sobota, 12 listopada 2011

W odpowiedzi Szczepanowi Twardochowi

Z ogromnem zdumieniem przeczytałem wypowiedź Szczepana Twardocha na temat nagrody i osoby Józefa Mackiewicza pt. "Mackiewicz jako atrapa".


Czytamy w niej m.in.:
Józef Mackiewicz jest dla mnie jednym z najważniejszych pisarzy XX wieku. A jednocześnie, nie znam innego pisarza, na którym dokonano by takiego gwałtu, jak na Mackiewiczu.

Gwałtem tym jest potoczne odczytanie Mackiewicza, chociaż trudno tutaj w zasadzie mówić o czytaniu, bo z powodów, o których napiszę zaraz, pozwalam sobie sądzić, że mało kto w ogóle zmierzył się z lekturą. (..)

Skoro więc środowiska lewicowo-liberalne przekreśliły Mackiewicza za jego bezkompromisowy antykomunizm, to prawica za ten antykomunizm go pokochała, zgodnie z infantylną zasadą, że pokocha każdego antybohatera łamów "Gazety Wyborczej".

Zaś podsummowaniem są słowa:

"I dlatego przekonany jestem, że prawdziwy, z krwi i kości Józef Mackiewicz, gdyby w jakimś wehikule przeniósł się w nasze czasy, nie mógłby otrzymać nagrody swojego imienia, będącej w dużej części emanacją postawy, którą próbowałem tu scharakteryzować."

Ponieważ nagrody przyznaje Kapituła, uważam te słowa za atak w szczególności na Kapitulę składającą się z wielu zacnych i zasłużonych ludzi. Stanisław Michalkiewicz, Rafał Ziemkiewicz, Jacek Bartyzel, Włodzimierz Odojewski, Jacek Trznadel, Marek Nowakowski oraz pozostali jej członkowie w niczem nie zasłużyli sobie, aby potraktować ich jak grupę pętaków operujących stereotypami. Nie są to ludzie, którzy rozumują wyłącznie na opak Gazecie Wyborczej.

Jakkolwiek można wskazać, że osoba i twórczość tegorocznego laureata jest bardzo niemackiewiczowska, to nie przekreśla ona dekady funkcjonowania Nagrody w życiu literackiem i publicznem. Twardoch tworzy iluzję, jakoby kapitułą kierowało prymitywne niepodległościowe, poakowskie pisiactwo i dzielnie z tą iluzją walczy. Sam wyróżniłbym Nagrodą im. Mackiewicza raczej Twardocha niż Wojciecha Wencla, ale i Wencel, prócz poglądów, swój wysoki poziom zachowuje i reprezentuje.

Pozwolę sobie również nie zgodzić się z pewnemi tezami Twardocha odnoszącemi się do twórczości Józefa Mackiewicza.

1. "W skrajnych rejestrach brzmi publicystyka Mackiewicza z lat siedemdziesiątych, kiedy pisarz komunistów widział już wszędzie od Watykanu po Waszyngton, co kiedy spojrzeć chłodno wydaje się raczej obsesją, niż trzeźwą analizą".

Bynajmniej. Ówczesny świat tak bardzo poszedł w lewo, iż wymagał radykalnej oceny. Publikacje na tematy kościelne (W cieniu krzyża - 1972 oraz Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy - 1975) są bardzo cenne, zwłaszcza że miały charakter pionierski, jeśli chodzi o napisane w języku polskim. Jako wieloletni miłośnik twórczości Józefa Mackiewicza i tradycjonalista katolicki znalazłbym w nich pewną liczbę nieścisłości, błędów i niesprawiedliwych ugólnień, ale przenigdy nie nazwałbym tez tych obsesją. Jeśli Twardoch nie czuje problemów związanych z posoborowemi dziejami
Kościoła w ujęciu Mackiewicza, to powinien zaczerpnąć z innych książek wiedzy na te tematy i wtedy doceniłby pionierski charakter prac Ptasznika z Wilna.

2. "Twórczość Józefa Mackiewicza nie mieści się w panującym dziś modelu polskości etnicznej, na rzecz uhonorowania której maszerował dziś w Warszawie Marsz Niepodległości i który to model panuje na polskiej prawicy niepodzielnie. Nie mieścił się zresztą Mackiewicz w tym nurcie już przed wojną, skoro Wilno uważał za własność wilnian, nie zaś za miasto polskie czy litewskie."

Zawsze byłem i jestem jaknajdalszy od nacjonalizmu, traktując go jako bękarta rewolucji francuskiej i zapewne dzięki temu, jako monarchiście, miłośnikowi i patrjocie Wielkiego Xięstwa Litewskiego, było mi szczególnie blisko do Józefa
Mackiewicza, krajowców, tudzież żubrów wileńskich. Nie rozumiem wszakże, czemu Twardoch próbuje do swojej wizji śląskości przypiąć ... Józefa Mackiewicza: "przede wszystkim jestem Ślązakiem, który próbuje zdefiniować siebie, własną nienarodową tożsamość poza tą fałszywą dychotomią narodowych polskości i niemieckości - i między innymi z tego powodu tak bliski jest mi Mackiewicz, bo wizja Górnego Śląska, która wydaje mi się być słuszna, Górnego Śląska, którego współgospodarzami, a nie tylko niewygodnymi sublokatorami mogliby być Ślązacy, jest bliska wizji Wileńszczyzny przedwojennych krajowców, na których oskarżenia o zdradę padały równie często, jak często dziś zwolenników śląskiej odrębności oskarża się wśród stu innych inwektyw, o bycie "pseudo-volksdeutschami"". Proszę spróbować zrozumieć, że o ile państwo polskie można zorganizować autonomicznie i przyznać Śląskowi autonomję (czemu sprzyjałbym), to i wówczas sytuacja jego będzie nieporównywalna względem Wielkiego Xięstwa Litewskiego - osobnego wielonarodowego społeczeństwa, którego znaczna część się spolonizowała dzięki sile naszej kultury. Zastanówmy się, czy aby śląskość promowana przez Twardocha nie próbowała zerwać z polskością, owym pięknym i atrakcyjnym naskórkiem pojawiającym się na kresach wschodnich na tkance litewskiej, ruskiej, białoruskiej i ukraińskiej.

Wniosek mój jest następujący: Twardoch w jednym tekście dokonuje zupełnie niemackiewiczowskiego ataku na polską prawicę, pragnąc ją utożsamiać z pewnymi strukturami nacjonalistycznemi i "niepodległościowemi" oraz z drugiej strony, przemyca tezę o Józefie Mackiewiczu jako możliwym patronie Ruchu Autonomji Śląska. Niech Czytelnicy sobie sami odpowiedzą, czy to uczciwa postawa intelektualna.

1 komentarz:

  1. Stary Niedźwiedź12 listopada 2011 23:10

    Czcigodny Krusejderze
    Ruch Autonomii Śląska to taka sama szulerska sztuczka jak "euroregiony". Że popiera to pewien senacki fan Palikmiota który w niektórych kręgach dorobił się już przydomku "ciul ziemi czarnej", trudno się dziwić. Ale wplątywać w to Józefa Mackiewicza jest po prostu łajdactwem.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń