Od maja 2014 r. do chwili bieżącej odbyło się w Polsce już pięć jednodniowych „Kongresów dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla”. Ich inicjatorem jest Stowarzyszenie "Klub Fides Et Ratio". Analiza treści kongresów i prelegentów (np. edycje I i II ; edycja V ) wskazuje, że stanowią ciekawą mieszankę idej, łączącą polskich integrystów od konserwatywnego Novus Ordo po sedewakantystów. Samo w sobie byłoby to dobre, gdyby nie jedna, bardzo niepokojąca domieszka. Poprzez dobór zapraszanych prelegentów wywodzących się m.in. z kręgów sympatyków śp. Księdza Tadeusza Kiersztyna organizator kongresów promuje prywatne, niezatwierdzone przez Kościół objawienia powstające w ww. kręgu. O problemach tego dotyczących pisaliśmy na „Młocie” kilka lat temu, np. w recenzji książkowego wywiadu z ks. Stanisławem Małkowskim.
Nic się od tego czasu nie zmieniło:
1) Teologia kiersztynowców zawiera błędy w odniesieniu do kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa.
2) Prywatne objawienia nie są badane ani zatwierdzane przez Kościół…. i nie wydaje się, by mogły być, bowiem w tych kręgach (kiersztynowcy, ks. Natanek, Adam Człowiek) mają one charakter codziennej „gorącej linii” z nieba.
W tym ujęciu tradycyjna Msza łacińska czy też walka z masonerią i modernizmem zdają się być nośnikiem do promocji pomysłu intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski. Czy tradycjonaliści zapraszani na kongresy intronizacyjne powinni swą obecnością dawać na to przyzwolenie? Czy godzi się wygłaszać referaty dotyczące spraw autonomicznych, np. liturgii przedsoborowej, encykliki Quas Primas Piusa XI itp. itd. nie dostrzegając ogólnego kontekstu, jaki tu się szykuje?
Uważam uwikłanie tradycjonalizmu katolickiego w prywatne objawienia za jedno z największych zagrożeń, przed jakimi możemy stanąć. Byłoby to zresztą dogłębnie sprzeczne z istotą naszego podejścia do świata, opartego o filozofię realistyczną. Katolicyzm głosi, że powinniśmy podejmować decyzje w oparciu o analizę faktów i wnioskowanie rozumowe. Charyzmatycy uważają, że nasza religijność (i nie tylko) powinna się opierać o uczucia i doznania, na które trzeba się otworzyć. Objawieniowcy podejmują swoje decyzje w oparciu o nierozeznany przez Kościół głos, który traktują jako wolę Pana Boga. Nie chciałbym nikogo urazić, ale metodologicznie podejściu temu najbliżej jest do szamanizmu, czy ogólniej – religij pierwotnych.
Nawet jeśli przez pewien czas medium głosić będzie doktrynę w miarę katolicką, to pozostaje pytanie, czy kiedyś nie przestanie. Przecież słynna przez lata sekta z Palmar de Troya zaczynała właśnie w ten sposób: od kontestowania posoborowia lat 70-tych XX wieku. Wizjonerzy i związane z nimi kręgi zapraszały arcybiskupa Lefebvre’a, który ich przekierował do arcybiskupa Thuca. Niezłomny wietnamski hierarcha bez wystarczającego zbadania sprawy (spowodowanego w szczególności barierami językowymi) uwierzył w prawdziwość objawień maryjnych w Palmar, po czym wyświęcił na kapłanów świeckich członków zakonu karmelitanów od Najświętszego Oblicza, a pięciu spośród nich udzielił sakry biskupiej. Zaledwie dwa lata później mieliśmy do czynienia z regularną sektą, której guru (w oparciu o objawienia rzekomego Jezusa Chrystusa) wymyślał nowe dogmaty, reformował liturgię i kanonizował świętych. Do tego wszystkiego mogą doprowadzić fałszywe objawienia.
wtorek, 3 listopada 2015
wtorek, 13 października 2015
Current 93 – tym razem dezinformacja przegrała
Oburzamy się tysiącami obywateli – katolików na różne „Golgota picnic”, organizujemy bojkoty napojów o nazwie „Demon”, redaktorzy „Egzorcysty” szukają diabła wszędzie prócz … własnych luster, a tymczasem, pomimo tak szerokiego frontu sił antysatanistycznych w Polsce o mały włos nie doszło do faktycznego skandalu.
W ramach odbywającego się właśnie krakowskiego festiwalu muzyki współczesnej UNSOUND zaplanowano koncerty w katolickich świątyniach. 16 października u św. Katarzyny miał zagrać neofolkowy band Davida Tibeta pod nazwą Current 93. Występ ten został zablokowany dzięki jednej osobie, bloggerowi Krzysztofowi Osiejukowi . Sprawie należy przyjrzeć się nieco bliżej.
Jak relacjonuje "Dziennik Polski":
Czytając wpis pt. Czemu Diabeł chodzi do kościoła? stwierdzam, że część ocen i oskarżeń p. Osiejuka jest przesadzona, a część osądów błędna. Należy zweryfikować, na ile się da, zdanie: „biorący udział w festiwalu artyści – powtórzę raz jeszcze, reprezentujący niemal wyłącznie i całkowicie jednoznacznie satanistyczny nurt we współczesnej sztuce muzycznej”, bo brzmi ono przerażająco. Zachęcam do podjęcia pogłębionego śledztwa przez osoby, które mają pojęcie o wspomnianych artystach. Osobiście jestem dość sceptyczny co do zacytowanego twierdzenia.
Kluczowe zdanie Bloggera: "16 października, u Św. Katarzyny, ma dojść do koncertu słynnego satanistycznego zespołu Current 93, którego logo stanowi ukrzyżowany Chrystus przyozdobiony odwróconym pentagramem" zawiera następujące nieścisłości:
1) Ukrzyżowany Chrystus jest identyczny z doskonale nam znanym wizerunkiem „ozdabiającym” ferulę Pawła VI. Wielokrotnie spotykałem się z informacjami pochodzącymi z różnych źródeł, iż ów znak (ta forma krzyża) był w średniowieczu wykorzystywany przez okultystów w celu demonstrowania zwycięstwa diabła nad Chrystusem.
2) „Odwrócony pentagram” to w istocie symetryczny heksagram, symbol stosowany przez słynnego satanistę Aleistera Crowley’a i jego zakony okultystyczne jako znak identyfikacji religijnej.
Dziennik Polski cytuje absolutnie kuriozalną wypowiedź Marka Horodniczego, przedstawianego jako publicysta katolicki, były redaktor naczelny magazynu „Fronda”.
Powszechnie dostępne źródła odnoszące się do p. Tibeta wskazują na jego synkretyzm religijny łączący chrześcijaństwo z buddyzmem i satanizmem crowley’owskim. Pozostaje w kontakcie z crowleyanami i jest przez nich wysoko ceniony, co dokumentuje nominacja z 2006 r. do najwyższego ciała doradczego międzynarodowej loży. Nazwa zespołu „Current 93” również ma konotacje okultystyczne.
Dla zainteresowanych: oto, jak odpowiedzieli na oskarżenia o satanizm organizatorzy Unsound i lider Current 93.
Który to już raz się dzieje?
W katedrze warszawsko – praskiej zaprezentowano parę lat temu organową wersję „Kołysanki Rosemary” z filmu Romana Polańskiego. Kościelna fundacja Bonum z parafii, w której pracował Ksiądz Jerzy Popiełuszko, żyrowała przez lata festiwal studencki, na którym grał Slayer czy Bad Religion, a teraz dowiadujemy się o krakowskim festiwalu Unsound. Dodam, że szukając materiałów do niniejszego wpisu odnalazłem informację o występach Current 93 we Wrocławiu AD 2008, w katedrze polskokatolickiej.
Przedstawiam dwa wnioski:
1. Kościoły powinno pozostawać miejscami kultu religijnego. Należy powstrzymywać się od łączenia ich z wydarzeniami patriotycznymi czy kulturą świecką. Pisząc w skrócie: koncert kolęd – tak; koncert operowy – nie; koncert z okazji Dnia Niepodległości – nie. Wyjątek zaproponowałbym dla muzyki organowej, którą poza świątyniami trudno usłyszeć na żywo.
2. Dziwi milczenie mediów katolickich w sprawie Current 93 na festiwalu Unsound w Krakowie. Czy żyją wyłącznie meczami reprezentacji i wyborami? A może synodem? W mniejszych i mniej oczywistych sprawach temat drążono. Teraz jest cisza …
Rozumiem, że łatwiej protestować w sprawie Behemotha, o którym wszyscy wszystko wiedzą. Lub publikować idiotyczne listy zagrożeń duchowych, na których będzie AC/ DC, Led Zeppelin i Black Sabbath.
Szacunek dla Państwa Hanny i Krzysztofa Osiejuków - za podjęcie działań i ich skuteczny finał. Nie wyrażę uznania dla Kurii krakowskiej – za zerwanie współpracy z festiwalem Unsound po tym, jak afera wybuchła. Dlaczego? Bo trzeba być idiotami, by współpracować z podmiotem, który kilka lat temu promował jako gwiazdę współczesnej muzyki pannę Marinę Hantzis, znaną pod pseudonimem scenicznym Sasha Grey.
