piątek, 27 października 2017

Od „Summorum pontificum” do „Amoris laetitia”

We wrześniu 2017 r. w Rzymie odbyły się obchody 10 rocznicy wejścia w życie motu proprio „Summorum pontificum” Ojca Świętego Benedykta XVI. Konferencja zgromadziła tym razem nie tylko tradycjonalistów z Instytutów Dobrego Pasterza oraz Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana, dominikańskiego Bractwa św. Wincentego Ferreriusza czy FSSP, ale również wszystkich najznamienitszych oponentów argentyńskiego biskupa Rzymu, wśród których trzeba wskazać kardynałów Burke, Sarah i - co traktuję jako pewną niespodziankę – Müllera. Był on zapowiadany wśród gości jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary, czyli przełożony Komisji Ecclesia Dei. Nie pełni już tej funkcji od lipca 2017 r. Niemniej, jego bliższa współpraca ze zdeklarowanymi konserwatystami to zdecydowanie dobra wiadomość.

Do niedawna lekceważyłem zupełnie ryzyko ograniczenia zapisów motu proprio Summorum Pontificum przez Franciszka Papieża. Wydawało się, że posoborowie robi wystarczająco dużo w zakresie praktycznego torpedowania równouprawnienia Mszałów, że niepotrzebne jest nikomu wprowadzanie dodatkowych restrykcyj. Że świetnie się sprawdza polityka zamilczania tradycyjnego katolicyzmu. Że jesteśmy zbyt małą mrówką w skali świata, by modernistyczny słoń uznał za stosowne rozejrzeć się, gdzie ma tupnąć. Jednak niepokojące pogłoski pojawiły się jako tło możliwego „porozumienia” pomiędzy Watykanem a Bractwem św. Piusa X, według którego prawo do odprawiania Mszy w tradycyjnej formie rytu rzymskiego miałoby zostać ograniczone do członków prałatury personalnej, utworzonej dla „pojednanych” członków FSSPX.Być może kard. Gerard Müller storpedował te zamysły swojego pryncypała podsuwając mu do aprobaty list zamrażający „dialog ekumeniczny” Bergoglio – Fellay, poprzez postawienie Piusowcom żądań, których oni żadną miarą przyjąć nie mogą.Miałby za to u nas dodatkowy dług wdzięczności.

Po namyśle muszę zrewidować nazbyt optymistyczne prognozy. Zastanówmy się zatem, na czym polega wojna posoborowia z katolicyzmem, co jest polem bitwy i co jej metodami. Nauczanie Kościoła katolickiego opiera się o trzy filary: dogmatykę, liturgikę i etykę. Posoborowie od swego zarania atakuje dwa pierwsze spośród nich, zaczynając od błędów w zakresie eklezjologii i wolności religijnej Soboru Watykańskiego II oraz ekumeniczny charakter Nowej Mszy. Sami papieże Paweł VI i Jan Paweł II równocześnie demolowali liturgikę i dogmatykę oraz potwierdzali nauczanie Kościoła w zakresie nierozerwalności małżeństwa, wypowiadali się przeciw aborcji i antykoncepcji. Ich podwładni – kardynałowie, biskupi, episkopaty, poszczególni duchowni i profesorowie teologii – różnie podchodzili do tematu. Jedni pozostawali w jedności nauczania z papieżami (pracując przy okazji ciężko na stereotyp, że Kościół najbardziej interesuje się przykazaniem „nie cudzołóż”), inni zaś – zdecydowanie bardziej liczni – kwestionowali i kontestowali doktrynę katolicką, aplikując do niej zasady posoborowej teologii.

Co można by uznać za kwintesencję posoborowej teologii? Myślę, że są to zwulgaryzowane tezy Jana von Balthasara, rozważającego nadzieję powszechnego zbawienia. Koncepcje te bardzo dobrze wpasowały się w rzeczywistość drugiej połowy lat sześćdziesiątych XX wieku, erę rozluźnienia dyscypliny kościelnej i fałszywego, bezrefleksyjnego optymizmu, a więc postaw zbieżnych z pustoszącą i wyjaławiającą świat Zachodu rewolucją seksualną. Trudno byłoby znaleźć tę ideę (lub choćby przesłanki dla niej!) w dokumentach Soboru Watykańskiego II, jest już natomiast doskonale obecna w „debiutanckiej” encyklice Jana Pawła II pt. „Redemptor hominis”.



