Być może Święty Mikołaj nie pamiętał, by obdarować Was kalendarzami zawierającemi tradycyjny układ roku liturgicznego oraz świąt kościelnych. Można to cały czas nadrobić, robiąc sobie lub najbliższym taki oto pożyteczny prezent.
Zacznijmy od kalendarza Te Deum, który zawiera 12 okazałych (42,5cm x 59,5 cm) plansz z reprodukcjami arcydzieł malarstwa sakralnego.
Alternatywą dla niego jest kalendarz Fundacji Świętego Benedykta, który zawiera zdjęcia z Mszy pontyfikalnej celebrowanej 16 października w Poznaniu przez JE Biskupa Atanazego Schneidera. Format kart to 30 cm x 45 cm.
Jeśli chodzi o kalendarze poręczne, konkurencji nie ma kalendarz wydany przez Fundację Św. Grzegorza Wielkiego, dostępny do nabycia w księgarni Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Piotra Skargi Edycja na rok 2014 zawiera myśli abp. Fultona Sheena oraz rozważania zaczerpnięte z wydanego w 1932 roku doskonale nam znanego „Roku Bożego” oraz z „Krótkich kazań na niedziele i święta całego roku” ks. Ignacego Czechowskiego, które ukazały się drukiem AD 1930.
Myślę, że warto na co dzień pamiętać o świętach, patronach czy postach, jakie obowiązują w „naszym”, czyli przedsoborowym roku liturgicznym. Dzięki temu możemy żyć w łączności z całem dziedzictwem kulturowem Polski i reszty świata katolickiego. Postrzeganie świata przez ten pryzmat jest dziś znacznie utrudnione. Każda kolejny katolik, dla którego święto Chrystusa Króla jest w ostatnią niedzielę października, który wie, co to suche dnie oraz niedziela mięsozapustna, przybliża nas do zwycięstwa nad posoborowiem. Przez każdy kalendarz, który kupimy sobie lub najbliższym, wysyłamy jednego małego bugniniego do Teheranu!
wtorek, 31 grudnia 2013
wtorek, 17 grudnia 2013
Prezent urodzinowy dla Franciszka
Mamy dziś urodziny papieża Franciszka! Nie obchodzimy ich szczególnie hucznie choćby z uwagi na ... adwent. Godzi się wszakoż odnotować pewien specyficzny prezent, jakim go obdarowano. Oto najbardziej prominentne amerykańskie czasopismo ruchu homoseksualistów, lesbijek i innych grodzkich ogłosiło Franciszka "człowiekiem roku"! Chciałoby się rzec: "jaki rok, taki człowiek" i podsumować sprawę grubym słowem, ale warto chyba temat nieco pociągnąć.
Bezpośrednią przyczyną nagrodzenia Franciszka jest wypowiedź z lipca br. : "Jeśli ktoś jest homoseksualistą i poszukuje Boga oraz ma dobrą wolę, to kim ja jestem, by go osądzać?" Dowiadujemy się z tekstu, iż Bergoglio, grasując jeszcze w Argentynie, opowiadał się za legalizacją jakiejś formy związków partnerskich, byle nie były one nazywane małżeństwami i zrównywane w prawach z nimi. Zboczeńcy doceniają również, iż Franciszek nie potępia środowisk "LGBT", co czynił przy każdej okazji choćby Benedykt XVI.
Znamienny kontrast - Franciszek został nagrodzony przez środowisko, które swego czasu przyznało tytuły "Homofobów roku" jego dwóm poprzednikom, Janowi Pawłowi II i Benedyktowi XVI, zaś w tym roku uhonorowało (w naszym odczuciu) w ten sposób postawę Włodzimierza Putina.
Ponieważ obraz znaczy często więcej niż 1000 słów, spójrzmy jeszcze na inne okładki The Advocate, by mieć pewność, z kim mamy do czynienia.
No i chyba możemy przejść do życzeń dla Jubilata: Rychłej emerytury życzymy!
Bezpośrednią przyczyną nagrodzenia Franciszka jest wypowiedź z lipca br. : "Jeśli ktoś jest homoseksualistą i poszukuje Boga oraz ma dobrą wolę, to kim ja jestem, by go osądzać?" Dowiadujemy się z tekstu, iż Bergoglio, grasując jeszcze w Argentynie, opowiadał się za legalizacją jakiejś formy związków partnerskich, byle nie były one nazywane małżeństwami i zrównywane w prawach z nimi. Zboczeńcy doceniają również, iż Franciszek nie potępia środowisk "LGBT", co czynił przy każdej okazji choćby Benedykt XVI.
Znamienny kontrast - Franciszek został nagrodzony przez środowisko, które swego czasu przyznało tytuły "Homofobów roku" jego dwóm poprzednikom, Janowi Pawłowi II i Benedyktowi XVI, zaś w tym roku uhonorowało (w naszym odczuciu) w ten sposób postawę Włodzimierza Putina.
Ponieważ obraz znaczy często więcej niż 1000 słów, spójrzmy jeszcze na inne okładki The Advocate, by mieć pewność, z kim mamy do czynienia.
No i chyba możemy przejść do życzeń dla Jubilata: Rychłej emerytury życzymy!
niedziela, 15 grudnia 2013
Egzorcysta i ... heretyk
Aktualny, grudniowy numer miesięcznika "Egzorcysta" przynosi szereg wartościowych i ciekawych tekstów poświęconych problematyce aborcji i jej konsekwencji. Jednak obok nich "tradycyjnie już" pojawiają się w piśmie poważne błędy teologiczne. Roi się od nich w tekście ks. Sławomira Kunki pt. "Jeden ojciec, wiele dzieci, jedno zbawienie", który stanowi rozważania na temat limbus puerorum.
Już pierwszy akapit artykułu wskazuje, iż jego autor, adiunkt Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zatrudniony w dodatku w katedrze dogmatyki, ma poważne problemy z podstawami katolickiej teologii. Wywód oparty o zdanie: "Bóg jest Ojcem każdego człowieka" nie uwzględnia podstawowego aspektu sakramentu Chrztu świętego, nadającego człowiekowi godność dziecka Bożego. Nawet powszechnie dziś stosowany posoborowy ryt Chrztu pozostawia obrzęd nałożenia ochrzczonemu dziecku białej szaty jako symbolu przyobleczenia się w Chrystusa i zjednoczenia z Nim. Nie można traktować sakramentu jako jedynie symbolu mówiącego o odrodzeniu natury człowieka włączanego do Ludu Bożego vel Mistycznego Ciała Chrystusa. Podejście to byłoby z gruntu pogańskie i sprowadzałoby sakrament, w którym Bóg działa poprzez szafarza, do niekoniecznego obrzędu.