W ramach odbywającego się właśnie krakowskiego festiwalu muzyki współczesnej UNSOUND zaplanowano koncerty w katolickich świątyniach. 16 października u św. Katarzyny miał zagrać neofolkowy band Davida Tibeta pod nazwą Current 93. Występ ten został zablokowany dzięki jednej osobie, bloggerowi Krzysztofowi Osiejukowi . Sprawie należy przyjrzeć się nieco bliżej.
Jak relacjonuje "Dziennik Polski":
Na dwa tygodnie przed koncertem, który był zaplanowany na najbliższy piątek, do proboszcza zatelefonowała Hanna Osiejuk (córka internetowego blogera Krzysztofa Osiejuka, znanego jako „Toyah”), która przestrzegała przed organizacją koncertu rzekomo „satanistycznego” wykonawcy.
- Aby wyjaśnić sytuację, poprosiliśmy artystę o jednoznaczną deklarację. Otrzymaliśmy od niego list, w którym stwierdza, że obecnie jest gorliwym chrześcijaninem. To wyjaśnienie uspokoiło proboszcza i wydawało się, że koncert jest niezagrożony - opowiada nam Małgorzata Płysa, szefowa fundacji Tone organizującej Unsound Festival. Niestety - pod koniec ubiegłego tygodnia podobne ostrzeżenie wpłynęło do krakowskiej kurii. Dlatego proboszcz św. Katarzyny musiał odwołać koncert formacji Current 93.
Czytając wpis pt. Czemu Diabeł chodzi do kościoła? stwierdzam, że część ocen i oskarżeń p. Osiejuka jest przesadzona, a część osądów błędna. Należy zweryfikować, na ile się da, zdanie: „biorący udział w festiwalu artyści – powtórzę raz jeszcze, reprezentujący niemal wyłącznie i całkowicie jednoznacznie satanistyczny nurt we współczesnej sztuce muzycznej”, bo brzmi ono przerażająco. Zachęcam do podjęcia pogłębionego śledztwa przez osoby, które mają pojęcie o wspomnianych artystach. Osobiście jestem dość sceptyczny co do zacytowanego twierdzenia.
Kluczowe zdanie Bloggera: "16 października, u Św. Katarzyny, ma dojść do koncertu słynnego satanistycznego zespołu Current 93, którego logo stanowi ukrzyżowany Chrystus przyozdobiony odwróconym pentagramem" zawiera następujące nieścisłości:
1) Ukrzyżowany Chrystus jest identyczny z doskonale nam znanym wizerunkiem „ozdabiającym” ferulę Pawła VI. Wielokrotnie spotykałem się z informacjami pochodzącymi z różnych źródeł, iż ów znak (ta forma krzyża) był w średniowieczu wykorzystywany przez okultystów w celu demonstrowania zwycięstwa diabła nad Chrystusem.
2) „Odwrócony pentagram” to w istocie symetryczny heksagram, symbol stosowany przez słynnego satanistę Aleistera Crowley’a i jego zakony okultystyczne jako znak identyfikacji religijnej.
Dziennik Polski cytuje absolutnie kuriozalną wypowiedź Marka Horodniczego, przedstawianego jako publicysta katolicki, były redaktor naczelny magazynu „Fronda”.
Koncertowa afera wynika z nieporozumienia, które, jak się okazuje, można wyjaśnić. - David Tibet był okultystą w połowie lat 80. i taki charakter miała też wtedy jego twórczość. Potem przeżył, jak sam twierdzi, nawrócenie na chrześcijaństwo. Dzisiaj wykonuje już zupełnie inną muzykę z innym przesłaniem. Decyzja kurii, do której ma oczywiście prawo, może więc wynikać z dezinformacji.
Powszechnie dostępne źródła odnoszące się do p. Tibeta wskazują na jego synkretyzm religijny łączący chrześcijaństwo z buddyzmem i satanizmem crowley’owskim. Pozostaje w kontakcie z crowleyanami i jest przez nich wysoko ceniony, co dokumentuje nominacja z 2006 r. do najwyższego ciała doradczego międzynarodowej loży. Nazwa zespołu „Current 93” również ma konotacje okultystyczne.
Dla zainteresowanych: oto, jak odpowiedzieli na oskarżenia o satanizm organizatorzy Unsound i lider Current 93.
Który to już raz się dzieje?
W katedrze warszawsko – praskiej zaprezentowano parę lat temu organową wersję „Kołysanki Rosemary” z filmu Romana Polańskiego. Kościelna fundacja Bonum z parafii, w której pracował Ksiądz Jerzy Popiełuszko, żyrowała przez lata festiwal studencki, na którym grał Slayer czy Bad Religion, a teraz dowiadujemy się o krakowskim festiwalu Unsound. Dodam, że szukając materiałów do niniejszego wpisu odnalazłem informację o występach Current 93 we Wrocławiu AD 2008, w katedrze polskokatolickiej.
Przedstawiam dwa wnioski:
1. Kościoły powinno pozostawać miejscami kultu religijnego. Należy powstrzymywać się od łączenia ich z wydarzeniami patriotycznymi czy kulturą świecką. Pisząc w skrócie: koncert kolęd – tak; koncert operowy – nie; koncert z okazji Dnia Niepodległości – nie. Wyjątek zaproponowałbym dla muzyki organowej, którą poza świątyniami trudno usłyszeć na żywo.
2. Dziwi milczenie mediów katolickich w sprawie Current 93 na festiwalu Unsound w Krakowie. Czy żyją wyłącznie meczami reprezentacji i wyborami? A może synodem? W mniejszych i mniej oczywistych sprawach temat drążono. Teraz jest cisza …
Rozumiem, że łatwiej protestować w sprawie Behemotha, o którym wszyscy wszystko wiedzą. Lub publikować idiotyczne listy zagrożeń duchowych, na których będzie AC/ DC, Led Zeppelin i Black Sabbath.
Szacunek dla Państwa Hanny i Krzysztofa Osiejuków - za podjęcie działań i ich skuteczny finał. Nie wyrażę uznania dla Kurii krakowskiej – za zerwanie współpracy z festiwalem Unsound po tym, jak afera wybuchła. Dlaczego? Bo trzeba być idiotami, by współpracować z podmiotem, który kilka lat temu promował jako gwiazdę współczesnej muzyki pannę Marinę Hantzis, znaną pod pseudonimem scenicznym Sasha Grey.
piątek, 4 września 2015
Miły gest Franciszka względem FSSPX
W Kościele Posoborowym trwają przygotowania do Roku Miłosierdzia, który ma się rozpocząć w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, czyli 8 grudnia. Z tej to przyczyny Franciszek napisał list zawierający kilka wskazówek duszpasterskich. Dwie najważniejsze myśli Papieża są szeroko komentowane. I co zaskakujące (do czego to doszło, że nie krytykujemy Franciszka ?!), obie bezdyskusyjnie słuszne.
Franciszek postanowił, by podczas Roku Miłosierdzia każdy kapłan mógł rozgrzeszać kobiety spowiadające się z grzechu aborcji. Czyn ten według prawa kanonicznego stanowi grzech zastrzeżony biskupowi, tj. w normalnych okolicznościach może z niego rozgrzeszać wyłącznie ordynariusz lub delegowani przezeń kapłani. Zakres delegacyj biskupich zależy od diecezji, co nie jest jasne ani przejrzyste dla wiernych. Jeden biskup upoważnia do rozgrzeszenia niemal wszystkich kapłanów (np. posiadających pięcioletni staż kapłaństwa), inny – jedynie wybranych prałatów. Oczywiście decyzja Franciszka nie wpływa na pozostałe warunki sakramentu pokuty, to jest rachunek sumienia, żal za grzechy, postanowienie poprawy, zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu.
Drugie postanowienie Franciszka jest szczególnie interesujące dla tradycjonalistów. Na Rok Miłosierdzia Papież jednostronnie udziela władzy administrowania sakramentu pokuty kapłanom należącym do Bractwa św. Piusa X:
Nie widzę powodów do tryumfu w związku z tą decyzją, gdyż zawsze byłem przekonany co do ważności i godziwości spowiedzi u Piusowców. Ale z pewnością sporo dobrych katolików miało wątpliwości w tej sprawie, a teraz się ich pozbędzie. Będzie uczestniczyć we Mszach celebrowanych przez kapłanów Bractwa, kupi jego publikacje i je przeczyta, a może kiedyś skorzysta ze spowiedzi, które miał na myśli Franciszek.
A ponieważ wiemy, że prowizorki są najtrwalsze, nie tylko w Polsce, to chyba możemy założyć, iż status FSSPX nie pogorszy się po zakończeniu Roku Miłosierdzia, czyli w nocy z 20 na 21 listopada 2016 r. Byłoby to zresztą bardzo … niemiłosierne.
Jakie mogą być dalsze konsekwencje zwykłego papieskiego listu ? Ano choćby takie, że i księżom diecezjalnym i zakonnym, których przełożeni zmuszają do zachowań sprzecznych z wiarą (np. ograniczanie praw zapisanych w Summorum Pontificum, odprawianie Nowej Mszy, udzielanie Komunii Św. na rękę, udział w spotkania międzyreligijnych itp.) byłoby łatwiej oddawać się pod opiekę duchową Bractwa, w którego kary kanoniczne wierzyliby już tylko najgłupsi moderniści.