„Redemptor hominis” jest manifestem antropocentryzmu. Według polskiego papieża posoborowego „wszystkie drogi Kościoła prowadzą do człowieka”, zaś „Chrystus zjednoczył się z każdym człowiekiem”. Żeby nie było żadnych wątpliwości, co do skuteczności aktu, jaki zaistniał wraz z Tajemnicą Wcielenia, Jan Paweł II doprecyzowuje: „Chrystus raz na zawsze się zjednoczył z każdym człowiekiem”. Czy konieczne jest przyjęcie chrztu w celu uzyskania godności dziecka Bożego? Czy możliwe jest odtąd popełnienie przez któregokolwiek z ludzi grzechu śmiertelnego? Jaka jest rola spowiedzi i uzyskania rozgrzeszenia? Czy człowiek dysponuje jeszcze wolną wolą, skoro tak mocno został obdarzony łaskami Bożymi?

Tak mocno przez nas w Polsce krytykowany posoborowy katolicyzm krajów Europy Zachodniej, ów „katolicyzm bezobjawowy”, dokonał mistrzowskiej recepcji teologii antropocentrycznej. Rozwinięte społeczności błyskawicznie dostosowały się do idej „Redemptor hominis”. W najwygodniejszy dla siebie sposób.

Komunikat ten odczytano jako: możesz się zupełnie nie starać, a mimo to i tak pójdziesz do nieba. O ile niebo istnieje, bo religia to przecież tylko średniowieczne przesądy. Liczy się tylko to, co jest tu i teraz. Jest to z jednej strony wielka pochwała lenistwa, niestaranności, a z drugiej strony – nihilizmu. Paradoksalnie można powiedzieć, że koncepcja, która według Wojtyły miała ukazywać nieskończoną dobroć i miłosierdzie Boga, w praktycznym ujęciu prowadzi do Jego marginalizacji i lekceważenia. Sfabrykowano koszmarną liturgię (Novus Ordo), która niczego nie wymaga od uczestników. Nadto teologia antropocentryczna odcisnęła swe piętno na współczesnej architekturze i wystroju świątyń, na muzyce i szatach liturgicznych, na mentalności duchownych i świeckich. Stworzyła całą posoborową religię - taką, jaką ją znamy.

Z kronikarskiego obowiązku dopowiem, że herezja powszechnego zbawienia jest głoszona również przez argentyńskiego Biskupa Rzymu.

W świetle tego wszystkiego spójrzmy na sławetny franciszkowy dokument „Amoris laetitia”.

Zwłaszcza rozdział VIII adhortacji zawiera typowy posoborowy bełkot, rozwadniający jednoznaczną katolicką doktrynę. Bergoglio nie napisał bowiem wprost: "osoby pozostające w nowych związkach damskomęskich z osobami innymi niż te, z którymi zawarły sakramentalny związek małżeński, mogą przystępować do spowiedzi, uzyskiwać rozgrzeszenie i otrzymywać Komunię Świętą". On ograniczył się zapisania wielu zdań warunkowych i wielokrotnie złożonych, odwołujących się do praktyki duszpasterskiej, do miłosierdzia, do wspierania istniejących rodzin i dobra wychowywanych w nich dzieci.

Większość episkopatów nie miała problemu z odczytaniem intencji Argentyńczyka. Jego rodacy, Maltańczycy czy Niemcy stwierdzili, że osoby pozostające z związkach o charakterze cudzołóżczym z punktu widzenia tradycyjnej doktryny Kościoła, mogą niekiedy być dopuszczane do spowiedzi i Komunii Świętej. Wszystkie te interpretacje „Amoris laetitia" spotykały się z wyrazami aprobaty totumfackich Bergoglia, podczas gdy konserwatywna wykładnia adhortacji dokonana przez Konferencję Episkopatu Polski nie została przez Watykan równie mile przyjęta.

