święcenie palm na Niedzielę Palmową, prowadzenie procesji Bożego Ciała, asystowanie przy sakramencie małżeństwa.
Priestville opisuje współczesny Kościół katolicki, zatem mamy też np. spotkania międzyreligijne z innowiercami. Jednak więcej jest w niej akcentów tradycjonalistycznych: można kupić sobie Mszał Jana XXIII czy manipularz i korzystać ze związanych z nimi bonusów w debatach, tudzież gdy będąc prałatem zapraszamy do koncelebry jednego z księży – emerytów, pojawia się komentarz, że kapłan wolałby odprawiać tradycyjną Mszę łacińską.
Patrząc po użytkownikach Priestville, jest tam sporo naszych ludzi. Pseudonimy: Marcel Lefebvre, Antonio de Castro Mayer oraz imiona papieży Piusów są często spotkane, zapewne jest nas więcej niż wojtyljanistów.
II. Wszedłem sobie dziś na stronę gówną GWna i zainteresował mię link zawarty w dziale Technologie: „Być jak ksiądz - zbuduj własną parafię i baw się”. Na początku myślałem, że powstało spolszczenie Priestville. Utwierdzał mię w tem obrazek umieszczony na początku tekstu.
Jednak lektura wywiadu wskazuje, że mamy do czynienia z projektem polskim. Niejaki Aleksander Podgórni wyjaśnia niemal wszystko: „Tematyka nieco kontrowersyjna chyba jest idealna dla mediów, spory ruch dostarczyły nam publikacje m.in. na stronie głównej gazeta.pl (co zabiło nam pierwszy serwer ;) ) czy też w gazecie Fakty i Mity.”
A także:
Staramy się nie obrażać uczuć religijnych, przynajmniej swoich uczuć religijnych. Tematyka została wybrana z premedytacją. Bo nie może być tak, że wszyscy obawiają się reakcji księży i nic nie robią, bo można obrazić uczucia religijne. Daleko nam w obrażaniu uczuć religijnych do ludzi z grupy Monty Python, którymi się inspirujemy ale nie mamy odwagi ani czelności się do nich porównywać. Niektóre sytuacje są bardzo przerysowane, inne wymyślone a jeszcze inne stereotypowe. Wszystko jednak okraszone jest humorem. Specyficznym humorem. To ma być przede wszystkim dobra zabawa, a nie jakaś wojna z klerem.
Wizyta na stronie plagiatorów wskazuje nam, jakie poczucie humoru reprezentują. Dostęp do tego humoru jest reglamentowany, by zapoznać się z koncepcją gry, musiałem się zarejestrować jako jej użytkownik. Jednak blog daje ogólne pojęcie o tej patologji i każdy może się z nią zapoznać. Jest nawet link do wspomnianego już wyżej artykułu z FiM.
PRAWDZIWA KREW
Być może relikwia komuś kojarzy się z serialem True Blood. Tym wszystkim, którym się z tym kojarzy, trzeba powiedzieć, że wampir mógłby się nią pożywić. Jednak to jedyne podobieństwo. A i tak by się nie najadł.
To prawdziwa krew papieża w probówce. Czasem słychać głosy: że to średniowiecze! Jak tak można? To podłe? Co na to etyka!? Etyka? Eee co? To jakiś internetowy patyk? To tradycja. A tradycja rzecz święta!
Ważne, że relikwia jest prawdziwa. Utoczyli papieżowi krew a ona jest cudowna. No musi być cudowna, bo inaczej by się w probówce nie znalazła. Proste? Proste! I ważne, że jest w twojej parafii. Może niedługo uda się zdobyć kawałek palca lub ucha? To będzie można sobie własnego papieża złożyć.
BONUSY:
* przyrost zdrowia: +1
* ilość wikarych +1
* Ministranci: atak +1
* Lektorzy: atak +40
* Organiści: atak +560
* Małe Dewotki: obrona +1
* Babcie Moherowe: obrona +45
* Gospodynie Proboszcza: obrona +880
UWAGA!
Relikwię można zakupić jedynie w najbliższy długi weekend. Jej sprzedaż rozpocznie się od nieokreślonej godziny w sobotę (30.04.2011) i potrwa do wtorku (03.05.2011) godzina 21:00 – lub do całkowitego wysprzedania 666 sztuk jakie znajdą się na rynku.
Szczerze wątpię, by ktokolwiek w polskiem posoborowiu chciał ruszyć cztery litery i wytoczyć proces wychowankom Grzegorza Piotrowskiego & co. Ponadto proces taki mógłby również rozreklamować grę, jak każda tego typu akcja. Zatem zgłosiłem sprawę do PriestVille i liczę, że będą oni zainteresowanie procesem o plagiat i naruszenie dóbr osobistych. Bowiem parafia.biz ewidentnie jedzie na pewnej popularności PriestVille i pozytywnej reputacji, jaką zdobyła już sobie ona w wirtualnej społeczności katolików.
P.S. Czy nigdzie poza Polską swołocze nie wpadły na pomysł tak wyszukanej „rozrywki” ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)