A skoro już ich wspomnieliśmy … Ponieważ strony szkodliwe należy monitorować i piętnować, ponownie zajrzałem do nieszczęśników prowadzących bloga pod szczytną nazwą „W obronie tradycji i wiary”. Wciąż nie widać reakcji na wpis Młota , ale za to błyskawicznie pojawiła się analiza poświęcona słowom Franciszka na temat FSSPX.
Niestety, temat FSSPX ponownie przerósł naszego specjalistę. Dość powiedzieć, że gość nieprawidłowo zinterpretował nawet … termin, od jakiego Franciszek legalizuje spowiedź dokonywaną przez kapłanów FSSPX. On twierdzi, że dzieje się tak od daty publikacji papieskiego listu (1 września 2015) podczas gdy jego Autor wyraźnie odnosił się do okresu 8 grudnia 2015 – 20 listopada 2016 r. Większość wpisu stanowią bzdury, które wymagają analizy psychologicznej lub psychiatrycznej, ale na pewno nie teologicznej:
Oto, do czego prowadzą zaślepienie i nienawiść. Wszyscy katolicy dobrej woli powinni cieszyć się z decyzji Papieża Franciszka i wspierać go modlitwą, by podtrzymał tę passę na czas prac synodu na temat zagrożeń rodziny.
Franciszek postanowił, by podczas Roku Miłosierdzia każdy kapłan mógł rozgrzeszać kobiety spowiadające się z grzechu aborcji. Czyn ten według prawa kanonicznego stanowi grzech zastrzeżony biskupowi, tj. w normalnych okolicznościach może z niego rozgrzeszać wyłącznie ordynariusz lub delegowani przezeń kapłani. Zakres delegacyj biskupich zależy od diecezji, co nie jest jasne ani przejrzyste dla wiernych. Jeden biskup upoważnia do rozgrzeszenia niemal wszystkich kapłanów (np. posiadających pięcioletni staż kapłaństwa), inny – jedynie wybranych prałatów. Oczywiście decyzja Franciszka nie wpływa na pozostałe warunki sakramentu pokuty, to jest rachunek sumienia, żal za grzechy, postanowienie poprawy, zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu.
Drugie postanowienie Franciszka jest szczególnie interesujące dla tradycjonalistów. Na Rok Miłosierdzia Papież jednostronnie udziela władzy administrowania sakramentu pokuty kapłanom należącym do Bractwa św. Piusa X:
Ten Jubileuszowy Rok Miłosierdzia nie wyklucza nikogo. Niektórzy współbracia biskupi z różnych stron opowiadali mi o ich dobrej wierze i praktykowaniu sakramentów, z czym łączy się jednak dyskomfort życia w trudnej z duszpasterskiego punktu widzenia sytuacji. Ufam, że w bliskiej przyszłości będzie można znaleźć rozwiązania pozwalające przywrócić pełną jedność z kapłanami i przełożonymi Bractwa. Tymczasem, powodowany potrzebą zabiegania o dobro tych wiernych, rozporządzam i postanawiam, że osoby, które w Roku Świętym Miłosierdzia przystąpią do Sakramentu Pojednania u kapłanów z Bractwa św. Piusa X, otrzymają ważne i zgodne z prawem rozgrzeszenie.
Nie widzę powodów do tryumfu w związku z tą decyzją, gdyż zawsze byłem przekonany co do ważności i godziwości spowiedzi u Piusowców. Ale z pewnością sporo dobrych katolików miało wątpliwości w tej sprawie, a teraz się ich pozbędzie. Będzie uczestniczyć we Mszach celebrowanych przez kapłanów Bractwa, kupi jego publikacje i je przeczyta, a może kiedyś skorzysta ze spowiedzi, które miał na myśli Franciszek.
A ponieważ wiemy, że prowizorki są najtrwalsze, nie tylko w Polsce, to chyba możemy założyć, iż status FSSPX nie pogorszy się po zakończeniu Roku Miłosierdzia, czyli w nocy z 20 na 21 listopada 2016 r. Byłoby to zresztą bardzo … niemiłosierne.
Jakie mogą być dalsze konsekwencje zwykłego papieskiego listu ? Ano choćby takie, że i księżom diecezjalnym i zakonnym, których przełożeni zmuszają do zachowań sprzecznych z wiarą (np. ograniczanie praw zapisanych w Summorum Pontificum, odprawianie Nowej Mszy, udzielanie Komunii Św. na rękę, udział w spotkania międzyreligijnych itp.) byłoby łatwiej oddawać się pod opiekę duchową Bractwa, w którego kary kanoniczne wierzyliby już tylko najgłupsi moderniści.
A skoro już ich wspomnieliśmy … Ponieważ strony szkodliwe należy monitorować i piętnować, ponownie zajrzałem do nieszczęśników prowadzących bloga pod szczytną nazwą „W obronie tradycji i wiary”. Wciąż nie widać reakcji na wpis Młota , ale za to błyskawicznie pojawiła się analiza poświęcona słowom Franciszka na temat FSSPX.
Niestety, temat FSSPX ponownie przerósł naszego specjalistę. Dość powiedzieć, że gość nieprawidłowo zinterpretował nawet … termin, od jakiego Franciszek legalizuje spowiedź dokonywaną przez kapłanów FSSPX. On twierdzi, że dzieje się tak od daty publikacji papieskiego listu (1 września 2015) podczas gdy jego Autor wyraźnie odnosił się do okresu 8 grudnia 2015 – 20 listopada 2016 r. Większość wpisu stanowią bzdury, które wymagają analizy psychologicznej lub psychiatrycznej, ale na pewno nie teologicznej:
Dlaczego więc papież Franciszek udzielił tego przywileju? Żeby mącić, bo innych sensownych wyjaśnień nie ma. A co z tego wynika:
1. Policzek dla miejscowej hierarchii kościelnej.
2. Zamęt wśród zwykłych katolików.
3. Zamęt wśród kanonistów.
4. Zamęt wśród wiernych Bractwa.
5. Zamęt wśród tradycjonalistów.
6. Przypuszczalny podział Bractwa.
7. Radość sedewakantystów.
Oto, do czego prowadzą zaślepienie i nienawiść. Wszyscy katolicy dobrej woli powinni cieszyć się z decyzji Papieża Franciszka i wspierać go modlitwą, by podtrzymał tę passę na czas prac synodu na temat zagrożeń rodziny.
piątek, 28 sierpnia 2015
Proces Józefa Wesołowskiego przeprowadzony i zakończony
Dwa i pół miesiąca temu słyszeliśmy o odroczeniu procesu byłego nuncjusza apostolskiej na Dominikanie Józefa Wesołowskiego z uwagi na jego zły stan zdrowia. Dziś można powiedzieć, że wszystko to jest już nieaktualne; proces Wesołowskiego został błyskawicznie przeprowadzony i zakończony.
Dodajmy też, że proces ten z całą pewnością był sprawiedliwy i miłosierny.
Co się stało?
Po prostu, Józef Wesołowski zmarł i trafił przed oblicze Boga, który osądził jego duszę i sumienie.
Przez ludzi takich jak ów były arcybiskup - pedofilów w sutannach - wstydziłem się, że jestem katolikiem. Wstyd związany z Wesołowskim był tym większy, że osobnik ten urodził się w Polsce i choć posiadał obywatelstwo watykańskie, w mediach był przedstawiany jako Polak.
Nie czuję do zmarłego nienawiści ale też nie namawiam do modlitwy w jego intencji. Przyznam, że zawsze irytują mnie publicznie ogłaszane modlitwy za zmarłych zbrodniarzy, bandytów i nikczemników. Mam często wrażenie, iż takie inicjatywy zbyt często przynajmniej ocierają się o faryzeizm: „jaki to jestem doskonały, że modlę się za duszę Xa”. A czy wszyscy ci ludzie modlą się wystarczająco dużo za dusze własnych bliskich, żywych i zmarłych?
Dodajmy też, że proces ten z całą pewnością był sprawiedliwy i miłosierny.
Co się stało?
Po prostu, Józef Wesołowski zmarł i trafił przed oblicze Boga, który osądził jego duszę i sumienie.
Przez ludzi takich jak ów były arcybiskup - pedofilów w sutannach - wstydziłem się, że jestem katolikiem. Wstyd związany z Wesołowskim był tym większy, że osobnik ten urodził się w Polsce i choć posiadał obywatelstwo watykańskie, w mediach był przedstawiany jako Polak.
Nie czuję do zmarłego nienawiści ale też nie namawiam do modlitwy w jego intencji. Przyznam, że zawsze irytują mnie publicznie ogłaszane modlitwy za zmarłych zbrodniarzy, bandytów i nikczemników. Mam często wrażenie, iż takie inicjatywy zbyt często przynajmniej ocierają się o faryzeizm: „jaki to jestem doskonały, że modlę się za duszę Xa”. A czy wszyscy ci ludzie modlą się wystarczająco dużo za dusze własnych bliskich, żywych i zmarłych?
wtorek, 18 sierpnia 2015
Internetowy paszkwil na Bractwo Św. Piusa X
Czytelnicy „Młota” wiedzą, że blog ten pozostaje w swych sądach niezależny: czasem pochwali tzw. liberała lub rzekomego „kryptomodernistę”, a wielokroć strzela argumentami przeciw tradycjonalistom, zasłużonym działaczom i organizacjom. Równocześnie służy dyskusjom pomiędzy katolikami i unika przedstawiania poglądów piszącego te słowa bloggera jako prawdy objawionej i nieomylnej.