Jednak patrząc z perspektywy teologii antropocentrycznej na „Amoris laetitia” i jej krytykę przez katolickich konserwatystów, w tym czterech niezłomnych kardynałów (żyjących Rajmunda Burke'a i Waltera Brandmüllera oraz zmarłych niedawno Joachima Meissnera i Karola Caffarrę), jest to burza w szklance wody! Skoro akt Wcielenia Syna Bożego zjednoczył na zawsze każdego człowieka z Chrystusem, to więzi tej nie może zerwać tak trywialny problem jak niewierność małżeńska. Mało tego! Praktyka funkcjonowania posoborowia przez kilkadziesiąt ostatnich lat dopuszcza znacznie więcej niż to, na co zezwalają liberalne interpretacje „Amoris laetitia” Chyba właśnie dlatego kardynalskie dubia spotykają się z tak ostentacyjnym désintéressement ze strony Bergoglia oraz jakichkolwiek znaczących posoborowych teologów. "Nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych. Nie bądźmy peweksami!" - zdają się ... milczeć.

Dla wszystkich katolickich konserwatystów walka w sprawie „Amoris laetitia” ma zupełnie inne znaczenie. Jako się rzekło, etyka to ostatni z trzech wymiarów nauczania Kościoła, który nie był dotąd sfałszowany przez modernistów. Jeśli i tu nastąpi tąpnięcie, skończy się dla nas praktyczny sens i możliwości utrzymywania "unii personalnej", poprzez którą przywódca Kościoła Posoborowego był przez lata postrzegany jako papież w rozumieniu Kościoła katolickiego. Jeśli utwierdzą się rozbieżności zarówno w teologii jak i w etyce między oboma systemami religijnymi, to dalsza ewolucja posoborowia w kierunkach znanych nam z obserwacji współczesnych sekt protestanckich (kapłaństwo kobiet, akceptacja homoseksualizmu jako równoprawnej opcji seksualnej i rodzinnej itp. itd.) będzie już tylko formalnością. Stąd zapewne większe zaangażowanie zwolenników „hermeneutyki ciągłości” po stronie sympatyków tradycyjnej formy rytu rzymskiego, obserwowane podczas konferencji Ludu Summorum Pontificum. Jest to forma demonstracji, by ratować, co się da.

Przejdźmy do podsumowania. Obecność tradycyjnej formy rytu rzymskiego w kościołach nominalnie katolickich może niebawem zostać zakwestionowana w związku z wojną między bergoglianami a ratzingerianami.

Może tak się stać, ale nie musi. Nasi wrogowie są zapewne bardziej świadomi od potencjalnych stronników, że regularna celebracja i uczestnictwo we Mszy św. Piusa V to nie tylko wybór liturgiczny, ale przedewszystkiem teologiczny, który długofalowo powinien doprowadzić do odrzucenia błędnej teologii antropologicznej. Wszak jak głosi znane powiedzenie, „lex orandi, lex credendi”.

Mówiąc kolokwialnie, Franciszek może iść na rympał. Czyli „ubogacić” tradycyjną formę rytu rzymskiego posoborowym kalendarzem liturgicznym i czytaniami, zdemolując Mszę Katechumenów. A ponieważ mało kto wdrożyłby jego polecenia, wtenczas w ramach sankcyj dla nieposłusznych znieść „Summorum Pontificum”.

Z drugiej jednak strony, w pełnej zgodzie z teologią antropocentryczną byłoby dalsze konsekwentne budowanie jednej światowej religii, w której tradycjonaliści stanowiliby tolerowany nieszkodliwy folklor, równoważony wszelakimi wspólnotami protestanckimi i postkatolickimi.

Od czego zależy rozwój sytuacji? Chyba najbardziej od postawy naszych nowych (ale wciąż zazwyczaj „niepraktykujących”, tj. nie celebrujących w tradycyjnej formie rytu rzymskiego!) sojuszników – czy kardynałowie oponenci Bergoglia będą konsekwentni w oporze przeciw niemu, czy ów opór będzie narastał i ciążył ku przedsoborowej wizji Kościoła. Oni sami muszą zrozumieć, że „Amoris laetitia" to tylko wierzchołek góry lodowej, u podstaw której są błędy teologiczne Rahnera, Balthasara i Lubaca, usankcjonowane przez posoborowe magisterium Pawła VI i Jana Pawła II. Każdy, kto chce pozostać katolikiem, musi tę fałszywą teologię odrzucić!

