wtorek, 11 października 2011

Pokolenie JP3

Fenomen wyborczy
Tegoroczne wybory objawiły nam ciekawe i niepokojące zjawisko socjopolityczne, które roboczo nazwę „Pokoleniem Janusza Palikota". Oto bowiem co dziesiąty spośród połowy dorosłych Polaków, biorących udział w głosowaniu, zdecydował się poprzeć t.zw. „Ruch Poparcia Palikota” – luźną strukturę kandydatów satelickich względem charyzmatycznego lidera, głoszących hasła antyreligijne i antycywilizacyjne bez jakichkolwiek pozytywnych propozycyj faktycznie służących nowoczesnemu państwu i społeczeństwu.

Poziom zastosowanego przekazu najlepiej obrazuje ten spot. Ludziom jakkolwiek kulturalnym może on co najwyżej przywieść uśmiech na twarz i dać pojęcie o sowieckiej propagandzie antychrześcijańskiej. Tymczasem motłochowi się spodobało i to bardzo!



Antyklerykalizm przekazu Palikota zdecydowanie przeważa nad postulatami legalizacji miękkich narkotyków czy promocją mniejszości seksualnych. I wprawdzie najgłośniejsi kandydaci RPP to Biedroń i transseksualista z Krakowa, którego nazwiska nie spamiętawszy, to pamiętajmy, że posłem – elektem z Łodzi został kapłan apostata Roman Kotliński, redaktor naczelny „Faktów i Mitów”. To być może nie pierwszy laicyzowany prezbiter w Sejmie Rzeczypospolitej, ale z pewnością pierwszy, który żyje z plucia na „KRK”.

Problem Kościoła
Zdawać by się mogło, że ujawnienie się „Pokolenie JP3” postawi na baczność polski Kościół instytucjonalny. Wielkość i intensywność tego ruchu przeraża zwłaszcza w młodem pokoleniu Polaków (18 – 25 lat), w którem RPP zdobył co czwarty oddany głos. Wnioski powinny być jednoznaczne, wskazujące na kompletne fiasko pracy katechetycznej z dziećmi i młodzieżą oraz na poważny kryzys rodziny i systemu edukacyjnego. Młodzi ludzie z tego przedziału wiekowego przeszli religję od klasy 1-szej do maturalnej i jeśli główną zaszczepioną im "wartością" jest nienawiść do instytucjonalnego Kościoła, to - jak powiedziałby x. Natanek - "wiedz, że coś się dzieje". Tak wygląda podsummowanie 20 lat nauczania katechetycznego w polskich szkołach.

Kościół powinien zatem zmienić, co może i promować autentyczne wartości. Czy tak się stanie, zobaczymy. Złym sygnałem jest wypowiedź bpa Pieronka, zakładającego, że „teraz więcej spokoju, ustaną teraz zajadłe ataki, okropne, dalekie od chrześcijaństwa”. To bezpodstawny optymizm. Po raz kolejny kult św. Spokoja może wygrać z minimalnym choćby samokrytycyzmem. Biskupi powinni wreszcie dostrzedz ten problem i zacząć nań reagować. Ich kalkulacja, jak mniemam, wynika z przywiązania do układu okrągłostołowego, dzięki któremu nieformalnie wbudowano Kościół w strukturę władzy. Władza zrealizowała część postulatów świata katolickiego, tj. ograniczyła prawo do aborcji, wprowadziła małżeństwa konkordatowe, religję do szkół, dała pensje katechetom, kapelanom szpitalnym, więziennym i wojskowym tudzież dokonała restytucji części mienia. Wzamian Kościół – również nieformalnie – zobowiązał się, czy raczej rozumiał, że pewnych postulatów nie należy podnosić. Jakich ? W szczególności odnoszących się do odbudowy państwa katolickiego. Na oportunizm powiązany z fruktami wynikającemi z udziału we władzy nakładał się „Duch Soboru Watykańskiego II” wykluczający integryzm i promujący herezję wolności religijnej w społeczeństwie w większości wciąż katolickiem. Rozumowanie biskupów miało zatem swoją logikę i dopóki trwa III RP, dopóty zawarty układ będzie w mocy. Nie zerwie go jakikolwiek rząd, od SLD po PiS, ponieważ wie, z jakiemi konsekwencjami społecznemi ze strony Kościoła mogło by to się wiązać. Autorytet biskupów w części społeczeństwa mógłby zmniejszyć legitymizację władzy. Ale pamiętajmy, że nadchodzący kryzys może zmieść III RP. Stanie się to prędzej czy później. Nastająca potem V RP będzie opierała się na zupełnie innych zasadach, ustalonych przez graczy, zależnie od siły, jaką będą dysponować. Na to wszystko KEPscy zupełnie nie są przygotowani. W szczególności, nie widzą własnych słabości i nie chcą z niemi walczyć.