Pozostając w streszczonej powyżej konwencji zajmiemy się cyklem składającym się z aż 22 wpisów opublikowanych na blogu W OBRONIE TRADYCJI I WIARY poświęconych Bractwu św. Piusa X. Nie wiem, kto jest autorem powyższego opracowania. Są nimi anonimowi „teologowie ze stopniami naukowymi w dziedzinie teologii i innych nauk humanistycznych, z wieloletnią praktyką dydaktyczną oraz samodzielnymi publikacjami naukowymi w kraju i zagranicą.” Osoby te uznają V2 i starają się działać zgodnie z hermeneutyką ciągłości. Słowem: jest to jakieś „konserwatywne posoborowie”.
POSŁUSZEŃSTWO OCHRONĄ PRZED SZATANEM
Część 1
Część 2
Te dwa wpisy streszczają rozumowanie Autora, żyjącego w świecie alternatywy rozłącznej: albo posłuszeństwo Kościołowi albo posłuszeństwo szatanowi. Jednak dalsze wpisy nie będą spójne z powyższymi, co skrupulatnie odnotujemy.
DRĘCZENIE DEMONICZNE PO MSZACH TRYDENCKICH W BRACTWIE
Część 3
Część 4
Wbrew pozorom ów ustopniowany i utytułowany naukowo Anonim pisze swój tekst na poważnie. Argumentem przeciw całemu FSSPX jest to, że rzekomo zachęca do chodzenia na Msze celebrowane przez kapłanów FSSPX nie kto inny, jak bohater „Młota na posoborowie” .. brat biskup Stanisław Sawicki, a osoba zachęcana rzekomo cierpi na jakieś dręczenia demoniczne. Anonimowy-co-najmniej-doktór-teologii wywodzi stąd, że za dręczenia odpowiadają kontakty z Bractwem św. Piusa X. Tekst uzupełniają pomówienia już całkiem bezosobowe, sugerujące, iż takich przypadków jest więcej.
STATUS KANONICZNY BRACTWA A „NIEREGULARNOŚĆ KANONICZNA”
Część 5
Autor ma problem. Z jednej strony stwierdza, że oddzielenie od Kościoła prowadzi do schizmy i herezyj, co było udziałem starokatolików czy marjawitów. Z drugiej strony oznajmia, że FSSPX nie popadło jeszcze w błędy po 40 latach swojego istnienia. Z trzeciej strony sugeruje, że teologia Bractwa odnośnie do Soboru Watykańskiego II i kilku innych kwestyj jest niepoprawna. Z czwartej wreszcie strony przyznaje, iż aktualny status kanoniczny Piusowców jest niejasny z uwagi na nieprecyzyjność posoborowego prawa kanonicznego i chaos kierowania Kościołem.
Część 6
Rozwija się tu myśl, iż kapłani należący do Bractwa są suspendowani i nie pełnią w Kościele żadnej uprawnionej posługi.
Część 7
Święcenia w FSSPX są ważne, ale niegodziwe.
Część 8
Bardzo ważny wpis, bo pokazuje, że Autor nie wie, o czym pisze. Otóż według niego członkowie FSSPX nie kwestionują „ani swojej nieregularności kanonicznej ani też suspensy”. I dalej:
Ten człowiek po prostu nie rozumie, że źródłem kryzysu Kościoła są decyzje papieży. Rozumiem, że można było mieć takie zdanie w czasach Benedykta XVI (sam uważałem wówczas, że przyjęcie statusu kanonicznego przez FSSPX byłoby korzystne), ale żeby być tak ślepym dziś, w czasach Franciszka?! Prócz tego, nie można patrzeć na funkcjonowanie w Kościele w oderwaniu od norm dogmatycznych i prawno-kanonicznych narzucanych przez posoborowie. Ale na te tematy będzie jeszcze okazja, by się wypowiedzieć.
Tajemniczy „Obrońca-tradycji-i-wiary” chyba myśli, że cały spór między tradycjonalistami a posoborowiem rozbija się o Mszę i ogólnie pojętą estetykę. Siedząc w Polsce nie wyobraża sobie, jakie były i są realia Europy Zachodniej, gdzie powstało FSSPX. Przeciętny katolik nie ma pojęcia, jak kute są posoborowe kadry. Dowiadujemy się czasem, iż „zbyt konserwatywni klerycy są wydalani”. „50 lat Wiosny Kościoła” spowodowało w Irlandii, że wystarcza jej już tylko jedno seminarium, z którego można wylecieć za klęczenie podczas Przeistoczenia. Niemożliwe? Wywiad z warmińskim biurokratą Józefem Górzyńskim wskazuje, iż ci ludzie mogą stawiać rzekomą jedność znaków liturgicznych ponad prawo kanoniczne.
Na zakończenie wpisu Autor przypisuje ogółowi tradycjonalistów pogląd o nieistnieniu ziemskiego Kościoła. W istocie stanowisko takie zajmuje mikroskopijna grupa wariatów, przed reprezentacją których w swoim czasie ostrzegaliśmy.
Część 9
Nasz domorosły ekspert stwierdza, że grzeszą śmiertelnie zarówno kapłani FSSPX jak i wierni, którzy z ich posługi korzystają. Brakuje mu elementarnego rozróżnienia. Być może na świecie są diecezje na tyle katolickie, iż na ich terenie absolutnie nie ma żadnej konieczności funkcjonowania równoległego, „na dziko” Bractwa św. Piusa X. Tam każdy wierny ma w zasięgu części dnia drogi kapłanów odprawiających tradycyjną Mszę i głoszących katolicką doktrynę nieobciążoną posoborowymi błędami. Zgodziłbym się, że w takim przypadku każdy wierny mógłby iść po prostu do swojej (lub sąsiedniej) parafii, a nie powinien tułać się do kaplicy nieregularnego kanonicznie kapłana. Taki przypadek może mieć miejsce np. na Ceylonie u kard. Malcolma Ranjitha. Tyle, że z tego co mi wiadomo, kardynał Ranjith utrzymuje ścisłe kontakty z Bractwem i bynajmniej nie traktuje jego kapłanów jako nieregularnych kanonicznie.
Część 10
Co pisze nasz Bredzisław?
Tej argumentacji nawet nie warto komentować.
Część 11
Tu dowiadujemy się, że wspólnota wiernych związanych z FSSPX stanowi znikomy promil względem posoborowia.
Część 12
Wpis ten można streścić w dwu zdaniach:
Odpowiedzieć na to można:
Część 13
Dowiadujemy się, iż „Na podstawie obserwacji 10 kapłanów i ok. 50 wiernych pewnej prowincji Bractwa stwierdzić można, iż cechuje ich:
(a) Apokaliptyczna i manichejska wizja rzeczywistości.
(b) Skrupulantyzm i lęki.
(c) Brak ducha misyjnego i zasklepianie się wśród swoich.
(d) Agresja względem Kościoła hierarchicznego.
(e) Podwójna moralność oraz nieuporządkowane życie osobiste.
(f) Teologiczne „natręctwo myśli”.”
W następnych częściach opracowania dowiemy się, co poeta miał na myśli.
Część 14 i Część 15 wskazują, że jednak poeta za wiele nie miał na myśli. Uogólnienia względem całego FSSPX Autora paszkwilu należy uznać jako krzywdzące i kłamliwe. Znając osobiście na przestrzeni kilkunastu lat przynajmniej analogiczną do „próbkowanej” populację, tj. 10 kapłanów i 50 wiernych, żadną miarą nie mogę potwierdzić istnienia ww. problemów. Być może byłbym w stanie wskazać jakiegoś jednego kapłana czy kilku wiernych mających jakieś problemy ze sferą paszkwilowaną w poszczególnych punktach. Ale pomyślcie o znanych Wam członkach Bractwa św. Piusa X:
Czy x. Anzelm Ettelt ma manichejską wizję rzeczywistości?
Czy x. Eryk Jacqmin był przepełniony skrupulantyzmem?
Czy x. Janowi Jenkinsowi brakuje ducha misyjnego?
Czy x. Werner Boesiger jest jakoś szczególnie agresywny względem posoborowia?
Czy x. Konstantyn Najmowicz wygląda na zakładnika swoich stypendiodawców?
Czy x. Karol Stehlin każdą swą wypowiedź sprowadzał do kryzysu Kościoła i Soboru?
Oto kilka przykładów szczegółowych paszkwilanta, cytaty dosłowne:
WĄTPLIWE NAUKI BRACTWA: INTENCJONALNOŚĆ SZAFARZA SAKRAMENTU I ZALECENIE NIEUCZESTNICTWA W NOWEJ MSZY
Część 16
Wpis zaczyna się nietypowo, bo od zdania: Nie ulega wątpliwości, iż w niektórych krajach jedynymi miejscami, w których wierni mogą napotkać jako taki przekaz nauki katolickiej są kaplice i kościoły Bractwa. Tylko tam bowiem mówi się o prawdziwości wiary Katolickiej, o konieczności sakramentów, o grzechu, czyśćcu i piekle etc.