Tu potrzebna jest, oczekiwana przez nas tak bardzo interwencja Ducha Świętego, który w ostatnich 50 latach zdaje się odrobinę przypominać naszych mitycznych rycerzy spod Giewontu. Skoro poniosła fiasko hermeneutyka ciągłości Ojca Świętego Benedykta XVI, która dawała pewne nadzieje na skorygowanie posoborowych błędów w obszarach liturgii i dogmatyki, wojna z modernistami jest najlepszą z dostępnych możliwości. Na tym polega dramat dzisiejszych czasów: najgorsza z możliwych wojen (wojna domowa) musi być potraktowana jako konieczność. Bo alternatywą dla niej jest … posoborowa apostazja.

Veni Creator Spiritus !!

18 komentarzy:

  1. "(...)skończy się dla nas praktyczny sens i możliwości utrzymywania "unii personalnej", poprzez którą przywódca Kościoła Posoborowego był przez lata postrzegany jako papież w rozumieniu Kościoła katolickiego.(...)" - drogi Krusejderze, po co brnąć w takie egzotyczne konstrukcje bez umocowania w teologii katolickiej?

    OdpowiedzUsuń
  2. jak to właściwie jest z papieżem-emerytem Benedyktem XVI ? niby tradycjonalista, a w necie krążą foty jak udziela Komunii Świętej "na rękę" .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojciec Święty Benedykt XVI nie był/ nie jest tradycjonalistą. Kiedyś udzielał w ten sposób Komunii św., chyba wycofał się z tego podczas panowania w Rzymie. Ale niestety pozostało to jego preferencją, której nie usiłował nawet narzucać innym.

      Usuń
    2. Nie wiem czy było to Jego preferencją, tak bym tego nie sformułował, bo raczej praktyka pontyfikatu potwierdza odwrotny trend. Od pewnego momentu na uroczystościach papieskich w Rzymie (co zostało wtedy oficjalnie zakomunikowane) Komunia św. miała być udzielana wyłącznie do ust. Sam Ojciec Św. Benedykt XVI udzielał jej na tych uroczystościach do ust i na klęcząco. Z przestrzeganiem tego zarządzenia przez księży posługujących na placu Św. Piotra bywało jednak różnie, na co były dowody w postaci różnych filmików.

      Usuń
  3. "Chrystus raz na zawsze się zjednoczył z każdym człowiekiem" - nie chce na siłe bronić św. Jana Pawła II, ale to zdanie można rozumieć na tak wiele sposobów, że każda interpretacja może być na swój sposób dobra. To bardzo, "filozoficzno-górnolotny", styl chrakteryzujący, w moim odczuciu, posoborowie.
    Raczej bym zapytał sie Autora co miał na mysli.


    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem po raz pierwszy na tym blogu. Jestem zszokowany ilością agresywnej "tonacji" tego tekstu. "Posoborowie" - termin ten odbieram jako słowo pogardliwe, być może dlatego, że jako absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (1967-1973) wiele moich ówczesnych autorytetów autor umieszcza w "posoborowiu", tymczasem dla mnie w tamtym czasie stanowili grupę wybranych przeze mnie autorytetów, szczególnie Karol Wojtyła. Później z zaciekawieniem czytałem W.Hryniewicza K.Rahnera czy J.Ratzingera. Każdy jest inny a "posoborowie" jest bliskie wulgarnego sloganu niż znakiem refleksji. Całość odbieram jako krzyk rozpaczy albo histerię osoby dostrzegającej niebezpieczeństwo. Przyznaję, że sprawa warta jest rozmowy, długiej i serdecznej rozmowy, lecz na pogardę nie mogę przystać Gdzieś w tle widzę postać Pawła VI i jego zatroskaną twarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W.Hrynkiewicz jest heretykiem.
      Wystarczy przeczytać jego: "Nadzieja uczy inaczej"

      Usuń
    2. Sytuacja Kościoła nie sprzyja głaskaniu sie po główkach i piciu z dziubków. Słowo "posoborowie" ma celowo negatywny wydźwiek. Ale czy zasługuje na inne potraktowanie?