Jako, że III RP chyli się ku upadkowi, pojawili się harcownicy. Nigdy nie rozstrzygają oni o przebiegu bitew, ale z pewnością wpływają na morale żołnierzy. Harcownikiem promowanym na niwie kulturalnej jest np. Nergal, zaś identyczną funkcję na niwie politycznej pełni Janusz Palikot, czyli JP3. Naprzeciwko Nergala wystąpił bp Wiesław Merling i wezwał do nieposłuszeństwa obywatelskiego polegającego na niepłaceniu abonamentu telewizyjnego. Jest to jednoznaczne naruszenie opisanych powyżej reguł układu między Kościołem a władzą III RP. Można powiedzieć, że w ten sposób strzelił bramkę wyrównującą na 1:1. Ale teraz Palikot podwyższył na 2:1 i jest bliski strzelenia kolejnych bramek. Trzeba dać mu odpór, jeśli nie chce się przegrać przynajmniej tego doczesnego pojedynku. Oczywiście, reakcja nie powinna polegać jedynie na napisaniu paru tekstów, na kilku dobrych homiliach itp., lecz na czynach. Przeciwwagą dla „Ruchu Poparcia” może być jedynie elita Kościoła wywodząca się z różnych wysp „archipelagu radykalnej ortodoksji”, który siedem lat temu dostrzegł i zdefiniował w najważniejszym chyba swoim tekście Paweł Milcarek. Do tej pory Kościół traktuje je raczej jako zagrożenie, będąc wiernym „Duchowi Soboru Watykańskiego II” i układowi III RP. Nie muszę chyba wyjaśniać, że o ile charyzmatycy i neokatechumenat cieszą się poparciem niektórych biskupów, to ich akceptacja dla zwolenników tradycji łacińskiej w zasadzie nie występuje. Laicyzmu nie pokonają świeccy, którzy są szeregowcami w Kościele Wojującym, lecz jego generałowie, kapitanowie i podoficerowie – czyli duchowieństwo. Tę elitę duchowieństwa i laikatu trzeba stworzyć. Nas, przedsoborowców, odróżnia od posoborowców bowiem nie łacina, lecz apologetyka, dyscyplina, wizja państwa i społeczeństwa. To powinniśmy przeciwstawić „Pokoleniu JP3” i dzięki tem zasadom nie powinno się ono odnawiać w młodszych rocznikach.

Janusz Palikot
Wbrew różnym rozgorączkowanym głosom jestem zdania, że Palikot nie jest diabłem wcielonym, lecz sprytnym cynikiem, który – jako zdolny i doświadczony manager – odnalazł w społeczeństwie niezagospodarowaną niszę i ulokował się w niej. Temniemniej nic nie wskazuje, aby w najbliższym czasie pojawiła się atrakcyjniejsza grupa wyborców, na których można by spróbować „przeskoczyć”, dla której byłoby się wiarygodnym. Bowiem celem Palikota jest władza a nie rewolucja. Ku niej będzie zmierzał stosując się do zasad zdroworozsądkowych i używając nowoczesnych narzędzi marketingu politycznego.

Zaledwie pięć lat temu Janusz Palikot próbował swoich sił w zupełnie innej części sceny politycznej. Finansował wydawanie prawicowo-katolickiego tygodnika „Ozon”, wraz z którym tworzył mit „Pokolenia JP2”. Okazało się wszakże, że nic takiego nie występuje w praktyce, nie ma wśród młodych Polaków jakiegoś szczególnego zainteresowania i atencji do nauczania i postaw moralnych promowanych przez polskiego papieża, Jana Pawła II. Ruch nie powstał, gazeta splajtowała. Nie ma po nich śladu na tyle, że zaledwie w dwa – trzy lata później mógł Palikot obrać przeciwny kierunek i stać się najprzód enfant terrible Platformy Obywatelskiej, a rok temu – inicjatorem święcącego dziś sukces ruchu. Palikot wie, że słabnący Kościół polski jest tym łatwiejszym celem ataków, gdyż zaczadził go Duch Soboru Watykańskiego II. Dokąd rządzą tu hierarchowie realizujący ultrazachowawczą strategję duetu Dziwisz – Kowalczyk, na jego harce zapewne nie będzie odpowiedzi.