Jego reszta dotyczy korelacji pomiędzy ważnością Nowej Mszy a intencją jej celebransa. Wprawdzie Autor wpisu mówi ogólnie o sakramentach, ale przeniesienie akcentu jest mu konieczne dla całego wywodu. My, tradycjonaliści nie rozważamy intencji tak szczegółowo przy chrzcie, pokucie czy bierzmowaniu, jak względem samego Novus Ordo. Dlaczego? Gdyż sakramenty są zazwyczaj celebrowane mniej więcej zgodnie z księgami liturgicznymi. Nie słyszałem, by posoborowie celebrowało chrzest na podobieństwo konkursu skoków do basenu, czy by bierzmowanie przeradzało się w masowe policzkowanie wiernych, jak na ringu sportów walki. Tymczasem wielokroć Nowa Msza odbiega wizualnie tak bardzo od swoich ksiąg liturgicznych, że należy zastanowić się, czy wykonujący obrządek faktycznie miał na myśli przedłożenie Bogu Ojcu Ofiary Przebłagalnej. Mało tego: większość posoborowych ksiąg liturgicznych jest w bardzo istotnym zakresie niezgodna z edycjami łacińskimi Pawła VI czy Jana Pawła II, co do których zakłada się ważność. Przykładowo: większość języków popularnych zawiera błąd w słowach Przeistoczenia. Piusowcy opisują to na swojej stronie internetowej , ale w Polsce za wiele o tym nie mówią, bo problem ten Bogu dzięki naszego katolicyzmu nie dotyczy.
Argumentacja zawarta w Części 17 jest dramatycznie słaba:
Zarzut braku intencji w odniesieniu do tradycyjnej Mszy można podnosić w przypadku istotnych odstępstw od Mszału; jeśli kapłan zasadniczo jest mu wierny, to zakładamy, że ma intecję tożsamą z intencją Kościoła. Co zaś można powiedzieć o intencji człowieka przebranego za klauna, który jest otoczony przez dzieci w strojach karnawałowych – że odniosę się do wcale nierzadkiego klasyka ze stron typu Kronika Novus Ordo? Co można ogólnie powiedzieć o zachodnioeuropejskich Nowusach, które są celebrowane w celu utwierdzania wiernych w błędzie, iż wszyscy zostaną zbawieni?!
Problem intencji i rozumienia ceremonii jest bardzo poważny. Czy nie zastanawiało Państwa, czemu posoborowa młodzież nawet w Polsce balansuje często na granicy profanacji podczas Nowusów, skoro ci sami ludzie potrafią godnie przeżywać nabożeństwo Drogi Krzyżowej? To wynika właśnie z błędnego rozumienia istoty Mszy Świętej: nikt ich nigdy nie nauczył, że jest ona uobecnieniem Ofiary Krzyżowej Pana Jezusa.
Błędy i brak logiki Autora wpisu wynikają z jego niewielkiej orientacji w realiach zachodnioeuropejskiego posoborowia. Ten człowiek zapewne nie widział nigdy żadnego NOMu w Hiszpanii, Niemczech czy Francji.
Część 18 to w znacznej części powtórzenie katolickiej nauki o intencji szafarza sakramentu, do czego dokłada się wspomniane powyżej niezrozumienie przez Autora natury współczesnego kryzysu Kościoła. Nie trzeba być lefebrystą, by dostrzegać, że znaczna część Mszy Kościoła Posoborowego jest nieważna. Piszę to ja, który od wielu lat nie jestem związany z Bractwem i w żaden sposób nie identyfikuję się z linią teologiczną FSSPX. Zdanie to w oparciu o własne obserwacje ma zapewne znaczna część świadomych tradycjonalistów, zwłaszcza z krajów o szczególnie zaawansowanej „odnowie posoborowej”.
Część 19 stanowi kolejne smutne poświadczenie całkowitego braku orientacji Autora w poglądach tradycjonalistów katolickich. Gość robi zarzut względem FSSPX za to, że odradza wiernym uczestnictwa w Novus Ordo. Biedak nie wie, że identyczną linię doktrynalną głosi działający pod auspicjami komisji Ecclesia Dei Instytut Dobrego Pasterza, a pozostałe wspólnoty postindultowe w praktyce zalecają to samo.
Przedstawione są też argumenty za ważnością Novus Ordo, takie z dolnej półki:
Cóż można powiedzieć … Tonący brzytwy się chwyta … Dalej jest jeszcze gorzej:
Co za skrajny brak logiki! Przecież antynowusowa argumentacja FSSPX w szczególności prowadzi do rozwoju grup tradycjonalistów uczestniczących w duszpasterstwach aprobowanych na szczeblach diecezjalnych. A z nich pieniądze nie idą do Menzingen, nawet na świętych Piotra i Pawła.
WAŻNOŚĆ SPOWIEDZI W FSSPX
Część 20
Przedstawiona analiza wydawałaby się słuszna, ale czemu Autor pominął kanon 1335 KPK?
Załóżmy, że kapłani należący do FSSPX są suspendowani. Nie mają jednak dokumentów z imiennymi suspensami. Każdy wierny przekonany np. do tezy, iż jest kryzys Kościoła, może zatem skorzystać z posługi kapłanów Bractwa św. Piusa X i prosić ich o wyspowiadanie. Tak głosi Kodeks Prawa Kanonicznego.
(W dalszej części wpisu jest bardzo dyskusyjna teza: gdyby ktoś wyspowiadał się u człowieka przebranego za księdza, który w rzeczywistości księdzem by nie był, a penitent by o tym nie wiedział. Mimo to, na skutek zasady Ecclesia supplet, penitent otrzymałby w tym jednym wypadku ważne rozgrzeszenie. Młota na posoborowie przekonuje w tej sprawie argumentacja Dextimusa).
Część 21 stanowi powtarzanie dawnej mantry przez naszego posoborowca. Cóż tu komentować? Odwołać się mogę tylko do swojego przykładu. Od lat nie korzystam ze spowiedzi w FSSPX, ale czynię tak z wygody. Jeślibym jednak zaczął notorycznie spotykać spowiedników działających jak automaty, tj. sekundowa nauka po wyznaniu grzechów i udzielenie absolucji z automatu, bez wnikania w istotne okoliczności przedstawiane przez penitenta, to oczywiście powrócę do spowiedników z Bractwa Św. Piusa X.
Część 22 to podsumowanie, zawierające oczywiście negatywną rekomendację do słuchania Mszy Świętej u Piusowców. Autor poleca uczestnictwo we Mszach celebrowanych przez członków wspólnot Ecclesia Dei lub na mocy Summorum Pontificum. Używa tu formy „za zgodą ordynariuszy miejsca czyli biskupów”, która była prawidłowa w czasach indultów Jana Pawła II. To może drobny szczegół, ale wiele mówiący o dezorientacji piszącego paszkwil przeciwko Piusowcom.
Jak podsumować tego kuriozalnego gniota? Jak zrobić to w miarę kulturalnie? Nie jest łatwo. Jeśli ktoś jest ze starej gwardii tradsowskiej, to pamięta trzy klasyczne opracowania problemu. Jedno popełnił biskup Zygmunt Pawłowicz („Lefebvre i lefebryści”), drugie ksiądz Stanisław Grzechowiak („Ruch arcybiskupa Lefebvre 'a”), a trzecie – Życie Warszawy
Naszemu Anonimowi merytorycznie jest najbliżej do poziomu .. Życia Warszawy. Aż się dziwię, że zwrot „lasandryści” ani razu nie pojawił się w żadnej z 22 części tekstu. No bo mamy tu głównie ploteczki i uogólnienia, do tego kompletny brak wiedzy o pozostałych strukturach tradycjonalistycznych, sporadyczne odniesienia do oficjalnych wypowiedzi członków FSSPX, mierne umiejętności w zakresie interpretacji kodeksu prawa kanonicznego. Nad tekstem uniosi się smrodek posłuszeństwa "Duchowi Soboru", który zasadniczo znikł z Kościoła dziesięć lat temu. Truizmem jest ustalenie, iż tekst nie przedstawia analizy krytycznej tych obszarów działalności Bractwa, które faktycznie są problematyczne. Ot choćby ślubów, przy których asystują kapłani FSSPX. W Polsce sprawa ta stała się bardzo delikatna, odkąd ze dwie pary skorzystały z możliwości uzyskania biskupiego orzeczenia o nieważnie zawartym małżeństwie z uwagi na brak jurysdykcji, zgody proboszcza na ślub poza parafią itp. Kapłani Bractwa starają się odtąd przekonać wiernych do ślubów z asystą kapłanów, których umocowania nie da się podważyć w celu wyłudzenia tzw. „katolickiego rozwodu”.
Przez parę lat regularnie korzystałem z opieki duchowej i sakramentalnej kapłanów Bractwa Świętego Piusa X. Kilka dni temu minęło piętnaście lat od mojej pierwszej wizyty w Przeoracie FSSPX przy ul. Garncarskiej w Warszawie. Wspominam dobrze lub bardzo dobrze wszystkich kapłanów, których dane mi było tam spotkać. Aktualnie mam Mszę i inne sakramenty bliżej domu i u Piusowców pojawiam się sporadycznie. Nikomu nie odradzam korzystania z posługi kapłanów Tradycji katolickiej nieposiadających jurysdykcji zwyczajnej, w tym w szczególności członków FSSPX. Wszystkim rekomenduje indywidualną ocenę księży oraz wspólnot, które się wokół nich gromadzą. Zapewne także i w FSSPX można spotkać złych pasterzy. Ale proporcje z pewnością są zupełnie inne, niż napisał ów anonimowy paszwilant.
Swoją drogą, zupełnie się nie dziwię, że autor tej kuriozalnej krytyki Bractwa Świętego Piusa X postanowił pozostać anonimowy.