Porównując ryty Chrztu świętego, przedsoborowy i posoborowy, dostrzegamy w chrzcie "zreformowanym" bardzo wyraźną redukcję nauki Kościoła o grzechu pierworodnym; praktyczne wyrugowanie zeń egzorcyzmów głoszących, iż do dusz nieochrzczonych ma łatwy dostęp diabeł. Zaakcentowano natomiast wspólnotowy aspekt sakramentu, posługując się niefortunnym skądinąd zwrotem: " Wspólnota chrześcijańska przyjmuje cię z wielką radością W imieniu tej wspólnoty znaczę cię znakiem krzyża." Poglądy głoszone przez ks. Kunkę wskazują, iż niedostatecznie rozumie on, iż wspólnotą tą nie jest np. parafia, lecz cały Kościół katolicki.
Podsumowując te rozważania, należy wskazać, iż relacja Bóg Ojciec - dzieci Boże odnosi się wyłącznie do chrześcijan, a nie do wszystkich ludzi.
Jeszcze bardziej zdumiewają kolejne myśli ks. Kunki, zawarte w akapitach spiętych klamrą "Historia opinii teologicznej o limbus puerorum i jej "przejście do historii"". Lubelski modernista przedstawia koncepcję limbus puerorum - otchłani nieochrzczonych - jako nawiązującą do idei limbus patrum, gdzie sprawiedliwi Starego Testamentu czekali na przyjście Mesjasza. Tymczasem znacznie trafniejszą analogią do limbus puerorum (lub: parvulorum) jest czyściec - koncepcja teologiczna również dość słabo zarysowana w Biblii i rozwinięta dopiero przez średniowiecznych teologów. Ten sam sobór powszechny, sobór florencki (AD 1439 - 45) nieomylnie określił nauczanie Kościoła w zakresie czyśćca, jak i wsparł koncepcję otchłani nieochrzczonych dzieci: „Dusze tych, którzy umierają bądź w uczynkowym grzechu śmiertelnym lub w samym grzechu pierworodnym, natychmiast zstępują do piekła, gdzie jednak nierównym podlegają karom.”
Wydawałoby się, że każdy katolik zgodzi się ze stwierdzeniem: dogmaty Kościoła katolickiego oraz orzeczenia dogmatyczne Soborów powszechnych mają wartość wieczną, nie tymczasową. Nie podlegają ewolucji w czasie. Są raczej łaską Boga, który za ich pomocą odkrywa przed nami pewne, niedoprecyzowane dotąd zagadnienia związane z naszą wiarą. Na ten sposób Bóg jest ograniczony orzeczeniami Kościoła: skoro Duch Święty dopuścił do ich ogłoszenia, nie powinniśmy się zajmować szukaniem sposobu na ich ominięcie. Tymczasem zacytowane powyżej zdanie traktuje się dziś jako ograniczające powszechność zbawczej woli Boga i powszechność Odkupienia. Moderniści w miejsce nieomylnego Kanonu soboru powszechnego umieszczają NADZIEJĘ ZBAWIENIA DLA DZIECI ZMARŁYCH BEZ CHRZTU.
Zauważmy nikczemność ich kłamstwa: jako katolicy nie wykluczamy możliwości zbawienia żadnego konkretnego zmarłego i nieochrzczonego człowieka. Mamy więc nadzieję, iż Bóg zbawi go. Swą intencję poświadczamy modlitwą, nieustannie prosząc Boga o ten dar, w odniesieniu do tej osoby. Teoretycznie tak samo powinni myśleć współcześni zwolennicy omawianej tu NADZIEI. Tak jednak nie jest. Moderniści pod płaszczykiem nadziei na zbawienie przemycają własne przekonanie o jego pewności:
Ubocznym skutkiem posoborowej herezji zakładającej automatyzm zbawczy zmarłych, nieochrzczonych dzieci jest pomijanie tej modlitwy tam, gdzie byłaby bardzo potrzebna. Nie modlimy się w intencji dusz kanonizowanych świętych, nie modlimy się w intencji małych, zmarłych i ochrzczonych dzieci, co do których jest pewność zbawienia. Jeśli pod wpływem propagandy ks. Kunki i jemu podobnych choć jedni rodzice zaprzestaną modlitwy za swoje zmarłe, nieochrzczone dziecko, to właśnie przez to mogą sprawić, iż zatrzymany mu zostanie grzech pierworodny. Bóg podejmuje tę decyzję wprawdzie w chwili śmierci człowieka, ale - niezwiązany czasem w ziemskim rozumieniu - wie, kto i jak będzie się modlił w danej intencji, w dowolnej przyszłości.
Jakkolwiek więc hipoteza otchłani dziecięcej nie stanowi prawdy sformułowanej dogmatycznie, jest ona oparta na całej katolickiej dogmatyce i sakramentologii. Stawianie na przeciwległej szali uniwersalnej koncepcji zbawczej jest tyle ryzykowne, co niekonsekwentne. Czemu bowiem ograniczać zbawczą wolę Boga, Ojca wszystkich ludzi, wyłącznie do dusz z zaciągniętym grzechem pierworodnym? Czemu nie rozszerzyć jej na nadzieję zbawienia wszystkich ludzi, czyli koncepcję "pustego piekła"?
Warto tu jeszcze choćby wspomnieć o różnicach między eschatologiami, katolicką i posoborową. Polecam w tym zakresie lekturę znakomitego artykułu x. Karola Stehlina. Przypomina on między innymi naukę Soboru Trydenckiego na temat nieba:
Innymi słowy: jakkolwiek Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi, to nie ustanowił nieba jako prawa człowieka. To my, ludzie żyjący na Ziemi tak mamy ją urządzać, bo zbawienie było poprzez Kościół katolicki jak najbardziej udostępniane dla wszystkich.
Wróćmy do artykułu ks. Kunki. Kończą go dwa kolejne poważne błędy doktrynalne. Pierwszym z nich jest zawarcie błędnego cytatu z encykliki Jana Pawła II "Evangelium vitae". Pierwotna wersja dokumentu zawierała błąd, sugerując iż dzieci - ofiary aborcji - automatycznie dostępują zbawienia. Sprawę tę wyjaśniał swego czasu Dextimus w Kronice Novus Ordo. Byłoby zatem dobrze, aby ksiądz katolicki, jakim zapewne pragnie być ks. Kunka, posługiwał się autentycznym cytatem z oficjalnego dokumentu kościelnego. No i sprawa druga: Autor sugeruje, jakoby pewne było zbawienie osób z głębokim upośledzeniem intelektualnym. Zapomina tylko dodać: o ile są one ochrzczone. Rzeczywiście w takim wypadku przyjmuje się, że nie są one zdolne, by popełnić grzech śmiertelny. No ale jak widzimy, od samego początku artykułu dla ks. dr. Sławomira Kunki największym problemem utrudniającym zbawienie Panu Bogu jest ... sakrament Chrztu.