Ale Palikot rozumie też, że jego aktualna nisza jest nietrwała. Odsetek kanalij itp. w każdem społeczeństwie, nawet najbardziej demokratycznem, jest skończony. Wprawdzie mogą go zasilać kolejne roczniki wyborcze, ale innym czynnikiem sukcesu była antysystemowość RPP. Efekt ten można osiągnąć na szerszą skalę tylko raz, zaś teraz stało się to po części z uwagi na „zbieg okoliczności”, poprzez który praktycznie wyeliminowano z wyborów listę Janusza Korwin – Mikkego. Bez mobilizacji tradycyjnych i potencjalnych korwinistów w szeregi RPP, osiągnięty wynik wyniósłby jakieś 7 % i nie byłby aż tak głośny medialnie.

Gdybym był na miejscu Palikota, spróbowałbym doprowadzić w tej kadencji do jednego sukcesu, np. legalizacji konopij indyjskich i nasiliłbym prace na odcinku walki z biurokracją, w której JP3 zupełnie poległ podczas poprzedniej kadencji, szefując sejmowej komisji Przyjazne Państwo. Inną ciekawą opcją byłoby zagranie karty eurosceptycznej, co równocześnie związałoby w jakiś sposób ręce prawicy. Sugerowane ruchy mogą dać mu znacznie ciekawszą niszę społeczną do zagospodarowania. Droga do niej wiedzie poprze zmianę zasad finansowania partyj politycznych, która petryfikuje aktualny układ tzw. „bandy czworga”. Paradoksalnie, najbardziej Palikotowi mogą zaszkodzić właśni posłowie. Obecny skład doszedł do lewej ściany: pederasta, transseksualist(k)a, kapłan – apostata, feministki. Jeśli ich oczekiwania będą formułowane za szybko, to raczej ośmieszą rewolucję niż ją zrealizują. Zwłaszcza, że jak wiemy choćby z poniższego materjału, odwaga nie musi być ich najmocniejszą stroną.



Głos lewicy
Polecam zapoznanie się z bardzo ciekawym tekstem Adama Ostolskiego „Nie ma postępu na skróty”, który w ustrukturalizowany sposób omawia, czemu prawdziwym lewakom jest nie po drodze z Palikotem. „Krytyka polityczna” doskonale wie, że JP3 nie jest dziś postacią z ich bajki. Oczywiście jest ryzyko, i to niemałe, że dotychczasowi potencjalni rywale na lewicy zewrą szeregi i ustalą wspólną linję. Niebezpieczeństwo z ich strony może zagrażać Polsce dopiero w V RP, jeśliby mieli istotny wpływ na jej kształt. Wszystko zależy od ewolucji RPP, ale równocześnie od tego, kiedy splajtuje III RP. Pamiętajmy też, że jakkolwiek RPP naruszył układ kontrolowany przez „Bandę czworga”, to Palikot może w następnych wyborach spaść z politycznego Olimpu równie boleśnie jak Grzegorz Napieralski – король wyborów prezydenckich AD 2010 i шут starcia tegorocznego.

Podsummowanie
Pokolenie Polaków liczących mniej niż 25 lat, a więc wychowanych w III RP, różni się istotnie od wcześniejszych. Znaczną jego część stanowią obcy nam barbarzyńcy. Replikacji tego stanu rzeczy służą narzędzia edukacyjne, a więc trójstopniowe szkolnictwo o coraz niższym poziomie nauczanie i coraz dłuższym czasie przymusu edukacyjnego. Nie mamy specjalnego wpływu na te procesy ani na ogłupiające i demoralizujące młodzież massmedia. Ale możemy mieć pewien wpływ na instytucję, przeciw której skierowana jest nienawiść tego motłochu, na Kościół katolicki. Antyreligijność Polaków może być bardziej trwała niż ruchacze Palikota, a zagrożenia z nią związane są szersze obejmując niż tylko wyborczy aspekt społeczeństwa. Trzeba budzić biskupów, dopóki nie jest za późno !