Pozostając w streszczonej powyżej konwencji zajmiemy się cyklem składającym się z aż 22 wpisów opublikowanych na blogu W OBRONIE TRADYCJI I WIARY poświęconych Bractwu św. Piusa X. Nie wiem, kto jest autorem powyższego opracowania. Są nimi anonimowi „teologowie ze stopniami naukowymi w dziedzinie teologii i innych nauk humanistycznych, z wieloletnią praktyką dydaktyczną oraz samodzielnymi publikacjami naukowymi w kraju i zagranicą.” Osoby te uznają V2 i starają się działać zgodnie z hermeneutyką ciągłości. Słowem: jest to jakieś „konserwatywne posoborowie”.
POSŁUSZEŃSTWO OCHRONĄ PRZED SZATANEM
Część 1
Część 2
Te dwa wpisy streszczają rozumowanie Autora, żyjącego w świecie alternatywy rozłącznej: albo posłuszeństwo Kościołowi albo posłuszeństwo szatanowi. Jednak dalsze wpisy nie będą spójne z powyższymi, co skrupulatnie odnotujemy.
DRĘCZENIE DEMONICZNE PO MSZACH TRYDENCKICH W BRACTWIE
Część 3
Część 4
Wbrew pozorom ów ustopniowany i utytułowany naukowo Anonim pisze swój tekst na poważnie. Argumentem przeciw całemu FSSPX jest to, że rzekomo zachęca do chodzenia na Msze celebrowane przez kapłanów FSSPX nie kto inny, jak bohater „Młota na posoborowie” .. brat biskup Stanisław Sawicki, a osoba zachęcana rzekomo cierpi na jakieś dręczenia demoniczne. Anonimowy-co-najmniej-doktór-teologii wywodzi stąd, że za dręczenia odpowiadają kontakty z Bractwem św. Piusa X. Tekst uzupełniają pomówienia już całkiem bezosobowe, sugerujące, iż takich przypadków jest więcej.
STATUS KANONICZNY BRACTWA A „NIEREGULARNOŚĆ KANONICZNA”
Część 5
Autor ma problem. Z jednej strony stwierdza, że oddzielenie od Kościoła prowadzi do schizmy i herezyj, co było udziałem starokatolików czy marjawitów. Z drugiej strony oznajmia, że FSSPX nie popadło jeszcze w błędy po 40 latach swojego istnienia. Z trzeciej strony sugeruje, że teologia Bractwa odnośnie do Soboru Watykańskiego II i kilku innych kwestyj jest niepoprawna. Z czwartej wreszcie strony przyznaje, iż aktualny status kanoniczny Piusowców jest niejasny z uwagi na nieprecyzyjność posoborowego prawa kanonicznego i chaos kierowania Kościołem.
Część 6
Rozwija się tu myśl, iż kapłani należący do Bractwa są suspendowani i nie pełnią w Kościele żadnej uprawnionej posługi.
Część 7
Święcenia w FSSPX są ważne, ale niegodziwe.
Część 8
Bardzo ważny wpis, bo pokazuje, że Autor nie wie, o czym pisze. Otóż według niego członkowie FSSPX nie kwestionują „ani swojej nieregularności kanonicznej ani też suspensy”. I dalej:
„Własny status kanoniczny bywa raczej w Bractwie przemilczany aniżeli wiernym wyjawiany, a odpowiedź przy konkretnych pytaniach brzmi mniej więcej następująco: „Tak, to prawda, ale obecny kryzys Kościoła zezwala na stosowanie takich nadzwyczajnych środków jak wieloletnie trwanie w nieregularności i suspensie po to, by Kościół mógł dzięki nam przetrwać”. Przez niektórych przedstawicieli i zwolenników Bractwa z punktu widzenia prawa kanonicznego kwestionowana także bywa decyzja Pawła VI o zasuspendowaniu abp. Lefebvra (chodzi o rzekome błędy proceduralne) jak i decyzja Jana Pawła II o ekskomunice (rozróżnienie między schizmą a aktem schizmatyckim). Niektórzy obrońcy Bractwa dochodzą przeto do wniosku, iż decyzje te były niezgodne z prawem kanonicznym, niesprawiedliwe i dlatego nie należy się do nich stosować lub nimi przejmować. Te wysoce specjalistyczne wywody oraz odnoszące się do nich kontrargumenty przedstawicieli Rzymu pozostawimy w tym miejscu specjalistom uwzględniając wszakże fakt, iż nawet najbardziej wysublimowana linia obrony zawodzi, jeśli wiary nie chce dać jej sąd, w tym wypadku papież.”
Ten człowiek po prostu nie rozumie, że źródłem kryzysu Kościoła są decyzje papieży. Rozumiem, że można było mieć takie zdanie w czasach Benedykta XVI (sam uważałem wówczas, że przyjęcie statusu kanonicznego przez FSSPX byłoby korzystne), ale żeby być tak ślepym dziś, w czasach Franciszka?! Prócz tego, nie można patrzeć na funkcjonowanie w Kościele w oderwaniu od norm dogmatycznych i prawno-kanonicznych narzucanych przez posoborowie. Ale na te tematy będzie jeszcze okazja, by się wypowiedzieć.
Tajemniczy „Obrońca-tradycji-i-wiary” chyba myśli, że cały spór między tradycjonalistami a posoborowiem rozbija się o Mszę i ogólnie pojętą estetykę. Siedząc w Polsce nie wyobraża sobie, jakie były i są realia Europy Zachodniej, gdzie powstało FSSPX. Przeciętny katolik nie ma pojęcia, jak kute są posoborowe kadry. Dowiadujemy się czasem, iż „zbyt konserwatywni klerycy są wydalani”. „50 lat Wiosny Kościoła” spowodowało w Irlandii, że wystarcza jej już tylko jedno seminarium, z którego można wylecieć za klęczenie podczas Przeistoczenia. Niemożliwe? Wywiad z warmińskim biurokratą Józefem Górzyńskim wskazuje, iż ci ludzie mogą stawiać rzekomą jedność znaków liturgicznych ponad prawo kanoniczne.
Na zakończenie wpisu Autor przypisuje ogółowi tradycjonalistów pogląd o nieistnieniu ziemskiego Kościoła. W istocie stanowisko takie zajmuje mikroskopijna grupa wariatów, przed reprezentacją których w swoim czasie ostrzegaliśmy.
Część 9
Nasz domorosły ekspert stwierdza, że grzeszą śmiertelnie zarówno kapłani FSSPX jak i wierni, którzy z ich posługi korzystają. Brakuje mu elementarnego rozróżnienia. Być może na świecie są diecezje na tyle katolickie, iż na ich terenie absolutnie nie ma żadnej konieczności funkcjonowania równoległego, „na dziko” Bractwa św. Piusa X. Tam każdy wierny ma w zasięgu części dnia drogi kapłanów odprawiających tradycyjną Mszę i głoszących katolicką doktrynę nieobciążoną posoborowymi błędami. Zgodziłbym się, że w takim przypadku każdy wierny mógłby iść po prostu do swojej (lub sąsiedniej) parafii, a nie powinien tułać się do kaplicy nieregularnego kanonicznie kapłana. Taki przypadek może mieć miejsce np. na Ceylonie u kard. Malcolma Ranjitha. Tyle, że z tego co mi wiadomo, kardynał Ranjith utrzymuje ścisłe kontakty z Bractwem i bynajmniej nie traktuje jego kapłanów jako nieregularnych kanonicznie.
Część 10
Co pisze nasz Bredzisław?
Zważywszy na fakt, iż w wielu krajach świata postanowienia Summorum Pontificum nie są realizowane, a msze posoborowe cechują nadużycia i skandale liturgiczne, toteż założyć trzeba, iż wierny pragnący obcować z Mszą Wszechczasów, do której przynajmniej od Summorum Pontificum ma prawo, a w której uczestniczyć gdzie indziej nie może, uczestnicząc we mszy w Bractwie nie grzeszy ciężko, chociaż powiedzieć nie można, iż nie grzeszy on wcale. Dlaczego zatem grzeszy w ogóle? Ponieważ korzystając z posługi nieregularnie wyświęconych i zasuspendowanych księży przyczynia się do rozbicia widzialnego Kościoła, a opuszczając struktury posłuszeństwa otwiera się na działania złego.
Tej argumentacji nawet nie warto komentować.
Część 11
Tu dowiadujemy się, że wspólnota wiernych związanych z FSSPX stanowi znikomy promil względem posoborowia.
Część 12
Wpis ten można streścić w dwu zdaniach:
Jeśli założymy, iż Bractwo rzeczywiście służyć by miało odnowie Kościoła, to standardy moralne w Bractwie musiałyby być dużo wyższe aniżeli gdzie indziej. (..) Niestety ani sprawiedliwość Bractwa ani stosunki wzajemne jego członków nie górują nad średnią światową.
Odpowiedzieć na to można:
1. FSSPX jest dziś jedną ze struktur, być może największą i najsilniejszą, które służą przetrwaniu Kościoła katolickiego. Nie ma sensu twierdzenie przeciwne niektórych tradycjonalistów: „Poza FSSPX nie ma zbawienia”. Bractwo jest strukturą czasu wojny domowej wewnątrz Kościoła; formacją samoobrony. Wszyscy doskonale wiemy, że w czasie takich działań dochodzi do nieodpowiednich czynów także po stronie niewinnej: zarówno powstańcy wandejscy jak i Polacy z Wołynia mają na koncie trochę działań odwetowych. Możemy więc sobie wyobrazić, że identycznie jest w wojnie prowadzonej przez Piusowców przeciw modernistom.