Już pierwszy akapit artykułu wskazuje, iż jego autor, adiunkt Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zatrudniony w dodatku w katedrze dogmatyki, ma poważne problemy z podstawami katolickiej teologii. Wywód oparty o zdanie: "Bóg jest Ojcem każdego człowieka" nie uwzględnia podstawowego aspektu sakramentu Chrztu świętego, nadającego człowiekowi godność dziecka Bożego. Nawet powszechnie dziś stosowany posoborowy ryt Chrztu pozostawia obrzęd nałożenia ochrzczonemu dziecku białej szaty jako symbolu przyobleczenia się w Chrystusa i zjednoczenia z Nim. Nie można traktować sakramentu jako jedynie symbolu mówiącego o odrodzeniu natury człowieka włączanego do Ludu Bożego vel Mistycznego Ciała Chrystusa. Podejście to byłoby z gruntu pogańskie i sprowadzałoby sakrament, w którym Bóg działa poprzez szafarza, do niekoniecznego obrzędu.
Porównując ryty Chrztu świętego, przedsoborowy i posoborowy, dostrzegamy w chrzcie "zreformowanym" bardzo wyraźną redukcję nauki Kościoła o grzechu pierworodnym; praktyczne wyrugowanie zeń egzorcyzmów głoszących, iż do dusz nieochrzczonych ma łatwy dostęp diabeł. Zaakcentowano natomiast wspólnotowy aspekt sakramentu, posługując się niefortunnym skądinąd zwrotem: " Wspólnota chrześcijańska przyjmuje cię z wielką radością W imieniu tej wspólnoty znaczę cię znakiem krzyża." Poglądy głoszone przez ks. Kunkę wskazują, iż niedostatecznie rozumie on, iż wspólnotą tą nie jest np. parafia, lecz cały Kościół katolicki.
Podsumowując te rozważania, należy wskazać, iż relacja Bóg Ojciec - dzieci Boże odnosi się wyłącznie do chrześcijan, a nie do wszystkich ludzi.
Jeszcze bardziej zdumiewają kolejne myśli ks. Kunki, zawarte w akapitach spiętych klamrą "Historia opinii teologicznej o limbus puerorum i jej "przejście do historii"". Lubelski modernista przedstawia koncepcję limbus puerorum - otchłani nieochrzczonych - jako nawiązującą do idei limbus patrum, gdzie sprawiedliwi Starego Testamentu czekali na przyjście Mesjasza. Tymczasem znacznie trafniejszą analogią do limbus puerorum (lub: parvulorum) jest czyściec - koncepcja teologiczna również dość słabo zarysowana w Biblii i rozwinięta dopiero przez średniowiecznych teologów. Ten sam sobór powszechny, sobór florencki (AD 1439 - 45) nieomylnie określił nauczanie Kościoła w zakresie czyśćca, jak i wsparł koncepcję otchłani nieochrzczonych dzieci: „Dusze tych, którzy umierają bądź w uczynkowym grzechu śmiertelnym lub w samym grzechu pierworodnym, natychmiast zstępują do piekła, gdzie jednak nierównym podlegają karom.”
Wydawałoby się, że każdy katolik zgodzi się ze stwierdzeniem: dogmaty Kościoła katolickiego oraz orzeczenia dogmatyczne Soborów powszechnych mają wartość wieczną, nie tymczasową. Nie podlegają ewolucji w czasie. Są raczej łaską Boga, który za ich pomocą odkrywa przed nami pewne, niedoprecyzowane dotąd zagadnienia związane z naszą wiarą. Na ten sposób Bóg jest ograniczony orzeczeniami Kościoła: skoro Duch Święty dopuścił do ich ogłoszenia, nie powinniśmy się zajmować szukaniem sposobu na ich ominięcie. Tymczasem zacytowane powyżej zdanie traktuje się dziś jako ograniczające powszechność zbawczej woli Boga i powszechność Odkupienia. Moderniści w miejsce nieomylnego Kanonu soboru powszechnego umieszczają NADZIEJĘ ZBAWIENIA DLA DZIECI ZMARŁYCH BEZ CHRZTU.
Zauważmy nikczemność ich kłamstwa: jako katolicy nie wykluczamy możliwości zbawienia żadnego konkretnego zmarłego i nieochrzczonego człowieka. Mamy więc nadzieję, iż Bóg zbawi go. Swą intencję poświadczamy modlitwą, nieustannie prosząc Boga o ten dar, w odniesieniu do tej osoby. Teoretycznie tak samo powinni myśleć współcześni zwolennicy omawianej tu NADZIEI. Tak jednak nie jest. Moderniści pod płaszczykiem nadziei na zbawienie przemycają własne przekonanie o jego pewności:
należałoby uznać, że dzieci umierające bez Chrztu zostaja uwolnione od grzechu pierworodnego za pośrednictwem pragnienia Chrztu, zawartego w akcie wiary Kościoła, wyrażonego w jego modlitwie wstawienniczej o zbawienie wszystkich. Ponieważ każdy sakrament dokonuje się w wierze Kościoła, który go sprawuje z mandatu Chrystusa, takze sakrament Chrztu dzieci jest sprawowany w tej wierze i dlatego nie widać rozumnych podstaw dla wyłączenia dzieci nieochrzczonych z powszechnej zbawczej woli Boga, która obejmuje niechrześcijan dorosłych, o których mówi Sobór Watykański II w LG n. 16. Skoro zbawcza łaska Chrystusa obejmuje wszystkich, którzy "bez własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, [...] mogą osiągnąć wieczne zbawienie i Opatrzność Boża nie odmawia koniecznej do zbawienia pomocy takim, którzy bez własnej winy w ogóle nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują, nie bez łaski Bożej, wieść uczciwe życie" (tamże), to tym bardziej weryfikuje się to w odniesieniu do niewinnego dziecka.
Ubocznym skutkiem posoborowej herezji zakładającej automatyzm zbawczy zmarłych, nieochrzczonych dzieci jest pomijanie tej modlitwy tam, gdzie byłaby bardzo potrzebna. Nie modlimy się w intencji dusz kanonizowanych świętych, nie modlimy się w intencji małych, zmarłych i ochrzczonych dzieci, co do których jest pewność zbawienia. Jeśli pod wpływem propagandy ks. Kunki i jemu podobnych choć jedni rodzice zaprzestaną modlitwy za swoje zmarłe, nieochrzczone dziecko, to właśnie przez to mogą sprawić, iż zatrzymany mu zostanie grzech pierworodny. Bóg podejmuje tę decyzję wprawdzie w chwili śmierci człowieka, ale - niezwiązany czasem w ziemskim rozumieniu - wie, kto i jak będzie się modlił w danej intencji, w dowolnej przyszłości.
Jakkolwiek więc hipoteza otchłani dziecięcej nie stanowi prawdy sformułowanej dogmatycznie, jest ona oparta na całej katolickiej dogmatyce i sakramentologii. Stawianie na przeciwległej szali uniwersalnej koncepcji zbawczej jest tyle ryzykowne, co niekonsekwentne. Czemu bowiem ograniczać zbawczą wolę Boga, Ojca wszystkich ludzi, wyłącznie do dusz z zaciągniętym grzechem pierworodnym? Czemu nie rozszerzyć jej na nadzieję zbawienia wszystkich ludzi, czyli koncepcję "pustego piekła"?
Warto tu jeszcze choćby wspomnieć o różnicach między eschatologiami, katolicką i posoborową. Polecam w tym zakresie lekturę znakomitego artykułu x. Karola Stehlina. Przypomina on między innymi naukę Soboru Trydenckiego na temat nieba:
Istotną nagrodą człowieka jest jego szczęśliwość. Polega ona na tym, że nasza dusza łączy się doskonale z Bogiem i w pełni rozkoszuje się Nim jako doskonale widzianym i miłowanym. Ta właśnie nagroda zwie się przenośnie „wieńcem chwały”: już to ze strony zasługi, której nie nabywa się bez jakiejś walki, już to ze strony samej nagrody, dzięki której człowiek staje się poniekąd uczestnikiem bóstwa i w następstwie władzy królewskiej.
Innymi słowy: jakkolwiek Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi, to nie ustanowił nieba jako prawa człowieka. To my, ludzie żyjący na Ziemi tak mamy ją urządzać, bo zbawienie było poprzez Kościół katolicki jak najbardziej udostępniane dla wszystkich.
Wróćmy do artykułu ks. Kunki. Kończą go dwa kolejne poważne błędy doktrynalne. Pierwszym z nich jest zawarcie błędnego cytatu z encykliki Jana Pawła II "Evangelium vitae". Pierwotna wersja dokumentu zawierała błąd, sugerując iż dzieci - ofiary aborcji - automatycznie dostępują zbawienia. Sprawę tę wyjaśniał swego czasu Dextimus w Kronice Novus Ordo. Byłoby zatem dobrze, aby ksiądz katolicki, jakim zapewne pragnie być ks. Kunka, posługiwał się autentycznym cytatem z oficjalnego dokumentu kościelnego. No i sprawa druga: Autor sugeruje, jakoby pewne było zbawienie osób z głębokim upośledzeniem intelektualnym. Zapomina tylko dodać: o ile są one ochrzczone. Rzeczywiście w takim wypadku przyjmuje się, że nie są one zdolne, by popełnić grzech śmiertelny. No ale jak widzimy, od samego początku artykułu dla ks. dr. Sławomira Kunki największym problemem utrudniającym zbawienie Panu Bogu jest ... sakrament Chrztu.
niedziela, 10 listopada 2013
Kościół modny zastępuje Kościół wojujący
Jedną z głównych wiadomości soboty był nius o piątkowym pokazie mody, jaki miał miejsce w warszawskim kościele pw. św. Augustyna. Skoro środowisko modnisiów twierdzi, że "pokaz był bardzo dziwny", a Fronda protestuje (polecam ciekawy i mądry tekst diakona Pawłowicza) przeciwko złamaniu Kodeksu Prawa Kanonicznego KPK 1210 (rok 1983)
to co mówią nam na ten temat Kuria Archidiecezji Warszawskiej oraz parafia św. Augustyna ?
Początkowo parafialna strona internetowa prosi o trochę czasu, z uwagi na niedostępność proboszcza. Równolegle w internecie pojawia się rozmaite zdjęcia z pokazu, pośród których swoistym hitem jest obrazek przebierających się modelek w nawie bocznej
Wreszcie pojawia się oświadczenie sygnowane przez nominata na biskupa pomocniczego archidiecezji, x. Rafała Markowskiego:
Po zapoznaniu się z ww. oświadczeniem poczułem tak wielki niedosyt, że aż wybrałem się w dniu dzisiejszym do kościoła pw. św. Augustyna na Mszę o 10:00. Dodajmy, iż był to regularny NOM adresowany do ogółu parafialnego, a nie np. do dzieci lub młodzieży. Z niesmakiem stwierdzam, że temat "pokazu" został poruszony dopiero podczas ogłoszeń parafialnych, czyli pod koniec Nowej Mszy. Celebrans ograniczył się do odczytania powyższego komunikatu oraz dość niejasnego stwierdzenia, iż ci, co są tak mocno oburzeni wydarzeniem, zazwyczaj robią to we własnych interesach i chcą ... niszczyć Kościół. Nie odmówiono żadnej modlitwy wynagradzającej Bogu za zniewagę "pokazu", ani nie zapowiedziano żadnego nabożeństwa, które byłoby temu poświęcone. Jak widać Panu Jezusowi też musi wystarczyć komunikat x. Markowskiego.
Podkomendni kardynała Nycza bezczelnie uznali, zgodnie z obowiązującą w Polsce od paru lat modą, iż "Nic się nie stało", tymczasem choćby samo załączone zdjęcie oraz informacje o oprawie "pokazu" muzyka z filmów „Dziecko Rosemary“ (satanistycznego) i „Tajemnice Brokeback Mountain“ (prohomoseksualnego) są istotnymi przesłankami, by podjąć działania zgodne z Kanonem 1211 KPK
oraz dochodzić na drodze prawnej od "dyktatora mody" satysfakcji z uwagi na złamanie umowy oraz profanację świątyni. Jeśli te działania nie zostaną podjęte, będzie to widomy znak, że warszawskie posoborowie jest w pokaz w jakiś sposób "umoczone" i powinny je dotknąć sankcje kanoniczne. Ufam, że w archidiecezji warszawskiej znajdą się wierni, którzy zechcą wyjaśnić ten skandal.
I jeszcze jedno. Zaledwie w przededniu "pokazu" na Nowolipkach tłumy ludzi zebrały się pod Zamkiem Ujazdowskim, w którym mieści się Centrum Sztuki Współczesnej, by zaprotestować przeciwko eksponowaniu tam filmu, na którym udający artystę goły facet przytula się do średniowiecznego krucyfiksu. Kuria warszawska wsparła ów protest następującymi słowami:
Oba oświadczenia sąsiadują na stronie internetowej Archidiecezji. Trudno nie zemleć w ustach brzydkich słów komentarza dla tej swoistej niekonsekwencji.
***
Postscriptum z 13 listopada: wczoraj pojawiła się na stronie św. Augustyna następująca informacja, przywracająca nieco wiarę w ludzi i instytucję:
Nabożeństwo przebłagalne w piątek 15 listopada br.
W związku z pokazem mody w naszym kościele i zgorszeniem spowodowanym poprzez to wydarzenie zapraszamy Parafian do udziału w piątek 15 listopada br. we Mszy Św. o godz. 18.30 oraz w nabożeństwie przebłagalnym do godz. 21.00.
Ks. Proboszcz i księża pracujący w parafii
W miejscu świętym dopuszcza się tylko to, co służy sprawowaniu i szerzeniu kultu, pobożności i religii, a zabrania się tego, co jest obce świętości miejsca. Ordynariusz miejscowy może przejściowo zezwolić na użycie go do innych celów, jednakże nie przeciwnych świętości miejsca.
to co mówią nam na ten temat Kuria Archidiecezji Warszawskiej oraz parafia św. Augustyna ?
Początkowo parafialna strona internetowa prosi o trochę czasu, z uwagi na niedostępność proboszcza. Równolegle w internecie pojawia się rozmaite zdjęcia z pokazu, pośród których swoistym hitem jest obrazek przebierających się modelek w nawie bocznej
Wreszcie pojawia się oświadczenie sygnowane przez nominata na biskupa pomocniczego archidiecezji, x. Rafała Markowskiego:
W związku z prezentacją projektów mody, jaka odbyła się w dn. 8 listopada br. w kościele św. Augustyna w Warszawie Kuria Archidiecezji Warszawskiej oświadcza, iż Ks. Proboszcz parafii wyraził zgodę na powyższą prezentację w dobrej wierze i z zapewnieniem, że będzie to zamknięty pokaz strojów ślubnych. W rzeczywistości odbył się typowy pokaz mody, co stanowi nadużycie zarówno w stosunku do sakralności miejsca jakim jest świątynia, jak również wobec zaufania jakie wykazał Ks. Proboszcz odpowiedzialny za tę świątynię.
Wobec tego księża pracujący w par. św. Augustyna wraz z Kurią Warszawską wyrażają ubolewanie, iż doszło do tego rodzaju wydarzenia, przepraszają wszystkich, którzy mieli prawo poczuć się tym wydarzeniem urażeni oraz oświadczają, że zdecydowanie są przeciwni organizowaniu takich prezentacji w kościołach i innych miejscach sakralnych.
Po zapoznaniu się z ww. oświadczeniem poczułem tak wielki niedosyt, że aż wybrałem się w dniu dzisiejszym do kościoła pw. św. Augustyna na Mszę o 10:00. Dodajmy, iż był to regularny NOM adresowany do ogółu parafialnego, a nie np. do dzieci lub młodzieży. Z niesmakiem stwierdzam, że temat "pokazu" został poruszony dopiero podczas ogłoszeń parafialnych, czyli pod koniec Nowej Mszy. Celebrans ograniczył się do odczytania powyższego komunikatu oraz dość niejasnego stwierdzenia, iż ci, co są tak mocno oburzeni wydarzeniem, zazwyczaj robią to we własnych interesach i chcą ... niszczyć Kościół. Nie odmówiono żadnej modlitwy wynagradzającej Bogu za zniewagę "pokazu", ani nie zapowiedziano żadnego nabożeństwa, które byłoby temu poświęcone. Jak widać Panu Jezusowi też musi wystarczyć komunikat x. Markowskiego.
Podkomendni kardynała Nycza bezczelnie uznali, zgodnie z obowiązującą w Polsce od paru lat modą, iż "Nic się nie stało", tymczasem choćby samo załączone zdjęcie oraz informacje o oprawie "pokazu" muzyka z filmów „Dziecko Rosemary“ (satanistycznego) i „Tajemnice Brokeback Mountain“ (prohomoseksualnego) są istotnymi przesłankami, by podjąć działania zgodne z Kanonem 1211 KPK
Miejsca święte zostają zbezczeszczone przez dokonanie w nich czynności ciężko niesprawiedliwych, połączonych ze zgorszeniem wiernych, co - zdaniem ordynariusza miejsca - jest tak poważne i przeciwne świętości miejsca, iż nie godzi się w nich sprawować kultu, dopóki zniewaga nie zostanie naprawiona przez obrzęd pokutny, zgodnie z przepisami ksiąg liturgicznych.
oraz dochodzić na drodze prawnej od "dyktatora mody" satysfakcji z uwagi na złamanie umowy oraz profanację świątyni. Jeśli te działania nie zostaną podjęte, będzie to widomy znak, że warszawskie posoborowie jest w pokaz w jakiś sposób "umoczone" i powinny je dotknąć sankcje kanoniczne. Ufam, że w archidiecezji warszawskiej znajdą się wierni, którzy zechcą wyjaśnić ten skandal.
I jeszcze jedno. Zaledwie w przededniu "pokazu" na Nowolipkach tłumy ludzi zebrały się pod Zamkiem Ujazdowskim, w którym mieści się Centrum Sztuki Współczesnej, by zaprotestować przeciwko eksponowaniu tam filmu, na którym udający artystę goły facet przytula się do średniowiecznego krucyfiksu. Kuria warszawska wsparła ów protest następującymi słowami:
W związku z kontrowersyjną wystawą w Centrum Sztuki Współczesnej, w ramach której został sprofanowany Krzyż, znak Męki i Śmierci Chrystusa dla chrześcijan, a równocześnie ogólnoludzki symbol godności człowieka, Kuria Metropolitalna Warszawska wyraża głębokie ubolewanie z powodu tak drastycznego przekroczenia granic artystycznego wyrazu i elementarnych norm etycznych.
Należy do nich szacunek dla przekonań religijnych drugiego człowieka oraz dla dziedzictwa kultury narodowej, której częścią jest zabytkowy krucyfiks, instrumentalnie wykorzystany w pokazywanym na wystawie filmie. Kuria Metropolitalna wspiera słuszne działania wszystkich, którzy starają się zapobiec temu i podobnym nadużyciom.
Oba oświadczenia sąsiadują na stronie internetowej Archidiecezji. Trudno nie zemleć w ustach brzydkich słów komentarza dla tej swoistej niekonsekwencji.
***
Postscriptum z 13 listopada: wczoraj pojawiła się na stronie św. Augustyna następująca informacja, przywracająca nieco wiarę w ludzi i instytucję:
Nabożeństwo przebłagalne w piątek 15 listopada br.
W związku z pokazem mody w naszym kościele i zgorszeniem spowodowanym poprzez to wydarzenie zapraszamy Parafian do udziału w piątek 15 listopada br. we Mszy Św. o godz. 18.30 oraz w nabożeństwie przebłagalnym do godz. 21.00.
Ks. Proboszcz i księża pracujący w parafii
niedziela, 27 października 2013
Awantura o "Egzorcystę"
Mniej więcej od roku funkcjonuje na rynku prasowym miesięcznik "Egzorcysta". Jest to pismo wydawane przez dość konserwatywnych katolików, którego głównym obszarem zainteresowania są zagrożenia duchowe: okultyzm, wróżby, opętania, bioenergoterapja, pierścienie Atlantów itp. itd. Wydawca startował z niemałym jak na Polskę nakładem 15 000 egzemplarzy, który jednak szybko podniósł się jeszcze wyżej. Nie przeszkodziła w tem cena - 10 zł, bowiem miesięcznik jest wydawany atrakcyjnie i profesjonalnie. Pośród czasopism katolickich można jego szatę graficzną porównywać co najwyżej z "Polonia Christiana"; nie znam innych propozycyj z tej samej, najwyższej jakościowo półki.
Pismo jest wydawane przez prywatną spółkę świeckich katolików, nie ma zatem imprimatur ani asystenta kościelnego. W każdym numerze magazynu pojawiają się artykuły i wywiady z duchownymi z kręgu polskiego środowiska egzorcystów. Nie jest to dziwne, skoro przewodniczącym Rady Programowej periodyku jest o. prof. Aleksander Posacki, a jednym z członków tego ciała jeden z egzorcystów archidiecezji warszawskiej x. Andrzej Grefkowicz. "Egzorcysta" zebrał dotąd sporo pochwał ze strony duchowieństwa, np. w jednym z pierwszych numerów przedrukowano list pochwalny metropolity częstochowskiego abpa Wacława Depy. Zdarzająca się krytyka pochodziła zazwyczaj z przeciwnego kręgu, czyli od środowisk zbliżonych do siedliska zagrożeń duchowych - vide: Gazeta Wyborcza. Temniemniej, w przypadku tego konkretnego tekstu red. Pawła Wrońskiego trudno nie przyznać mu racji.
Krytyka "Egzorcysty" przez główny nurt polskiego Kościoła posoborowego to sprawa ostatnich dwu tygodni. Zarzuty sformułował w nieformalnej wypowiedzi ustnej, na spotkaniu kapłanów archidiecezji łódzkiej jej pasterz, abp Marek Jędraszewski, który skrytykował "manichejską wizję świata" i "straszenie złym duchem, widzenia złego wszędzie". To spowodowało, że teksty krytykujące magazyn mogły się pojawiać. Jak Państwo bowiem doskonale wiedzą, polski dziennikarz katolicki nie zaatakuje żadnej inicjatywy mającej poparcie jakiegoś biskupa bez posiadania wsparcia w wypowiedzi jakiegoś innego biskupa. Sami nie przełamią swoistej solidarności korporacyjnej.
Niewątpliwie przyczynkiem do zainteresowania się tematem była sierpniowa awantura związana z listą zagrożeń duchowych zdiagnozowanych przez x. Przemysława Sawę z diecezji bielsko-żywieckiej, która była zamieszczona m.in. na stronach internetowych diecezji warszawsko - praskiej. Zawierała ona obok rzeczy słusznych również ewidentne bzdury (np. wykaz zespołów satanistycznych itp.) i wisiała sobie w internecie od dłuższego czasu. Ktoś (czytaj znowu: "środowiska zbliżone do siedlisk zagrożeń duchowych") wykorzystał to w trakcie konfliktu ordynarjusza Pragi abpa Henryka Hosera z x. Wojciechem Lemańskim.
Słowem, można by zaryzykować hipotezę, że polscy biskupi zaczęli się przyglądać opinjom sygnowanem przez duchownych specjalizujących się w zakresie zagrożeń duchowych pod wpływem czynnika zewnętrznego. Można powiedzieć: lepiej późno niż wcale, bowiem poziom ustanowionych egzorcystów jest bardzo różny. W całym tym obszarze panuje "wolna amerykanka": posoborowe ograniczenie posługi egzorcystów dotknęło także i Polski, a wiedza i doświadczenia przedsoborowych profesjonalistów nie zostały przekazane następnem pokoleniom kapłanów. Wielu egzorcystów polskich, zazwyczaj wywodzących się z posoborowych środowisk charyzmatycznych, głosi poglądy dość dziwne, a ich metody rozwiązywania problemów duchowych budzą wątpliwości. Oczywiście są w tym gronie również ludzie bardzo mądrzy i pobożni. Ale zinstytucjonalizowany system w tym zakresie nie istnieje, i tu abp Jędraszewski ma rację.
Jeśli miałbym się natomiast odnieść do słów metropolity łódzkiego względem "Egzorcysty", to wskazałbym, że są one wyjątkowo nietrafne.
1. Brak imprimatur oraz asystenta kościelnego jest dziś niestety rzeczą zupełnie bez znaczenia, gdyż bardzo wiele publikacyj i wypowiedzi najwyższych hierarchów Kościoła zawiera treści jednoznacznie sprzeczne z wiarą katolicką, których nikt nie koryguje. Ta pieczątka nic nie znaczyłaby!
2. Nie widzę w "Egzorcyście" manichejskiego spojrzenia na świat. Szatan jest przedstawiany jako zagrożenie, ale nie jest wyposażany w moc porównywalną z mocą Bożą.
3. Pismo przedstawia szereg pozytywnych wzorców świętych walczących z różnemi przejawami zła - osobowego i bezosobowego. Wskażę tu choćby na jakże mało znany przykład meksykańskich Cristeros.
4. Sporo tekstów zamieszczonych w "Egzorcyście" stanowi najlepsze w Polsce popularne opracowania tematów konkretnych zagrożeń duchowych. Mam tu na myśli teksty takie jak publikacja Grzegorza Kasjaniuka na temat Kinga Diamonda, być może najwybitniejszego artysty otwarcie deklarującego związki z kościołem szatana.
5. "Egzorcysta" porusza też szereg innych ważnych tematów, np. kwestję dopuszczalności moralnej in vitro czy racjonalności ateizmu w kontekście wiedzy na temat stworzenia świata.
6. Zarykowałbym tezę, że kogoś mocno zabolało, że grupa świeckich ponownie przełamuje monopol posoborowia w obszarze mediów. Powstało pismo na dobrym poziomie edytorskim i odnosi sukces. Ma spory nakład, więc generuje zysk. Pamiętają Państwo, jak zarzucano Stowarzyszeniu im. Księdza Piotra Skargi, że samodzielnie promuje modlitwę różańcową ? No właśnie !
Odrzuciliśmy bardzo miałkie zarzuty abp. Jędraszewskiego i jego "ech" względem "Egzorcysty". Ale czy to oznacza, że pismo jest godne polecenia; czy mogą je czytać katolicy bez obawy, że przekazane im zostaną wyłącznie treści bezpieczne i zgodne z naszą wiarą ?
Niestety, nie. Oto kilka podstawowych zastrzeżeń.