10 komentarzy:

  1. Stary Niedźwiedź11 października 2011 20:01

    Czcigodny krusejderze
    Napiszę kilka słów na prive'a bowiem obawiam się że kilka moich uwag Twoi goście potraktowaliby jako atak na świętości i rzucili się na heretyka z pazurami. Tu pozwolę sobie jedynie dodać że nigdy nie byłem fanem księdza profesora Tischnera ale raz powiedział on coś bardzo trafnego. Mam na myśli jego stwierdzenie że pięćdziesięciu esbeków nie naszkodzi Kościołowi Rzymskokatolickiemu w takim stopniu jak jeden głupi ksiądz.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Stary Niedźwiedź11 października 2011 20:03

    P.S.
    Wybacz Czcigodny Krusejderze niemiłą literówkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Krusejder, po przeczytaniu Pańskiego bloga, zastanawiam się, czy Pan masz czasem jakiekolwiek wątpliwości co do swojej wizji świata, od niwy kulturalnej, przez społeczną, polityczną itd. Zastanawiasz się Pan, czy rzeczywiście masz świętą rację czy też słowo już napisane czasem zaswędzi? Czy też może jesteś Pan jak ten monolit, co z zapałem jezuity godnym będzie powtarzał, że białe jest czarne i ganił i karał tech, którzy inaczej to jednak powiadają?

    Żal mi nieco Pana, bo człekiem rozumu zacnego się wydajesz. Tym smutniejsze to, że tak jednostronnie wszystko postrzegasz a racji odmawiasz tem, co inaczej sprawy widzą.

    Żal czytać ten jad i słowa walki, przemocy wręcz, kierowane do myślących inaczej, niż Waćpan. Te uczonym językiem pisane rozważania o tem, że "bluźnierców winno się karać surowiej, z karą główną włącznie".

    Powiedz mi Pan, Panie Krusejder, co też w człowieku musi siedzieć, że taką bezwzględnością się czasem wykazuje, że chce innym zadawać poniżenie, ból, cierpienie, a nawet śmierć, z powodu tak niewspółmiernego przewinienia. W imieniu religii, która o miłosierdziu przecież prawi. Co Pan czujesz pisząc takie rzeczy? Czy sobie Pan wyobrażasz, że sam taką karę bluźniercy Nergalowi wymierzasz? Chcesz Pan poczuć krew na swych dłoniach, czy zadowolisz się jak inien to z Twego polecenia zrobi? Piszesz to na swoim blogu człowiek, który występuje z zapałem w obronie życia poczętego. Płód należy chronić bezwarunkowo, ale co z człowiekiem będzie później, to nieważne? Jak grzech (w rozumieniu Twem) popełni, to można go nawet zabić, przymykając na tę wartość życia, o którą się zabiegało wcześniej.

    Piszesz Pan o "nienawiści motłochu do Kościoła Katolickiego", a nie pochylasz się nad swoją nienawiścią właśnie, do tych ludzi, czasem rzeczywiście zagubionych, którzy swoje frustracje kierują i w stronę KRK. Swoją nienawiścią do innych niż Waćpan. Nazywasz ich motłochem, setki tysięcy, czy może i miliony ludzi sprowadzasz do bezimiennego, totalnego, wyjałowionego pojęcia. Jesteś Pan w tym miejscu swojej wypowiedzi arogancki, zapalczywy i apodyktyczny. Myślisz, że to Pan i jemu podobni, wymagania innym stawiasz, a kto ich nie spełnia, ten cham niegodny zrozumienia, współczucia i litości. Panie Krusejder, spójrz Pan w końcu w lustro.

    Panie Krusejder, jeszcze jedno. Abstrahując od tego jak się sprawy miewają gospodarczo, politycznie i społecznie. W Polsce, Europie i na świecie. Mimo szacunku do Pana, cieszę się, że ludzi tak myślących jak Pan w okolicy naszej jest garstka i garstką tą pozostanie, o czem Pan doskonale sobie zdajesz sprawę, widząc w tym zmierzch naszej cywilizacji. Używając dalej metafory nieco kiczowatej a poetyckiej, cieszy mnie, że już dawno w nocy, a dzień nowy lada wstaje. Choć nie wiadomo co przyniesie, wiadomo jaki był ten dzień poprzedni, co on wziął.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nt. komentarza z 20:48

    Z jednej strony - sporo ciekawych i, co cenię szczególnie, oryginalnie sformułowanych myśli; z drugiej strony - niewiele praktycznego z niego niestety wynika. W szczególności nie widzę proponowanej alternatywy. Wprawdzie utożsamia się Pan(i? - dalej pozostanę przy maskulinie) z naszą cywilizacją, ale nie przedstawia sposobu poszukiwania ratunku. Czy ma nim być system demoliberalny ? Przecież właśnie doprowadza on Europę do upadku.

    W naszej cywilizacji zawsze najwyżej cenione były wartości niematerjalne. Narażało się życie i zdrowie dla wiary, króla, honoru, rodziny. Osoby podważające te wartości są niebezpieczne i należy je eliminować. Kara śmierci to przypadek skrajny, ale jednak w pewnych warunkach poza wojną należy ją stosować. Nie jest samosądem, lecz wyrokiem. Jeśli nie rozumie Pan tej różnicy i nie widzi jej również między przyzwoleniem na zabicie niewinnego człowieka a eliminacją szczególnie niebezpiecznego bandyty, to chyba jednak nasze systemy wartości istotnie się różnią.

    Co do spraw "okołomotłochowych", raz jeszcze odsyłam do PolitKrytyki. Tamtejszy autor pisze: "Palikot oferuje szacunek osobom wykluczonym w pakiecie z pogardą do „moherów”. Tym, co proponuje, nie jest dystrybucja godności, ale redystrybucja pogardy." Oczywiście rozróżniam różne typy wyborców Palikota, a więc np. antyklerykałów i korwinowców, ale proszę nie oczekiwać odemnie szacunku dla "Faktów i Mitów", dla bydlaków ustawiających krzyż z puszek po piwie lech itp. Nie po to mój blog ma w nazwie "młota", bym go nie używał.

    Czekam zatem na konstruktywne propozycje do dyskusji a nie na łatwe połajanki. Nie zadziałają na mnie.

    Mimo owych zastrzeżeń, pozdrawiam serdecznie i przy następnych wpisach proszę o jakąkolwiek identyfikację.

    OdpowiedzUsuń
  5. Stary Niedźwiedziu, nie masz po co się kajać, Krusejder sam jest na bakier z pisownią. Polecam program Word, poprawia błęy. :)))))

    OdpowiedzUsuń
  6. No dobrze, ale co w związku z tym z tym manipularzem? Ważna Msza św. bez niego? Czy może nie ważna?

    OdpowiedzUsuń
  7. Z jakim znowu manipularzem? Z choinki się urwałeś?

    OdpowiedzUsuń
  8. Być może chodzi o wpis Dextrimusa sprzed kilku dni. Tam pojawia się takie słowo :)

    Jeśli zaś chodzi o JP2: to też był ruch antykatolicki, tyle że o wiele groźniejszy, bo próbujący zwieść NOMOsiów zupełnie na manowce. Linia Palikota się zasadniczo nie zmieniła.


    Jeśli zaś chodzi o młodzież -- otóż oni nie odwracają się od katolicyzmu, którego nigdy w życiu nie znali, tylko od NOMO, a to różnica.

    Problem jest innego rodzaju -- brak kapłanów (uściślając: przed-„soborowych”). Dextrimus wkleił ostatnio zdjęcia z pseudo-przygotowania do Bierzmowania. Mniejsza o cyrkową oprawę tego przedsięwzięcia. Widać 11 dziewcząt, 1 (jednego) chłopca. Komentarz zbyteczny.

    OdpowiedzUsuń
  9. Za pozwoleniem: p. Krusejder nie jest na bakier z pisownią, lecz stosuje ortografię (a w zasadzie: ortografję) sprzed reformy 1936 r., co jest moim skromnym zdaniem niepraktyczne, lecz urokliwe.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem, czy powinienem się chwalić - x. Sowa ze mnie ściąga
    http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,10475016,Zamiast_JPII__pokolenie_Palikota___To_bardzo_gorzki.html

    te wybory były poważnym sygnałem dla Kościoła. - Po raz pierwszy Kościół uzmysłowił sobie, że linia podziału nie przebiega już między tzw. "środowiskami ideologicznymi, naznaczonymi piętnem postkomunimu". Dzisiaj największą grupą, która... poparła Palikota są najmłodsi wyborcy. Oni mieli już religię w szkołach, tam przygotowywali się do kolejnych sakramentów. I mimo to, mając 18 lat powiedzieli: reprezentuje nas Palikot. Ktoś zażartował: Liczyliście na pokolenie JPII, a macie JPIII - pokolenie Palikota. Dla mnie jako księdza to bardzo gorzki żart. Kościół w Polsce musi zastanowić się, dlaczego tak się stało. Wina tkwi nie tylko w sytuacji politycznej, ale także w nas.

    OdpowiedzUsuń