      Serdecznie dziekuje za uwagi i pozdrawiam, Krusejder

      Usuń
  5. Brawo, świetny artykuł. Wczoraj przeczytałem go (28 X) i myślę, że Święci Apostołowie z tego dnia powinni być patronami w walce z całym posoborowiem. Św. Szymon Gorliwy patron rubryk i Św. Juda Tadeusz orędownik w sprawach wydawałoby się beznadziejnych. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, niektórzy tradycjonaliści mają problem z tym, ażeby rozróżnić to, co absolutne od tego, co relatywne; to, co jest herezją od tego, co jest wyrażaniem się w inny sposób, np. bardziej "poetycki" niż ścisły (inną kwestią jest to czy język współczesnego egzystencjalizmu w ogóle nadaje się do dokumentów Magisterium Kościoła); to, co jest dosadnym wypowiadaniem się, od tego, co jest brakiem uprzejmości.
    Polecam stonowaną wypowiedź bp Schneidera o interpretacjach Vaticanum II i kryzysie w Kościele (http://www.pch24.pl/biskup-schneider--interpretacje-soboru-watykanskiego-ii-a-kryzys-kosciola,53963,i.html) oraz krytyczną analizę uwag FSSPX dotyczących beatyfikacji Jana Pawła II, dokonaną przez Monikę Chomątowską na łamach "Christianitas" (http://christianitas.org/news/adwokat-diabla-czy-diabelski-adwokat1-recenzja-ksiazki-ks-patryka-de-la-rocque-pt-papiez-asyzu-zastrzezenia-wobec-beatyfikacji-jana-pawla-ii/)
    Mówię to jako osoba korzystająca z posługi duszpasterskiej FSSPX, lecz dostrzegająca zarówno blaski jak i cienie środowiska tradycjonalistycznego.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Krusejder: Pisze Pan: "Oni sami muszą zrozumieć, że «Amoris laetitia» to tylko wierzchołek góry lodowej, u podstaw której są błędy teologiczne Rahnera, Balthasara i Lubaca, usankcjonowane przez posoborowe magisterium Pawła VI i Jana Pawła II. Każdy, kto chce pozostać katolikiem, musi tę fałszywą teologię odrzucić!" Jak Pan chce to uczynić, pozostając jednocześnie w jedności administracyjnenj i eucharystycznej z Jorge Mario Bergoglio/Franciszkiem, który Pawła VI beatyfikował, a Jana Pawła II kanonizował? Sądzę, iż odrzucenie tej nowej teologii wymaga negacji kultu tych dwu postaci i zejścia na pozycje sedewakantystyczne bądź prawosławne - jeśli chcemy nadal szukać alternatywy wobec "posoborowia" w ramach chrystianizmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie największym problemem są herezje bergoglian, którzy dopuszczają cudzołożników do Komunii świętej. Gdyby ten problem się rozwiązał, będzie pozostawał kłopot z Janem Pawłem II, którego życiorys wszyscy znają na tyle, by wiedzieć, że po wsze czasy będzie pozostawał osobą niekanonizowalną. Dokąd go nie ma choćby w indultowej wersji Mszału Jana XXIII, to można udawać, że problem nas nie dotyczy.
      Dopiero "w trzeciej kolejności odśnieżania" są problemy z prekursorami V2, których póki co Kościół Posoborowy nie beatyfikował ani nie kanonizował.

      Ma Pan bardzo trafne obserwacje, ale nie zgadzam się z wnioskami. Jak Pan widzi tu optymalną alternatywę decyzyjną dla tradycyjnych katolików?

      Pozdrowienia

      Usuń
  8. "Gdyby ten problem się rozwiązał, będzie pozostawał kłopot z Janem Pawłem II, którego życiorys wszyscy znają na tyle, by wiedzieć, że po wsze czasy będzie pozostawał osobą niekanonizowalną. Dokąd go nie ma choćby w indultowej wersji Mszału Jana XXIII, to można udawać, że problem nas nie dotyczy". Problem dotyczy tradycyjnych katolików jak najbardziej, gdyż i tak będą oni mieli styczność z kultem JP2 na: lekcjach religii (w przypadku nieletnich), przez obrazy w użytkowanych przez nich wspólnie z "posoborowcami" kościołach, przemówienia, pisma i nabożeństwa Bergoglio, tudzież podległego mu duchowieństwa. Ponadto pozostając w strukturach "Kościoła posoborowego" ten kult cały czas sponsorują. Poza tym W rzymskim katolicyzmie kanonizacja jest NIEOMYLNA i NIEODWOŁALNA, jako akt nauczania (przedstawienie wzoru do naśladowania) całego Kościoła (zgadzam się z wykładnią orzeczeń Vaticanum I proponowaną przez ks. prof. Marka Sienatyckiego). Pozostają 2 alternatywy (w ramach chrześcijaństwa): sedewakantyzm i prawosławie. Dlaczego prawosławie? Polecam m. in. lekturę książki Klausa Schatza pt. "Prymat papieski od początków do współczesności" (Wydawnictwo WAM, Kraków 2004), której spore fragmenta znajdują się tutaj: http://prawoslawnikatolicy.pl/prymat-papieski-czesc-i/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawosławie dla nas katolików nie jest żadną alternatywą, bo poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia.

      Usuń
  9. Panie Krusejder
    Z zainteresowaniem czytam Pana wpisy.Byłbym wdzięczny za odpowiedź , dlaczego Jan Paweł II jest niekanonizowalny?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatyfikacja - to orzeczenie, że dany zmarły trafił do nieba, oparte o analizę jego życia, poglądów oraz potwierdzony cud.

      Kanonizacja - to znacznie więcej, bo wskazanie danego błogosławionego jako wzór. Czyń tak jak on, a będziesz zbawiony. Oczywiście to nie jest zaświadczenie, że ktoś nie grzeszył. Bo grzeszą wszyscy.

      Ale w przypadku grzechu, o którym jest powszechna wiedza, potrzebne jest nawrócenie. Rozmaite czyny Jana Pawła II na niwie dialogu międzyreligijnego były grzechami przeciw I przykazaniu Bożemu. Nasz rodak niestety nigdy się nie odciął od ucałowania Koranu, od zgody na postawienie Buddy na tabernakulum katolickiego Kościoła w Assyżu.

      Nie wiemy też, ile wiedział np. o aferach pedofilskich czy finansowych na Watykanie. A zatem nie wiemy też, czy patrzał na nie przez palce, czy wiedza na te tematy była przed nim ukrywana.

      Słowem, jest wiele obszarów co do których nie wiadomo, jak postępował Jan Paweł II, albo wiadomo, że jego czyny były dalekie od heroizmu wymaganego od kanonizowanych świętych Kościoła katolickiego.

      Usuń
  10. @Krusejder: Proszę przeczytać hasło "katolickość. Dzieje terminu" pióra Edwarda Ozorowskiego, zamieszone w "Encyklopedii katolickiej" (Lublin 1973-2014, t. 8, kol. 1202-1203) oraz "Pamiętnik. Commonitorium" św. Wincentego z Lerynu (polski przekład: Jan Stahr, Fiszer i Majewski - Księgarnia Uniwersytecka, Poznań 1928). Przymiotnik "katolicki" wywodzi się od wyrażenia καθόλου, które w języku greckim znaczyło i znaczy: "ogólnie, w ogóle, razem, w całości", a nie "powszechnie" (zob.. https://en.pons.com/translate/greek-german/καθόλου i http://biblehub.com/greek/2527.htm).

    OdpowiedzUsuń
  11. Proszę nie mówić "wojnie domowej" w kontekście AL. To nie jest też tradi-schizma.
    To jest apostazja Rzymu, ze wszystkim jej konsekwencjami. Zwłaszcza dla prawowiernych kardynałów, którzy powinni podjąć decyzję o opuszczeniu synagogi.

    OdpowiedzUsuń