1. Pierwszym i podstawowym problemem jest przyjęty posoborowy paradygmat pisma: pisze ono wyłącznie o zagrożeniach piętnowanych przez religję neokatolicką. Milczy natomiast o ryzykach, które ona sama generuje. Przykładowo:
a) Pisze się o Komunji na rękę jako przyjętej praktyce, wskazując, że Hostja musi być natychmiast spożyta. Niedopełnienie tego wymogu powoduje, iż Hostje mogą być łatwo wykradzione i profanowane, np. podczas obrzędów satanistycznych.
b) Nie spotkałem w piśmie artykułów krytykujących ruchy charyzmatyczne, choć kontakty z nimi same w sobie stanowią zagrożenie duchowe; bywają przyczyną zerwania więzi instytucjonalnej z Kościołem lub opętań. Tak było choćby w przypadku sióstr betanek z Kazimierza Dolnego.
2. Pismo promuje nieuznawane przez Kościół objawienia w Medjugorje oraz przykłada nadmierne znaczenie do innych objawień prywatnych. To zdecydowanie nie jest tematyka, którą powinno się epatować nieukształtowanych czytelników.
3. Jednym z tematów numeru (nr 6/2013) były tzw. opętania ekspiacyjne, rozpatrywane w szczególności w odniesieniu do najbardziej znanego przykładu Anneliese Michel. Ta młoda Niemka zgodziła się na prośbę rzekomej Matki Bożej (tak, znów te objawienia prywatne) i dopuściła do opętania swojej osoby, by cierpieć za grzechy innych ludzi i uchronić ich dusze od ognia piekielnego. Wprawdzie pismo zamieściło w tej sprawie również krytyczny głos x. Grefkowicza, ale w ogólnem swem przesłaniu wpisało się w promocję teorji bardzo wątpliwej teologicznie.
4. Pismo nie ma określonej kategorji wiekowej czytelnika, a jego relatywna "powszechność" oznacza, że może stanowić lekturę dla dzieci. W mojej ocenie tego typu treści, w tak prezentowanej formie, nie powinny być dostępne dla osób poniżej 15go roku życia.
5. Komercyjny charakter pisma implikuje zamieszczanie w nim reklam pozycyj, których ortodoksja katolicka budzi jeszcze większe wątpliwości. Oto przykład, odnoszący się wprost do zastrzeżeń, które już wcześniej poruszyłem:
Wydawca "Ezgorcysty" i ww. książek to ten sam podmiot.
Podsummowując, byłbym bardzo kontent, gdyby polscy biskupi uporządkowali obszar pracy egzorcystów i demonologów. Kilka lat temu, w Wielki Czwartek AD 2008 TVP2 wyemitowała film dokumentalny poświęcony wspomnianemu już w tekście przypadkowi śp. Anneliese Michel. Rozmaite protesty, sygnalizujące ogromne niebezpieczeństwo takich produkcyj, rozbijały się między innemi o jeden argument: "ten film został bardzo pozytywnie przyjęty przez polskich egzorcystów i jest przez nich rekomendowany". Sprawa samego miesięcznika "Egzorcysta" ma na tem tle znaczenie drugorzędne.
Nie jest to pismo w 100 % bezpieczne dla przygodnego odbiorcy, ale jeśli odbiera choć część czytelników "Wróżce" itp. periodykom, to powinniśmy się cieszyć. Jego sukces zaś świadczy o istnieniu od lat niszy, której oficjalna prasa katolicka, posiadająca imprimatur, zagospodarować nie potrafiła.
Pytanie graniczne i retoryczne: czy polscy posoborowi biskupi są w stanie rzetelnie i rozsądnie określić wytyczne dla mianowanych przez siebie egzorcystów (i wskazywać do tej posługi odpowiednich kandydatów) ?
Pismo jest wydawane przez prywatną spółkę świeckich katolików, nie ma zatem imprimatur ani asystenta kościelnego. W każdym numerze magazynu pojawiają się artykuły i wywiady z duchownymi z kręgu polskiego środowiska egzorcystów. Nie jest to dziwne, skoro przewodniczącym Rady Programowej periodyku jest o. prof. Aleksander Posacki, a jednym z członków tego ciała jeden z egzorcystów archidiecezji warszawskiej x. Andrzej Grefkowicz. "Egzorcysta" zebrał dotąd sporo pochwał ze strony duchowieństwa, np. w jednym z pierwszych numerów przedrukowano list pochwalny metropolity częstochowskiego abpa Wacława Depy. Zdarzająca się krytyka pochodziła zazwyczaj z przeciwnego kręgu, czyli od środowisk zbliżonych do siedliska zagrożeń duchowych - vide: Gazeta Wyborcza. Temniemniej, w przypadku tego konkretnego tekstu red. Pawła Wrońskiego trudno nie przyznać mu racji.
Krytyka "Egzorcysty" przez główny nurt polskiego Kościoła posoborowego to sprawa ostatnich dwu tygodni. Zarzuty sformułował w nieformalnej wypowiedzi ustnej, na spotkaniu kapłanów archidiecezji łódzkiej jej pasterz, abp Marek Jędraszewski, który skrytykował "manichejską wizję świata" i "straszenie złym duchem, widzenia złego wszędzie". To spowodowało, że teksty krytykujące magazyn mogły się pojawiać. Jak Państwo bowiem doskonale wiedzą, polski dziennikarz katolicki nie zaatakuje żadnej inicjatywy mającej poparcie jakiegoś biskupa bez posiadania wsparcia w wypowiedzi jakiegoś innego biskupa. Sami nie przełamią swoistej solidarności korporacyjnej.
Niewątpliwie przyczynkiem do zainteresowania się tematem była sierpniowa awantura związana z listą zagrożeń duchowych zdiagnozowanych przez x. Przemysława Sawę z diecezji bielsko-żywieckiej, która była zamieszczona m.in. na stronach internetowych diecezji warszawsko - praskiej. Zawierała ona obok rzeczy słusznych również ewidentne bzdury (np. wykaz zespołów satanistycznych itp.) i wisiała sobie w internecie od dłuższego czasu. Ktoś (czytaj znowu: "środowiska zbliżone do siedlisk zagrożeń duchowych") wykorzystał to w trakcie konfliktu ordynarjusza Pragi abpa Henryka Hosera z x. Wojciechem Lemańskim.
Słowem, można by zaryzykować hipotezę, że polscy biskupi zaczęli się przyglądać opinjom sygnowanem przez duchownych specjalizujących się w zakresie zagrożeń duchowych pod wpływem czynnika zewnętrznego. Można powiedzieć: lepiej późno niż wcale, bowiem poziom ustanowionych egzorcystów jest bardzo różny. W całym tym obszarze panuje "wolna amerykanka": posoborowe ograniczenie posługi egzorcystów dotknęło także i Polski, a wiedza i doświadczenia przedsoborowych profesjonalistów nie zostały przekazane następnem pokoleniom kapłanów. Wielu egzorcystów polskich, zazwyczaj wywodzących się z posoborowych środowisk charyzmatycznych, głosi poglądy dość dziwne, a ich metody rozwiązywania problemów duchowych budzą wątpliwości. Oczywiście są w tym gronie również ludzie bardzo mądrzy i pobożni. Ale zinstytucjonalizowany system w tym zakresie nie istnieje, i tu abp Jędraszewski ma rację.
Jeśli miałbym się natomiast odnieść do słów metropolity łódzkiego względem "Egzorcysty", to wskazałbym, że są one wyjątkowo nietrafne.
1. Brak imprimatur oraz asystenta kościelnego jest dziś niestety rzeczą zupełnie bez znaczenia, gdyż bardzo wiele publikacyj i wypowiedzi najwyższych hierarchów Kościoła zawiera treści jednoznacznie sprzeczne z wiarą katolicką, których nikt nie koryguje. Ta pieczątka nic nie znaczyłaby!
2. Nie widzę w "Egzorcyście" manichejskiego spojrzenia na świat. Szatan jest przedstawiany jako zagrożenie, ale nie jest wyposażany w moc porównywalną z mocą Bożą.
3. Pismo przedstawia szereg pozytywnych wzorców świętych walczących z różnemi przejawami zła - osobowego i bezosobowego. Wskażę tu choćby na jakże mało znany przykład meksykańskich Cristeros.
4. Sporo tekstów zamieszczonych w "Egzorcyście" stanowi najlepsze w Polsce popularne opracowania tematów konkretnych zagrożeń duchowych. Mam tu na myśli teksty takie jak publikacja Grzegorza Kasjaniuka na temat Kinga Diamonda, być może najwybitniejszego artysty otwarcie deklarującego związki z kościołem szatana.
5. "Egzorcysta" porusza też szereg innych ważnych tematów, np. kwestję dopuszczalności moralnej in vitro czy racjonalności ateizmu w kontekście wiedzy na temat stworzenia świata.
6. Zarykowałbym tezę, że kogoś mocno zabolało, że grupa świeckich ponownie przełamuje monopol posoborowia w obszarze mediów. Powstało pismo na dobrym poziomie edytorskim i odnosi sukces. Ma spory nakład, więc generuje zysk. Pamiętają Państwo, jak zarzucano Stowarzyszeniu im. Księdza Piotra Skargi, że samodzielnie promuje modlitwę różańcową ? No właśnie !
Odrzuciliśmy bardzo miałkie zarzuty abp. Jędraszewskiego i jego "ech" względem "Egzorcysty". Ale czy to oznacza, że pismo jest godne polecenia; czy mogą je czytać katolicy bez obawy, że przekazane im zostaną wyłącznie treści bezpieczne i zgodne z naszą wiarą ?
Niestety, nie. Oto kilka podstawowych zastrzeżeń.
1. Pierwszym i podstawowym problemem jest przyjęty posoborowy paradygmat pisma: pisze ono wyłącznie o zagrożeniach piętnowanych przez religję neokatolicką. Milczy natomiast o ryzykach, które ona sama generuje. Przykładowo:
a) Pisze się o Komunji na rękę jako przyjętej praktyce, wskazując, że Hostja musi być natychmiast spożyta. Niedopełnienie tego wymogu powoduje, iż Hostje mogą być łatwo wykradzione i profanowane, np. podczas obrzędów satanistycznych.
b) Nie spotkałem w piśmie artykułów krytykujących ruchy charyzmatyczne, choć kontakty z nimi same w sobie stanowią zagrożenie duchowe; bywają przyczyną zerwania więzi instytucjonalnej z Kościołem lub opętań. Tak było choćby w przypadku sióstr betanek z Kazimierza Dolnego.
2. Pismo promuje nieuznawane przez Kościół objawienia w Medjugorje oraz przykłada nadmierne znaczenie do innych objawień prywatnych. To zdecydowanie nie jest tematyka, którą powinno się epatować nieukształtowanych czytelników.
3. Jednym z tematów numeru (nr 6/2013) były tzw. opętania ekspiacyjne, rozpatrywane w szczególności w odniesieniu do najbardziej znanego przykładu Anneliese Michel. Ta młoda Niemka zgodziła się na prośbę rzekomej Matki Bożej (tak, znów te objawienia prywatne) i dopuściła do opętania swojej osoby, by cierpieć za grzechy innych ludzi i uchronić ich dusze od ognia piekielnego. Wprawdzie pismo zamieściło w tej sprawie również krytyczny głos x. Grefkowicza, ale w ogólnem swem przesłaniu wpisało się w promocję teorji bardzo wątpliwej teologicznie.
4. Pismo nie ma określonej kategorji wiekowej czytelnika, a jego relatywna "powszechność" oznacza, że może stanowić lekturę dla dzieci. W mojej ocenie tego typu treści, w tak prezentowanej formie, nie powinny być dostępne dla osób poniżej 15go roku życia.
5. Komercyjny charakter pisma implikuje zamieszczanie w nim reklam pozycyj, których ortodoksja katolicka budzi jeszcze większe wątpliwości. Oto przykład, odnoszący się wprost do zastrzeżeń, które już wcześniej poruszyłem:
Wydawca "Ezgorcysty" i ww. książek to ten sam podmiot.
Podsummowując, byłbym bardzo kontent, gdyby polscy biskupi uporządkowali obszar pracy egzorcystów i demonologów. Kilka lat temu, w Wielki Czwartek AD 2008 TVP2 wyemitowała film dokumentalny poświęcony wspomnianemu już w tekście przypadkowi śp. Anneliese Michel. Rozmaite protesty, sygnalizujące ogromne niebezpieczeństwo takich produkcyj, rozbijały się między innemi o jeden argument: "ten film został bardzo pozytywnie przyjęty przez polskich egzorcystów i jest przez nich rekomendowany". Sprawa samego miesięcznika "Egzorcysta" ma na tem tle znaczenie drugorzędne.
Nie jest to pismo w 100 % bezpieczne dla przygodnego odbiorcy, ale jeśli odbiera choć część czytelników "Wróżce" itp. periodykom, to powinniśmy się cieszyć. Jego sukces zaś świadczy o istnieniu od lat niszy, której oficjalna prasa katolicka, posiadająca imprimatur, zagospodarować nie potrafiła.
Pytanie graniczne i retoryczne: czy polscy posoborowi biskupi są w stanie rzetelnie i rozsądnie określić wytyczne dla mianowanych przez siebie egzorcystów (i wskazywać do tej posługi odpowiednich kandydatów) ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)








