sobota, 14 stycznia 2012

50 lat akukumenizmu w Warszawie …

W przededniu kolejnego „tygodnia ekumenicznego” „Gość niedzielny” relacjonuje, jakie były początki tej zarazy w Warszawie: jeszcze przed rozpoczęciem Soboru Watykańskiego II, krocząc śladami Jana XXIII, AD 1961 zorganizowano sekcję ekumeniczną przy kurji metropolitalnej, a 10 stycznia 1962 odprawiona została pierwsza Msza o jedność chrześcijan, na którą zaproszono okolicznych niekatolików. Oczywiście Msza była normalna, po łacinie, a goście nie udzielali się czynnie podczas liturgji. Nie było też mowy o interkomunji. Ale zaledwie kilkanaście dni później polscy duchowni nawiedzili nabożeństwo prowadzone przez pastorów luterańskich, a potem już poleciało !

Jeszcze za czasów prymasa Stefana Wyszyńskiego i za jego pozwoleniem homilię po Ewangelii wygłaszał przedstawiciel innego wyznania chrześcijańskiego. To niespotykana praktyka w Kościele powszechnym. W związku z tym watykańska Kongregacja Nauki Wiary indagowała w tej sprawie następcę kard. Wyszyńskiego, prymasa Józefa Glempa, zwracając uwagę, że tego typu praktyki są niedopuszczalne. Kard. Glemp argumentował, że taki zwyczaj ukształtował się za czasów Prymasa Tysiąclecia i trudno byłoby się z niego Kościołowi katolickiemu w Polsce wycofać. Obecnie jest już oficjalne pozwolenie z Watykanu na to, aby podczas Mszy św. homilię głosił duchowny niekatolicki.


Dodajmy od siebie: jest jeszcze gorzej, albowiem wielu partnerów w dialogu akukumenicznym nie ma kapłanów, nie ma ważnej sukcesji apostolskiej. Ale piszę dziś nie o tem, wróćmy zatem do gomułkowskiego „adremu”. Jak podaje GN:

Oprócz całej plejady ekumenistów katolickich na czele z abp. Alfonsem Nossolem, bp. Bronisławem Dembowskim, śp. bp. Władysławem Miziołkiem i bp. Tadeuszem Pikusem, kazania u św. Marcina głosili m.in. duchowni, czołowi przedstawiciele swych Kościołów: bp Zygmunt Michelis, ks. senior Jan Walter, ks. Jan Hause, bp Janusz Jagucki (luteranie); bp Jan Niewieczerzał, bp Zdzisław Tranda (do dziś jest jednym z najwierniejszych uczestników nabożeństw świętomarcińskich), ks. Władysław Pachalis-Ochędoski, ks. Bogdan Tranda (ewangelicy reformowani); ks. prof. Witold Benedyktowicz, ks. Janusz Ostrowski, ks. Adam Kleszczyński, ks. superintendent Adam Kuczma, bp Edward Puślecki (metodyści); ks. Michał Stankiewicz, ks. Aleksander Kircun-senior, ks. Adam Piasecki, ks. Zdzisław Pawlik (baptyści); ks. Edward Czajko (zielonoświątkowiec); bp Tadeusz Majewski, ks. Henryk Dąbrowski (polskokatolicy), abp Jeremiasz, ks. dr Henryk Paprocki (prawosławni).

Jeśli ekumenizm ma prowadzić do jedności chrześcijan, to 50 lat pracy na tym odcinku powinno przynieść już jakieś owoce. Niestety, nic mi nie wiadomo, aby jacykolwiek niekatoliccy uczestnicy tych spotkań albo sami się nawrócili albo – co byłoby optymalne – doprowadzili do unij z Rzymem swoich związków wyznaniowych. Nie mówię, by np. cerkiew prawosławna w Polsce już tę jedność umocniła (wtedy Jan XXIII czy s. Lossow zasługiwaliby na beatyfikację i pomniki), ale nasi rodzimi heretycy – polskokatolicy czy marjawici – jaknajbardziej powinni byli powrócić do Kościoła. Jeśli te cele nie zostały osiągnięte, to każdy w miarę rozgarnięty człek powie, że para idzie w gwizdek.

Idzie, a nawet i dzwoni, dokładnie jak sienkiewiczowski djabeł ubrany w ornat i na Mszę dzwoniący. Jeśli bowiem doczytamy sobie, jak osiągane są dziś wymierne sukcesy ekumeniczne Benedykta XVI w zakresie doprowadzenia do jedności z Kościołem konserwatywnych wspólnot anglokatolickich, to okaże się, że posoborowy szyld akukumeniczny jest tamą dla prawdziwego ekumenizmu.

Paweł Rodari i Andrzej Tornielli przedstawiają w książce „Atak na Ratzingera”


kulisy przygotowywania konstytucji apostolskiej Anglicanorum coetibus: kard. Levada ogłosił 20 października 2009 r. informację o publikacji dokumentu, zanim istniała jego ostateczna wersja. Ojciec Święty podpisał dokument 4 listopada, a więc w dwa tygodnie później. Ale co najciekawsze, przed podjęciem decyzji nie konsultowano się z posoborowymi episkopatami – angielskim, jankeskim i australijskim. O sprawie nie wiedział również herezjarcha anglikański „abp” Rowan Wiliams, a kard. Walter Kasper, ówczesny szef Kongregacji ds. popierania jedności chrześcijan, był wyłączony z procesu decyzyjnego. Tylko dzięki tem działaniom, uznanem przez posoborowców jankeskich i brytyjskich za całkowite złamanie zasad kolegializmu, udało się doprowadzić do promulgacji ww. konstytucji apostolskiej. Anglokatolicy doskonale wiedzieli, kto jest przeciwny ich powrotowi do Kościoła i to na ich życzenie wrogowie katolicyzmu i potencjalni sabotażyści zostali wyeliminowani z partycypacji w przygotowywaniu Anglicanorum coetibus.

To nie złudzenie, że wychodzi nam iście orwellowska dialektyka. Bolszewicy rzekomo walczyli o pokój, a faktycznie byli (i są!) największem zagrożeniem dla niego. Dokładnie na tych samych zasadach największem zagrożeniem dla nawracania innowierców na katolicyzm są posoborowi działacze ekumeniczni. Jeśli jacyś hodurowcy czy kozłowici zechcą kiedyś powrócić na łono Kościoła, niech się ich strzegą !!

5 komentarzy:

  1. Święty Michale Archaniele,
    broń nas w walce. Przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną.
    Niech go Bóg poskromi, pokornie błagamy,
    a Ty, Książę Zastępów niebieskich mocą
    Bożą strąć do piekła szatana
    i inne duchy złe, które na zgubę
    dusz krążą po świecie.

    Amen.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czcigodny Krusejderze
    Prawie wszystkie nieporozumienia biorą się stąd że samo słowo "ekumenizm" nie zostało przyzwoicie zdefiniowane.
    Jeśli słowo to ma oznaczać pakt o nieagresji między poszczególnymi kościołami chrześcijańskimi, współdziałanie w tych obszarach gdzie jest to możliwe, uregulowanie kwestii związanych z "małżeństwami mieszanymi wyznaniowo" etc. to w mojej ocenie takie działania mają sens. Natomiast absurdem jest już jakieś "łatanie" kwestii doktrynalnych na zasadzie zgniłego kompromisu, trudnego do przyjęcia dla wiernych obydwu stron.
    Ale jeśli pod pojęciem ekumenizm ktoś rozumie bezwarunkową kapitulację prawosławia czy protestantyzmu przed Watykanem to im prędzej wybije sobie z głowy tak niedorzeczny pomysł tym lepiej.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,
    wiesz, że cenię Twój punkt widzenia. Ale czy nie czujesz dyskomfortu, że - z Twojego punktu widzenia - chrześcijaństwo przed czasami x. dr. Lutra przez dobre 1000 lat tkwiło w błędzie doktrynalnym ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Czcigodny Krusejderze
    Nie chcąc robić "zadymy" na Twoim blogu do tego bardzo ciekawego pytania odniosę się w mailu który popełnię dzisiaj a najpóźniej jutro wieczorem.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń