środa, 31 sierpnia 2011

Porażka tematu zastępczego

Piszę te słowa w chwilę po odrzuceniu kilkoma głosami obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Temat aborcji poruszałem już na blogu i niebawem uzupełnię go o drugą część studium nad polskiem prawem w tym zakresie, która czekała na zakończenie aktualnej akcji legislacyjnej.


Losy tego projektu pokazują mistrzowskie zgranie klasy politycznej i pełną zgodę co do pełnienia ról, jakie przypisały sobie poszczególne partje. W ostatniem głosowaniu partjami "pro-life" okazały się PiS, PJN i dość niespodziewanie dla mnie PSL. Projekt wsparło też kilkunastu parlamentarzystów PO. Jednak o wyniku głosowania zadecydowało 78 nieobecnych osób. Wprawdzie większość spośród nich należy do PO i SLD, ale zabrakło też kilkunastu posłów PiS i PJN, którzy mogliby teoretycznie przeważyć szalę na korzyść nieodrzucenia projektu.


PiS i obecna PJN są w sprawie aborcji znacznie bardziej wyraziste niż cztery lata temu, gdy dywersja PiSowców i śp. Prezydenta walnie przyczyniła się do porażki projektu zmiany Konstytucji RP. Skąd ta zmiana? Zapewne wynika ona z faktu, że aktualny projekt miał znacznie mniejszą szansę na uchwalenie, a więc odwaga co do jego popierania była tańsza. Druga sprawa: zabezpieczenie tyłów politycznych. Choć na scenie politycznej nie ma już prolajfowskich nieudaczników Marka Jurka i Romana Giertycha, dobrze było zabezpieczyć sobie wrażliwą część ciała przed ewentualnym atakiem histerji o. Tadeusza Rydzyka, który wprawdzie zachowywał się dotąd pragmatycznie w sprawie ustawy antyaborcyjnej, ale zawsze może wesprzeć np. ruch obywatelski, jaki może zapragnąć się pojawić na bazie zbieraczy podpisów pod ustawą antyaborcyjną. W osobach p. Mariusza Dzierżawskiego i jego kolegów rosną następcy Marka Jurka, pragnący zagospodarować pewien segment polskiego życia politycznego.

Platforma okazała się partją broniącą status quo, odrzucającą wszelkie próby zmiany prawa zgłaszane ze strony SLD i tzw. "obrońców życia". Czy to źle? I tak i nie. Mam przekonanie, że polskie prawo antyaborcyjne, gdyby zostało uchwalone, to pozostawałoby w mocy jedynie na papierze, bez szczególnego oddziaływania na rzeczywistość. Polacy są mistrzami w omijaniu prawa, nawet prawa sprawiedliwego. Z drugiej strony, "naruszenie kompromisu aborcyjnego" zaktywizowałoby przeciwników życia, a więc postkomunistów i libertynów. Mieliby ułatwione zadanie w następnej
kadencji Sejmu RP.

Wśród moich przyjaciół i znajomych pojawiło się mnóstwo głosów rozczarowania po ogłoszeniu wyników głosowania. Zwłaszcza im pragnę przypomnieć fragment wywiadu z p. Antonim Ozimicem, brytyjskim działaczem pro life, który wypowiadał się dla dwumiesięcznika Polonia Chrisitiana:

- Czy sądzi Pan, że istnieje jakaś szansa, by w Zjednoczonym Królestwie wprowadzono w najbliższej przyszłości bardziej restrykcyjne prwao dotyczące aborcji ?

Nie w najbliższej przyszłości. Właściwie ostrzegaliśmy przed ostatnią próbą ograniczenia w parlamencie aborcji ze względów społecznych do 24 tygodni, ponieważ wiedzieliśmy, że taka próba mogłaby być niebezpieczną porażką.


Zapamiętajmy sobie te słowa: czas skończyć z typowo polską mentalnością tryumfalnego kroczenia od porażki do porażki. Nie ma nic głupszego i bardziej frustrującego niż zmobilizować kilkaset tysięcy ludzi tylko po to, by ich trud poszedł na marne. Niestety, nie mam złudzeń, że p. Dzierżawski, p. Sapa i spółka uznają dzisiejszą porażkę za swój błąd i usuną się w cień, by dać szansę innym działaczom pro life, którzy być może byliby zdolni do zbudowania koalicji większościowej w parlamencie następnej kadencji.

Zawodowi działacze nie ustąpią. Będą dalej rozmieniać ideę na drobne.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Objawienia Matki Bożej z Quito

Zdarzenie to znajduje się na marginesie głównego dyskursu „okołoobjawieniowego”, ale miało swoich pięć minut AD 1988, kiedy to Arcybiskup Lefebvre w kazaniu wygłoszonym z okazji konsekracyj biskupich 30 czerwca poinformował, że kilkaset lat wcześniej Najświętsza Maryja Panna ostrzegała gdzieś hen w Ameryce Południowej przed masonami i modernistami, a także o jednym prałacie, którzy przeciwstawi się temu zalewowi apostazji. Zastanówmy się nad wartością dowodów prezentowanych nam na ten temat.


Życiorys mistyczki, matki Marianny de Jesús Torres znaleźć można na stronie zacnego tradycjonalisty polskiego zamieszkałego we Francji, p. Ostrowskiego. Dowiemy się z niego, że Marianna urodziła się w hiszpańskiej części Baskonii AD 1563, a w dwadzieścia cztery lata później udała się do Quito, by współtworzyć nowo ufundowany klasztor pw. Niepokalanego Poczęcia. Od dzieciństwa miała doświadczenia mistyczne, zaś kluczowe objawienia i wizje nawiedzały ją od 1582 r. aż do śmierci AD 1635.

Kto z Państwa chce zapoznać się z całością przesłania przypisywanego Matce Bożej z Quito, ten powinien przeczytać artykuł x. Karola Stehlina z Zawsze Wiernych lub wspomnianą wyżej publikację przetłumaczoną przez p. Ostrowskiego.

Zwolennicy przesłania Matki Dobrego Zdarzenia utrzymują, że zostało ono zaakceptowane przez Kościół. Ale nie wiadomo, kiedy miałoby to nastąpić! Jedną ze wskazywanych dat jest rok 1611

The revelations of Our Lady of Good Success and devotion to her miraculous Statue have been approved by the Catholic Church since the beginning. It was the 9th Bishop of Quito, Salvador de Ribera, who attested in official documents to the miraculous completion of the Statue by St. Francis of Assisi and the three Archangels St. Michael, St. Gabriel and St. Raphael and presided over the anointing of the solemn consecration of the Statue in the Church of the Royal Convent of the Immaculate Conception on February 2, 1611.


Tyle, że objawienia trwały jeszcze 24 lata, a poświęcenie statuy i uznanie nadprzyrodzonego charakteru powstałego tam wizerunku

Zaraz po tym objawieniu matka Marianna prosiła biskupa Quito, aby jak najprędzej ustosunkował się do próśb Najświętszej Maryi Panny. Po otrzymaniu jego zgody, powierzyła wykonanie artyście Francisco del Castillo, który nie tylko był doświadczonym rzeźbiarzem, ale także człowiekiem wielkiej cnoty połączonej z głęboką pobożnością maryjną. Kiedy praca dobiegła do końca, zadecydował, że będzie musiał pojechać do Europy, aby znaleźć najlepsze farby do malowania twarzy Madonny. Obiecał powrócić do Quito przed 16 stycznia 1611 roku i ukończyć dzieło. Jednak w nocy przed jego przyjazdem twarz figury została w cudowny sposób pomalowana. Kiedy siostry przyszły wcześnie rankiem na jutrznię, kaplica wypełniona była niebieskim światłem, otaczającym posąg. Kiedy artysta przybył następnego ranka do klasztoru, aby ukończyć pracę, zawołał zaskoczony: „Co widzę? Ta wspaniała rzeźba – to nie moje dzieło. To jest dzieło anielskie, bo coś tak wspaniałego nie mogłoby być stworzone tu na ziemi przez ręce śmiertelnika. Żaden rzeźbiarz, choćby nie wiadomo jak uzdolniony, nie mógł stworzyć takiej doskonałości i nieziemskiej piękności”. Rzeźbiarz potwierdził pod przysięgą autentyczność cudu. Pod spisanym przez niego oświadczeniem widnieje również podpis biskupa Quito, który wkrótce kazał przygotować się przez nowennę na uroczystą intronizację. 2 lutego 1611 roku poświęcił uroczyście cudowną figurę pod wezwaniem Matki Bożej Dobrego Zdarzenia.

to zupełnie coś innego niż zaaprobowanie całego przesłania. Jak dotarło ono do naszych czasów ? Czytamy u x. Stehlina:

z powodu tak niezwykłych wydarzeń kierownik duchowny oraz biskup Quito wymagali od niej [tj. matki Marianny] w imię posłuszeństwa spisania autobiografii. Tekst ten został aprobowany przez biskupa Piotra de Oviedo, dziesiątego biskupa ordynariusza Quito. Po jej śmierci, kierownik duchowy i spowiednik o. Michał Romero OFM napisał jej biografię. Dokumenty te razem z życiorysami wszystkich innych sióstr założycielek klasztoru w Ekwadorze zachowane są w wielkim tomie pt. El Cuadernon. Na podstawie tego źródła o. Manuel Souza Pereira, prowincjał Ojców Franciszkanów w Quito, napisał w 1790 roku książkę pt. Cudowny żywot Matki Marianny de Jesús Torres, hiszpańskiej zakonnicy i jednej z założycielek Królewskiego Klasztoru Niepokalanego Poczęcia w mieście św. Franciszka de Quito.


Dzieło to przetłumaczyła na język angielski w 1988 r. Marianna Teresa Horvat, która wydała książkę na temat objawień Matki Bożej.


Jak pisze x. Stehlin,

Na prośbę m. Marianny, aby jej imię pozostało nieznane, Matka Boża odpowiedziała, że dopiero po trzech stuleciach tajemniczego milczenia objawienia te oraz jej imię zostaną ponownie odkryte.

Przejdę do sedna. Mam poważne wątpliwości, czy o. Manuel Souza Pereira przekazał nam faktyczną treść życiorysu zakonnicy oraz doświadczeń duchowych i objawień, których dostąpiła. Zwróćmy uwagę, że zdanie:

„W międzyczasie Kościół będzie atakowany przez hordy masońskie, a Ekwador, ten biedny kraj umierać będzie z powodu upadku obyczajów, niepohamowanej rozpusty, bezbożnej prasy i świeckiego wychowania”

które miało być wg tradition-in-action zatwierdzone przez Kościół AD 1611, ma aż trzy słabe punkty:

1. Nazwa „masoneria” nie była używana do 1717 r., kiedy to pierwsze loże angielskie ujawniły się światu. Wolnomularstwo najpewniej istniało już od dwustu lat, ale działało w ukryciu.

2. Nazwa „Ekwador” została nadana okolicom Quito w XVIII wieku przez francuskich badaczy, którzy wytyczali równik.

3. „Prasa”, jaką znamy w dzisiejszych czasach, datuje się od roku 1605, kiedy to Jan Carolus rozpoczął wydawać w Sztrasburgu „Relation aller Fürnemmen und gedenckwürdigen Historien”, ale dopiero od XIX wieku ma charakter masowy.

A zatem rozebranie na części zdania w pełni zrozumiałego człowiekowi żyjącemu w XX wieku wskazuje na zupełne nieprawdopodobieństwo użycia pewnych konkretnych pojęć przez Matkę Bożą w 1610 r. Gdyby Maryja coś nam wtedy przekazała, użyłaby słów jakkolwiek zrozumiałych dla ludzi żyjących w wieku XVII. Sądzę, że o. Manuel zaserwował nam piękną baśń religijną w najlepszym stylu legend hagiograficznych. Co jest w niej prawdą, nie wiem i nie podejmę się tego wskazywać.

A może fałszerstwo jest jeszcze późniejsze i pochodzi z czasów po ogłoszeniu dogmatów, o których rzekomo mówi Maryja ? Wtedy wina za tę rewelację spadałaby najpewniej na p. Mariannę Teresę Horvat ….

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Na marginesie uniewinnienia Nergala

Chyba cała Polska wie już, że czołowy polski satanistyczny celebryta Adam Darski ps. Holocausto oraz Nergal został uniewinniony z zarzutu obrazy uczuć religijnych chrześcijan, jakiej miał się dopuścić niszcząc egzemplarz Biblii podczas koncertu zespołu Behemoth w Gdyni AD 2007. "Artysta" wyłgał się oświadczając w prokuraturze, że nie było jego zamiarem obrażanie niczyich uczuć religijnych, zaś samo zdarzenie należy uważać za element działalności artystycznej, którą prowadzi.

Od razu po ogłoszeniu wyroku Nergal podziękował na Facebooku za zwycięstwo szatanowi.

co wywołało ciekawy komentarz Ewy Czaczkowskiej z "Rzeczpospolitej", która na chwilę zapomniała, że należy do otwartego kościoła łagiewnicko-katolickiego.

Mam na tę sprawę nieco szersze spojrzenie i postaram się je Państwu uzasadnić.

1. Bardzo niedobrze się dzieje, że sprawę procesu z Nergalem oddaliśmy (my, katolicy) niejakiemu Ryszardowi Nowakowi, b. posłowi Unii Pracy, działaczowi PSLu i Samoobrony. Już same te nazwy partyj i przypomnienie ekscesów parlamentarnych Nowaka sprawiają, że każdy dwa razy zastanowiłby się nim kupiłby od niego używany samochód. Walka z sektami Nowaka jest nieskuteczna, a jego poszczególne inicjatywy, np. tworzenie list zespołów muzycznych - satanistycznych, są realizowane przez dyletantów.

2. Krótka kwerenda internetowa po działalności Behemotha wskazuje, że podarcie Biblii występowało również na innych koncertach, które mają zwykle podobną oprawę (ob)sceniczną.

3. Dziwne jest nieporuszanie w ramach walki z satanistami kwestji bluźnierstwa odnoszącego się do Osób Boskich. Bez trudu można by wskazać takie przypadki w tekstach Behemotha i innych zespołów i wydaje mi się, że to byłaby lepsza droga do wskazywania na naruszenie uczuć religijnych. Autor bluźnierstw nie mógłby się bronić zamkniętością imprez, na których głosi swoje tezy tudzież umieszczaniem ich tylko na płytach. Prawo polskie np. teoretycznie nie dopuszcza do promocji zbrodniczych ideologij i nie można uzasadniać łamanie tego zakazu faktem, że nawołuje się do nienawiści względem różnych nacyj na spotkaniach biletowanych. Byłby to absurd.

4. Wracając do kwestji niszczenia Biblii - jesteśmy tu o krok od niezłego samobója. Mało kto pamięta pośród katolików, że katechizm św. Piusa X wprost nakazuje palenie niekatolickich wydań Pisma Świętego.

P. Co powinien uczynić katolik, gdyby mu wpadła w ręce Biblia heretycka lub niepotwierdzona od Kościoła?

O. Gdyby komu z katolików wpadła w ręce Biblia heretycka lub niepotwierdzona od Kościoła, powinien ją natychmiast spalić lub oddać proboszczowi.

P. Dlaczego Kościół zabrania Biblii heretyckich lub niepotwierdzonych przez siebie?

O. Kościół zabrania Biblii heretyckich lub niepotwierdzonych od siebie dlatego, że nieraz bywają sfałszowane i zawierają błędy, które mogłyby nas zachwiać w wierze świętej. Z tejże przyczyny zabrania Kościół i tych przekładów Pisma świętego, które uzyskały potwierdzenie jego, ale zostały przedrukowane z opuszczeniem objaśnień przez niego pochwalonych.

5. Jeśli Kościół ma takie stanowisko względem Biblij niekatolickich, Nergal jakby był odrobinę bystrzejszy, oświadczyłby, że podarł protestanckie wydanie Biblii i przy okazji dokopałby nietolerancji katolików.

6. Skoro Kościół dopuszczał palenie innowierczego wydania Pisma Świętego i ogólniej pism fałszywych religij, to w czasach wolności religijnej powinien dopuszczać symetrję z ich strony. Jeśli mamy wierzyć ideom wynikającym z "Dignitatis humanae", to nie powinniśmy się dziwić, że państwo w równy sposób chroni prawa satanistów jak katolików. A nawet, że bardziej broni mniejszości przed tyranją większości.

7. Mam nadzieję, że w prosty sposób pokazałem, jak błędne jest granie na warunkach naszych przeciwników. Należy odrzucić błędne założenia wolności religijnej i chronić wartości prawdziwej religji w oparciu o wartości uniwersalne. Karą za bluźnierstwo, w zależności od jego ogromu, mogłaby być także kara główna.

8. W systemach demoliberalnych ochrona praw wierzących jest fikcją. One dążą do ateizmu, mają to wbudowane. Nergala nikt nigdy nie skazał i zapewne nie skaże za złamanie żadnych paragrafów. Z tego, co mi wiadomo, jedyną karą, jaką mu wymierzono w Polsce za działalność pseudoartystyczną, było kilka kopniaków i fang - "podziękowanie" za utwór "Chwała mordercom [św.] Wojciecha" przekazane mu kilkanaście lat temu, gdy usiłował pojawić się w niewłaściwym stroju na niewłaściwem wydarzeniu artystycznym.

piątek, 19 sierpnia 2011

Program: "Weapons of MASS Destruction" po polsku

Serdecznie polecam Państwu obejrzenie programu dokumentalno-publicystycznego wyprodukowanego przez amerykańskich konserwatywnych katolików działających pod szyldem RealCatholicTV.

Tematyka pierwszej części filmu obejmuje w szczególności antykatolicką rewolucję posoborową, zaś w części drugiej prowadzący i jego gość zajmują się patologjami Kościoła Posoborowego. Całość przedstawiona jest bardzo przystępnie, w żywej i dowcipnej formie wykładu lub dialogu. Linja programu jest umiarkowana, żaden lefebryzm, żaden sedeprywacjonizm. Zwykły benedyktyzm-szesnastyzm.

Temniemniej prowadzący program p. Michał Voris doczekał się w tym roku "bana" nałożonego przez posoborową diecezję Scranton dla której jego poglądy były zbyt katolickie i obrażały wyznawców innych religij. Nie może wygłaszać wykładów itp. na terenie tej diecezji. U nas diecezje zaczynają banować za wytknięcie ich związków z partjami politycznemi ...

Zwrócę jeszcze Państwu uwagę na postać gościa programu, wypowiadającego się w drugiej części filmu. Kanadyjski xiądz Paweł Nicholson jest związany z Opus Dei.

Znakomity duszpasterz !! Który z polskich konserwatywnych księży mógłby jako pierwszy pójść w jego ślady i uruchomić kanał internetowy ? Myślę, że jest zapotrzebowanie na takie programy.

Część pierwsza programu:



Część druga programu:

czwartek, 18 sierpnia 2011

Światowe Dni Młodych czy Golgota Młodych ??

Porównajmy dziś sobie, jak pozycjonują się dwie imprezy: ogólnoświatowa, w hiszpańskim Madrycie, której uczestnikiem jest Ojciec Święty Benedykt XVI oraz lokalna, organizowana przez polskich kapucynów na Podlasiu.

O logo Światowych Dni Młodzieży możemy przeczytać:


Na logo w trzech ciepłych kolorach, czerwonym, pomarańczowym i żółtym, składają się stylizowane litery M i J, zwieńczone krzyżem. Ciepłe kolory kojarzą się z Madrytem i Hiszpanią. Barwy te nawiązują również do symboliki Bożego Ciepła i do Miłości pochodzącej od Trójcy Świętej.

Z kolei Golgota Młodych reklamuje się następującym plakatem:


Kogo widzicie na pierwszym planie plakatu? Jakie skojarzenia wywołuje ten widok? Chyba nie do końca religijne. Mnie się kojarzy z reklamami takimi jak ta:


Nie mam nic przeciwko ładnym dziewczynom, wręcz przeciwnie, ale spotkanie religijne nie powinno być reklamowane w tak zmysłowy sposób. Jak dla mnie, należałoby konkretnie przetrzepać kapucyna odpowiedzialnego za takie strywializowanie Golgoty - Męki Pana naszego Jezusa Chrystusa.