2. Autor w żaden sposób nie dowodzi, iż sprawiedliwość w FSSPX jest na poziomie znacząco niższym niż pośród reszty Kościoła.
Część 13
Dowiadujemy się, iż „Na podstawie obserwacji 10 kapłanów i ok. 50 wiernych pewnej prowincji Bractwa stwierdzić można, iż cechuje ich:
(a) Apokaliptyczna i manichejska wizja rzeczywistości.
(b) Skrupulantyzm i lęki.
(c) Brak ducha misyjnego i zasklepianie się wśród swoich.
(d) Agresja względem Kościoła hierarchicznego.
(e) Podwójna moralność oraz nieuporządkowane życie osobiste.
(f) Teologiczne „natręctwo myśli”.”
W następnych częściach opracowania dowiemy się, co poeta miał na myśli.
Część 14 i Część 15 wskazują, że jednak poeta za wiele nie miał na myśli. Uogólnienia względem całego FSSPX Autora paszkwilu należy uznać jako krzywdzące i kłamliwe. Znając osobiście na przestrzeni kilkunastu lat przynajmniej analogiczną do „próbkowanej” populację, tj. 10 kapłanów i 50 wiernych, żadną miarą nie mogę potwierdzić istnienia ww. problemów. Być może byłbym w stanie wskazać jakiegoś jednego kapłana czy kilku wiernych mających jakieś problemy ze sferą paszkwilowaną w poszczególnych punktach. Ale pomyślcie o znanych Wam członkach Bractwa św. Piusa X:
Czy x. Anzelm Ettelt ma manichejską wizję rzeczywistości?
Czy x. Eryk Jacqmin był przepełniony skrupulantyzmem?
Czy x. Janowi Jenkinsowi brakuje ducha misyjnego?
Czy x. Werner Boesiger jest jakoś szczególnie agresywny względem posoborowia?
Czy x. Konstantyn Najmowicz wygląda na zakładnika swoich stypendiodawców?
Czy x. Karol Stehlin każdą swą wypowiedź sprowadzał do kryzysu Kościoła i Soboru?
Oto kilka przykładów szczegółowych paszkwilanta, cytaty dosłowne:
Księża boją się ludzi, zwłaszcza kobiet, a przede wszystkim siebie na wzajem, bo jeden na drugiego może donieść do przełożonych. Lęk przed życiem i jego wyzwaniami cechuje także wiernych FSSPX, którzy mimo to spodziewają się odmiany swego losu za pośrednictwem jakiejś tradycjonalistycznej, nie charyzmatycznej tym razem, różdżki.
Niestety niektórych księży Bractwa charakteryzuje tak daleko posunięty brak staranności w odprawianiu Mszy Trydenckiej i dbałości o oprawę liturgiczną, która udziela się także ministrantom i wiernym, iż każe on zastanawiać się nad tym, czy FSSPX rzeczywiście o ocalenie Mszy Wszechczasów chodzi. Ponieważ wspomniani księża ci są bywają regularnie wizytowani przez swoich przełożonych, toteż założyć trzeba, iż ten poziom liturgiczny daleki od staranności i przestrzegania liturgicznych przepisów uchodzi w Bractwie za normalny. Zastanawia też brak wyczucia piękna. Zważając na fakt, iż to wierni finansują Bractwo, to zdawać by się mogło, iż mają oni prawo do pięknych wnętrz, pięknej liturgii i godnych kościołów, o ile jest to oczywiście w danym wypadku możliwe.
Podobnie jak w strukturach Opus Dei w Bractwie napotkać można mocno szemranych biznesmenów zakładających, iż samo uczestnictwo w Mszy Trydenckiej FSSPX, jako „wiary prawdziwej”, zapewni im odpuszczenie grzechów oraz powodzenie finansowe, tym bardziej, gdy łożą tam hojnie na tacę. Niestety Bractwo nie wyprowadza swoich sponsorów z tego błędu i nie podaje, że liczy się przede wszystkim dusza, a nie grzeszne życie i płynące z niego grzeszne dochody. Niektórzy wierni Bractwa żyją w konkubinatach, inni w związkach niesakramentalnych, inni jeszcze oddają się różnym nałogom.
WĄTPLIWE NAUKI BRACTWA: INTENCJONALNOŚĆ SZAFARZA SAKRAMENTU I ZALECENIE NIEUCZESTNICTWA W NOWEJ MSZY
Część 16
Wpis zaczyna się nietypowo, bo od zdania: Nie ulega wątpliwości, iż w niektórych krajach jedynymi miejscami, w których wierni mogą napotkać jako taki przekaz nauki katolickiej są kaplice i kościoły Bractwa. Tylko tam bowiem mówi się o prawdziwości wiary Katolickiej, o konieczności sakramentów, o grzechu, czyśćcu i piekle etc.
Jego reszta dotyczy korelacji pomiędzy ważnością Nowej Mszy a intencją jej celebransa. Wprawdzie Autor wpisu mówi ogólnie o sakramentach, ale przeniesienie akcentu jest mu konieczne dla całego wywodu. My, tradycjonaliści nie rozważamy intencji tak szczegółowo przy chrzcie, pokucie czy bierzmowaniu, jak względem samego Novus Ordo. Dlaczego? Gdyż sakramenty są zazwyczaj celebrowane mniej więcej zgodnie z księgami liturgicznymi. Nie słyszałem, by posoborowie celebrowało chrzest na podobieństwo konkursu skoków do basenu, czy by bierzmowanie przeradzało się w masowe policzkowanie wiernych, jak na ringu sportów walki. Tymczasem wielokroć Nowa Msza odbiega wizualnie tak bardzo od swoich ksiąg liturgicznych, że należy zastanowić się, czy wykonujący obrządek faktycznie miał na myśli przedłożenie Bogu Ojcu Ofiary Przebłagalnej. Mało tego: większość posoborowych ksiąg liturgicznych jest w bardzo istotnym zakresie niezgodna z edycjami łacińskimi Pawła VI czy Jana Pawła II, co do których zakłada się ważność. Przykładowo: większość języków popularnych zawiera błąd w słowach Przeistoczenia. Piusowcy opisują to na swojej stronie internetowej , ale w Polsce za wiele o tym nie mówią, bo problem ten Bogu dzięki naszego katolicyzmu nie dotyczy.
Argumentacja zawarta w Części 17 jest dramatycznie słaba:
Idąc tokiem argumentacji Bractwa brak odpowiedniej intencji wewnętrznej zarzucić można by absolutnie każdemu księdzu na przestrzeni wieków, także temu, który odprawiał lub odprawia Mszę Trydencką. Podczas tej ostatniej możliwość ukrycia swojej wewnętrznej intencji jest dużo większa aniżeli we Mszy Novus Ordo, gdyż podczas Tridentiny ksiądz stoi tyłem do ludu, cicho i po łacinie wypowiada słowa konsekracji, a jego gesty są dla wiernych niewidoczne. Natomiast ksiądz dokonujący Przeistoczenia na mszy posoborowej na widoku publicznym musi dużo bardziej starać się o to, by przynajmniej sprawiać wrażenie posiadania właściwej intencji.
Zarzut braku intencji w odniesieniu do tradycyjnej Mszy można podnosić w przypadku istotnych odstępstw od Mszału; jeśli kapłan zasadniczo jest mu wierny, to zakładamy, że ma intecję tożsamą z intencją Kościoła. Co zaś można powiedzieć o intencji człowieka przebranego za klauna, który jest otoczony przez dzieci w strojach karnawałowych – że odniosę się do wcale nierzadkiego klasyka ze stron typu Kronika Novus Ordo? Co można ogólnie powiedzieć o zachodnioeuropejskich Nowusach, które są celebrowane w celu utwierdzania wiernych w błędzie, iż wszyscy zostaną zbawieni?!
Problem intencji i rozumienia ceremonii jest bardzo poważny. Czy nie zastanawiało Państwa, czemu posoborowa młodzież nawet w Polsce balansuje często na granicy profanacji podczas Nowusów, skoro ci sami ludzie potrafią godnie przeżywać nabożeństwo Drogi Krzyżowej? To wynika właśnie z błędnego rozumienia istoty Mszy Świętej: nikt ich nigdy nie nauczył, że jest ona uobecnieniem Ofiary Krzyżowej Pana Jezusa.
Błędy i brak logiki Autora wpisu wynikają z jego niewielkiej orientacji w realiach zachodnioeuropejskiego posoborowia. Ten człowiek zapewne nie widział nigdy żadnego NOMu w Hiszpanii, Niemczech czy Francji.
Część 18 to w znacznej części powtórzenie katolickiej nauki o intencji szafarza sakramentu, do czego dokłada się wspomniane powyżej niezrozumienie przez Autora natury współczesnego kryzysu Kościoła. Nie trzeba być lefebrystą, by dostrzegać, że znaczna część Mszy Kościoła Posoborowego jest nieważna. Piszę to ja, który od wielu lat nie jestem związany z Bractwem i w żaden sposób nie identyfikuję się z linią teologiczną FSSPX. Zdanie to w oparciu o własne obserwacje ma zapewne znaczna część świadomych tradycjonalistów, zwłaszcza z krajów o szczególnie zaawansowanej „odnowie posoborowej”.
Część 19 stanowi kolejne smutne poświadczenie całkowitego braku orientacji Autora w poglądach tradycjonalistów katolickich. Gość robi zarzut względem FSSPX za to, że odradza wiernym uczestnictwa w Novus Ordo. Biedak nie wie, że identyczną linię doktrynalną głosi działający pod auspicjami komisji Ecclesia Dei Instytut Dobrego Pasterza, a pozostałe wspólnoty postindultowe w praktyce zalecają to samo.
Przedstawione są też argumenty za ważnością Novus Ordo, takie z dolnej półki:
1. Nie byłoby profanacji Najświętszego Sakramentu w Polsce i na świecie przez opętanych, satanistów lub innych, gdyby Pana Jezusa pod sakramentalną postacią w tych hostiach nie było. Opętani mają bowiem bardzo dobre wyczucie rzeczy świętych, tyle że odwrotne. Zatem im więcej jest w czymś świętości, tym bardziej jej nienawidzą i tym bardziej ich od niej odrzuca.
2. Nie byłoby polityki różnych episkopatów (np. w Niemczech, Austrii czy Szwajcarii) i części duchowieństwa dążącej do redukcji odprawianych Mszy Świętych poprzez uniemożliwianie odprawiania codziennej mszy księżom emerytom czy innym księżom, poprzez zalecanie koncelebry i redukowanie tzw. mszy prywatnych (tj. odprawianych bez ludu) oraz zwiększenie tzw. Liturgii Słowa Bożego prowadzonych przez świeckich, głównie asystentki pastoralne, kosztem Mszy Świętych, gdyby Przeistoczenie nie miało miejsca, a wszystkie te msze, w których czasami nikt albo mało kto z wiernych uczestniczy, były nieważne.
Cóż można powiedzieć … Tonący brzytwy się chwyta … Dalej jest jeszcze gorzej:
Zalecenie Bractwa unikania sakramentów w oficjalnym Kościele przypomina nieco identyczne porady potępionych wielokrotnie Jansenistów, którzy stawiając na niegodność człowieka względem Bożej łaski zalecali czasowe nieprzystępowanie do sakramentów po to, by się w grzechu jeszcze bardziej pogrążyć i tym samym łaskę mocniej odczuć. Rzadkość przystępowania do sakramentów w XVII, XVIII i XIX wieku ogółu wiernych, aż do działań papieża św. Piusa X, a właściwie do Soboru Watykańskiego II brała się właśnie z tych błędnych przekonań. Wierni bojąc się przystąpić do komunii niegodnie lub zakładając, iż nie są w stanie wskrzesić w sobie wystarczającego żalu za grzechy, do Eucharystii i spowiedzi nie przystępowali w ogóle lub czynili to bardzo rzadko.Opadła maska zatroskanego, konserwatywnego katolika i pojawiła się twarz piewcy osiągnięć posoborowia. Omawiana część kończy się szeregiem kłamstw, od utożsamiania środowisk sedewakantystycznych z FSSPX, po sugestię, którą pozwolę sobie zacytować:
Od strony praktyczno-materialnej odwodzenie katolików od zwykłych posoborowych mszy poprzez sugerowanie ich nieważności służy poprostu pozyskiwaniu nowych członków oraz ich zasobów finansowych, natomiast od strony moralnej stanowi narażanie ich na grzech i wzmożone ataki złego.
Co za skrajny brak logiki! Przecież antynowusowa argumentacja FSSPX w szczególności prowadzi do rozwoju grup tradycjonalistów uczestniczących w duszpasterstwach aprobowanych na szczeblach diecezjalnych. A z nich pieniądze nie idą do Menzingen, nawet na świętych Piotra i Pawła.
WAŻNOŚĆ SPOWIEDZI W FSSPX
Część 20
Przedstawiona analiza wydawałaby się słuszna, ale czemu Autor pominął kanon 1335 KPK?
Jeżeli cenzura zabrania sprawowania sakramentów lub sakramentaliów albo podejmowania aktów rządzenia, zakaz zostaje zawieszony, ilekroć jest to konieczne do udzielenia posługi wiernym znajdującym się w niebezpieczeństwie śmierci; jeśli cenzura wiążąca mocą samego prawa nie została deklarowana, zakaz ulega ponadto zawieszeniu, ilekroć wierny prosi o sakrament lub sakramentalia bądź o akt rządzenia; wolno zaś o to prosić z jakiejkolwiek słusznej przyczyny.
Załóżmy, że kapłani należący do FSSPX są suspendowani. Nie mają jednak dokumentów z imiennymi suspensami. Każdy wierny przekonany np. do tezy, iż jest kryzys Kościoła, może zatem skorzystać z posługi kapłanów Bractwa św. Piusa X i prosić ich o wyspowiadanie. Tak głosi Kodeks Prawa Kanonicznego.
(W dalszej części wpisu jest bardzo dyskusyjna teza: gdyby ktoś wyspowiadał się u człowieka przebranego za księdza, który w rzeczywistości księdzem by nie był, a penitent by o tym nie wiedział. Mimo to, na skutek zasady Ecclesia supplet, penitent otrzymałby w tym jednym wypadku ważne rozgrzeszenie. Młota na posoborowie przekonuje w tej sprawie argumentacja Dextimusa).
Część 21 stanowi powtarzanie dawnej mantry przez naszego posoborowca. Cóż tu komentować? Odwołać się mogę tylko do swojego przykładu. Od lat nie korzystam ze spowiedzi w FSSPX, ale czynię tak z wygody. Jeślibym jednak zaczął notorycznie spotykać spowiedników działających jak automaty, tj. sekundowa nauka po wyznaniu grzechów i udzielenie absolucji z automatu, bez wnikania w istotne okoliczności przedstawiane przez penitenta, to oczywiście powrócę do spowiedników z Bractwa Św. Piusa X.
Część 22 to podsumowanie, zawierające oczywiście negatywną rekomendację do słuchania Mszy Świętej u Piusowców. Autor poleca uczestnictwo we Mszach celebrowanych przez członków wspólnot Ecclesia Dei lub na mocy Summorum Pontificum. Używa tu formy „za zgodą ordynariuszy miejsca czyli biskupów”, która była prawidłowa w czasach indultów Jana Pawła II. To może drobny szczegół, ale wiele mówiący o dezorientacji piszącego paszkwil przeciwko Piusowcom.
Jak podsumować tego kuriozalnego gniota? Jak zrobić to w miarę kulturalnie? Nie jest łatwo. Jeśli ktoś jest ze starej gwardii tradsowskiej, to pamięta trzy klasyczne opracowania problemu. Jedno popełnił biskup Zygmunt Pawłowicz („Lefebvre i lefebryści”), drugie ksiądz Stanisław Grzechowiak („Ruch arcybiskupa Lefebvre 'a”), a trzecie – Życie Warszawy
Naszemu Anonimowi merytorycznie jest najbliżej do poziomu .. Życia Warszawy. Aż się dziwię, że zwrot „lasandryści” ani razu nie pojawił się w żadnej z 22 części tekstu. No bo mamy tu głównie ploteczki i uogólnienia, do tego kompletny brak wiedzy o pozostałych strukturach tradycjonalistycznych, sporadyczne odniesienia do oficjalnych wypowiedzi członków FSSPX, mierne umiejętności w zakresie interpretacji kodeksu prawa kanonicznego. Nad tekstem uniosi się smrodek posłuszeństwa "Duchowi Soboru", który zasadniczo znikł z Kościoła dziesięć lat temu. Truizmem jest ustalenie, iż tekst nie przedstawia analizy krytycznej tych obszarów działalności Bractwa, które faktycznie są problematyczne. Ot choćby ślubów, przy których asystują kapłani FSSPX. W Polsce sprawa ta stała się bardzo delikatna, odkąd ze dwie pary skorzystały z możliwości uzyskania biskupiego orzeczenia o nieważnie zawartym małżeństwie z uwagi na brak jurysdykcji, zgody proboszcza na ślub poza parafią itp. Kapłani Bractwa starają się odtąd przekonać wiernych do ślubów z asystą kapłanów, których umocowania nie da się podważyć w celu wyłudzenia tzw. „katolickiego rozwodu”.
Przez parę lat regularnie korzystałem z opieki duchowej i sakramentalnej kapłanów Bractwa Świętego Piusa X. Kilka dni temu minęło piętnaście lat od mojej pierwszej wizyty w Przeoracie FSSPX przy ul. Garncarskiej w Warszawie. Wspominam dobrze lub bardzo dobrze wszystkich kapłanów, których dane mi było tam spotkać. Aktualnie mam Mszę i inne sakramenty bliżej domu i u Piusowców pojawiam się sporadycznie. Nikomu nie odradzam korzystania z posługi kapłanów Tradycji katolickiej nieposiadających jurysdykcji zwyczajnej, w tym w szczególności członków FSSPX. Wszystkim rekomenduje indywidualną ocenę księży oraz wspólnot, które się wokół nich gromadzą. Zapewne także i w FSSPX można spotkać złych pasterzy. Ale proporcje z pewnością są zupełnie inne, niż napisał ów anonimowy paszwilant.
Swoją drogą, zupełnie się nie dziwię, że autor tej kuriozalnej krytyki Bractwa Świętego Piusa X postanowił pozostać anonimowy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




